Aktualności / Nowinki Technologiczne
Co z tym Lisem?
Artykuł był czytany 1353 razy
Tomasz Lis po 11 latach wraca do TVP. Poprowadzi w niej własny program publicystyczny. Zastanawiające, że odrzucił ofertę TVN. Być może chce naprawić wizerunek telewizji publicznej, ostatnio mocno nadszarpnięty.
Po głośnym wrześniowym odejściu z Polsatu, Tomasz Lis nie musiał długo szukać pracy. Już po dwóch miesiącach został doradcą zarządu wydawnictwa Edipresse Polska. Wszyscy czekali jednak na jego powrót do telewizji. I doczekali się – w pierwszych dniach nowego roku Lis podpisał umowę z Telewizją Polską.
On tam nie pasuje
O tym, że były prezenter „Faktów” i „Wydarzeń” bez problemu znajdzie zatrudnienie w telewizji, wiedzieliśmy nie od dziś. Zastanawiać może jedynie wybór stacji. W TVP istniało ostatnio wiele nieprawidłowości, m.in. głośna sprawa Patrycji Koteckiej – wiceszefowej Agencji Informacji publicznej telewizji. Wedle doniesień, właśnie ona była jedną z osób odpowiedzialnych za stronniczość polityczną TVP podczas kampanii wyborczej.
Tomasz Lis miał podobną ofertę z TVN. Stacja, w której wybił się na dziennikarską gwiazdę, byłaby przypuszczalnie o wiele pewniejszym miejscem pracy. Inna sprawa, że 41-letni prezenter musi pamiętać sposób, w jaki pożegnano się z nim w 2004 r.
Tak czy inaczej, Lis na pierwszy rzut oka wydaje się osobą kompletnie niepasującą do TVP, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę sympatie polityczne i ideologiczne jego nowych przełożonych. Mimo że Prawo i Sprawiedliwość już nie rządzi, ekipa trzymająca władzę w telewizji publicznej – na czele z prezesem Andrzejem Urbańskim – nie uległa zmianie.
Wybór Lisa staje się jeszcze większym paradoksem, jeśli dodać, że nie tak dawno ukazała się jego najnowsza książka zatytułowana „PIS-neyland”. Stanowi ona zbiór felietonów, pisanych przez autora w latach 2005-2007 i poddających partię PiS ostrej krytyce. Jak widać, nie stanowiło to przeszkody, by związać się ze stacją telewizyjną, która jakiś czas temu robiła wszystko, by utrzymać poparcie społeczne dla partii Jarosława Kaczyńskiego na wysokim poziomie.
TVP to wyzwanie
Czym więc kierował się Tomasz Lis, wybierając właśnie ofertę Telewizji Polskiej? Wątpliwe, by chodziło o kwestie finansowe – jeden z najbardziej utytułowanych polskich dziennikarzy telewizyjnych ostatnich lat z pewnością nie narzeka na brak gotówki. Wedle niepotwierdzonych informacji, jego wynagrodzenie w nowym miejscu pracy może wynosić kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie wydaje się jednak, by rezygnował z propozycji TVN tylko dlatego, że przedstawiono mu skromniejsze możliwości finansowe.
Trzeba natomiast zwrócić uwagę, że jako dziennikarz Lis osiągnął już niemal wszystko. Laureat Telekamery 2002 (w kategorii informacje, wspólnie z Kamilem Durczokiem) i 2006 (za program publicystyczny), 7-krotny zdobywca Wiktorów (w tym Superwiktora 2006), do tego dwukrotnie (1999 i 2007) Dziennikarz Roku. W mediach prywatnych był już najpopularniejszym prezenterem i cenionym publicystą.
Praca w TVN nie wniosłaby prawdopodobnie nic nowego do kariery Lisa. Tymczasem posada w TVP – w ostatnich tygodniach odsądzanej od czci i wiarygodności – może być dla niego kolejnym wielkim wyzwaniem. Tym razem takim, które sam sobie postawił.
W tym kontekście wybór dziennikarza wydaje się jak najbardziej uzasadniony. Chce zapoczątkować proces wyciągania TVP z kryzysu. Doprowadzić do tego, że na nowo w telewizji publicznej zaistnieje polityczny pluralizm, różnorodność poglądów i opinii. Nie mówi o tym wprost, ale też nie ukrywa: - Mam nadzieję, że to pierwszy kroczek w kierunku upublicznienia telewizji publicznej. Polsce potrzebna jest taka porządna, dobrze robiona telewizja.
Początek zmian?
„Kroczek”, a nie „krok”… no właśnie. Lis zdaje sobie sprawę, że sam Telewizji Polskiej nie odmieni, zwłaszcza że ma ponad sobą Andrzeja Urbańskiego i jego ludzi. Dlatego ma nadzieję, że jego śladem pójdą kolejni dziennikarze i publicyści. Jest na to tym większa szansa, iż od dłuższego czasu narzekano na brak profesjonalnych programów publicystycznych w TVP. Więc jeśli nie teraz, to kiedy?
Ktoś jednak musi być pierwszy. Tym odważnym jest właśnie Lis, który od 25 lutego wkroczy na antenę TVP2 z programem „Co z Polską?”, aby przynajmniej w pewnym stopniu odmienić jej oblicze. Sama jego postać z pewnością przyciągnie przed telewizory sporą grupę widzów, a jeśli program odniesie sukces – publiczność jeszcze się rozszerzy. Lis twierdzi, że chce nawiązywać do wzorców i standardów znanych z zachodnich telewizji. Czy mu się to uda – czas pokaże.
Musi tylko pamiętać, że z mediów prywatnych wraca do świata telewizji publicznej, rządzącego się własnymi prawami. Do jak wielkich nieprawidłowości i nacisków może tam dochodzić, wiedzą wszyscy, którzy widzieli różne dane liczbowe z okresu kampanii wyborczej. Kto ma zresztą wiedzieć o tym lepiej, jak nie sam Lis? Przecież właśnie z powodów politycznych nacisków musiał pożegnać się we wrześniu z pracą w Polsacie. A w TVP może być jeszcze trudniej.
Mimo wszystko długi kontrakt, jaki zawarł Lis z TVP, może napawać optymizmem. – Nie chcemy, by nasza współpraca ograniczyła się do epizodu – twierdzi Aneta Wrona, rzeczniczka prasowa Telewizji Polskiej. Być może to znak perspektywicznych przemian w polityce prowadzonej przez TVP, a za Lisem napłyną do niej kolejni publicyści o różnych poglądach i opiniach.
W 2004 r., po odejściu Lisa z TVN, zastanawiano się, czy jest jeszcze dziennikarzem, czy może bardziej politykiem. Po blisko czterech latach można śmiało stwierdzić, że obecnie jest kimś pośrednim. Nie sprawozdawcą, nie prezenterem, ale też nie człowiekiem aktywnie działającym we władzy. Należy go postrzegać raczej jako komentatora bieżących oraz przyszłych zdarzeń, który ma znaczący wpływ na opinię publiczną. Wygląda na to, że właśnie w tej roli czuje się najlepiej, więc niech tak pozostanie.
Program „Co z Polską?” Tomasza Lisa będzie emitowany w poniedziałki, od 25 lutego, o godz. 21.00.
On tam nie pasuje
O tym, że były prezenter „Faktów” i „Wydarzeń” bez problemu znajdzie zatrudnienie w telewizji, wiedzieliśmy nie od dziś. Zastanawiać może jedynie wybór stacji. W TVP istniało ostatnio wiele nieprawidłowości, m.in. głośna sprawa Patrycji Koteckiej – wiceszefowej Agencji Informacji publicznej telewizji. Wedle doniesień, właśnie ona była jedną z osób odpowiedzialnych za stronniczość polityczną TVP podczas kampanii wyborczej.
Tomasz Lis miał podobną ofertę z TVN. Stacja, w której wybił się na dziennikarską gwiazdę, byłaby przypuszczalnie o wiele pewniejszym miejscem pracy. Inna sprawa, że 41-letni prezenter musi pamiętać sposób, w jaki pożegnano się z nim w 2004 r.
Tak czy inaczej, Lis na pierwszy rzut oka wydaje się osobą kompletnie niepasującą do TVP, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę sympatie polityczne i ideologiczne jego nowych przełożonych. Mimo że Prawo i Sprawiedliwość już nie rządzi, ekipa trzymająca władzę w telewizji publicznej – na czele z prezesem Andrzejem Urbańskim – nie uległa zmianie.
Wybór Lisa staje się jeszcze większym paradoksem, jeśli dodać, że nie tak dawno ukazała się jego najnowsza książka zatytułowana „PIS-neyland”. Stanowi ona zbiór felietonów, pisanych przez autora w latach 2005-2007 i poddających partię PiS ostrej krytyce. Jak widać, nie stanowiło to przeszkody, by związać się ze stacją telewizyjną, która jakiś czas temu robiła wszystko, by utrzymać poparcie społeczne dla partii Jarosława Kaczyńskiego na wysokim poziomie.
TVP to wyzwanie
Czym więc kierował się Tomasz Lis, wybierając właśnie ofertę Telewizji Polskiej? Wątpliwe, by chodziło o kwestie finansowe – jeden z najbardziej utytułowanych polskich dziennikarzy telewizyjnych ostatnich lat z pewnością nie narzeka na brak gotówki. Wedle niepotwierdzonych informacji, jego wynagrodzenie w nowym miejscu pracy może wynosić kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie wydaje się jednak, by rezygnował z propozycji TVN tylko dlatego, że przedstawiono mu skromniejsze możliwości finansowe.
Trzeba natomiast zwrócić uwagę, że jako dziennikarz Lis osiągnął już niemal wszystko. Laureat Telekamery 2002 (w kategorii informacje, wspólnie z Kamilem Durczokiem) i 2006 (za program publicystyczny), 7-krotny zdobywca Wiktorów (w tym Superwiktora 2006), do tego dwukrotnie (1999 i 2007) Dziennikarz Roku. W mediach prywatnych był już najpopularniejszym prezenterem i cenionym publicystą.
Praca w TVN nie wniosłaby prawdopodobnie nic nowego do kariery Lisa. Tymczasem posada w TVP – w ostatnich tygodniach odsądzanej od czci i wiarygodności – może być dla niego kolejnym wielkim wyzwaniem. Tym razem takim, które sam sobie postawił.
W tym kontekście wybór dziennikarza wydaje się jak najbardziej uzasadniony. Chce zapoczątkować proces wyciągania TVP z kryzysu. Doprowadzić do tego, że na nowo w telewizji publicznej zaistnieje polityczny pluralizm, różnorodność poglądów i opinii. Nie mówi o tym wprost, ale też nie ukrywa: - Mam nadzieję, że to pierwszy kroczek w kierunku upublicznienia telewizji publicznej. Polsce potrzebna jest taka porządna, dobrze robiona telewizja.
Początek zmian?
„Kroczek”, a nie „krok”… no właśnie. Lis zdaje sobie sprawę, że sam Telewizji Polskiej nie odmieni, zwłaszcza że ma ponad sobą Andrzeja Urbańskiego i jego ludzi. Dlatego ma nadzieję, że jego śladem pójdą kolejni dziennikarze i publicyści. Jest na to tym większa szansa, iż od dłuższego czasu narzekano na brak profesjonalnych programów publicystycznych w TVP. Więc jeśli nie teraz, to kiedy?
Ktoś jednak musi być pierwszy. Tym odważnym jest właśnie Lis, który od 25 lutego wkroczy na antenę TVP2 z programem „Co z Polską?”, aby przynajmniej w pewnym stopniu odmienić jej oblicze. Sama jego postać z pewnością przyciągnie przed telewizory sporą grupę widzów, a jeśli program odniesie sukces – publiczność jeszcze się rozszerzy. Lis twierdzi, że chce nawiązywać do wzorców i standardów znanych z zachodnich telewizji. Czy mu się to uda – czas pokaże.
Musi tylko pamiętać, że z mediów prywatnych wraca do świata telewizji publicznej, rządzącego się własnymi prawami. Do jak wielkich nieprawidłowości i nacisków może tam dochodzić, wiedzą wszyscy, którzy widzieli różne dane liczbowe z okresu kampanii wyborczej. Kto ma zresztą wiedzieć o tym lepiej, jak nie sam Lis? Przecież właśnie z powodów politycznych nacisków musiał pożegnać się we wrześniu z pracą w Polsacie. A w TVP może być jeszcze trudniej.
Mimo wszystko długi kontrakt, jaki zawarł Lis z TVP, może napawać optymizmem. – Nie chcemy, by nasza współpraca ograniczyła się do epizodu – twierdzi Aneta Wrona, rzeczniczka prasowa Telewizji Polskiej. Być może to znak perspektywicznych przemian w polityce prowadzonej przez TVP, a za Lisem napłyną do niej kolejni publicyści o różnych poglądach i opiniach.
W 2004 r., po odejściu Lisa z TVN, zastanawiano się, czy jest jeszcze dziennikarzem, czy może bardziej politykiem. Po blisko czterech latach można śmiało stwierdzić, że obecnie jest kimś pośrednim. Nie sprawozdawcą, nie prezenterem, ale też nie człowiekiem aktywnie działającym we władzy. Należy go postrzegać raczej jako komentatora bieżących oraz przyszłych zdarzeń, który ma znaczący wpływ na opinię publiczną. Wygląda na to, że właśnie w tej roli czuje się najlepiej, więc niech tak pozostanie.
Program „Co z Polską?” Tomasza Lisa będzie emitowany w poniedziałki, od 25 lutego, o godz. 21.00.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 3
przyjecie propozycji od tvp to hipokryzja po tym co opowiadal o tej stacji
zobaczymy co wyjdzie z tej mieszanki TVP Lis
Lis akurat znany jest jak Polska długa i szeroka z hipokryzji właśnie. Typowa gadająca morda głosząca poglądy bardzo popularne, postępowe, ergo: proeuropejskie i zalatujące Gazetą Wybiórczą... oj przepraszam, Wyborczą.











