iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Polityka
+ - 3

Pary-tety

26 10 2009 redakcja www.maskulizm.pl Artykuł był czytany 861 razy
Źródło: parytety.JPG
Źródło: parytety.JPG

Parytety wyborcze to nie tylko "niewinna" manipulacja listami kandydatów i kandydatek. Dziś jeszcze możemy wyrazić swój sprzeciw wobec nich, celowo nie głosując na kobiety umieszczone na sparytetyzowanych listach wyborczych. Ale jutro będzie już będzie inaczej.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Jakże często z pozoru drobne zdarzenie uruchomić potrafi ciąg przemyśleń, prowadzący do wniosków właściwie oczywistych, oczywistych do tego stopnia, że się ich nawet na co dzień nie zauważa. Tak i tym razem, wypowiedź z pozoru banalna, niejednokrotnie przecież przeze mnie słyszana, zaowocowała wnioskiem tak oczywistym, że dziwić się powinienem iż dotąd nikt o nim nawet nie wspominał.

Niedawno odbył się w mieście stołecznym, Warszawie, Kongres Kobiet, który skutkował żądaniem utworzenia parytetu władzy, znanego w skrócie jako żądanie przyznania " z klucza" 50% dostępu do władzy ( jak to ma się odbywać w szczegółach nie wiem bo tych informacji w ogólnie dostępnych mediach nie znalazłem ). Przyjmijmy więc, że w czasie najbliższych wyborów każda startująca partia ma obowiązkowo umieścić na swych listach po połowie mężczyzn i kobiet. Przyjmijmy też, że każda z tych partii ma obowiązek w 50% okręgów wyborczych umieścić kobiety na pierwszych miejscach na swych listach. I teraz pada tak często już słyszane przeze mnie pytanie, zadawane bodaj czy nie częściej przez kobiety niż (!) mężczyzn : " I co, zabronią mi głosować na mężczyznę? " . Kto jeszcze takiego pytania NIE SŁYSZAŁ?

Niemniej kiedy ostatnim razem takie pytanie usłyszałem - pytanie w zamyśle ironiczne; no bo przecież jest demokracja, nie? - uruchomił mi się w umyśle ciąg zdarzeń, skutkujący oczywistą - tak, tak! - odpowiedzią : PEWNIE, ŻE ZABRONIĄ! To nie żart z mojej strony ani pomyłka, to oczywisty, prawdziwy wniosek. Zabronią. Och, nie będzie jak w III Rzeszy czy Sowieckim Sojuzie jakiegoś prawnego zakazu głosowania na kogoś innego niż "jedynie słuszny kandydat" , sprawa zostanie rozegrana znacznie subtelniej! Rzecz w Ordynacji Wyborczej. Już dzisiaj każda partia, czy to rządząca czy opozycyjna, "wszystkimi palcyma" broni się od wprowadzenia jednomandatowej ordynacji wyborczej? nawiasem mówiąc jedynej, którą można jeszcze nazwać demokratyczną? Albowiem, kiedy nawet skreślimy jakiegoś kandydata, ale na jego listę padnie najwięcej głosów, to z racji zajmowania pierwszej pozycji na onej liście WŁAŚNIE ON - mimo że powszechnie wykreślony! - uzyskuje mandat. Uzyskuje, pomimo że nikt tego właśnie kandydata NIE CHCE!

Tak samo ma się sprawa z "parytetem". Głosujcie, dobrzy obywatele, na kogo tam sobie chcecie i tak do "władzy" dorwie się ten, kogo MY chcemy. I choćby każdy wyborca w każdym okręgu wyborczym skreślił KAŻDĄ kobietę - nic to nie zmieni, do Sejmu trafi ten - albo raczej ta - kogo zechce WŁADZA. No i co, zabronili ? I to jak zgrabnie! Zabronili ZA WASZYM POWSZECHNYM PRZYZWOLENIEM i zachowując pozory, że niczego Wam nie zakazywano. Czy jeszcze muszę przekonywać, że taki system nie ma nic wspólnego z Demokracją? Ja nazwałbym go raczej "Wszechbiurokracją partyjną". Dlatego powtarzam, że feminizm - czyli żądanie parytetów - z demokracją nie ma nic wspólnego, to czysty totalitaryzm, jak faszyzm, komunizm, polpocizm, maozedongizm i koreańskopółnocnizm razem - czy z osobna, wszystko jedno.

Parytety to czysty zamach na demokrację, już i tak rachityczną w Polsce. Pani Środzie i innym podpowiem : jeżeli mężczyzna chce zająć miejsce w kręgach władzy, nie ma żadnego parytetu, musi rywalizować z innymi ambitnymi jednostkami i wykazać się odpowiednimi zdolnościami, wiedzą i predyspozycją psychiczną. Parytet to żądanie wpuszczenia kobiet na owe "salony" za darmo, za fakt posiadania biustu ( i przyległości ) oraz bez konieczności wykazania się czymkolwiek poza nachalnością. Panie też przecież mogą założyć własne partie, startować w wyborach i wykazać się talentami, wiedzą oraz odpowiednimi predyspozycjami. To jednak wymaga pracy, wymaga poświęcenia a panie chciałyby tego wszystkiego tak po prostu za nic? I nazywacie to równością? Dla mnie równością byłby równolegle istniejący Sejm Kobiet, odnośny Senat i Premierka z Prezydentką, gdzie mogłyby sobie omawiać problemy kobiet, konsultując z męskim Sejmem ( i resztą towarzystwa ) projekty ustaw ich dotyczących, mając jednocześnie głos doradczy w sprawach Ustaw dotyczących mężczyzn.

Dlaczego jednak mam nieodparte wrażenie, że żadna z tych feministek nie ma najmniejszej ochoty na takie rozwiązanie ?...

Jerzy Osmęda




+ - 3

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0