Aktualności / Polityka
Politycy wydadzą mniej na reklamę internetową
Artykuł był czytany 1279 razyJak wykazuje najnowszy raport Borrel Associates amerykańscy politycy przeznaczyli mniejsze środki na reklamę internetową niż wcześniej zakładano. Czy recesja gospodarcza zaczęła dotykać także e-marketing polityczny?
Czy Nostradamus też by się pomylił?
Prognozy Borrel Associates zakładały, że kandydaci oraz wszelkiego rodzaju organizacje o charakterze politycznym zainwestują w reklamę internetową w tym roku ponad 20 mln USD. Rzeczywistość zweryfikowała ten optymistyczny wynik do kwoty 17.7 mln USD. Co więcej, niektóre badania zakładały, że wydatki reklamowe polityków w Internecie mogą opiewać na bajeczne sumy rzędu 73, a nawet 110 mln USD(!). Nostradamus z pewnością czegoś takiego by nie wymyślił. ;-)
Każdemu się oberwie?
Według obecnych przewidywań Borrel Associates spadek przychodów reklamowych płynących ze źródeł politycznych odnotują w tym roku wszystkie media. Z tego powodu amerykańscy analitycy obniżyli swoją prognozę dotyczącą łącznej sumy wydatków na reklamę w mediach z 4.8 miliarda USD do 2.27 miliarda USD. To znaczący spadek. Recesja najwidoczniej zajrzała również w kieszenie polityków i przez to znacząco odbija się na ich reklamowej hojności.
Gdzie dwóch się bije, tam Google korzysta
Co prawda zmniejszeniu uległy internetowe budżety reklamowe komitetów wyborczych, jednak nie oznacza to, że każdy musiał na tym stracić. Efektywność reklamy w Google wpłynęła na zmianę struktury politycznych budżetów interaktywnych. Zarówno Barack Obama, jak i Hilary Clinton przeznaczyli znaczące kwoty na reklamę w największej wyszukiwarce internetowej. Kto przez to stracił?
Politycy mają dosyć “gadających głów”?
Ekspansja Google odbiła się czkawką twórcom internetowych reklam wideo. Borrel Associates przewidywało, że wydatki na interaktywne spoty wideo będą stanowiły znacznie większą część niż 42% politycznych budżetów przeznaczanych na reklamę online. 34% z ogólnej sumy środków przeznaczanych na e-marketing polityczny w USA przypadnie promocji w internetowych wyszukiwarkach. Google na pewno nie będzie narzekać.
Na standardowe kampanie banerowe amerykańscy politycy przeznaczą nie więcej niż 14% swoich budżetów interaktywnych. Kończąc przewidywania analitycy Borrel Associates zakładają, że udział e-mail marketingu w internetowych wydatkach organizacji politycznych z USA osiągnie pułap około 10%.
Zrobimy Amerykanom na przekór?
Trudno sobie wyobrazić by wydatki polskich polityków na reklamę internetową w tym momencie mogły spaść. Od dna w końcu trzeba się odbić…
Prognozy Borrel Associates zakładały, że kandydaci oraz wszelkiego rodzaju organizacje o charakterze politycznym zainwestują w reklamę internetową w tym roku ponad 20 mln USD. Rzeczywistość zweryfikowała ten optymistyczny wynik do kwoty 17.7 mln USD. Co więcej, niektóre badania zakładały, że wydatki reklamowe polityków w Internecie mogą opiewać na bajeczne sumy rzędu 73, a nawet 110 mln USD(!). Nostradamus z pewnością czegoś takiego by nie wymyślił. ;-)
Każdemu się oberwie?
Według obecnych przewidywań Borrel Associates spadek przychodów reklamowych płynących ze źródeł politycznych odnotują w tym roku wszystkie media. Z tego powodu amerykańscy analitycy obniżyli swoją prognozę dotyczącą łącznej sumy wydatków na reklamę w mediach z 4.8 miliarda USD do 2.27 miliarda USD. To znaczący spadek. Recesja najwidoczniej zajrzała również w kieszenie polityków i przez to znacząco odbija się na ich reklamowej hojności.
Gdzie dwóch się bije, tam Google korzysta
Co prawda zmniejszeniu uległy internetowe budżety reklamowe komitetów wyborczych, jednak nie oznacza to, że każdy musiał na tym stracić. Efektywność reklamy w Google wpłynęła na zmianę struktury politycznych budżetów interaktywnych. Zarówno Barack Obama, jak i Hilary Clinton przeznaczyli znaczące kwoty na reklamę w największej wyszukiwarce internetowej. Kto przez to stracił?
Politycy mają dosyć “gadających głów”?
Ekspansja Google odbiła się czkawką twórcom internetowych reklam wideo. Borrel Associates przewidywało, że wydatki na interaktywne spoty wideo będą stanowiły znacznie większą część niż 42% politycznych budżetów przeznaczanych na reklamę online. 34% z ogólnej sumy środków przeznaczanych na e-marketing polityczny w USA przypadnie promocji w internetowych wyszukiwarkach. Google na pewno nie będzie narzekać.
Na standardowe kampanie banerowe amerykańscy politycy przeznaczą nie więcej niż 14% swoich budżetów interaktywnych. Kończąc przewidywania analitycy Borrel Associates zakładają, że udział e-mail marketingu w internetowych wydatkach organizacji politycznych z USA osiągnie pułap około 10%.
Zrobimy Amerykanom na przekór?
Trudno sobie wyobrazić by wydatki polskich polityków na reklamę internetową w tym momencie mogły spaść. Od dna w końcu trzeba się odbić…











