Aktualności / Polityka
Jakkolwiek politycy nie byli właściwie rzecz biorąc zainteresowani debatowaniem na ten temat. Co ich tak naprawdę interesowało to kontrola nad tym co naukowcy mówią o zmianach klimatycznych do ogółu ludzi. Mówiąc innymi słowy, wzięli się za cenzurę. Zobaczmy jak to było robione.
Wielu badaczy twierdzi że było poddanych ogromnej presji, by nie ujawniać jakichkolwiek wyników które by wskazywały na to, że zmiany klimatyczne są lub mogą być efektem ludzkiej aktywności (np: emisji gazów cieplarnianych). W jednym z przeprowadzonych w USA badań, prawie połowa ankietowanych naukowców przyznała, że wywierano na nich naciski by dostosować rezultaty ich badań do oficjalnego stanowiska administracji Busha, czyli „silnego sceptycyzmu”. Przykazywano im by wstrzymali się od publicznych dyskusji na temat globalnego ocieplenia i pokrewnych zagadnień. Zmuszano ich by usuwali zwroty „globalne ocieplenie” czy „zmiany klimatyczne” z dokumentów, które mogły by być udostępnione szerszemu gronu odbiorców. Jak łatwo się domyśleć lobbyści przemysłu naftowego grali w tym procesie znaczącą rolę. Przed wyborami prezydenckimi w 2004 roku w USA, także sama NASA cenzurowała swoje własne raporty na temat globalnego ocieplenia by ochronić Busha przed kontrowersjami. Zanim jakikolwiek raport wyszedł z rąk naukowca do szerszej publiki, przechodził najpierw przez edycję oficjela rządowego.
Co więcej naukowy zajmujący się zmianami klimatycznymi doświadczali nacisków nie tylko ze strony rządowej, ale także od strony „zwykłych obywateli”. Dostawali oni e-maile z pogróżkami, albo nawet martwe zwierzęta zostawiane były na progach ich domów. Pewna rasistowska strona WWW zamieściła kiedyś zdjęcia kilku ważniejszych badaczy z podpisem „Żyd” pod każdym z nich. Jest to na tyle poważna kwestia, że nawet jeden z nich podróżuje od tego czasu z ochroniarzami.
Jednak to tylko jedna strona medalu. Zjawisko to działa bowiem w obie strony. Dziennikarze szukają wyłącznie informacji o „katastrofalnych zmianach” wiodących do „punktu z którego nie ma odwrotu”, a rzetelna analiza zjawiska ich nie interesuje. Jeśli ktoś po kim spodziewali się sensacyjnych wieści wyrazi umiarkowanie sceptyczną opinię, może on również spodziewać się silnej krytyki lub ostracyzmu. W mediach coraz więcej jest pejoratywnie zabarwionych przymiotników jak „katastroficzny”, „chaotyczny” czy „nieodwracalny” w odniesieniu do tego tematu.
Wygląda więc na to że dwie opozycyjne grupy interesów próbują wpłynąć na to jak postrzegane jest globalne ocieplenie. Najważniejsze byśmy zachowali zdrowy rozsądek i oceniali samodzielnie.
Cenzura Globalnego Ocieplenia
Artykuł był czytany 654 razy
Globalne ocieplenie nie jest tylko i wyłącznie przedmiotem zainteresowania naukowców. Kiedy ten temat został podniesiony przez mainstreamowe media i stał się obiektem publicznej debaty, automatycznie dostał się do kręgu interesów politycznych.
Jakkolwiek politycy nie byli właściwie rzecz biorąc zainteresowani debatowaniem na ten temat. Co ich tak naprawdę interesowało to kontrola nad tym co naukowcy mówią o zmianach klimatycznych do ogółu ludzi. Mówiąc innymi słowy, wzięli się za cenzurę. Zobaczmy jak to było robione.
Wielu badaczy twierdzi że było poddanych ogromnej presji, by nie ujawniać jakichkolwiek wyników które by wskazywały na to, że zmiany klimatyczne są lub mogą być efektem ludzkiej aktywności (np: emisji gazów cieplarnianych). W jednym z przeprowadzonych w USA badań, prawie połowa ankietowanych naukowców przyznała, że wywierano na nich naciski by dostosować rezultaty ich badań do oficjalnego stanowiska administracji Busha, czyli „silnego sceptycyzmu”. Przykazywano im by wstrzymali się od publicznych dyskusji na temat globalnego ocieplenia i pokrewnych zagadnień. Zmuszano ich by usuwali zwroty „globalne ocieplenie” czy „zmiany klimatyczne” z dokumentów, które mogły by być udostępnione szerszemu gronu odbiorców. Jak łatwo się domyśleć lobbyści przemysłu naftowego grali w tym procesie znaczącą rolę. Przed wyborami prezydenckimi w 2004 roku w USA, także sama NASA cenzurowała swoje własne raporty na temat globalnego ocieplenia by ochronić Busha przed kontrowersjami. Zanim jakikolwiek raport wyszedł z rąk naukowca do szerszej publiki, przechodził najpierw przez edycję oficjela rządowego.
Co więcej naukowy zajmujący się zmianami klimatycznymi doświadczali nacisków nie tylko ze strony rządowej, ale także od strony „zwykłych obywateli”. Dostawali oni e-maile z pogróżkami, albo nawet martwe zwierzęta zostawiane były na progach ich domów. Pewna rasistowska strona WWW zamieściła kiedyś zdjęcia kilku ważniejszych badaczy z podpisem „Żyd” pod każdym z nich. Jest to na tyle poważna kwestia, że nawet jeden z nich podróżuje od tego czasu z ochroniarzami.
Jednak to tylko jedna strona medalu. Zjawisko to działa bowiem w obie strony. Dziennikarze szukają wyłącznie informacji o „katastrofalnych zmianach” wiodących do „punktu z którego nie ma odwrotu”, a rzetelna analiza zjawiska ich nie interesuje. Jeśli ktoś po kim spodziewali się sensacyjnych wieści wyrazi umiarkowanie sceptyczną opinię, może on również spodziewać się silnej krytyki lub ostracyzmu. W mediach coraz więcej jest pejoratywnie zabarwionych przymiotników jak „katastroficzny”, „chaotyczny” czy „nieodwracalny” w odniesieniu do tego tematu.
Wygląda więc na to że dwie opozycyjne grupy interesów próbują wpłynąć na to jak postrzegane jest globalne ocieplenie. Najważniejsze byśmy zachowali zdrowy rozsądek i oceniali samodzielnie.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
No właśnie. Mój zdrowy rozsądek i samodzielna ocena mówią mi, że teza o wpływie ludzi na "globalne ocieplenie" to horrendalna ściema.











