Internetowa inwigilacja
Artykuł był czytany 6058 razyOgólnoświatowy szał zabezpieczeń po ataku na WTC pozwolił zachodnim rządom na forsowanie coraz to bardziej kontrowersyjnych ustaw. Pod przykrywką walki z terroryzmem zaczęto stosować nadzwyczajne środki nadzoru nad obywatelami, a przepisy, które początkowo miały charakter tymczasowy, nie tylko na stałe weszły w życie, lecz stopniowo stają się coraz bardziej radykalne.
Europejskie kontrole internautów
Pierwsze próby okiełznania Sieci pojawiły się przed pięcioma laty w Wielkiej Brytanii, gdy rząd Tony’ego Blaira przeforsował Regulation of Investigatory Powers Act (RIPA), umożliwiający władzom kontrolowanie elektronicznych transakcji finansowych oraz zawartości poczty elektronicznej. Ustawa zmusiła większych dostawców Internetu do instalowania urządzeń podsłuchowych i wywołała wiele kontrowersji. Choć pod listem krytykującym RIPA podpisały takie organizacje jak Amnesty International czy Privacy International, nie powstrzymało to ani Brytyjczyków przed uchwaleniem w 2003 r. poprawki, upoważniającej władze do gromadzenia poufnych informacji na temat użytkowników Sieci, ani rządów innych zachodnich państw przed wprowadzaniem podobnych regulacji prawnych na swoich terytoriach.
Jeszcze w tym samym roku w ślad za Wielką Brytanią poszły Niemcy, przyjmując ustawę zezwalającą na archiwizowanie danych przesyłanych w Sieci oraz Hiszpania, której prawo od 2001 r. zobowiązuje dostawców usług internetowych do przechowywania danych, związanych z połączeniami swoich klientów. Z kolei we Włoszech od czerwca 2003 provider może zablokować dowolny zagraniczny serwer, odpowiedzialny za wysyłanie „niepożądanej poczty e-mail”, a w kwietniu 2004 r. belgijska policja federalna zaczęła tworzyć program podsłuchów, obejmujących całą komunikację ADSL. System ten umożliwia belgijskiej policji nie tylko przechwytywanie rozmów telefonicznych prowadzonych przez Internet, lecz także konwersacji odbywających się za pomocą ogólnodostępnych komunikatorów internetowych.
Zresztą praktycznie cała Unia Europejska jest w tej dziedzinie jednomyślna. Dyrektywa europejska z lipca 2002 r. zobowiązuje dostawców usług internetowych i operatorów telekomunikacyjnych do przechowywania przez określony czas wszystkich danych związanych z komunikacją – zarówno telefonii, jak i poczty elektronicznej oraz Internetu – i w razie konieczności muszą oni umożliwić wgląd do tych danych policji.
Amerykańska dominanta
Prym w dziedzinie inwigilacji wiodą oczywiście Stany Zjednoczone. W USA istnieje specjalny system Echelon („Wszystkowidzące Oko”), będący – zarządzaną przez NSA – największą na świecie siecią szpiegowską. Echelon gromadzi i analizuje wszelkie przekazy elektroniczne z całego świata - faksy, e-maile, transfery plików, a nawet zwykłe rozmowy telefoniczne. Szacuje się, że system gromadzi i przetwarza ok. 3 miliardy przekazów elektronicznych na dobę, a zebrane lokalnie informacje przesyłane są do centrali w Fort Meade, gdzie znajduje się też główna siedziba NSA.
Co ciekawe, największa na świecie baza nasłuchowa systemu Echelon znajduje się w Menwith Hill w Wielkiej Brytanii. Oficjalnie jest to baza wojskowa Zjednoczonego Królestwa, jednak faktyczną kontrolę nad nią sprawuje amerykańska NSA. Menwith Hill służy do szpiegowania i kontrolowania komunikacji w całej Unii Europejskiej, a niektóre techniki szyfrowania zostały obłożone embargiem przez amerykańskie władze.
Po zamachach z 11 września amerykańskie prawo zaczęło stawać się coraz bardziej restrykcyjne. Przegłosowana 26 października 2001 r. tzw. Ustawa Patriotyczna („Patriot Act”) uzyskała czasowe przyzwolenie społeczeństwa i parlamentu, a w myśl jej postanowień władze USA mogły m.in. korzystać z podsłuchów, namierzać miejsce pobytu konkretnych osób przy pomocy numerów ich kart kredytowych, a także miały dostęp do danych z kart bibliotecznych – bez nakazu sądowego i wiedzy samego podejrzanego. Teoretycznie działanie tego prawa miało się zakończyć 31 grudnia 2005 r., lecz agentom FBI i CIA nadal pozostawiono szereg uprawnień, jak chociażby dostęp do informacji o danych adresata poczty elektronicznej (np. numer karty kredytowej czy IP jego komputera), a także odwiedzanych stronach WWW.
Kilka pieczeni przy jednym ogniu
Po ataku terrorystycznym na WTC świadomość społeczna na tyle się zmieniła, że wprowadzone w życie ostrzejsze procedury inwigilacyjne nie wzbudzały tak ostrych protestów. Strach i zaskoczenie przewartościowały nasze priorytety do tego stopnia, że byliśmy w stanie poświęcić z trudem wywalczoną wolność i wszelkie swobody obywatelskie na rzecz naszego bezpieczeństwa. Szybko okazało się jednak, że przy okazji walki z terroryzmem i przestępczością, rządy zaczęły wykorzystywać sytuację do forsowania ustaw, które ze zwiększeniem naszego bezpieczeństwa nie mają tak naprawdę wiele wspólnego.
Przykładowo, wspomniana wcześniej dyrektywa europejska pozwala także na identyfikację osób rozsyłających spam, pobierających pliki MP3 oraz rozpowszechniających nielegalne materiały w Internecie. I tak naciski ze strony firm z branży fonograficznej, dotyczące walki z nielegalnym pobieraniem nagrań muzycznych, doprowadziły do kolejnych ograniczeń lub nadzorowania działań użytkowników w Internecie, a choć przepisy wprowadzone w określonych krajach wynikały z dobrych intencji zwalczania spamu i ochrony dzieci przed zagrożeniami pochodzącymi z Sieci, to związane z nimi restrykcje stały się niewspółmierne do założonego celu.
Ukoronowaniem walki z Siecią jest rozporządzenie administracji Busha, zgodnie z którym wszyscy amerykańscy operatorzy telekomunikacyjni muszą do 14 maja 2007 r. wdrożyć pakiet regulacji, pozwalających na dostęp do prowadzonej komunikacji elektronicznej odpowiednim służbom. Federalna Komisja Łączności (FCC) uznała, że przepisy z 1994 r. dotyczące zakładania podsłuchów w telefonii komórkowej powinny obowiązywać także w przypadku rozmów przez Internet. Rodzi się jednak pytanie, czy nasze bezpieczeństwo jest faktycznie decydującym czynnikiem wpływającym na takie decyzje. Bo nie ma co ukrywać, że rozmowy telefoniczne przy użyciu tzw. protokołu VoIP („Voice over IP”) to jeden z szybciej rozwijających się segmentów rynku telekomunikacyjnego, który odbiera coraz to więcej użytkowników tradycyjnym „telekomom”.
Spór nad prawomocnością
Lobby internetowe twierdzi, że przeniesienie przepisów z poprzedniej epoki telekomunikacyjnej na Internet jest nieuzasadnione i niezgodne z prawem. Protesty napływają jednak także od prywatnych osób (w tym od Richarda Blaira – syna George’a Orwella) oraz z takich instytucji jak Amnesty International czy też EDRi, zrzeszającej 14 organizacji z 11 krajów europejskich, działających na rzecz monitorowania i ochrony praw jednostek w społeczeństwie informacyjnym. EDRi objęło także patronat nad kampanią pod hasłem „Data retention is no solution” („zbieranie danych nie jest rozwiązaniem problemu”). Na stronie kampanii petycję odnośnie sprzeciwu wobec gromadzenia danych podpisało prawie 60 tys. Europejczyków.
W dodatku przepisy zezwalające na tak szczegółową i dogłębną infiltrację stoją często w sprzeczności z innymi ustawami międzynarodowymi, jak choćby z Europejską Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Przede wszystkim należy jednak pamiętać, że Internet jest bardzo szczególnym medium, w którym nie tylko łatwo można ukryć swoją tożsamość, lecz nawet obecność. Transgraniczność Sieci, jej decentralizacja, interoperacyjność pozwalająca na tworzenie nowych rozwiązań, otwarte standardy komunikacyjne oraz rozpowszechnienie się prywatnych narzędzi do szyfrowania komunikacji, to tylko niektóre czynniki utrudniające sprawowanie nad nią kontroli. Organizacje terrorystyczne, w które teoretycznie jest wymierzona internetowa krucjata, dysponują takimi środkami finansowymi, że w końcu uda im się obejść wszelkie rządowe systemy inwigilacji - a rozgoryczone władze zaczną kierować ostrze ataku na szarych obywateli, których z założenia mieli chronić.
Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:
Dawid Kowalik, Robert Wysocki, Marcin Stelmaszczuk, Grzesiek Korzeniowski, adam adam, Rafal JanikDodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 4
Bardzo dobrze napisany tekst, zarówno jeśli chodzi o stronę techniczną jak i merytoryczną. Nie mam żadnych zastrzeżeń.
Bardzo dobrze napisany tekst, zarówno jeśli chodzi o stronę techniczną jak i merytoryczną. Nie mam żadnych zastrzeżeń.
Doskonały opis totalitaryzmu uprawianego przez tzw "demokratyczne" systemy państwowe w imię "walki z terroryzmem", czyli walki z niewidocznym, nieznanym i nieistniejącym wrogiem
Moje emaile do kolegi w Chicago na adres ...@msn.com , zawierające linki do amerykańskich stron poświęconych sprawie 9/11 nie dochodzą a korespondujemy od kilku lat i do tej pory (przy neutralnej treści) nie było problemu. Jeśli ktoś ma podobne spstrzezenia to prosze o info bo az mi sie nie mieści w głowie zeby do tego doszlo
wronski(spam)@plusnet.pl
A moze ktoś przetestuje np emai do usa z linkami
http://www.prisonplanet.com/
http://www.911blogger.com/
http://www.whatreallyhappened.com/
http://www.democraticundergrou.....;forum=125
http://www.geocities.com/killtown/
http://911research.wtc7.net/index.html












