Aktualności / Polska
Biblia sobie a Paulini sobie
Artykuł był czytany 2697 razyPrzedstawiciele zakonu Paulinów spalili materiały weryfikujące życiorys autora „Biblii kobiecej” – jednego z najważniejszych dzieł napisanych w języku jidysz i stanowiącego zarazem jeden z głównych nośników transmisji kultury żydowskiej
Studiując historię konfliktów religijnych można zetknąć się z przeróżnymi wydarzeniami. Współczesny katolicyzm wydawać się może wolny od inkwizycyjnych praktyk wypalania tego, co może mieć istotne znaczenie poznawcze dla przedstawicieli innej religii. Niestety jest to złudne wyobrażenie, bo religijna niechęć trwa. Tylko czasami trudno stwierdzić czy wynika z niewiedzy, głupoty czy rządzy niszczenia.
Jeden z Paulinów przed wstąpieniem do tegoż zakonu prowadził badania naukowe nad życiorysem Jaakowa ben Icchaka Aszkenazego. Autora m.in. „Cene urene”, zwanego potocznie „Biblią kobiecą”. Dzieła uznawanego za najważniejszy utwór literatury religijnej napisany w języku jidysz.
Badania nad biografiami ojców literatur narodowych są czymś oczywistym. Oczywistym w każdej kulturze. W odniesieniu do języka jidysz za jednego z ojców literackiej wersji języka należy uznać Jaakowa ben Icchaka Aszkenazego i dzięki temu podręczniki literatury jidysz usiane są danymi biograficznymi tegoż twórcy.
Publikowane biografie zawierają niestety rażące błędy, które późniejszy Paulin weryfikował. Wstąpiwszy do wspólnoty zakonnej przerwał badania źródłowe odkładając je na później.
W 2002 został wyrzucony z zakonu paulińskiego. Wspólnota zakonna nie oddała mu jednak przechowywanej w domu zakonnym (na krakowskiej Skałce) kolekcji, a w 2004 r. ją spaliła (a raczej spalił ktoś ze wspólnoty, bądź spalili je jej przedstawiciele).
Czy miało to związek z próbą odłożenia badań „do świętej Nigdy”? Zamachem na judaistyczną tradycję kulturową. A może było zaledwie zaspokojeniem rządzy niszczenia, zaspokajając którą nie zwrócono nawet uwagi co niszczą.
Nieistotna jest obecnie motywacja przyświecającej przedstawicielom zakonu paulińskiego podczas niszczenia materiałów dotyczących życiorysu Jaakowa ben Icchaka Aszkenazego. Natomiast istotne jest, że spalono te materiały. Materiały, które nie stanowiły własności zakonu, zmuszając eks-zakonnika do rozpoczynania badań od początku.
Czy ktoś z zakonu poniósł konsekwencje za zorganizowanie inkwizycyjnego stosu? Chyba nie. Konsekwencje poniósł tylko eks-zakonnik, którego własność obrócono w perzynę. Czy ktoś poczuwa się obecnie do odpowiedzialności? Nie. Dla władz zakonnych była to chyba zwyczajowa procedura – trawienia w ogniu śladów niechcianych istnień.
A czy ktoś poniesie karę? Prawdopodobnie tak, bo eks-zakonnik – ofiara stał się rządny...
Jeden z Paulinów przed wstąpieniem do tegoż zakonu prowadził badania naukowe nad życiorysem Jaakowa ben Icchaka Aszkenazego. Autora m.in. „Cene urene”, zwanego potocznie „Biblią kobiecą”. Dzieła uznawanego za najważniejszy utwór literatury religijnej napisany w języku jidysz.
Badania nad biografiami ojców literatur narodowych są czymś oczywistym. Oczywistym w każdej kulturze. W odniesieniu do języka jidysz za jednego z ojców literackiej wersji języka należy uznać Jaakowa ben Icchaka Aszkenazego i dzięki temu podręczniki literatury jidysz usiane są danymi biograficznymi tegoż twórcy.
Publikowane biografie zawierają niestety rażące błędy, które późniejszy Paulin weryfikował. Wstąpiwszy do wspólnoty zakonnej przerwał badania źródłowe odkładając je na później.
W 2002 został wyrzucony z zakonu paulińskiego. Wspólnota zakonna nie oddała mu jednak przechowywanej w domu zakonnym (na krakowskiej Skałce) kolekcji, a w 2004 r. ją spaliła (a raczej spalił ktoś ze wspólnoty, bądź spalili je jej przedstawiciele).
Czy miało to związek z próbą odłożenia badań „do świętej Nigdy”? Zamachem na judaistyczną tradycję kulturową. A może było zaledwie zaspokojeniem rządzy niszczenia, zaspokajając którą nie zwrócono nawet uwagi co niszczą.
Nieistotna jest obecnie motywacja przyświecającej przedstawicielom zakonu paulińskiego podczas niszczenia materiałów dotyczących życiorysu Jaakowa ben Icchaka Aszkenazego. Natomiast istotne jest, że spalono te materiały. Materiały, które nie stanowiły własności zakonu, zmuszając eks-zakonnika do rozpoczynania badań od początku.
Czy ktoś z zakonu poniósł konsekwencje za zorganizowanie inkwizycyjnego stosu? Chyba nie. Konsekwencje poniósł tylko eks-zakonnik, którego własność obrócono w perzynę. Czy ktoś poczuwa się obecnie do odpowiedzialności? Nie. Dla władz zakonnych była to chyba zwyczajowa procedura – trawienia w ogniu śladów niechcianych istnień.
A czy ktoś poniesie karę? Prawdopodobnie tak, bo eks-zakonnik – ofiara stał się rządny...











