Aktualności / Polityka
W polskiej polityce dominują konflikt i złośliwość. Za ten cyrk polityczny odpowiadają w mniejszym czy większym stopniu wszystkie partie, szczególnie ich liderzy. Rację ma poseł Kalisz mówiąc, że partie są sterowane autokratycznie. Rządzą w nich jednostki. To ciągłe obrzucanie się błotem, zajadłe miny, nieracjonalne oszczerstwa w błahych sprawach napawają obrzydzeniem. Aż dziw bierze, że w ogóle ktoś jeszcze głosuje. Polska stoi. Zamiast reform mamy tylko kłótnie. Niezgoda na najwyższych szczeblach rujnuje nasz naród. Nie mówi się o najważniejszych problemach, takich jak błędnie uregulowane finanse publiczne, narastający dług publiczny, marna służba zdrowia, powolna i skorumpowana administracja, słabe i nieścisłe prawo. Nic, tylko wojna, która udziela się narodowi.
Przez polityków mamy podział narodu i zupełnie niepotrzebną batalię o krzyż. 90% spraw prowadzonych przez służby finansowe i podatkowe jest przeprowadzanych na podstawie donosów tzw. dobrych obywateli, rodem z PRL-u. I tak, jeżeli ktoś zarobił za granicą pieniądze, niech lepiej się nie chwali sąsiadom. Nasi rolnicy muszą wyrzucać nadwyżki wyprodukowanej żywności, bo jeśli chcą oddać np. mleko czy chleb biednym i potrzebującym, to muszą za to zapłacić. Sąsiad zawsze nas wyda. Na ulice lepiej nie wychodzić po 23, bo można stracić pieniądze, zdrowie, życie.
Nikt z mądrych elity nie próbuje zająć się zatrważającym problemem naszej narodowej mentalności. W sejmie jest jak za czasów sejmów szlacheckich. Posłowie nie poprą dobrych dla Polski pomysłów innych partii tylko dlatego, że to konkurencja, a dla nich wszystko, co robi ktoś inny, jest złe. Nie może być tak, że nam wszystko wolno, bo jesteśmy z partii. Powiedzenie „Każdy sobie rzepkę skrobie” jest, niestety, wciąż aktualne.
Gdzie my żyjemy? Ludzie, pomagajmy sobie nawzajem, współpracujmy w oparciu o konsensusy. To naprawdę działa! Razem się rozwijajmy i osiągajmy zyski. Razem reformujmy i napędzajmy polską gospodarkę i kulturę. Wystarczy chcieć.
Dlaczego nie możemy np. w sprawie służby zdrowia zaczerpnąć wzorców z państw, które mają ją sprawną? W Polsce wciąż nie ma człowieka, który potrafiłby przedstawić plan reformy służby zdrowia, mający duże perspektywy jej poprawy. Jedni chcą prywatną służbę zdrowia, inni są jej przeciwni. Zawrzyjmy konsensus – niech będzie ona w części prywatna, a w części publiczna. Połowę kosztów za wizyty i badania zapłaci pacjent, połowę NFZ. Bezrobotni i dzieci do 18. roku życia będą korzystać bezpłatnie. Badania, zabiegi i operacje powyżej 1000 zł pokrywa NFZ. Nie jest ich tak dużo, a są zbyt drogie i ważne dla pacjentów, więc pokrywało by je państwo. To naprawdę odciążyło by i uratowało fundusz zdrowia. Można by też zlikwidować rejony przychodni, tak by każda przychodnia mogła przyjąć pacjenta w potrzebie.. Jeśli zaś chodzi o kolejki, to zarówno u lekarza, jak i w urzędach można wprowadzić zapisy elektroniczne, odbiory wyników na e-mail. Żyjemy w XXI wieku, dobie komputerów - zacznijmy z nich naprawdę korzystać.
Co do problemu władzy… Koleżeństwo i brak kwalifikacji w centralnych organach i na niższych szczeblach można by rozwiązać przez wprowadzenie dla posłów zakazu bycia ministrem. Tylko premier byłby posłem, zaś resztę rządu wybierałby sam z grupy ludzi o odpowiednich kwalifikacjach w danej dziedzinie, zależnie od resortu, a sejm udzielałby jedynie wotum zaufania. Ale to trzeba zawrzeć w ustawie, tak by nie było nieścisłości. Takie rozwiązanie sprawy spowodowałby większą niezależność rządu od sejmu i rozdział władzy ustawodawczej od wykonawczej. Kontrolę nad rządem nadal sprawowałby sejm. Byłaby ona bardziej faktyczna i ścisła niż teraz, a rząd miałby lepszych fachowców, którzy mogliby szybciej rozwiązać nękające nas problemy.
Potrzebna jest całościowa reforma finansów publicznych, a nie zamiatanie ich pod ZUS, bo to w przyszłości odbije nam się czkawką. Zmiana zawiłych i nieścisłych przepisów prawa, jak choćby status/ pomocnika podżegacza w kodeksie karnym; zaostrzenie wymiaru kar dla gwałcicieli i pedofilów; likwidacja podatku rolnego, który jest fanaberią polską i tworzy nie równość podatkową; stworzenie lepszych warunków dla samotnych matek, dla prywatnych średnich i małych inwestorów itd. Sama pomoc Unii Europejskiej nie wystarczy. Wykorzystujmy cudze pomysły. Można zastanowić się nad budową wałów, takich jak w Niemczech czy Japonii - tanich, ale mocnych. Każda droga w Niemczech jest oświetlona przez kwadraciki na drodze, co naprawdę powoduje zmniejszenie wypadków. Taki system nie jest drogi. To samo drewniane belki, które odstraszają zwierzęta, wykorzystywane przy autostradach i drogach krajowych, ich koszt też jest nie wielki.. Nie mówiąc już o przetargach na drogi. Dlaczego władze nie wybierają najbardziej korzystnych (co wcale nie znaczy najtańszych)? Wybierajmy plany budowy z co najmniej 9-letnią gwarancją na drogę, tak aby po roku czy dwóch, kiedy kończy się okres gwarancyjny, nie trzeba było jej wymieniać i łatać za pieniądze państwowe. Taki system jest we wszystkich państwach zachodnich Europy. W latach 80. Polacy walczyli i mieli marzenie o Polsce wolnej, silnej, bezpiecznej. I choć komunizm upadł, jej nie ma.
Obecnie to PO ma większość w sejmie, swojego prezydenta. I aż dziw bierze, że premier Donald Tusk mówi, że lepiej nie robić reform. Reform, dzięki którym zapisałby się na trwałe w historii Polski jako ten, który rzeczywiście wyciągnął naród z zapaści i wprowadził do Europy pod względem ekonomicznym, mentalnościowym, kulturowym, społecznościowym. Reformy są naprawdę konieczne.
Panie premierze, proszę się nie bać. Nieśmiertelność leży na wyciągnięcie ręki.
Premierze, stań się nieśmiertelny!
Artykuł był czytany 926 razy
Zastój polityczny oraz regres mentalnościowy Polaków napawa lękiem. Zbliżają się kolejne wybory, przyjrzyjmy się więc sytuacji w naszym kraju.
W polskiej polityce dominują konflikt i złośliwość. Za ten cyrk polityczny odpowiadają w mniejszym czy większym stopniu wszystkie partie, szczególnie ich liderzy. Rację ma poseł Kalisz mówiąc, że partie są sterowane autokratycznie. Rządzą w nich jednostki. To ciągłe obrzucanie się błotem, zajadłe miny, nieracjonalne oszczerstwa w błahych sprawach napawają obrzydzeniem. Aż dziw bierze, że w ogóle ktoś jeszcze głosuje. Polska stoi. Zamiast reform mamy tylko kłótnie. Niezgoda na najwyższych szczeblach rujnuje nasz naród. Nie mówi się o najważniejszych problemach, takich jak błędnie uregulowane finanse publiczne, narastający dług publiczny, marna służba zdrowia, powolna i skorumpowana administracja, słabe i nieścisłe prawo. Nic, tylko wojna, która udziela się narodowi.
Przez polityków mamy podział narodu i zupełnie niepotrzebną batalię o krzyż. 90% spraw prowadzonych przez służby finansowe i podatkowe jest przeprowadzanych na podstawie donosów tzw. dobrych obywateli, rodem z PRL-u. I tak, jeżeli ktoś zarobił za granicą pieniądze, niech lepiej się nie chwali sąsiadom. Nasi rolnicy muszą wyrzucać nadwyżki wyprodukowanej żywności, bo jeśli chcą oddać np. mleko czy chleb biednym i potrzebującym, to muszą za to zapłacić. Sąsiad zawsze nas wyda. Na ulice lepiej nie wychodzić po 23, bo można stracić pieniądze, zdrowie, życie.
Nikt z mądrych elity nie próbuje zająć się zatrważającym problemem naszej narodowej mentalności. W sejmie jest jak za czasów sejmów szlacheckich. Posłowie nie poprą dobrych dla Polski pomysłów innych partii tylko dlatego, że to konkurencja, a dla nich wszystko, co robi ktoś inny, jest złe. Nie może być tak, że nam wszystko wolno, bo jesteśmy z partii. Powiedzenie „Każdy sobie rzepkę skrobie” jest, niestety, wciąż aktualne.
Gdzie my żyjemy? Ludzie, pomagajmy sobie nawzajem, współpracujmy w oparciu o konsensusy. To naprawdę działa! Razem się rozwijajmy i osiągajmy zyski. Razem reformujmy i napędzajmy polską gospodarkę i kulturę. Wystarczy chcieć.
Dlaczego nie możemy np. w sprawie służby zdrowia zaczerpnąć wzorców z państw, które mają ją sprawną? W Polsce wciąż nie ma człowieka, który potrafiłby przedstawić plan reformy służby zdrowia, mający duże perspektywy jej poprawy. Jedni chcą prywatną służbę zdrowia, inni są jej przeciwni. Zawrzyjmy konsensus – niech będzie ona w części prywatna, a w części publiczna. Połowę kosztów za wizyty i badania zapłaci pacjent, połowę NFZ. Bezrobotni i dzieci do 18. roku życia będą korzystać bezpłatnie. Badania, zabiegi i operacje powyżej 1000 zł pokrywa NFZ. Nie jest ich tak dużo, a są zbyt drogie i ważne dla pacjentów, więc pokrywało by je państwo. To naprawdę odciążyło by i uratowało fundusz zdrowia. Można by też zlikwidować rejony przychodni, tak by każda przychodnia mogła przyjąć pacjenta w potrzebie.. Jeśli zaś chodzi o kolejki, to zarówno u lekarza, jak i w urzędach można wprowadzić zapisy elektroniczne, odbiory wyników na e-mail. Żyjemy w XXI wieku, dobie komputerów - zacznijmy z nich naprawdę korzystać.
Co do problemu władzy… Koleżeństwo i brak kwalifikacji w centralnych organach i na niższych szczeblach można by rozwiązać przez wprowadzenie dla posłów zakazu bycia ministrem. Tylko premier byłby posłem, zaś resztę rządu wybierałby sam z grupy ludzi o odpowiednich kwalifikacjach w danej dziedzinie, zależnie od resortu, a sejm udzielałby jedynie wotum zaufania. Ale to trzeba zawrzeć w ustawie, tak by nie było nieścisłości. Takie rozwiązanie sprawy spowodowałby większą niezależność rządu od sejmu i rozdział władzy ustawodawczej od wykonawczej. Kontrolę nad rządem nadal sprawowałby sejm. Byłaby ona bardziej faktyczna i ścisła niż teraz, a rząd miałby lepszych fachowców, którzy mogliby szybciej rozwiązać nękające nas problemy.
Potrzebna jest całościowa reforma finansów publicznych, a nie zamiatanie ich pod ZUS, bo to w przyszłości odbije nam się czkawką. Zmiana zawiłych i nieścisłych przepisów prawa, jak choćby status/ pomocnika podżegacza w kodeksie karnym; zaostrzenie wymiaru kar dla gwałcicieli i pedofilów; likwidacja podatku rolnego, który jest fanaberią polską i tworzy nie równość podatkową; stworzenie lepszych warunków dla samotnych matek, dla prywatnych średnich i małych inwestorów itd. Sama pomoc Unii Europejskiej nie wystarczy. Wykorzystujmy cudze pomysły. Można zastanowić się nad budową wałów, takich jak w Niemczech czy Japonii - tanich, ale mocnych. Każda droga w Niemczech jest oświetlona przez kwadraciki na drodze, co naprawdę powoduje zmniejszenie wypadków. Taki system nie jest drogi. To samo drewniane belki, które odstraszają zwierzęta, wykorzystywane przy autostradach i drogach krajowych, ich koszt też jest nie wielki.. Nie mówiąc już o przetargach na drogi. Dlaczego władze nie wybierają najbardziej korzystnych (co wcale nie znaczy najtańszych)? Wybierajmy plany budowy z co najmniej 9-letnią gwarancją na drogę, tak aby po roku czy dwóch, kiedy kończy się okres gwarancyjny, nie trzeba było jej wymieniać i łatać za pieniądze państwowe. Taki system jest we wszystkich państwach zachodnich Europy. W latach 80. Polacy walczyli i mieli marzenie o Polsce wolnej, silnej, bezpiecznej. I choć komunizm upadł, jej nie ma.
Obecnie to PO ma większość w sejmie, swojego prezydenta. I aż dziw bierze, że premier Donald Tusk mówi, że lepiej nie robić reform. Reform, dzięki którym zapisałby się na trwałe w historii Polski jako ten, który rzeczywiście wyciągnął naród z zapaści i wprowadził do Europy pod względem ekonomicznym, mentalnościowym, kulturowym, społecznościowym. Reformy są naprawdę konieczne.
Panie premierze, proszę się nie bać. Nieśmiertelność leży na wyciągnięcie ręki.












