Historia pakowania dźwięku - MP3 i inne
Artykuł był czytany 11959 razyMłodzież XXI wieku nie wyobraża sobie świata bez spakowanej muzyki. Daje stosunkowo wysoką jakość dźwięku bez trzasków i szumów; umożliwia łatwą wymianę nagrań bez ponoszenia kosztów(ku utrapieniu producentów muzycznych) lub błyskawiczne nabywanie w sklepach internetowych oraz pozwoliło na nieprawdopodobną wręcz miniaturyzację urządzeń
W końcu lat siedemdziesiątych profesor Dieter Seitzer chciał wymyślić sposób przesyłania muzyki przewodem telefonicznym. Oczywiście nie w standardowym zakresie 300Hz do 3kHz z dużymi zniekształceniami różnego rodzaju i monofonicznie, ale co najmniej wzorcowe wtedy 20Hz do 20kHz bez żadnych słyszalnych zniekształceń i oczywiście stereofonicznie. Profesor próbował pomysł opatentować, ale Urząd Patentowy odmówił uznając go za niewykonalny. Wtedy wezwał do siebie doktoranta Karlheinza Brandenburga i … nakazał mu wykonać urządzenie, które dowiedzie realności jego teorii. Pomimo sceptycyzmu student nie miał wyboru i napisał pracę pod tytułem „Przyczynek do metod wiernego kodowania muzyki i oceny jego jakości”, która dla laika była dziełem zupełnie hermetycznym dotyczyła, bowiem dwóch wtedy jeszcze bardzo odległych dziedzin: psychoakustyki – znanej głównie akustykom/laryngologom i metod kodowania – znanej głównie informatykom.
Karlheinz Brandenburg w swojej pracy doktorskiej wpadł po prostu na pomysł, aby w zapisie piosenek lub symfonii pominąć te składniki, które są maskowane przez inne głośniejsze dźwięki i nasz mózg ich nie odbiera. We współpracy z Uniwersytetem w Erlangen i Instytutem Franhofera Układów Scalonych IIS(budynek na zdjęciu) opracowano następnie algorytm, który pozwalał usunąć owe niesłyszalne fragmenty, a resztę informacji skutecznie zakodować tak by drugi algorytm mógł(po przesłaniu lub zapisaniu) tę informację łatwo odkodować i odtworzyć.
Karlheinz Brandenburg miał silną motywację i całymi latami ciężko pracował. Chciał zachwycić swoim pomysłem miliony. Niektórzy z jego kolegów podśmiechiwali się z niego uważając, że jest marzycielem i cierpi na utratę kontaktu z rzeczywistością. Ale w lutym 1986 r. wynalazca doznał olśnienia i w ciągu tygodnia zrozumiał zasadę. Rok 1987 był tym, w którym członkowie jego zespołu zaczęli sądzić, że w dziedzinie audiokodowania wysunęli się na prowadzenie. Byli bliscy wynalezienia metody, która pozwoliłaby dokonać 10-15 krotnej kompresji muzyki bez zauważalnej utraty jakości. Dzięki ich wynalazkowi utwór muzyczny dałby się w kilka minut przesłać łączem telefonicznym ISDN tak jak przewidywał profesor Seitzer dziesięć lat wcześniej.
W 1992 wynalazek otrzymał nazwę MPEG Audio Layer-3, lepiej znaną jako MP3, a w połowie lat 90-tych umieszczono w sieci demonstracyjną wersję oprogramowania, gdzie wkrótce zostało odkryte przez amerykańskich studentów. Pomimo zaszyfrowania zostało odkodowane i użyte do nielegalnego rozprowadzania muzyki w sieci. Początkowo by zakodować płytę CD jako MP3 komputer musiał pracować kilka godzin, a potem takie pliki można było odtwarzać wyłącznie na nieobciążonym inną pracą komputerze.
Dalej już była historia gigantycznej kariery serwisu Napster ułatwiającej nielegalną wymianę. Napster przegrał w sądzie i musiał przekształcić się w serwis z legalną sprzedażą. Później pojawiły się serwisy P2P, które dzięki rozproszeniu usługi są znacznie trudniejsze do ścigania.
Wykorzystując kłopotliwą sytuację znanych firm elektronicznych powiązanych w różny sposób z firmami nagraniowymi, którym MP3 przynosiło wyłącznie straty w 1998 roku nikomu nieznana firma RIO z Santa Clara w Kaliforni wypuściła na rynek pierwszy zminiaturyzowany odtwarzacz MP3 - RIO 300. Ten pierwszy odtwarzacz potrafił zapamiętać w swej niewielkiej pamięci zaledwie kilka utworów, a kosztował, co najmniej 600 USD(taką cenę zapamiętał autor z Amazon.com). Podobno pierwsza była firma chińska lub tajwańska ale nie osiągnęła takiego sukcesu jak RIO.
W tej chwili prawie żadna firma elektroniczna nie wzdraga się przed MP3. Nawet SONY mająca olbrzymią bibliotekę nagrań. Jednocześnie jednak rozwinięto konkurencyjne systemy kodowania audio, które zwykle pozwalają się w jakiś sposób zabezpieczyć przed seryjnym kopiowaniem. Jeden z nich „acc” zmonopolizowała firma Apple stosując w swoich odtwarzaczach iPod oraz w bogatych w nagrania sklepach internetowych iTunes. Dzięki połączeniu tych dwóch elementów Apple ma powodzenie sprzedając podobno bez wielkiego zysku nagrania za ok.1 dolara/euro oraz z niezłym profitem swoje wysmakowane estetycznie iPody. iTunes stosuje zdaniem autora nieco archaiczną technologię nakazując każdemu ściągnięcie specjalistycznej przeglądarki dostępnej na platformę WINDOWS i MAC zamiast stosować standardowe przeglądarki witryn. Inne sklepy z nagraniami stosują raczej różne odmiany tego drugiego typu.
Sprzętowe odtwarzacze nadal wydają się być dość drogie. Dzielą się na te z pamięcią półprzewodnikową FLASH, z dyskiem twardym oraz na płyty CD-ROM.
Te z pamięcią FLASH mają pamięć przeważnie od 64MB do 1GB pozwalające pomieścić od kilkunastu do ponad dwustu utworów. Przeważają modele z pamięcią zintegrowaną, ale od pewnego czasu uznanie odbiorców zdobywają modele pozwalające rozszerzyć pamięć dzięki modułom typu SD lub MC. To świetne rozwiązanie, gdyż można tanio kupić model bez pamięci wbudowanej lub z niewielką jej ilością(już od ok.100zł) i rozbudować o stosunkowo tanio i powszechnie dostępne moduły pamięci. A jeśli nasze potrzeby wzrosną to można kupować kolejne moduły pamięci i zapisywać naszymi nagraniami, by zabierać je potem w razie potrzeby na wymianę.
Odtwarzacze z dyskiem twardym od razu zapewniają minimum 5GB a nawet 60GB,co odpowiada liczbie od 1200 do 150tys. typowych utworów. W tym przypadku(a także większych flashów) pojawia się problem łatwego wyszukiwania utworów z pamięci. Ich ceny zaczynają się przeważnie od 1000zł, chociaż w przeliczeniu na koszt przechowania utworu wychodzą znacznie korzystniej niż wiele Flashy). Dyski twarde, jako układy mechaniczne, są niestety znacznie podatniejsze na uszkodzenia.
Odtwarzacze płytowe z kolei zdają się wychodzić z urządzeń spacerowych przenosząc się jako standard wyposażenia domowych wież audio i odtwarzaczy DVD oraz do odtwarzaczy samochodowych. Zwykłe CD-ROM to „zaledwie” 700MB(czyli niecałę 200 utworów), ale coraz częściej spotykane DVD-ROM to 4,6GB(lub 9GBdwuwarstwowo) dające ponad 2(4)tys. utworów za niezwykle niską kwotę na przechowywanie nagrań.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 8
a specyfikacja techniczna :) gdzie ??
No i ten artykuł podoba mi się zdecydowanie bardziej od poprzedniego :). Dużo informacji, prosty, przystępny język dla większości czytelników. Szkoda, że tak mało (no ale cóż - przecież o mp3 możnaby książki pisać ;) ). Miło, że autor zamieścił trochę informacji z historii. Może wartoby wspomnieć jeszcze o tym, że obecnie odtwarzacze o pamięci 64 MB cieszą się popularnością praktycznie żadną, a klienci nabywają obecnie takie o pamięci min. 256 MB (najpopularniejsze są te z pamięcią 512 MB)...
Aż mi się łezka zakręciła w oku. Przypomniałem sobie czasy Winampa wersja 1.5, wykopanego gdzies na internecie w czasach miedzymiastowych połączeń z numerem 0202122. :D Teraz to już historia.
PS. Ciekawy artykuł i mile się go czyta.
Aha, co do "archaizmu" rozwiązania iTunes, cóż, tak bym tego nie nazwał. To raczej celowe (i typowe dla tej firmy) działanie Apple mające na celu "uzależnienie" użytkownika od określonych rozwiązań technicznych.
Ten artykuł nie porusza żadnych trudnych spraw.
O dziwo! Był pisany kilka miesięcy temu i jeszcze jest aktualny!
Zamiast zastanawiać się czy klienci aktualnie wybierają 128,256,512 czy 1GB pamięci próbuję trochę bezskutecznie zainteresować flashowymi MP3 z kieszenią pamięci wymiennnej MMC lub SD. Taki MP3 bez pamięci kosztuje 89zł(MediaMarkt), a 1GB flash to tylko nieco ponad 100zł, tak że za 200zł mamy MP3 1GB - to rewelacja cenowa! Mało tego możemy sobie kupić kolejne flashe 1GB, opisywać pisakiem i wymieniać na bieżąco. W ten spsób na raty możemy sobie skompletować MP3 z pamięcią jaką obecnie mają tylko drogie MP3 z dyskiem twardym.
zasypać czytelników szczegółowymi danymi technicznymi ale ... nie chciałem. Mnie najbardziej kręci jak uda mi się wytłumaczyć coś bardzo złożonego w jak najprostszych słowach.
Może nie jest to reprezentatywne dla wszystkich odtwarzaczy mp3, ale przynajmniej na moim TDK, korzystanie z karty SD powoduje 3-krotnie większe zużycie baterii niż korzystanie z wewnętrznej pamięci odtwarzacza. :/
Trzeba by to zbadać, bo to rzeczywiście byłby mankament. Ale tak na logikę to wewnętrzna pamięc powinna być również w tej samej technologii i mieć podobne zużycie energii. Poza tym zasilanie samej pamięci powinno wymagać znacznie mniejszej energii niż przetworki c/a i wzmacniacz.
Wszystko zależy od jakości półprzewodnika w karcie pamięci. Tylko zmieniając tę drugą mój telefon wytrzymuje ok. 15% dłużej. Jakość panowie, jakość..
A wracając do artykułu - ciekawy, niemniej część historyczna zdominowana przez opis odtwarzaczy... Mało szczegółów co jest zaletą (ale i wadą, przynajmniej dla kogoś skuszonego tytułem ;) )










