Cisza wyborcza. Krótki spokój...
Artykuł był czytany 2524 razy
Do ciszy wyborczej przed niedzielnym głosowaniem nad nowymi parlamentarzystami zostały już tylko minuty. Czas na podsumowanie tej krótkiej, choć dość aktywnej walki o społeczne poparcie.
Także ta chęć stała się osią sporu między partiami politycznymi. Oś wytworzona przez Jarosława Kaczyńskiego, głównie względem Samoobrony, Platformy oraz koalicji Lewica i Demokraci. Premier starał się to udowodnić w telewizyjnych debatach z Aleksandrem Kwaśniewskim i Donaldem Tuskiem. Dość nieudolnie, bo były prezydent obrócił to w pewnego rodzaju żart, a Tusk skrytykował za to, że Kaczyński nie ma nic innego do roboty niż szukanie układów i korupcji ("Ja budowałem kiedyś dom i wiem, że nie buduje się ich szukając układów, tylko z cegieł" - cytat z pamięci)
Plebiscyt IV RP
Jak zapowiedział lider Prawa i Sprawiedliwości, te wybory mają być plebiscytem między - w mniemaniu Kaczyńskiego - silny ruchem przeciw IV RP, z ogromnymi katapultami medialnym ("Polityka", "Dziennik", "Gazeta Wyborcza"), a zdroworozsądkową myślą o IV Rzeczpospolitej, jako alternatywie przeciw wszystkiemu temu, co zdarzyło się przed wrześniem 2005 r., czyli kontynuowanie dotychczasowych poczynań władzy.
Można je oczywiście wyliczać bez liku - gdy zapytamy PiS o trzy miliony mieszkań, odpowiadają (cytat z premiera z debaty z Tuskiem), że ich nie ma, bo to program na 8 lat, a więc powinniśmy mieć ich przynajmniej 750 tys. w ciągu ostatnich dwóch lat, a jak wiadomo tyle ich nie ma. Oczywiście, premier odpowie nam, że to zrobi się po uchwaleniu odpowiednich ustaw, et cetera, ale czy później zdąży w tempie, ponad 500 tys. mieszkań rocznie budować, skoro musiałoby to oznaczać wzrost o około 250% (w tym roku buduje się 200 tys. mieszkań, w zeszłym o kilkanaście procent mniej).
I to jest oczywiście jeden przykład - można dobrać się do taniego państwa, czyli sztandarowego hasła Prawa i Sprawiedliwości, mówiąc o wzrastających kosztach utrzymywania urzędów, przy jednoczesnym braku konkretnych rozwiązań zmniejszających liczby problemów związanych z założeniem firmy, gdzie trwa to nawet po 3 tygodnie, kiedy w Wielkiej Brytanii da się to załatwić w 15 minut (o 2016 razy krócej!).
Gdyby ktoś chciał, może doczepić się reformy podatkowej, a raczej jej braku (nie wprowadzono dwóch stawek: 18 i 32%), można doczepić się niezostawienia dla nauczycieli większej kwoty pieniędzy (przez co mogą mieć zmniejszone pensje w 2008 roku o nawet kilkadziesiąt złotych).
Uparty mógłby uderzyć w brak kultury względem pielęgniarek, lekarzy, z którymi nie chciano rozmawiać, a gdyby do stolicy przyjechali górnicy rząd niemal natychmiast dążyłby do rozmów, jak to robił Miller (o tym także w debacie powiedział Tusk), można śmiać się, że jak można powierzyć nadzorowanie gospodarki człowiekowi, który nie ma konta (jak przypomina w "listach do pana Prezydenta" Lewica i Demokraci), jak szanowny pan premier.
Debaty, czyli wielkie show
W tej kampanii doszło do trzech debat między najważniejszymi politykami w naszym kraju - Donaldem Tuskiem, Jarosławem Kaczyńskim i odchodzącym po wyborach (jak zapowiada w dzienniku "Polska") Aleksandrem Kwaśniewskim. Najlepiej debaty podsumował szef TVP, który pod koniec każdej z nich świetnie je określał. Po debacie między Kwaśniewskim i Kaczyńskim stwierdził "to była debata gigantów", "świetne show", o debacie Tusk-Kaczyński, "wielki spektakl".
Ale te debaty nie były niczym poza takimi właśnie spektaklami, padały w nich konkretne pytania (o minimum socjalne, zakładanie firmy, politykę zagraniczną na kolanach, miłość do Polski), jednak wszystkie odpowiedzi oraz wzajemne pytania debatujących okazały się niczym, tylko wyuczoną formułką ("korupcja, układ, geszefty, kłanianie się w pas", ze strony Kaczyńskiego, czy też pytania o trzy miliony mieszkań i dość trafione pytania o ceny żywności, jak zakłada się firmę ze strony Tuska do obydwu przeciwników)
Nie obyło się bez ciętych ripost, jak ta po pytaniu Tuska o to, jak krok po kroku zakłada się firmę, skierowana do Aleksandra Kwaśniewskiego. - Nie wiem, nigdy nie zakładałem firmy, ale mogę panu powiedzieć, jak krok po kroku zdobyć prezydenturę (Tusk przegrał wybory prezydenckie z kandydatem PiS - red.). Kwaśniewski podczas podsumowania mowy przez Kaczyńskiego wtrącał powtarzane przez premiera "oczywiste oczywistości", co rozbawiło publiczność.
Stare śpiewki na konwencjach
Oczywiście, jak na porządną kampanię wyborczą przystało, liderzy odwiedzali różne miasta, organizowali tam konwencje, na których padały słowa typu "to był kit, przyszłość do LiD", "oni chcą obalenia rządu tak jak obalili Olszewskiego", "Kaczyński przypomina Urbana", "LiD, PiS i PO zdradzili", jak dało się słyszeć z kontekstu wypowiedzi liderów LPR. Tradycyjnie nie odbyło się bez pokrzykiwań Samoobrony, która zarzucała innym, że kłamią, a tylko ona chce walczyć o prawdę i godność (co było jej hasłem wyborczym).
Zebrana publiczność - oczywiście jednorodna w opiniach, bo innej nie zapraszano - co dobre, populistyczne i nośne hasło, głośno klaskała i wspierała swojego lidera - i jak zapewniają wszyscy eksperci, to umacnia więź liderów z wyborcami i dodaje po prostu wsparcia, gdy się widzi takie wsparcie. I choć rzucane przez polityków słowa nie zawsze były merytoryczne (albo inaczej - rzadko kiedy były merytoryczne), to widać było siłę obozów trzech najważniejszych partii.
Gadżety i spoty
Furorę w tej kampanii zrobiły spoty Prawa i Sprawiedliwości, ze słowami "mordo ty moja!", skierowanymi od jednego oligarchy do drugiego, nie zabrakło oczywiście jasnych ataków na przeciwników (jak spot o sztabie wyborczym partii opozycyjnej - w zamyśle PO) oraz po prostu śmiesznych filmików (głównie z serii "Listy do Pana Prezydenta", autorstwa LiD).
Politycy odnieśli się także do Internetu, gdzie powstała akcja "Uratuj kraj. Zabierz babci dowód!", która miała być zabawą, a okazała się tematem dla sztabów różnorakich komitetów wyborczych (premier ostro skrytykował akcję, jako przeciwną Polakom i Polsce - a tak naprawdę skierowaną przeciw PiS), gdzie np. PSL nakręcił filmik o tym, jak wnuczek ponoć zabiera babci dowód, a ta widząc to mówi: "Nie musisz zabierać mi dowodu. Przecież wiesz, że będę głosowała na PSL".
Nie tylko jednak spoty okazały się ciekawym urozmaiceniem kampanii wyborczej. Była nią także konferencja Polskiego Stronnictwa Ludowego, gdzie zaprezentowano zabawkę "PiSnokio", która miała mówić o kłamstwach PiS w czasie dwuletnich rządów krajem.
Afery i aferki
Tradycyjnie nie obyło się bez tego mniej przyjemnego elementu kampanii, czyli wyciągania brudów przeciwko oponentom politycznym, bo inaczej nie można nazwać odgrzewania sprawy fundacji "Solidarność", która to miała mieć związki z Porozumieniem Centrum, kierowanym przez Jarosława Kaczyńskiego, a przed to miało też dochodzić do niejasnych transakcji finansowych na rzecz właśnie dawnej partii Kaczyńskiego.
Oczywiście doszło też do zatrzymań przez Centralne Biuro Antykorupcyjne pod kierownictwem polityka Prawa i Sprawiedliwości, Mariusza Kamińskiego, Beaty Sawickiej oskarżonej o korupcję, czym PiS chciał udowodnić odpowiedzialność Platformy, a wiązało się to z poważną sprawy prywatyzacji szpitali, którą to partia Kaczyńskich także wykorzystała w swoich reklamówkach.
Liderzy Platformy natychmiast zareagowali, odbijając piłeczkę, że to właśnie minister zdrowia, Zbigniew Religa, który w reklamówce PiS sprzeciwia się prywatyzacji, sam w lipcowym wywiadzie dla "Newsweeka" przyznaje, że należy szpitale prywatyzować, choć oczywiście nie za bezcen.
Wczoraj, PiS poruszył jeszcze jedną sprawę, która miała okazać się wielką bombą pod gniazdo Platformy Obywatelskiej, sprawa dotyczyła tego, jakoby pracownicy PGNiG zostali "przekupieni" przez Platformę korzystnym dla nich rozdziałem akcji pracowniczych, gdy PO obejmie władzę. I ten zarzut okazał się chybiony, bo PO powiedziała, że te akcje zapisano jeszcze ustawach z lat 90, a partia Tuska chce po prostu przekazać Polakom to, co im się należy.
***
Do wyborów już niedługo, zbliża się cisza wyborcza, a w niedzielę o godzinie 20 poznamy wyniki wstępnych sondaży przeprowadzonych przez ośrodki badania opinii publicznej dla konkretnych mediów, a kilka dni potem ostateczne wyniki zatwierdzone przez Państwową Komisję Wyborczą.
Nie można tych wyborów zlekceważyć, ponieważ raz to się stało, a władza z realnym poparciem około 19% społeczeństwa nas zawiodła i większość jest niezadowolona, ale można i na nich głosować, byle dokonać tego obywatelskiego obowiązku. Los kraju jest w naszych rękach i naprawdę jest szansa coś zmienić, ale musi tego dokonać większość. Bo to ona rządzi w demokracji...
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
Dobre podsumowanie! Cieszę się, że mogłem przeczytać, bo pozwala to ogarnąć cały szum medialny, jaki narastał przez ostatnie dni. Przy okazji widać, jak wiele czasu i energii poświęciły poszczególne partie, by zwalczać się nawzajem, kosztem realnych działań i obietnic dotyczących przyszłości kraju...
Co nie zmienia mojej opinii, że takie właśnie wzajemne niszczenie się i opluwanie zainaugurowali dwa lata temu politycy PiS. Teraz umywają ręce i dziwią się, że sami też są obrażani. Miejmy nadzieję, że po odsunięciu ich od władzy, kultura polskiej sceny politycznej nieco się poprawi... Ale to już temat na zupełnie inny artykuł.











