Symbioza służb i mediów
Artykuł był czytany 1438 razyO tym, że służby specjalne i media są „zblatowane” ze sobą – jest wiadome od dawna.
O tym, że służby specjalne i media są „zblatowane” ze sobą – jest wiadome od dawna. Wskazywały na to artykuły i audycje „niezależnych dziennikarzy”, takich jak Anita Gargas, Tomasz Sakiewicz, Dorota Kania, czy Jan Piński. Wręcz uważam, że niektóre z tak zwanych prawicowych periodyków „żyją” ze współpracy z obecnymi i byłymi funkcjonariuszami służb, WSI, ABW, CBA czy policji, są przez nie „zadaniowane”. Wskazują choćby na to sprawy takie, jak Olina, a z późniejszych – Milana Subotica, czy Stanisława Wielgusa. Istnieją podejrzenia, że niektórzy dziennikarze są wręcz na etatach tych służb.
Ostatnio jednak widać, że różne grupy byłych i obecnych funkcjonariuszy służb nie tylko dbają o własne interesy, ale wręcz walczą ze sobą – wykorzystując media do rozgrywek pomiędzy poszczególnymi grupami. I to co kiedyś było kiedyś „wrzutką” polityczną – dziś jest brutalną rozgrywką personalną i o wpływy.
Sprawa Wojciecha Sumlińskiego pokazuje, jak głęboka to była i jest symbioza.
Przypomnimy – ABW, na polecenie Prokuratury Krajowej weszła 13 maja jednocześnie domu dziennikarza Piotra Bączka, członka komisji weryfikacyjnej i rzecznik Antoniego Macierewicza, a także dziennikarza gazety „Głos”, dr Leszka Pietrzaka, innego członka tej komisji, Aleksandra Lichockiego, pułkownika służb specjalnych PRL oraz Wojciecha Sumlińskiego – dziennikarza „Wprost” i „Gazety Polskiej”.
Akcja ABW była także elementem szerszej sprawy, zmierzające do wyjaśnienia działania agentury służb specjalnych w środowiskach dziennikarskich, oraz kontrolowanych przecieków z ABW i IPN do mediów.
Osnową całej sprawy jest raport pełniącego przez trzy miesiące obowiązki szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, pułkownika Grzegorza Ryszki, który trafił na biurko ministra Klicha i premiera. Raport miał ponad 600 stron, na jego podstawie zostały już podjęte decyzje wewnętrzne w ABW i złożone stosowne wnioski do prokuratury. Sprawa ta ma najwyższy priorytet i jest prowadzona przez Prokuraturę Krajową i ABW – dla zachowania szczelności postępowania. To ma wykluczyć tak popularne za poprzedniego rządu przecieki do mediów „niezależnych”.
Sumlińskiemu postawiono wiele zarzutów, w tym zarzut łapówkarstwa, łącznie z Aleksandrem Lichockim, zarzut przewłaszczenia wielu tajnych dokumentów.
W trakcie majowych przesłuchań ABW w mieszkaniach Sumlińskiego i jego rodziny zabezpieczyła wiele dokumentów wskazujących na jego korupcję, w tym handel aneksem raportu Antoniego Macierewicza. Niestety, pod wpływem prawicowych mediów i jazgotu polityków PiS – nie zdecydowała się wtedy na wniosek o jego tymczasowe aresztowanie. Pomimo, że oskarżenie, o tym, że Sumliński obiecał wykreślenie (przy pomocy Lichockiego) nazwiska jednego z oficerów WSI z aneksu, za kwotę 200.000 zł – wyglądał bardzo poważnie.
Prokuratura po trzymiesięcznym dochodzeniu, zdecydowała się jednak na wystąpienie o tymczasowy areszt dla Sumlińskiego, i po apelacji w sądzie okręgowym, uzyskała taką zgodę. Sąd, po analizie materiałów stwierdził, że
materiał dowodowy zebrany przez prokuraturę wskazuje na duże prawdopodobieństwo, że Sumliński popełnił zarzucane mu przestępstwa.
Sumliński miał otrzymać postanowienie sądu, jednak nie czekał na nie i następnego dnia udał się do Kościoła Stanisława Kostki, na Żoliborzu (parafii księdza Popiełuszki…) i podciął sobie żyły.
Nie omieszkał jednak zostawić na portalu niezależna.pl listu otwartego, o tym jakoby cała sprawa był prowokacją służb specjalnych.
Warto ten list przeczytać. Można się z niego dowiedzieć, jak ten stosunkowo niepozorny człowiek głęboko i bezkrytycznie wszedł w życie służb, jak był przez nie traktowany – jak był przez nie prowadzony. Sumliński w liście tym opisuje sprawy, które zapewne wielu jego byłych i obecnych kolegów dziennikarzy nie chciałoby, aby ujrzały światło dzienne. Nie wiem, czy Rafał Kasprów, lub Jan Piński są zadowoleni z odkrycia przez Sumlińskiego kulis ich pracy.
Sumliński bezkrytycznie przyjmował wiedzę, serwowaną mu przez byłych oficerów jeszcze PRL-owskiego WSW, WSI, czy ABW. Nie ukrywa przyjaźni z wieloma z nich, z Aleksandrem Lichockim, jak sam twierdzi, łączą go relacje daleko przekraczające stosunki informator – dziennikarz.
Cała ta akcja, być może wynika z emocji i nerwowości samego Sumlińskiego. Oglądając go w maju w programie Jana Pospieszalskiego, „Warto rozmawiać”, określenie „neurotyczny” wobec niego wydawało mi się zbyt łagodne. Jednak szum medialny, otoczka, histeria prawicowych dziennikarzy, próby przyrównania czynu Sumlińskiego w żoliborskim kościele do śmierci Barbary Blidy – stawiają pod znakiem zapytania te wnioski, że był to akt desperacji zaszczutego człowieka.
Jazgot wokół tej sprawy ma skutecznie odwrócić uwagę od Ziobry, prac komisji sejmowych i… przygotowywanych wniosków prokuratorskich wobec Antoniego Macierewicza, Jana Olszewskiego i samego Jarosława Kaczyńskiego.
Hucpa, jaką prawicowe media rozpętały i ich krótka pamięć, kiedy stosowano areszty „wydobywcze”, takie jak wobec Marka Dochnala, przez którego usilnie szukano wyjścia na Aleksandra Kwaśniewskiego i innych polityków lewicy – wskazuje, że przeświadczenie o konieczności rozpętania atmosfery zagrożenia jest duże.
Problem jest jednak dużo poważniejszy. To kwestia tego, jak służby specjalne (byłe i obecne) manipulują przez podstawionych (albo naiwnych dziennikarzy) opinią publiczną. I co z tym idzie – także politykami. Dzisiejsze doniesienia „Dziennika”, który bezkrytycznie podaje opinię generał Nowka, że raport Agencji Wywiadu o nieprawidłowościach przyznania jemu i kilkunastu oficerom mieszkań służbowych, bez podania analizie i weryfikacji tej informacji – wskazuje, że każdy „ochłap” rzucony dziennikarzowi jest przez niego chwytany w lot. Kilka dni temu na „wiarygodne źródło” dała się złapać „Rzeczpospolita”, publikując oskarżenia wobec Nowka i sugerując, że premier Tusk będzie musiał złożyć doniesienie do prokuratury… Obie informacje, jak się pewnie okaże – są sobie równie, z wartością zbliżoną zeru…i obie wyszły z tego samego źródła – oficerów służb.
Prawicowe gazety i portale żyją od kilku dni tymi tematami. Snują na podstawie informacji podsuwanych przez usłużnych i „niezależnych” piętrowe teorie spiskowe. Budują projekty poparcia i listy protestacyjne w sprawie Sumlińskiego, które jak zwykle w takich przypadkach wychodzą z redakcji „Gazety Polskiej”. Zapewne zaraz odezwą się „intelektualiści” pisowscy, konferencje za konferencjami organizują politycy – a ja mam nadzieję, że prokuratorzy i ABW będą wykonywali swoją pracę do samego końca.
Azrael










