Trumna lustracyjna
Artykuł był czytany 1358 razyLustracja wraca na polityczną scenę
Wydawało się, że wieko trumny lustracyjnej zostało już na zawsze domknięte, że standardowe procedury dla urzędników państwowych wyższego szczebla - załatwiają sprawę definitywnie. I również, że ci, którzy lustrację skompromitowali - będą siedzieć cicho i zaprzestaną szarpanie zezwłoka lustracyjnego.
Jednak książka o domniemanej współpracy Lecha Wałęsy oraz na nowo przypomniana sprawa Lesława Maleszki dała asumpt do otwarcia na nowo tej dyskusji - także w kontekście roli i działania Instytutu Pamięci Narodowej.
Już wielokrotnie pisałem, że jestem fundamentalnym przeciwnikiem lustracji i ostatnie wydarzenia - sztucznie i emocjonalnie przez media nagłaśniane - nie przekonują mnie, że lustracja ma sens i oczyści atmosferę.
Lustracja tu i teraz, po 19 latach od przełomu polskiego nie ma sensu, parząc na Polskę z punktu widzenia jej, tak chętnie przytaczanego przez zwolenników, etosu oczyszczenia życia społecznego. To oczyszczenie należy li tylko do historyków (ale nie takich ideologów, jak Cenckiewicz i Gontarczyk), a nie uwikłanych w różne gierki polityków… i jak się okazuje także hierarchów kościelnych. Oczyszczenie powinno nastąpić dawno, a nie teraz. I nie trafiają do mnie argumenty o tym, ze będzie się nam żyło lepiej, sprawiedliwej.
Oczywiście nie oznacza to, że zbrodnie komunizmu nie powinny być osądzone. I że ludzie pokrzywdzenie przez służbę bezpieczeństwa nie powinni mieć prawa dostępu do akt i do uzyskania sprawiedliwości i zadośćuczynienia. Dlatego wyrok sądu katowickiego, osądzający definitywnie sprawców mordu w kopalni “Wujek”, przyjąłem z ulgą.
Drugim argumentem takiego podejścia do lustracji – jest, co trudno by na pierwszy rzut oka zrozumieć – motyw moralny. Polska odmiana katolicyzmu w swej warstwie, prostej, ludzkiej, indywidualnej, ze względu na polski charakter narodowy – nie ma rysów przebaczenia. Ci wszyscy, których dotknęło podejrzenie o współpracę, wiedzą doskonale, że anatema będzie się ciągnęła nawet wtedy, kiedy IPN wyda glejt pokrzywdzonego.
Warto przy tej okazji wspomnieć sprawę Maleszki i stosunku naczelnego “GW”, Adama Michnika do konfidenta i prowokatora SB. Michnik, pomimo tego, że ten na niego również donosił, podjął wysiłek wybaczenia mu i dania szansy. To był właśnie imperatyw moralny, który przez jego oponentów, głównie katolickich, genetycznych patriotów został potraktowany jako gra polityczna. Maleszka jednak, jak wyraźnie pokazał film “Trzech kumpli” - z tej okazji nie skorzystał…
I trzeci, najważniejszy powód mojego sprzeciwu wobec lustracji – to jakość materiałów IPN oraz to jak się do nich odnoszą tzw. naukowcy czy dziennikarze. O tej jakości napisano i powiedziani już wiele, lata pracy i setki już milionów złotych wydanych na prace IPN nic nie zmieniły – dokumenty prawie zawsze są niekompletne i niejasne, ze względu na brak rzetelności sb-eków… a czasem, jak w przypadku niektórych polityków – na ich wyjątkową rzetelność w usuwaniu niewygodnych materiałów z teczek.. I nie dotyczy to tylko Lecha Wałęsy - ale również teczek Jarosława i Lecha Kaczyńskich, które przed przekazaniem ich do zbioru zastrzeżonego, zostały dokładnie wyczyszczone, na zlecenie Leona Kieresa. Na szczęście - zostały zachowane mikrofilmy - tylko, że nie są one w zasobach IPN…
Najważniejsze jest to, że lustracja po polsku nigdy nie będzie dokonana “profesjonalnie”. Niezależnie jak i kto by przygotował nową ustawę lustracyjną - zawsze rozleje się szambo. Bo akta są niekompletne, sfałszowane, część jest w Rosji (opinia Leona Kieresa) a część ma zmienione na przykład sygnatury i nie wiadomo, kto był nieświadomym kontaktem operacyjnym, a kto TW (opinia profesora Friszke). Na równi, jak w słynnej liście Bronisława Wildsteina postawieni zostaną tacy jak Maleszka, i ci, którzy podpisując “lojalkę”, bronili swych bliskich.
Ostatni projekt ustawy lustracyjne, z lutego 2007 roku, został zakwestionowany i rozjechany przez Trybunał Konstytucyjny. Przypomnijmy tylko dwie główne konkluzje wyroku;
- Lustracja nie może być narzędziem zemsty, i nie może być karą. Karą może być wyrok sądowy i anatema społeczna
- I druga prawda, to taka, że lustracja MUSI być zgodna z prawem, a w szczególności z Konstytucją, a nie odwrotnie – że prawo ma być narzędziem lustracji…
Trybunał w maju ubiegłego roku wyrwał Prawu i Sprawiedliwości narzędzie polityczne, którym ten chciał uderzać - uderzać w przeciwników politycznych.
Drugim elementem tej dyskusji około lustracyjnej jest rola i funkcje, jakie ma spełniać Instytut Pamięci Narodowej. Czy ma być znany jako profesjonalna, autonomiczna i niezależna instytucja naukowa i edukacyjna - czy jednak będzie oceniany przez pryzmat publikacji o charakterze politycznym, takimi jak ostatnia praca o Lechu Wałęsie. Na nic się zdają opinie o naukowości tego “dzieła”, kiedy politycy będą nim wymachiwać na konferencjach prasowych i cytować, jako argumenty w rozgrywce o pamięć polskiej opozycji.
IPN powinien otrzymać, w formie ustawy, zupełnie innych status i prerogatywy;
1. Należy natychmiast zweryfikować zadania Instytutu Pamięci Narodowej, prawo dostępu do jego akt, prawo publikacji dokumentów i poddanie rygorów publikacji trwałym regulacjom prawnym o ochronie danych osobowych. Należy zapobiec, aby prawo do publikacji mieli pracownicy instytutu, lub mieli prawo do wydawania zgody na publikację. IPN powinien zostać jednostką archiwalną – a nie naukową. Do prac naukowych powinna być powołana odrębna jednostka. Pion śledczy – oczywiście też wyłączony spod kurateli IPN – i poddany kontroli prokuratury – pod warunkiem – ze stanowisko prokuratora generalnego będzie oddzielone od stanowiska ministra sprawiedliwości.
2. Instytut powinien zostać wyjęty z pod kontroli rządu i zostać poddany nadzorowi Sejmu. Sejm i tylko on w formie konkursu powinien powołać zarząd instytutu i ten tylko prze nim powinien być odpowiedzialny za swoje działania.
3.. Dokumenty IPN mogą być użyte w sposób jawny tylko po otrzymaniu na to zgody osoby pokrzywdzonej lub na podstawie wyroku sądu lustracyjnego. Sąd lustracyjny nie ma prawa upubliczniać przebiegu swojej rozprawy przed ogłoszeniem wyroku. I tylko on również powinien wydawać statut pokrzywdzonego.
Oczywiście, w sprawie lustracji jest również inna opcja - to, o czym się mówi znów, o czym wspomniał ostatnio także Donald Tusk (ale, jak sądzę, jest to zagranie marketingowe) - czyli o pełnym otwarciu akt IPN.
Za głównego wroga lustracji i udostępnienia akt uważany jest Adam Michnik i inni publicyści “Gazety Wyborczej”. Mało kto pamięta, ale w maju 2007 roku Michnik opowiedział się za pełnym otwarciem archiwów IPN. Motywacją Adama Michnika było to, że czas zabrać policji politycznej ówczesnego Prawa i Sprawiedliwości prawo do manipulacji i szantażu – a czymś takim jest się serwilistyczne nastawiony wobec Jarosława Kaczyńskiego – IPN. Michnik stwierdził, że dość manipulacji, dość gry politycznej lustracją, dość udawania, że chodzi o oczyszczenie państwa i rozliczenie.
Odpowiedzialność zawsze jest po stronie rządzących w danym czasie. To ich odpowiedzialność przed konstytucją, wyborcami, obywatelami. Czas wziąć ją na siebie. I skończyć z mordowaniem demokracji teczkami i pomówieniami.
Drogi, jak opisałem, są dwie. Ja opowiadam się za zabiciem gwoździami trumny z lustracją i sprowadzeniem rozliczeń do problemu historii. Czy ten problem zostanie na nowo podjęty na forum rządu i parlamentu? Jak sądzę Jarosław Kaczyński nie zaniedba zrobienia z tego tematu nowego frontu walki politycznej.
Wszak Jarosław Kaczyński ma coś do powiedzenia tylko o przeszłości - i nic o przyszłości - a walka jest jedyną metodą, przy pomocy której potrafi prowadzić politykę.
Azrael










