iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Polska
+ - 0

Jak nie strajk, to co?

27 05 2008 Lesław Kawalec Artykuł był czytany 1437 razy

"Nieroby! Do roboty! 18 godzin, 3 miesiące wakacji, przywileje?? I jeszcze mało? Ja biorę tałzena na rękę i haruję jak wół. Oni niech mają tak samo!" oto atmosfera wokół strajku nauczycieli w tym kraju, gdzie "i po szkodzie głupi"

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

Że też ten scenariusz nikogo jeszcze nie nudzi... Związek zawodowy wyczuwa swą szansę na ogólnej fali strajków. Jego polityczni faworyci właśnie w opozycji. Strajk. Mur społecznej niechęci. Dzień, dwa komentarzy. Wszystko wraca do normy, czyli dyskusji o jakiejś kontrowersji na liście lektur, o nawalance w arkuszu maturalnym, o kosmetyce systemu produkującego rzesze coraz bardziej agresywnych i roszczeniowych analfabetów. Czyżby zmęczenie reformą i strach przed kolejną? Czyżby apatia posunięta do pokornego przyglądania się pogrzebowi naszych szans w świecie?


Nie będę powtarzał tez mojego artykułu o reformacji oświatowej. Mimo ponad tysiąca czytań, zero komentarzy. Diagnoza zła? Rozwiązania nierealistyczne? Czy może krańcowa obojętność na sprawy dla nas gardłowe? Czy gołym okiem nie widać, że jest coraz gorzej, czy koledzy i koleżanki naprawdę chcecie dalej pracować w takich warunkach? A czy wy, uczniowie, uważacie, że szkolne doświadczenie was rozwija? Uważacie, że się nie da inaczej, czy macie już to wszystko gdzieś?


Wreszcie coś się ruszyło, bo sporo szkół strajkuje. Ale nie łudźmy się: większość postronnych obserwatorów widzi w tym cwaniactwo ludzi, którym się w głowach poprzewracało, zresztą przedstawicieli zawodu mało lubianego przez dzieci i ich rodziców--niegdysiejszych uczniów. I jak im przetłumaczyć, że trzy tysiące jest tylko na papierze, że większość nauczycieli cały czas jest na niższych i średnich szczeblach awansu, że wielu nie ma pełnego etatu, że muszą jeździć do kilku szkół i o trzech tysiącach mogą tylko pomarzyć? Czemu się dziwić--frustraci z reguły lubią się wyżywać na innych. Źle im? Dobrze im tak! Rząd ma teraz komfort bo może zbijać punkty na robieniu pełnej zrozumienia miny wobec krytyków strajkujących nauczycieli. Kto wie, może nawet przekalkulują, że opłaca się zwiększyć pensum i zlikwidować Kartę Nauczyciela? A może będą chcieli zdobyć punkty wśród wszystkich? Postraszą likwidacją Karty i skasują punkty u "ludu", a potem łaskawie od tego odstąpią i zyskają dozgonną wdzięczność Oświaty?


Zaraz, zaraz. Czy tu nie powinno chodzić o ukształtowanie wartościowego człowieka, myślącego, zdyscyplinowanego, przygotowanego do życiowych wyzwań, zdecydowanego, elastycznego ... mądrego? Chyba od tego należy wyjść, a dopiero później dobierać metody? Czy na takim celu możemy oszczędzać? To, co konieczne, jest też realistyczne, bo być musi. A my się zajmujemy tuszowaniem katastrofy--narastającej apatii, chamstwa i bezmyślności. Ja rozumiem, że w wielu bogatszych od nas krajach jest tak, że większość uczniów udaje, że się uczy a nauczyciele udają, że wymagają. Nie ma problemu, bo dzieci elity sobie jakoś poradzą, czy to dzięki pieniądzom, czy prywatnym szkołom, te kilka procent ambitnych się zaprze i też da radę, a reszta? Zasiłek, praca wymagająca małpich umiejętności... W ostateczności sprzedadzą dom za pół miliona euro i wyjadą smażyć się do końca życia, a w drugą stronę pojadą ambitni, pracowici, zdolni ... Czy my mamy ten komfort? Czy jesteśmy już aż tak bogaci, żeby zasysać mózgi a potem płacić na ratowanie wściekłego trzeciego świata? Czy mądrze jest w naszym przypadku małpować rozwiązania, na które stać innych, ale nie nas? Że nie wspomnę o tworzonej w ten sposób "jakości" życia u siebie. W krajach, które przeszły to w co my brniemy, od tej "jakości" powszechnie się ucieka.


Że uczniowie nie chcą tego, czego właśnie im trzeba? Wiadomo, że najwygodniej nie robić nic. W mini-ankiecie przeprowadzonej dziś wśród moich uczniów na pytanie jakich zmian oczekiwaliby od systemu oświaty, większość pisała o potrzebie przywrócenia amnestii maturalnej, zmniejszenia trudności egzaminów gimnazjalnych i maturalnych (sic!!!), zmniejszenia wymagań uczelni, zmniejszenia liczby godzin lekcyjnych i lektór (pisownia oryginalna) do przeczytania, zniesienia obowiązkowej matury z matematyki i zdawania tylko wybranych przedmiotów, z których zajęcia byłyby nb. jedynymi w szkole. Na dzisiejszej akademii młodzież przedstawiała "projekt", czyli arkusz brystolu z wklejonymi flagami i paroma napisami mówiącymi o europejskiej szkole marzeń: więcej malowania a mniej myślenia. Szczere.

 

Jak znam życie, klasa polityczna niebawem wyjdzie naprzeciw potrzebom młodych ludzi, zwłaszcza jak sondaże wskażą na potrzebę pozyskania kilkudziesięciu tysięcy głosów. Czy to wyjdzie na dobre samej "klasie"? Przypomina mi się kawał o Żydzie, który jak się Arabowi skończyła amunicja, sprzedawał mu naboje i uciekał... Analogia między Żydem a Giertychem przypadkowa.


Jednak ci sami uczniowie oczekują monitoringu i małych klas oraz budowy obiektów sportowych w szkołach. I proszę--tam, gdzie postulaty uczniowskie są bez sensu, faktyczne rozwiązania są już i tak daleko posunięte po myśli postulujących. Tam zaś, gdzie ich pomysły idą we właściwym kierunku, na ich realizację raczej nie ma co liczyć. Najłatwiej tanio kupić sobie poparcie. Pewnie się okaże, o ile już się nie okazało, że co tanie to drogie--tanią popularność będzie trzeba okupić statusem bantustanu. Na pozór to korzystne dla rządzących i ich zaplecza, ale czas pokarze (tak, tak, przez er zet).


Moim skromnym zdaniem to już 'za ostatni' (jak mawia mój młodszy syn) dzwonek na zmianę systemu. Powinien on uwzględniać potrzebę uczynienia nauki ciekawszą, przyjemniejszą i bardziej przyjazną dla ucznia--bez radości z nauki będzie dalsza kontestacja lub ogłupiające kucie. Jednak nowy system oświatowo-wychowawczy powinien w efekcie dawać większą wiedzę, świadomość miejsca i czasów w których żyjemy, a wreszcie uczyć myślenia i inicjatywy. Wymagające powinny być przede wszystkim przedmiotowe i międzyprzedmiotowe zadania projektowe--wtedy żaden wymagający egzamin nie straszny.


A to, co piszę, sprowadza się do wołania o natychmiastową zmianę tego systemu szkodliwej fikcji, o zaprzestanie kokietowania wyborców kosztem ich losu. Osobiście nie wierzę, by dało się to zrobić bez przymusu. Nie wierzę jednak także, żeby takie strajki jak dzisiejszy zmieniły wiele na lepsze jeśli będą się sprowadzać do gardłowania o pieniądze, nawet jak przy okazji funduje się uczniom to co najbardziej lubią--zero szkoły.


Mam pomysł. Zbierzmy się, nauczyciele, delegacje uczniów i rodziców w przededniu Dnia Edukacji Narodowej w centrach stolic naszych powiatów i przekażmy rządzącym żądanie wprowadzenia zmian w naszym systemie edukacji, i innych koniecznych i powiązanych kroków prawnych. Jak będzie nas w każdym z ponad trzystu powiatów po 500-1000 osób, i jeśli wystosujemy konkretną petycję, rząd tego nie zignoruje, a tzw. "ludzie" źle nie odbiorą . Nieskromnie uważam, że tekst o reformacji oświatowej, zamieszczony tu na ithink.pl, jest jakimś pomysłem do dyskusji. Możemy stworzyć specjalną stronę, np. wiec-14x dot coś tam (teraz może to być kawalec.eu lub ithink) i przygotować memorandum, które demonstrujący poprą. Można umówić się od razu na kolejny taki wiec w pierwszy dzień wiosny tamże, aby ocenić reakcję władz, a w międzyczasie zbierać podpisy pod obywatelskim projektem ustawy przygotowującej wprowadzenie koniecznych zmian. Przypuszczam, że postulowana strukturalna zmiana da nam--nauczycielom--większą swobodę realizacji tego co umiemy, a nie zawsze możemy na codzień robić, da większy komfort pracy i szacunek społeczny, a pewnie także i jakąś satysfakcję materialną. Co da uczniom łatwo się domyślić wiedząc, co daje, a czego nie daje, obecny system.





+ - 0

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Tomasz Albecki

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0