Jak selektywnie ogłuchnąć
Artykuł był czytany 3523 razyMoja Pani lubi chodzić po mieszkaniu, nie mając na sobie nic oprócz muzyki. Ja biegam do ścieżki dźwiękowej z Bonda i wyobrażam sobie, że ratuję świat. A to nie koniec zalet płynących - wraz z muzyką - ze słuchawek.
W zeszłą niedzielę wsiadłem do pociągu ze słuchawkami na uszach i przez dobrą minutę ignorowałem zupełnie paniusię, próbującą się dopytać "w którą stronę on jedzie". Wcześniej w podobny sposób uniknąłem rozmowy z ludźmi od religijnych gazetek. I etatowego mieszkańca dworca w Wielkim Śląskim Mieście, próbującego wyciągnąć kasę na porannego klina. Straszny ze mnie cham i prostak, wiem. Ale było wcześnie rano, kawa jeszcze nie zaczęła działać, a ja nie miałem ochoty z nikim rozmawiać. Nikt zresztą za mną nie pobiegł, nie pomachał rękami przed nosem, nie postukał w ramię; więc chyba to, co chcieli mi powiedzieć, nie było Aż Takie Ważne?
Sporo rzeczy się dzieje, gdy zakładam na uszy słuchawki. I sporo rzeczy przestaje się dziać - a to czasem nawet ważniejsze. Prześledźmy je po kolei, z punktu widzenia amatora-kulturoznawcy.
- Decyduję się "wyłączyć" z publicznego obiegu informacji. Nie chcę słyszeć, co sprzedaje wydzierający się na targu góral. Nie chcę wiedzieć, dokąd jedzie gadatliwa pani siedząca obok mnie w tramwaju, ani co ją boli i jak to się leczy. Nie chcę porozmawiać z miłymi młodzieńcami w garniturach o Końcu Czasów. Zamiast tego...
- ...decyduję się na swoją osobistą "opowieść". Przez "opowieść" rozumiem to, co właśnie leci w słuchawkach - i moją reakcję na to, co słyszę. Muzyka pobudza mnie lub odpręża. Wywołuje wspomnienia, inspiruje, zmusza do myślenia. A jeśli to nie muzyka? Wtedy słowo "opowieść" pasuje jeszcze bardziej - tylko do mnie mówi teraz pan w serwisie informacyjnym, tylko ja próbuję rozmawiać z lektorem po chińsku.
- Mam (albo wydaje mi się, że mam) większą kontrolę nad tym, co do mnie trafia. Mogę udać, że nie słyszę niektórych rzeczy. Mogę przysłuchiwać się rozmowom prowadzonym przez osoby przekonane, że ich nie słucham.
- Odizolowany od innych, staję się tajemnicą: czego on słucha? Czy ja znam tą muzykę? Może udaje tylko, że słucha?
- Muzyka staje się "ścieżką dźwiękową" mojego codziennego dnia. Wiem, że to zabrzmi śmiesznie, ale powiem to i tak: zdarzało mi się biec do pracy słuchając ostrych, gitarowych brzmień - i wyobrażać sobie, że muszę zdążyć uratować świat. Przepychanie się przez wąskie chodniki, przebieganie na czerwonym, przeskakiwanie kałuż - wszystko to nagle robiło się mocno "filmowe" i sensacyjne.
- Eliminuję hałas! Jazgot silnika autobusu, tortura udarową wiertarką, kakofonia przedświątecznych "Jingle Bells" - to wszystko da się zastąpić muzyką.
"Jeśli napotkasz mnie na swej drodze i zechcesz się do mnie odezwać, dlaczego miałbyś się nie odezwać? I dlaczego ja miałbym nie odezwać się do ciebie?"
Coraz rzadziej zdarza mi się rozmawiać z kimś przypadkowym. I coraz bardziej irytują mnie niechciane, nieproszone rozmowy. Cytat powyżej pochodzi z wiersza Walta Whitmana - wciąż jeszcze wierzę w to, że jest ważny. Ale wciąż chciałbym móc częściej patrzeć przechodniom w oczy.
Przestrzeń publiczna, o której wspomniałem na początku, coraz rzadziej i słabiej utożsamiana jest z ulicą, rynkiem, miastem. Ludzie coraz rzadziej rozmawiają, perorują i kłócą się w ten sposób. Jeśli staniesz na skrzynce po herbacie w parku, masz prawo wygłaszać swoje opinie, choćbyś był idiotą. Ale jeśli okażesz się idiotą - albo jeśli będziesz nudny, albo w jakikolwiek inny sposób podziałasz mi na nerwy - mam prawo przestać cię słuchać.
W wielu wypadkach, to pocieszająca i krzepiąca perspektywa. Ale jest i druga strona medalu. Muzyka traktowana jako wypełniacz, dodatek do innych czynności często nie może być w pełni doceniona. Dlatego, idąc za radą naszych światłych przyjaciół, zamykamy się czasem w ciemnym pokoju, z jedną świeczką i jedną płytą. Słuchamy. I nie robimy nic innego.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 7
To prawda - słuchawki to dobry "izolator" - zakładasz i sam decydujesz czy chcesz kontaktować się z innymi czy nie.
Codzienny hałas w tramwaju, szum ulicy, gwar w pracy - można wyłączyć w prosty, nieinwazyjny dla innych, sposób.
Bardzo fajny artykuł i ciekawie napisany
Ale jest to ucieczka przed "tu i teraz", przez pełnym doświadczaniem chwili. Izolacja ma swoje plusy, ale zawsze coś się traci.
Słuchawki w przestrzeni publicznej? ad.1. autystycy i niektórzy chorzy psychicznie też są wyłaczeni z obiegu. izolacja jest nieadaptacyjnym ( /- szkodliwym) mechanizmem obronnym; ad.2. jak wyżej; ad.3. wydaje ci się i udajesz (czyli "kłamiesz czynem"); ad.4. "taką samą" tajemnicą jest każdy człowiek, z wszystkim co robi; ad.5 potęgujesz hałas, dodając do "kakofonii" muzykę, dodajesz przyprawę do padliny... Na domiar złego próbujesz przekonać, że to smaczene, choć (odsuwając metafory na bok) sam uważasz, że twoje zachowanie bywa niesmaczne gdy ignorujesz innych ludzi. Pochodzę z Łodzi, na studiach miałem o rok młodszą przyjaciółkę Asię, jej chłopak, student I roku ASP, dziś już nie pamiętam dokładnie, w którym roku ale jednego wiosennego dnia pomiędzy 1994 a 1996 oddawał się słuchaniu muzyki. Wyłączył się, wydawało mu się, że ma większą kontrolę nad tym co do niego dociera, wyeliminował hałas... Sześć dni umierał po tym jak przejechał/poturbował go tramwaj...
@Witold:
Do kazdej swojej opinii masz prawo.
Ja mam prawo twierdzic, ze dobrze mi sie slucha muzyki. Co czynie.
Mam tez prawo twierdzic, ze jedynym niesmacznym elementem na tej stronie jest Twoja makabryczna historia, i przyprawowo-padlinowe metafory. Co tez czynie.
ja lubie sie odizolwać i chodzi po mieście ze słuchawkami na uszach.. to jes tak jakbym by w swoim świecie.. muzyki!! :D
Vic Kai - wspaniały tekst, jestem nim doprawdy zachwycona! jedynym minusem słuchania muzyki na sluchawkach jest niebezpieczeństwo szybkiego utraty drogocennego zmysłu, jakim jest słuch... jeśli zatem muzyka wypełnia większość naszego codziennego życia, należy czuwać...
@Witold - przykra sytuacja, jednak to nie muzyka zabija...











