Aktualności / Polska
Droga lewicy donikąd
Artykuł był czytany 1980 razyLewica w Polsce praktycznie nie istnieje. Została skutecznie zmarginalizowana przez neoliberalno-konserwatywną prawicę, która sprawuje władzę niezależnie od składu kolejnych rządów i parlamentów.
Emancypacyjne postulaty są niesłyszalne w przestrzeni publicznej, a, co gorsza, nieliczne środowiska lewicowe są skoncentrowane na sporach między sobą i działają w rozproszeniu. Narastająca dominacja prawicy miała niestety bardzo negatywny wpływ na organizację i świadomość nielicznych środowisk lewicy pozaparlamentarnej (czyli lewicy po prostu, bo trudno SLD czy SdPl nazwać partiami lewicowymi). Wielu działaczy lewicowych, często nieświadomie, buduje swój obraz świata w oparciu o dominujący język. Stąd też w licznych organizacjach anarchistycznych czy socjalistycznych coraz częściej pojawiają się zdumiewające wyrazy sympatii dla PiS-u jako formacji rzekomo uwrażliwionej na problemy biedy i wykluczenia społecznego. Autorytaryzm, homofobia czy antyfeminizm PiS nie przeszkadza niszowym organizacjom lewicowym bronić tej partii jako bliskiej postulatom lewicowym i opierać swoich nadziei na zmianę sytuacji w kraju we wzrośnie jej wpływów. Dyskurs prawicy jest wszechobecny w sferze publicznej i przenika do masowej świadomości. W tym kontekście nie może dziwić rozpowszechniona w sektach lewicowych homofobia czy antyfeminizm, które, co gorsza, są istotną częścią światopoglądu niektórych radykalnych lewicowców. Wielu działaczy anarchistycznych lub trockistowskich przeciwstawia represjonowanych robotników (niezwykle wyidealizowanych) rzekomo uprzywilejowanym gejom i feministkom (postrzeganych przez pryzmat prawicowej ideologii). Geje, zgodnie ze schematem antysemickim, są w tym ujęciu podejrzanie wpływowymi i uprzywilejowanymi ekonomicznie ekscentrykami. Nawet jeżeli nie są oni oceniani negatywnie, to często ich walka o podstawowe prawa obywatelskie jest przedstawiana jako skandal w obliczu sytuacji jedynej grupy mającej prawa do cierpienia, czyli pracowników najemnych. Podobnie feministki są ukazywane jako bogate „paniusie”, które nie mają kontaktu z „realnymi” problemami. Elementarne postulaty feministyczne, takie jak chociażby prawo do aborcji na życzenie, dla wielu anarchistów czy komunistów są w najlepszym razie „tematem zastępczym”, który zasłania problemy „zwykłych” kobiet („zwykły człowiek” to bardzo często przywoływana figura znacznej części niszowej lewicy – oczywiście jest to tylko dziwaczna hybryda wymyślona przez rewolucyjnych radykałów). Chociażby na tych dwóch przykładach widać, w jak dużym stopniu ideologiczna hegemonia prawicy odzwierciedla się w podejściu do rzeczywistości społecznej nielicznych kręgów niszy lewicowej. Wraz z całością sfery publicznej nawet lewica mająca się za radykalną znacznie skręciła na prawo.
Istotną rolę w degradacji pozaparlamentarnej lewicy miał zwrot na prawo, jakiego dokonał SLD. Znikło miejsce dla lewicy w establishmencie, co doprowadziło do jej marginalizacji poza nim. Przy wrogim otoczeniu środowiska lewicowe nie widzą potrzeby, aby wchodzić w dialog z dominującym dyskursem i dlatego szczelnie się od niego odgradzają. W dłuższej perspektywie ta strategia mogłaby przynieść pożądany skutek, czyli doprowadzić do powstania alternatywnego języka w sferze publicznej. Niestety jednak przy obecnej intelektualnej, instytucjonalnej i finansowej słabości lewicy skutki jej zamykania się wobec debat prowadzonych w głównym nurcie są katastrofalne. Większość nielicznych, lewicowych mediów nie ma żadnego kontaktu z realnymi problemami społecznymi, a stopień alienacji lewicy rośnie wraz z jej zadufaniem i przekonaniem, że tylko ona reprezentuje „zwykłych ludzi”. Powstają kolejne mikroskopijne grupki, których założyciele są przekonani, że jako jedyni reprezentują „lud”, podczas gdy w rzeczywistości docierają one jedynie do swoich znajomych i ich otoczenia. Ich członkowie rzadko też podejmują rzetelną analizę sytuacji społeczno-ekonomicznej, tkwiąc w przekonaniu, że wszelkie dane i statystyki ekonomiczne są arbitralne i nie mówią nic o rzeczywistości. Ewolucja środowisk lewicowych łączy więc dwie, pozornie sprzeczne ze sobą tendencje. Po pierwsze polska lewica w coraz większym stopniu odzwierciedla myśl panującą, a po drugie jest coraz bardziej odgrodzona od wszelkich realnych problemów społecznych i skupiona wyłącznie na sobie.
Brak lewicowych pism, stacji telewizyjnych, silnych ruchów społecznych, jakichkolwiek lewicowych głosów w sferze publicznej doprowadził do narastającego sekciarstwa. Wielu ludzi o lewicowych intuicjach, widząc hegemonię prawicy i broniąc się przed nią, odrywa się od rzeczywistości i całość swojego światopoglądu buduje na podstawie własnych doświadczeń. W efekcie powstaje eklektyczna wizja świata, zbudowana po części z własnych obserwacji i indywidualnych przemyśleń każdego działacza lewicowego, a po drugie z zapożyczeń od myśli panującej. Stąd u znacznej części lewicy daleko posunięta alienacja i egocentryzm, które częstokroć skutkują szaleństwem.
Jedynym, choć coraz słabszym, spoiwem różnego rodzaju lewicowych sekt jest ich stosunek do SLD. Mimo stopniowego zamykania się kręgów lewicowych, SLD wciąż odgrywa dla nich ważną rolę jako negatywny punkt odniesienia. Co może zdumiewać, przez wielu działaczy lewicy SLD jest znacznie bardziej znienawidzone niż PO czy PiS. Niechęć do SLD niektórych ruchów lewicowych jest tak silna, że często ochoczo przystępują one do czysto personalnych nagonek na Sojusz, inicjowanych co pewien czas przez środowiska związane z rządem. Nawet krytyka SLD nie ma więc charakteru merytorycznego, a przybiera postać tyleż moralnego, co pustego oburzenia skierowanego przeciwko „bandytom” z SLD (autorzy tego typu sformułowań akcentują w ten sposób swoją własną czystość moralną).
Strona 2 » Istotną rolę w degradacji pozaparlamentarnej lewicy miał zwrot na prawo, jakiego dokonał SLD. Znikło miejsce dla lewicy w establishmencie, co doprowadziło do jej marginalizacji poza nim. Przy wrogim otoczeniu środowiska lewicowe nie widzą potrzeby, aby wchodzić w dialog z dominującym dyskursem i dlatego szczelnie się od niego odgradzają. W dłuższej perspektywie ta strategia mogłaby przynieść pożądany skutek, czyli doprowadzić do powstania alternatywnego języka w sferze publicznej. Niestety jednak przy obecnej intelektualnej, instytucjonalnej i finansowej słabości lewicy skutki jej zamykania się wobec debat prowadzonych w głównym nurcie są katastrofalne. Większość nielicznych, lewicowych mediów nie ma żadnego kontaktu z realnymi problemami społecznymi, a stopień alienacji lewicy rośnie wraz z jej zadufaniem i przekonaniem, że tylko ona reprezentuje „zwykłych ludzi”. Powstają kolejne mikroskopijne grupki, których założyciele są przekonani, że jako jedyni reprezentują „lud”, podczas gdy w rzeczywistości docierają one jedynie do swoich znajomych i ich otoczenia. Ich członkowie rzadko też podejmują rzetelną analizę sytuacji społeczno-ekonomicznej, tkwiąc w przekonaniu, że wszelkie dane i statystyki ekonomiczne są arbitralne i nie mówią nic o rzeczywistości. Ewolucja środowisk lewicowych łączy więc dwie, pozornie sprzeczne ze sobą tendencje. Po pierwsze polska lewica w coraz większym stopniu odzwierciedla myśl panującą, a po drugie jest coraz bardziej odgrodzona od wszelkich realnych problemów społecznych i skupiona wyłącznie na sobie.
Brak lewicowych pism, stacji telewizyjnych, silnych ruchów społecznych, jakichkolwiek lewicowych głosów w sferze publicznej doprowadził do narastającego sekciarstwa. Wielu ludzi o lewicowych intuicjach, widząc hegemonię prawicy i broniąc się przed nią, odrywa się od rzeczywistości i całość swojego światopoglądu buduje na podstawie własnych doświadczeń. W efekcie powstaje eklektyczna wizja świata, zbudowana po części z własnych obserwacji i indywidualnych przemyśleń każdego działacza lewicowego, a po drugie z zapożyczeń od myśli panującej. Stąd u znacznej części lewicy daleko posunięta alienacja i egocentryzm, które częstokroć skutkują szaleństwem.
Jedynym, choć coraz słabszym, spoiwem różnego rodzaju lewicowych sekt jest ich stosunek do SLD. Mimo stopniowego zamykania się kręgów lewicowych, SLD wciąż odgrywa dla nich ważną rolę jako negatywny punkt odniesienia. Co może zdumiewać, przez wielu działaczy lewicy SLD jest znacznie bardziej znienawidzone niż PO czy PiS. Niechęć do SLD niektórych ruchów lewicowych jest tak silna, że często ochoczo przystępują one do czysto personalnych nagonek na Sojusz, inicjowanych co pewien czas przez środowiska związane z rządem. Nawet krytyka SLD nie ma więc charakteru merytorycznego, a przybiera postać tyleż moralnego, co pustego oburzenia skierowanego przeciwko „bandytom” z SLD (autorzy tego typu sformułowań akcentują w ten sposób swoją własną czystość moralną).











