iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Polska
+ - 1

Biedny jak student ?

23 09 2011 Cezary Szczepaniak Artykuł był czytany 5197 razy
Źródło: http://www.flickr.com/photos/stuartpilbrow/2942333106/
Źródło: http://www.flickr.com/photos/stuartpilbrow/2942333106/

Kogo mamy przed oczami słysząc „student”? Mizernego chłopaczynę w swetrze, chłepcącego zupkę instant na akademikowym tapczanie. Kubek jeszcze przywieziony z ojczyzny, rzecz jasna. Budżet pochłonęły już piwa i ksero, a do pierwszego daleko.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Jak się coraz częściej okazuje, taki obrazek można włożyć między bajki. Pozwoliłem sobie przyjrzeć się wnikliwiej studenckiej braci, demitologizując tym samym postać owego „biednego żaka”. Owszem, są studenci wegetujący na granicy przetrwania. Zwykle z wyboru. Studia to bowiem nie tylko czas imprez i beztroskiego życia, grania na gitarze i sączenia tanich win podczas szalonych nocy w akademiku. Studia to też czas, gdy można całkiem dobrze „ustawić się” w życiu. Wbrew pozorom, przy minimalnym wysiłku i zaradności nie jest to takie trudne. Studenci już dawno przestali być biedni, kanapki z pasztetem zamienili na sushi, zbożową kawę na latte z zielono białego kubka, a komunikację miejską na własne samochody.

Amerykański sen? Okazuje się, że nie, wystarczy ruszyć głową. Tak jak zrobili to Marcin, Magda, Krzysiek i tysiące ich rówieśników. „Jasne że znam sporo ludzi w moim wieku klepiących biedę i czekających tylko na przelew od rodziców. Którzy zresztą nierzadko sami odejmują sobie od ust, żeby synkowi studentowi dać. Zawsze takich pytam, czemu nie pójdą do pracy. To działa jak czerwona płachta – „no jak to, ja mam naukę!”. Ok, gdyby tak w rzeczywistości było… Niestety, większość uczy się dwa razy w roku, a stres związany z nauką odreagowują lamentując na facebooku” – mówi Marcin, student stosunków międzynarodowych, pracujący w sprzedaży w Eniro. „Czasem jest ciężej jak mam więcej nauki, ale spokojnie mogę pogodzić pracę ze szkołą. Jak chcę zabrać dziewczynę do kina to to robię i nie myślę o tym, że pod koniec miesiąca nie zostanie mi na chleb i trzeba będzie rodziców o kasę prosić. Ze znajomymi jest różnie. Część ma poglądy takie jak ja i też sobie w życiu radzi. Część wykazuje większą beztroskę i nie martwi się o przyszłość. Czasem powiedzą coś złośliwego, ale ja wiem, że kieruje nimi zazdrość. Ja mam dobrą pracę, służbowego smartphona, służbową corsę (jeżdżę nią do domu do Pionek i wszyscy mi zazdroszczą ;)), za parę lat chciałbym założyć firmę. Dokładnie wtedy, kiedy oni będą dopiero kończyć studia i szukać pierwszego zatrudnienia” – kontynuuje.

Moja kolejna rozmówczyni, Magda, także nie ma powodów do narzekań. „Studiuję dziennie, więc praca na cały etat odpadała. Ale że od zawsze lubiłam coś sobie wyszywać, robić biżuterię, paski itd., pomyślałam: czemu właściwie nie zacząć na tym zarabiać? W końcu wzięłam się do roboty i zaczęłam nieco bardziej masową produkcję. Nieraz było tak, że na wykładzie dziergałam coś pod stołem. Najpierw wystawiałam to w serwisach aukcyjnych – zainteresowanie było spore, dostawałam zlecenia na zamówienie, ludzie kupowali moje prace głównie na prezent. Niedawno udało mi się dogadać z firmą, która handluje rękodziełem. Mają grupę artystów, z którymi współpracują, no i ja teraz także zasiliłam ich szeregi. Jestem bardzo zadowolona, bo to co robię daje mi nie tylko pieniądze (wbrew pozorom nie małe, dobre handmade’y są sporo warte) ale też satysfakcję.” – mówi dziewczyna. Mi nie zostaje nic innego jak tylko pogratulować pomysłu na siebie, no i talentu.

Innym, także popularnym sposobem na wykorzystanie czasów studiów są praktyki i staże. O tym coś więcej opowiedział Krzysiek: „Ja studiuję zarządzanie, ludzie mówią często, że to studia bez przyszłości – bzdura. Byłem już w kilku agencjach PR na praktykach, teraz stażuje. Czasem wpadnie jeszcze jakieś zlecenie na teksty, trochę zajmuję się też grafiką. Dużo mogę pracować w domu, a właściwie to z uczelni, bo tam spędzam sporo czasu. Nie pamiętam kiedy zacząłem – chyba już pod koniec pierwszego semestru załapałem się na pisanie precli i tak się zaczęło. Mam sporo pomysłów na przyszłość, nie ukrywam, że największym marzeniem jest założenie własnej agencji. Na razie zbieram doświadczenie, czas pokaże jak to się rozwinie”- mówi chłopak, którego z trudem udało mi się oderwać na chwilę od klawiatury.

Zajrzyjmy teraz w studencki portfel. Na co studenci wydają najwięcej pieniędzy? Pierwsze, co wielu z nas przyjdzie na myśl – książki i jedzenie. No i jeszcze alkohol. Właściwie to ostatnie nasuwa się na myśl na samym początku... W każdym razie jest w tym ziarno prawdy – młodzi lubią modne książki, chwalone na portalach internetowych, ale niezbyt znane, żeby nie zostać oskarżonym o populizm. Jedzenie to kwestia indywidualna – jednak konserwy turystyczne dawno już odeszły do lamusa. Alkohol był, jest i będzie – zmienia się tylko jego cena, ilość niekoniecznie. Ważne miejsce zajmuje kultura – koncerty, wystawy, to także swoje kosztuje. Nie mniej istotnym wydatkiem są ubrania i kosmetyki, co ciekawe nie tylko w przypadku dziewcząt. Student też człowiek – wyglądać jakoś w końcu musi, zwłaszcza że jego życie nie koncentruje się już głównie na uczelnianych i akademikowych korytarzach.




+ - 1

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0