Prawda może być kłamstwem
Artykuł był czytany 1397 razyKsiążka Cenckiewicza i Gontarczyka nie jest świadectwem współpracy Wałęsy z SB
Ciężar dyskusji na temat książki o Lechu Wałęsie, autorstwa pary Cenckiewicz - Gontarczyk przesuwa się powoli z postaci byłego prezydenta na sprawy szersze - i ważniejsze nawet z punktu widzenia zrozumienia przeszłości.
Zwolennicy pracy twierdzą, że jej autorzy dopełnili staranności naukowej, że pozycja opracowana jest rzetelnie, doświadczenie archiwistyczne autorów, znajomość procedur, jakie panowały w służbach PRL - gwarantują, że informacje tam zawarte są PRAWDZIWE I WIARYGODNE. Ci sami zwolennicy milczeniem pomijają z kolei te informacje, że te materiały są kopiami. Że jak do tej pory nie natrafiono na oryginały dokumentacji (nie mówiąc już o odręcznych notatkach Wałęsy), nie ma również w archiwach mikrofilmów. Dlatego też trwa usilnie poszukiwanie “złotego strzału”, dokumentu, lub oświadczenia samego Lech Wałęsy, które by potwierdziło jego świadomą i gorliwą współpracę z SB. Ostatnio wypłynęła sprawa taśmy, jak miała być nagrana na jednym ze spotkań Wolnych Związków Zawodowych, na którym Lech Wałęsa miał się przyznać do współpracy. Okazuje się, że dowody, czyli stenogram tej taśmy, a także jej depozytariusz, Bogdan Borusewicz - zaprzeczają, że tego rodzaju oświadczenie zostało przez Wałęsę złożone.
Zwolennicy książki prześlizgują się nad tym, że została ona napisana przez historyków - ideologów, których nie tylko działalność naukowa - ale również uczestnictwo w różnych innych przedsięwzięciach - każe z dużą nieufnością odczytywać ich opinie. A opinii w książce jest wprawdzie mniej niż materiału źródłowego - ale są one jednoznaczne i tendencyjnie skierowane przeciwko Wałęsie.
Tak jak książka jest wiarygodna oparciem się o materiały i katalogi IPN - tak samo jest niewiarygodna i manipulatorska przez wyrwanie tych materiałów z kontekstu historycznego i społecznego. Słusznie wspomina Władysław Frasyniuk, który sam był ostro represjonowany przez SB i poddawany manipulacjom - że do prawidłowego odczytania i zrozumienia sytuacji Lecha Wałęsy z lat ‘70 - trzeba znać, rozumieć działalność SB na Wybrzeżu i sytuację, w jakiej znajdowali się wtedy robotnicy po wydarzeniach Grudnia ‘70.
Druga płaszczyzna dyskusji - to sprawa Instytutu Pamięci Narodowej. Jest powszechną opinią, że IPN wydając tą pozycję przekroczył ramy działalności naukowej i wszedł w rolę stricte polityczną. I nie zmienią tego chętnie przywoływane hasła o niezależności badań naukowych, prawie historyków do dostępu do materiałów. IPN jest jednostką państwową, która, jeżeli się spojrzy na jego kolegium i zarząd - podlega jednej opcji politycznej.
Mam tu na myśli głównie członków kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, którzy związani są z jedną opcją polityczną. I dlatego odpowiedzialność za tą pracę ponoszą przede wszystkim członkowie władz tej instytucji - ale również politycy, którzy doprowadzili do sytuacji, że instytucja państwowa pozostaje praktycznie poza kontrolą nie tylko państwa - ale również kontrolą społeczną. Podobnie dzieje się z mediami publicznymi, z którymi pomimo wielomiesięcznych starań koalicja rządowa nie może sobie dać rady.
Zmiana ustawy o IPN jest koniecznością. Oddzielenie pionu lustracyjnego od archiwum - jest nieodzowne.
O ostatni aspekt - to wykorzystanie polityczne całego tego zamieszania. Wczorajszy “spontaniczny” wiec zorganizowany w Gdańsku przez posła Prawa i Sprawiedliwości, Jacka Kurskiego, w obronie IPN - jest tylko potwierdzeniem tezy, że sprawa ma wymiar czysto polityczny. I nie ważne są opinie, że książka nie pisana była na zamówienie polityczne zwolenników IV RP - ważne jest to, jaką faktyczną rolę zajmie w arsenale narzędzi politycznych.
Polityka historyczna, ukochane dziecko Jarosława Kaczyńskiego, ma doprowadzić do takiej zmiany stanu świadomości obywatelskiej, aby uwierzono, że Okrągły Stół, którego głównym uczestnikiem był Lech Wałęsa, był zmową esbeków, czyli prowadzących… z prowadzonymi, czyli właśnie takimi postaciami, jak przywódca “Solidarności”. Jest to systematycznie, konsekwentnie budowana nowa historiografia opozycji, w której miejsce ludzi takich jak Jacek Kuroń, Lech Wałęsa czy inni działacze KOR-u zajmą inne postacie - te, które są wygodne. Przykładem tego jest pomijanie roli działaczy KOR- u w budowie Wolnych Związków Zawodowych - i następnie w tworzeniu NSZZ “Solidarność”.
Jarosław Kaczyński, którego teczka też budzi wątpliwości, nie mówiąc o działalności jego i jego otoczenia w Fundacji “Wola”, w latach ‘80, już raz wiedzę na temat domniemanej współpracy Lecha Wałęsy starał się wykorzystać. Było to w okresie pracy jego i jego brata w Kancelarii Prezydenckiej, na początku lat ‘90. Dlaczego wtedy nie wykorzystał tej wiedzy, dla dobra publicznego i dla prawdy? Musiał wiedzieć o tym, że SB zbierała kwity na Wałęsę, tym bardziej, że jedną z osób, które wówczas były blisko Wałęsy i jego samego był Krzysztof Wyszkowski…
Książka Cenckiewicza i Gontarczyka nie jest świadectwem współpracy Wałęsy z SB. Jest tylko zapisem kontaktów i prób uwikłania, jakie stosowano wobec byłego prezydenta. Nie jest jednak zapisem prawdy historycznej.
Azrael
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
Moim zdaniem już niedługo poznamy niezbite dowody w sprawie, które podrzuci Polakom wywiad rosyjski. Patrz:
http://www.ithink.pl/artykuly/hyde-park/moim-zdaniem/walesa-zacharski-i-kgb/










