Koniec rozwodowych tragedii
Artykuł był czytany 749 razy
Po Skandynawskich, Amerykańskich, Niemieckich, Francuskich i Włoskich obecnie Polscy włodarze zastanawiają się nad wprowadzeniem antydyskryminacyjnego prawa rozwodowego strzegącego praw ojców i dzieci.
Jak donosi radio TOK FM, komisja Przyjazne Państwo planuje wprowadzić w Polsce rozwiązanie dotyczące podziału porozwodowej opieki nad dziećmi, które zapobiegnie rozłąkom maluchów z jednym z rodziców. Komisja ma zamiar wprowadzić w Polsce prawo, na mocy którego dziecko po rozwodzie spędzałoby po pół roku z każdym z rodziców, chyba że jednego z nich dotyczyłaby jakaś patologia. To ważne zastrzeżenie, gdyż do tej pory ojcu przyznawano prawo do opieki nad dzieckiem jedynie w sytuacjach, kiedy matki dotyczyła patologia: pijaństwo, narkomania lub pobyt w więzieniu (w którym trudno jest opiekować się dzieckiem).
Co jeszcze ważniejsze, komisja nie kryje stojących za jej działaniami pobudek odwołujących się do praw człowieka, o których mowy zabrakło podczas likwidacji niewoli wojskowej i brakuje podczas dyskusji o zrównaniu wieku emerytalnego. Komisja otwarcie mówi o chęci zakończenia drastycznej dyskryminacji mężczyzn w sfeminizowanych sądach rodzinnych (90% sędziów w tego typu sądach stanowią kobiety). Sądy te przyznawały prawo do opieki nad dzieckiem ojcu tylko w 5% przypadków. Nawet największa seksistka, utrzymująca, że ojciec nie potrafi zajmować się dzieckiem, przyzna, że niemożliwym jest, aby tylko w 5% małżeństw ojciec okazywał się być lepszym, czulszym i sprawniejszym rodzicem i wychowawcą. Zwłaszcza że statystyki dowodzą, że kiedy już dziecko jest wychowywane przez samotnego ojca (najczęściej wdowca) ma się dużo lepiej, niż kiedy wychowywane jest przez samotną matkę, rzadziej popada w uzależnienia i konflikty z prawem, a także otrzymuje lepsze oceny w szkole.
Z tego, że sprawą właściwego podziału opieki nad dzieckiem wreszcie się zajęto, należy się cieszyć nie tylko z tego powodu, że patologią było, że dziecko trafiało w ręce rodzica o z góry ustalonej płci zamiast w ręce tego, który w konkretnym przypadku okazywał się dla dziecka odpowiedniejszym opiekunem, lecz również dlatego, że z patologią tą wiązało się wiele innych patologii.
Przede wszystkim, aby wywalczyć swoją „własność” rozwodzące się kobiety często posuwały się do zbrodni fałszywych oskarżeń swoich mężów o przemoc domową i pedofilię. Przy czym nikogo nie zaskakiwało, że te panie obiekcje co do współmałżonka zaczynały mieć dopiero podczas sprawy rozwodowej, dawne wieloletnie zachowania męża, które wcześniej nie zwracały ich uwagi, o których z nikim one nie rozmawiały, których nikomu nie zgłaszały, ani o które nie pytały dziecka, nagle zaczynały „wydawać się” im podejrzane, normalna kąpiel stawała się w ich oczach nienormalna, normalny buziak erotycznym, a zasłużony klaps napastowaniem – mimo że same kąpały, całowały i karciły swoje dzieci częściej. W przypadku fałszywych oskarżeń o przemoc domową, kobiety wyrządzały krzywdę „jedynie” mężczyźnie. Jednak w wypadku fałszywych oskarżeń o pedofilię czyniły to nie tylko mężczyznom, których w więzieniu czekały wielokrotne gwałty, za które te panie powiny odpowiedzieć, ale też dzieciom, które przez resztę życia będą nosiły w sobie wmówioną traumę pedofilii. Ta prawno-instytucjonalna przemoc kobiet wobec mężczyzn i dzieci powinna się zakończyć wraz z wdrożeniem w życie nowoczesnego prawa proponowanego przez komisję Przyjazne Państwo.
Drugą patologią, która wiąże się z obecnym sposobem przyznawania opieki nad dziećmi jest sposób alimentowania. W obecnej sytuacji matek nikt nie rozlicza z tego, ile i na co wydają z alimentów, które przecież ich własnością nie są, za to one same bardzo chętnie rozliczają swoich byłych z ich (tj. tych mężów) przecież pieniędzy, które płacą oni na dzieci. W ten sposób panie, często w Internecie, mają pełne pole do popisu w narzekaniu, że płacone przez byłego alimenty są małe, że za te 1500 zł, które da się złożyć z jego alimentów (750) i tego co ona dołoży (teoretycznie drugie 750), nie da się dziecka utrzymać (ja sam się utrzymuję za 1000 zł miesięcznie i gdybym musiał z taką samą osobą utrzymywać dziecko, wychodziłoby po 667 a nie 1500 zł na osobę). Kto jednak sprawdził, że mamy wydają na dzieci więcej swoich pieniędzy niż tatusiowie płacą alimentów? Teraz będzie jednak inaczej, przez 6 miesięcy to tatusiowie będą sprawdzać jak chętnie i jak dużo mamusie płacą im na utrzymanie swoich dzieci i czy faktycznie jest to więcej, niż przez pozostałe 6 miesięcy w roku oni płacą na dzieci mamusiom.
Trzecią patologią, jaką powodowała jednostronność sądów w sprawach rozwodowych, była do tej pory jednostronna zachęta do rozwodu w stosunku do kobiet. Dla kobiety małżeństwo nie przedstawiało wartości, natomiast po rozwodzie zachowywała: dzieci, pieniądze alimentującego męża i fawory licznych adoratorów, z których też mogła czerpać korzyści finansowe. Mąż natomiast zostawał z niczym. Nic zatem dziwnego, że w 75% przypadków rozwodziły się kobiety – gdyby ta dysproporcja skłonności do pozostawania w parach miała miejsce w przyrodzie gatunek którego by dotyczyła, wymarłby. Była to sytuacja patologiczna: nienaturalna i niebezpieczna. Groziła zaniedbaniem dzieci wychowujących się z samotnym rodzicem, niskim przyrostem naturalnym (zaskakujące, że im więcej przywilejów mających skłonić kobiety do rodzenia przyznaje się im, tym mniej one rodzą, vide: Europa a Bliski Wschód) i modą na samotność.
Z tych i wielu innych powodów model przyznawania opieki nad dzieckiem, który już dawno wprowadziły u siebie tak różne kraje jak z jednej strony Szwecja, Norwegia, Dania i Finlandia a z drugiej USA, a niedawno również największe państwa Europy Zachodniej, Włochy, Francja, jest bardzo potrzebnym rozwiązaniem. Warto więc, żeby rozwiązanie to nie przepadło. W tym celu należałoby na posłów wywrzeć choćby minimalny wpływ. Warto wobec tych posłów wykazać zainteresowanie sprawą omawianego tutaj pomysłu, napisać do parlamentarzystów ze swojego okręgu list z zapytaniem, co zrobili w jego sprawie. Razem, możemy zdziałać coś pozytywnego.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 2
Ciekawy jest fakt (nawiązując do rozmowach na internetowych forach) że spora grupa mężczyzn popiera kobiety w obecnej sytuacji. Mam na myśli alimentowanie. Oczywiście na dzieci należy łożyć, jednak każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie. Obecne krzywdzące mężczyzn prawo z góry orzeka o ich "winie". Być może statystycznie faktycznie są częściej stroną krzywdząca, niemniej nie wolno tego a priori zakładać. A tak się dzieje. Byli mężowie z założenia są tymi "złymi". I jeszcze dorzucę rosnącą plagę znęcania się przez kobiety nad małżonkami. Tutaj równouprawnienie się już dokonuje.
Gdyby mężczyźni częściej byli stroną winną rozpadu związku,to byłoby to co najmniej dziwne. Nasi przodkowie łączyli się w pary od miliardów lat,czyli jeszcze jako ryby,więc płcie są dostosowane do tego,czego oczekiwać od partnera/partnerki.Nie możliwym jest,żeby wina częściej leżała po stronie mężczyzn,za to możliwym jest,aby współczesne ideologie stwarzały takie wrażenie.
P.S. A swoją drogą,mówi się,że zawsze winne są obie strony... żona i teściowa... ;-)











