iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Nowinki Technologiczne
+ - 2

Dziejowe zagadki cz. I - śmierć kniazia Jaremy

01 08 2007 Karolina Dyja Artykuł był czytany 3088 razy

Próba odpowiedzi na intrygujące pytania - dlaczego zakończył życie tak wcześnie i komu mogło zależeć na jego śmierci.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Piszę o tym z czystego upodobania do historycznych zagadek, które możemy wymieniać bez końca. Akurat ta jest jedną z mniej znanych. Przeczytałam o niej w znakomitej książce Romualda Romańskiego pt. „Niewyjaśnione zagadki historii Polski”, którą polecam wszystkim pasjonatom.

20 sierpnia 1651 roku zmarł książę Jeremi Wiśniowiecki, wojewoda ruski, bożyszcze żołnierzy, szlachty i Żydów. Nagła śmierć ukochanego wodza zaskoczyła żołnierzy. Zaledwie tydzień wcześniej, na naradzie wojennej, kniaź był zdrów i wesoły „(...) napijając się z Imciami według potrzeby”. Już następnego dnia pojawiły się symptomy choroby – gorączka i biegunka. Chorego przewieziono do zamku w Pawołoczy oddano pod opiekę lekarza Cunasiusa. Kuracja jednak okazała się nieskuteczna. Chory czuł się coraz gorzej i w niedzielę 20 sierpnia zakończył życie. Przed śmiercią wyraził żal, że umiera w łóżku, a nie w czasie bitwy, jak przystało rycerzowi. Nie myślał ani przez chwilę, że jego zgon pozostanie jakże pasjonującą zagadką.
Książę liczył sobie 39 lat, więc był człowiekiem młodym i, jak na XVII wiek, zdrowym. Co więc mogło być przyczyną nagłej, śmiertelnej choroby? Rozpatrywano aż trzy wersje:
Pierwsza z nich to zatrucie pokarmowe. Miało być ono spowodowane zjedzeniem ogórków i popiciem ich miodem. To było możliwe. Na Ukrainie istniał zwyczaj popijania świeżych ogórków przaśnym miodem, a surowe rzeczy są dobrym transporterem bakterii. Warzywa wymagają obmycia, a woda także jest nośnikiem zarazków. Jakaś epidemia faktycznie nawiedziła wówczas obóz pod Pawołoczą, bo jak podają źródła: :
„rzadka to chorągiew, żeby kilkunastu towarzystwa leżeć nie miało na swoje gorączki(...)”
Wersja druga to zakażenie chorobą biegunkową. Choroby te były plaga ówczesnych obozów wojskowych. Walki toczyły się najczęściej wiosną i latem, także w czasie upałów. Niski poziom higieny, przechowywanie żywności w stanie surowym i liczne zastępy much sprzyjały rozwojowi infekcji.
Owe dwie wersje to tak zwane wersje oficjalne. Istniała jeszcze jedna, nieoficjalna, ale najbardziej przekonująca – otrucie.
Spekulacje na ten temat pojawiły się zaraz po śmierci księcia. Wzburzeni żołnierze grozili buntem, a Chmielnicki lada moment mógł uderzyć na polski obóz. W takiej sytuacji przeprowadzono natychmiastową sekcję zwłok.
„naleziono w nim niesłychanie tłustość wielką; kiszki tak łojem oblane, jako u wieprza nie mogą być tłustsze, serce tak tłustość oblała, że szpilką nie było gdzie tknąć i płuca bardzo zniszczałe” – taki oto, nieco groteskowy, opis pozostawiono.
Trucizny nie znaleziono, ale sekcja nie rozwiała praktycznie żadnych wątpliwości. „Tłustość wielka” i otłuszczone serce na pewno nie były bezpośrednią przyczyną zgonu (objawy choroby Wiśniowieckiego przytaczałam na początku artykułu). Brak trucizny też w gruncie rzeczy o niczym nie świadczy. Wielu trucizn po prostu nie potrafiono wtedy wykryć. Tak było na przykład z arsenem, a według niektórych Jeremi wykazywał objawy zatrucia właśnie tą substancją.
W takim wypadku przydałoby się precyzyjne określenie czasu choroby. Niestety, dysponujemy sprzecznymi informacjami. Jedno ze źródeł twierdzi, że książę chorował 22 godziny, pozostałe zaś, że 6 – 7 dni.
Wygląda na to, że tej zagadki rozwikłać się nie da. Zawsze pozostaną jakieś niejasności.
Plotka o otruciu łatwo znalazła posłuch w szlacheckim „narodzie”. Kronikarz Natan Hanower napisał bez żadnych wątpliwości:
"W owym czasie zazdrościli panowie bardzo ks. Wiśniowieckiemu coraz to większych godności i zaszczytów i dali mu do picia truciznę. I umarł książę Wiśniowiecki”.
Kogo obciążano winą za śmierć uwielbianego „Jaremy”? Podejrzany był jeden: hetman wielki koronny Mikołaj Potocki.
Stanisław „Rewera” Potocki znienawidził Jeremiego już w początkach powstania. Odrzucił szczerą chęć pomocy z jego strony i postanowił stoczyć bitwę sam. Była to fatalna decyzja, która zaowocowała klęskami pod Żółtymi Wodami i Korsuniem.
Katastrofa militarna poruszyła opinię publiczną. Zarzucano hetmanowi nieudolność, opieszałość, prywatę i pijaństwo. Musiało go to bardzo boleć, bo miał się za geniusza wojskowego.
Na tym ciemnym tle jasno świeciła gwiazda Jeremiego, który odniósł kilka zwycięstw nad Kozakami. Jego sławę ugruntował Zbaraż, a następnie Beresteczko. Sławiono go w kronikach i setkach ulotnych pism. Wywoływało to zazdrość Potockiego, który dał się Kozakom pobić.
Jednak podłoże tego konfliktu nie było tylko ambicjonalne i emocjonalne. W czasie, gdy hetman przebywał w niewoli pojawiły się projekty zniesienia dożywotności urzędu hetmańskiego. Oznaczało to w praktyce pozbawienie buławy Potockiego, a jednym z kandydatów na to stanowisko był Wiśniowiecki. Potocki o tym wiedział i znienawidził konkurenta do reszty.
Gdy hetman powrócił z niewoli nic się nie zmieniło. Nie pozbawiono go urzędu, ale lekceważono i obrażano wypominając Korsuń. W czasie narad zdanie Wiśniowieckiego zawsze przeważało. Wspomniana narada z 13 lipca miała być kroplą, która przelała dzban.
Był jednak jeszcze ktoś, kto równie mocno księcia nienawidził i bał się go jednocześnie. Chmielnicki. Według mnie miał motyw o wiele silniejszy niż Potocki. Nie chodziło już o głupie ambicyjki, gra toczyła się o poważniejszą stawkę. O los powstania.
Beresteczko zakończyło się wielką klęską wodza kozackiego. Co prawda Chmielnicki w rekordowym tempie odbudował armię, ale w sierpniu 1651 roku nie przedstawiała ona takiej wartości, aby dać mu gwarancję sukcesu. Chmielnicki dobrze znał Jaremę. Wiedział, jakim jest wodzem i jaki ma charakter. Mógł więc obawiać się kolejnego starcia, bowiem Jeremi był wyjątkowo zdeterminowany. W wypadku klęski jego towarzysze dobrowolnie wydaliby go w ręce „Lachów”, a na ich litość nie mógł liczyć. Hetman kozacki był osobą wyjątkowo inteligentną i umiejącą przewidywać wypadki; być może postarał się o to, aby wyprawić Jeremiego na tamten świat.
Czy miał możliwości? Oczywiście. W doborze odpowiedniej mikstury mogli pomóc Tatarzy, wyjątkowo w tej materii obeznani. Zadanie otrucia księcia mógł zaś zlecić swoim emisariuszom, których wysyłał dla organizowania dywersji na tyłach armii koronnej.
Pozostanie to jednak tajemnicą. Tak samo jak przyczyna śmierci „Jaremy”.




+ - 2

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak , maurycy wilk

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 1

1. maurycy | 00:30 09-09-2007

przyjemni się czyta