iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Polska
+ - 0

Gdy byłem chłopcem chciałem być żołnierzem, teraz też chcę

25 02 2009 Adam Małomówny Artykuł był czytany 1893 razy

Chętnych do służby jest tak wielu, że wojsku nie zabraknie profesjonalnych kadr. Budżetowe cięcia w MON mogą jednak zmusić armię do czasowego ograniczenia poszukiwań chętnych do zawodowej służby.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Czy w armii mamy już, m.in. w związku z kryzysem gospodarczym i rosnącym w kraju bezrobociem, "klęskę" urodzaju chętnych do korpusu zawodowych szeregowych?

W Wojskowej Komendzie Uzupełnień w Bochni usłyszeliśmy, że o klęsce trudno mówić, ale chętnych do korpusu szeregowych zawodowych rzeczywiście jest dużo, a jednostki garnizonu krakowskiego (Kraków i okolice) są w tej chwili "uzupełnione". Dlatego oferty dla tych, którzy pragną założyć mundur na dłużej, pozostały głównie w miejscowościach daleko na północ czy na zachód od Krakowa.

Problem w tym, że niemal każdy zgłaszający się do WKU w naszym regionie chciałby służyć jak najbliżej domu, więc mieszkańcy Małopolski nie palą się np. do wyjazdu do Międzyrzecza. A stacjonująca tam 17. Wielkopolska Brygada Zmechanizowana kusi: "To nie oferta pracy - to sposób na życie". I obiecuje możliwość wyjazdu na zagraniczne misje.

Ppłk Grzegorz Dobosz, szef WKU w Nowym Sączu, także potwierdza, że zainteresowanie zawodową służbą wojskową jest bardzo duże. Praktycznie codziennie zgłaszają się nowi kandydaci. Dostają informacje o wakatach w jednostkach i kierowani są na wymagane badania - zapewnia. - Wiele etatów już zostało zajętych, ale nikogo nie odsyłamy z kwitkiem. Zapisujemy ich w bazie danych - mówi komendant.

Zdaniem oficera kryzys ma pewien udział w tak dużym zainteresowaniu karierą w armii, bo pensja 2200 zł brutto, bezpłatne zakwaterowanie i ekwiwalent za wyżywienie okazują się dla wielu atrakcyjne. Niemniej także kampanie reklamowe, billboardy, filmy czy spotkania w szkołach przynoszą efekty. - W ubiegłym roku pracowaliśmy na to, żeby teraz zbierać owoce - twierdzi ppłk Dobosz.





+ - 0

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0