Aktualności / Polityka
Profesor Bartoszewski szczególnie wyczulony jest na hipokryzję i głupotę
Artykuł był czytany 981 razy
I możliwe, że właśnie dlatego nie szczędzi, trzeba przyznać, dosadnych słów krytyki ludziom, którzy według niego nie tylko mają złą wizję Polski, ale i posługują się niewłaściwymi, często haniebnymi metodami.
Dzielą polskich obywateli na lepszych i gorszych, (czyli wszystkich tych, którzy śmią mieć odmienne zdanie niż oni), obrażają słowami w stylu: stoicie tam, gdzie kiedyś stało ZOMO, szukają 'haków' na przeciwników politycznych, także przez IPN, np. na Lech Wałęsę.
I co najgorsze - mają na dodatek skłonność da zawłaszczania samego pojęcia patriotyzmu tylko dla siebie, odbierając prawo do niego innym - choć w jego imię nie zrobili, ani nie wycierpieli nawet setnej części tego, co choćby obrońca Warszawy z 1939 r. i więzień Auschwitz, profesor Bartoszewski.
Parę słów na potwierdzenie tej tezy, iż wobec tego, jak wiele Władysława Bartoszewski zrobił dla Polski, nieraz narażając życie, można zrozumieć jego zdenerwowanie i mocne słowa, że Polska, o jaką walczył - tolerancji, rozsądku i rozwagi, dania każdemu rodakowi prawa do jego własnych poglądów na Polskę, nie obrażania za nie nikogo - za sprawą niektórych polityków odchodzi w niebyt. Także wspierana przez niego wizja Polski mocnej i dobrze odbieranej w Europie, ale nie machaniem szabelką czy groźbami, ale dialogiem i merytoryczną dyskusją, znającymi języki obce fachowcami w MSZ, którzy dobrze zadbają o nasze interesy, w czasie rządów PiS została zastąpiona fatalnym obrazem kłótliwego, nieskutecznego kraju. M.in. przez postawioną na czele MSZ, bojącą się powiedzieć słowo po angielsku, ogólnie niekomunikatywną i niekompetentną panią Fotygą, którą namaszczono tylko dlatego, że była zaufana (w myśl zasady "mierna, ale wierna').
Czy w tym kontekście, gdy takie metody i wizje Polski znowu wracają, tak trudno zrozumieć zdenerwowanie 87-letniego człowieka, nieznoszącego głupoty i takich właśnie ww. zachowań, bo według niego szkodzą RP? Osoby, która chyba jak nikt inny ma do tego prawo, bo od 70! lat walczy o inną Polskę niż ta, zmieniana przez PiS, przez mające tak wielkie wpływy media publiczne, zdominowane przez ludzi PiS, obecnych w KRRiT?
Jak walczył, ktoś zapyta? Zbrojnie, we wrześniu 1939 roku, a później w AK; cierpiąc w Oświęcimiu. Później, w czasach PRL, także dręczony i skazywany np. na 8-letnie wyroki więzienia. I nawet przez ten trudny czas Polski Ludowej, po wyjściu na wolność, tak wiele robi dla pojednania polsko-niemieckiego, polsko-żydowskiego (w czasie wojny osobiście ratował Żydów, co też trzeba wspomnieć), dla pamięci żołnierzy AK. Szuka sprzymierzeńców dla idei wolnej Polski na Zachodzie. A później, po 1989 r., też 'walczy' o Polskę, ale w jedyny sensowny w dzisiejszych czasach, 'nowoczesny' sposób - nie szukając na siłę dla siebie w narodzie, czy Polsce w Europie, wrogów, nie 'machając szabelką', ale ciężką pracą m.in. jako polski ambasador, a później szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Pamiętam jak pięknie, wzywając do pojednania w duchu chrześcijańskiej miłości i wybaczenia, eksponując to, co łączy, a nie dzieli, profesor Bartoszewski mówił o wspólnej historii, także śmierci wielu swoich przyjaciół, w obozach i w czasie Powstania, także o swoich przeżyciach w Auschwitz. Z żalem, ale zupełnie bez chęci zemsty, zaciętości czy nienawiści. Po to, by nigdy do podobnych zachowań - szczucia jednych ludzi przeciwko drugim, dzielenia na lepszych i gorszych, ciągłego szukania różnych 'haków' (brzmi znajomo, prawda?) - już nie doszło. BY nie dopuścić do szkodliwych zachowań i postaw, które przecież doprowadziły m.in. Hitlera do władzy, i były metodą knucia i ciągłego szukania wrogów, jaką często i z lubością stosowały totalitaryzmy, także III Rzesza.
Cała rzecz miała miejsce już ładnych parę lat temu, jeszcze przez dojściem PiS do władzy, w czasie spotkania młodych Niemców i Polaków przy okazji zjazdu chrześcijańskiej młodzieży ‘Taize’ w Warszawie. Niesamowite było także to, że profesor płynie przechodził z polskiego na niemiecki, raz mówiąc do polskiej, raz do niemieckiej młodzieży, i w tak samo przyjaznym, dążącym do pojednania tonie.
I właśnie m.in. za wkład w polsko-niemieckie pojednanie, ale też za działalność dydaktyczną m.in. na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Władysław Bartoszewski otrzymał naukowy tytuł profesora od rządu Bawarii. Według mnie znacznie bardziej zasłużony, niż wielu, którzy II wojnę światową, niemiecką okupację i czasy PRL przesiedzieli spokojnie 'za biurkiem', dbając o siebie i o karierę, a nie, tak jak Bartoszewski, walcząc o Polskę. I warto o tym wszystkim pamiętać, komentując choćby ostatnie wypowiedzi profesora, czy też oceniając jego samego, jako człowieka i Polaka. Szczególnie, gdy wielu ze złośliwą satysfakcją szermuje stwierdzeniami, że nie jest on ‘dobrym patriotą’, że nie należy mu się tytuł profesora... o niedopuszczalnych i wulgarnych wypowiedziach nie wspominając.
I co najgorsze - mają na dodatek skłonność da zawłaszczania samego pojęcia patriotyzmu tylko dla siebie, odbierając prawo do niego innym - choć w jego imię nie zrobili, ani nie wycierpieli nawet setnej części tego, co choćby obrońca Warszawy z 1939 r. i więzień Auschwitz, profesor Bartoszewski.
Parę słów na potwierdzenie tej tezy, iż wobec tego, jak wiele Władysława Bartoszewski zrobił dla Polski, nieraz narażając życie, można zrozumieć jego zdenerwowanie i mocne słowa, że Polska, o jaką walczył - tolerancji, rozsądku i rozwagi, dania każdemu rodakowi prawa do jego własnych poglądów na Polskę, nie obrażania za nie nikogo - za sprawą niektórych polityków odchodzi w niebyt. Także wspierana przez niego wizja Polski mocnej i dobrze odbieranej w Europie, ale nie machaniem szabelką czy groźbami, ale dialogiem i merytoryczną dyskusją, znającymi języki obce fachowcami w MSZ, którzy dobrze zadbają o nasze interesy, w czasie rządów PiS została zastąpiona fatalnym obrazem kłótliwego, nieskutecznego kraju. M.in. przez postawioną na czele MSZ, bojącą się powiedzieć słowo po angielsku, ogólnie niekomunikatywną i niekompetentną panią Fotygą, którą namaszczono tylko dlatego, że była zaufana (w myśl zasady "mierna, ale wierna').
Czy w tym kontekście, gdy takie metody i wizje Polski znowu wracają, tak trudno zrozumieć zdenerwowanie 87-letniego człowieka, nieznoszącego głupoty i takich właśnie ww. zachowań, bo według niego szkodzą RP? Osoby, która chyba jak nikt inny ma do tego prawo, bo od 70! lat walczy o inną Polskę niż ta, zmieniana przez PiS, przez mające tak wielkie wpływy media publiczne, zdominowane przez ludzi PiS, obecnych w KRRiT?
Jak walczył, ktoś zapyta? Zbrojnie, we wrześniu 1939 roku, a później w AK; cierpiąc w Oświęcimiu. Później, w czasach PRL, także dręczony i skazywany np. na 8-letnie wyroki więzienia. I nawet przez ten trudny czas Polski Ludowej, po wyjściu na wolność, tak wiele robi dla pojednania polsko-niemieckiego, polsko-żydowskiego (w czasie wojny osobiście ratował Żydów, co też trzeba wspomnieć), dla pamięci żołnierzy AK. Szuka sprzymierzeńców dla idei wolnej Polski na Zachodzie. A później, po 1989 r., też 'walczy' o Polskę, ale w jedyny sensowny w dzisiejszych czasach, 'nowoczesny' sposób - nie szukając na siłę dla siebie w narodzie, czy Polsce w Europie, wrogów, nie 'machając szabelką', ale ciężką pracą m.in. jako polski ambasador, a później szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Pamiętam jak pięknie, wzywając do pojednania w duchu chrześcijańskiej miłości i wybaczenia, eksponując to, co łączy, a nie dzieli, profesor Bartoszewski mówił o wspólnej historii, także śmierci wielu swoich przyjaciół, w obozach i w czasie Powstania, także o swoich przeżyciach w Auschwitz. Z żalem, ale zupełnie bez chęci zemsty, zaciętości czy nienawiści. Po to, by nigdy do podobnych zachowań - szczucia jednych ludzi przeciwko drugim, dzielenia na lepszych i gorszych, ciągłego szukania różnych 'haków' (brzmi znajomo, prawda?) - już nie doszło. BY nie dopuścić do szkodliwych zachowań i postaw, które przecież doprowadziły m.in. Hitlera do władzy, i były metodą knucia i ciągłego szukania wrogów, jaką często i z lubością stosowały totalitaryzmy, także III Rzesza.
Cała rzecz miała miejsce już ładnych parę lat temu, jeszcze przez dojściem PiS do władzy, w czasie spotkania młodych Niemców i Polaków przy okazji zjazdu chrześcijańskiej młodzieży ‘Taize’ w Warszawie. Niesamowite było także to, że profesor płynie przechodził z polskiego na niemiecki, raz mówiąc do polskiej, raz do niemieckiej młodzieży, i w tak samo przyjaznym, dążącym do pojednania tonie.
I właśnie m.in. za wkład w polsko-niemieckie pojednanie, ale też za działalność dydaktyczną m.in. na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Władysław Bartoszewski otrzymał naukowy tytuł profesora od rządu Bawarii. Według mnie znacznie bardziej zasłużony, niż wielu, którzy II wojnę światową, niemiecką okupację i czasy PRL przesiedzieli spokojnie 'za biurkiem', dbając o siebie i o karierę, a nie, tak jak Bartoszewski, walcząc o Polskę. I warto o tym wszystkim pamiętać, komentując choćby ostatnie wypowiedzi profesora, czy też oceniając jego samego, jako człowieka i Polaka. Szczególnie, gdy wielu ze złośliwą satysfakcją szermuje stwierdzeniami, że nie jest on ‘dobrym patriotą’, że nie należy mu się tytuł profesora... o niedopuszczalnych i wulgarnych wypowiedziach nie wspominając.











