Aktualności / Polska
Konwencje w słusznej sprawie
Artykuł był czytany 1190 razy
Coraz częściej mamy okazję słyszeć mniej lub bardziej chlubne przemówienia partyjnych liderów. Konwencje polityczne stały się dialogiem pomiędzy klubami, z odpowiednimi przerwami na wysłuchanie drugiej strony oraz szybką i ciętą odpowiedź.
Bywają w polityce dni, gdy trudno znaleźć miejsce i czas dla swojej konferencji. Bywają też i takie, gdy rozproszeni po całej Polsce politycy zapewniają swoich zwolenników (sic!) o niezmiennym paśmie sukcesów. Wtedy natychmiast odzywa się druga strona. Niekiedy kontratakując neguje wszystkie te piękne słowa, a czasami w sposób kulturalny przypomina o niekonsekwencjach i złamanych obietnicach. A może by tak kiedyś połączyć wszystkie spotkania polityczne w jedno, którego celem byłaby konstruktywna dyskusja nad stanem Polski?
Im głośniej tym lepiej?
Niektórzy uważają, że kwestią zrozumienia ich przez swoje audytorium jest ilość decybeli. Nieco starsi ode mnie dobrze znają ten sposób przemawiania i nie kojarzy im on się najlepiej. Ten autorytarny i nieznoszący sprzeciwu ton jest wrogi dla "normalnego" obywatela, który oczekuje raczej rzeczowego i merytorycznego spojrzenia na rzeczywistość. Tymczasem niektórzy stopniują napięcie, w punkcie kulminacyjnym teatralnie zniżają głos bądź wykrzykują piękne hasła w obronie Polski i jeszcze głośniej dają znać tym, przez których ich zdaniem nie udało się naprawić jej do końca. Partyjni koledzy bawią się w konwenanse i pokazują swoim poplecznikom, że ich - niekiedy wątpliwa - kultura jest w stopniu najwyższej gotowości, bo korzystają z niej na każdym kroku. Sypią się ukłony dla kobiet, dżentelmeńskim pocałunkom w damskie ręce nie ma końca, a kwiaty dostają wszyscy, którzy choć jednym słowem przyczynią się do szerzenia chwały tej "jedynej i najlepszej partii". Na koniec przychodzi realizacja punktu ostatniego pod tytułem: poczujmy się jak zwycięzcy Amerykanie i przy rytmach pompatycznej muzyki liderzy i ich wierni politycy schodzą ze sceny pełnej blichtru i wzajemnego uwielbienia. "Rzucają się" w tłum odbierając gratulacje, życzenia i zapewnienia o niekończącej się lojalności względem tej "słusznej sprawy".
Spokojne wydarzenie - oksymoron?
Czy nie można mówić o rzeczach wielkich i pięknych w sposób opanowany i pozbawiony negatywnego i emocjonalnego zabarwienia? Czy jeżeli powiemy coś ciszej i spokojniej to sens naszych myśli zatraci się w tej zwykłej i rutynowej czynności, jaką jest wypowiadanie słów? Jest tak wielu polityków, którzy nie wykorzystują swoich konwencji czy konferencji prasowych w celach afirmowania własnej osoby i swojego ugrupowania. Potrafią mówić płynnie, bez nic nieznaczących wstawek typu przedłużone "y". Potrafią zrozumiale formułować myśli i tworzyć polskie zdania bez błędów w każdym z nich. Tacy ludzie umieją cieszyć się z sukcesu i przyznać do porażki, nie jest im obce tworzenie konstruktywnych alternatyw dla wypomnianych błędów. Może mają po prostu świadomość tego, że sensu wypowiedzianych słów nie zmieni otoczenie, scenografia czy oprawa muzyczna. To Polacy i historia mają ten sens odnaleźć i ocenić, wedle własnych kryteriów.
Pokory! Panie Premierze!
Dopiero teraz dochodzimy do sedna sprawy. Konwencje polityczne Prawa i Sprawiedliwości stały się ostatnio jednogłośnym chórem przypominania, że ubiegłe dwa lata były istnym rajem dla wymęczonej III RP Polski. W przerwach pomiędzy uwielbieniem dla swojej osoby, a atakowaniem opozycji słucha się wypowiedzi innych polityków tylko po to, aby potem z iście wrogim zacięciem odpowiedzieć, że to "my idziemy do Polski solidarnej", a pozostali jawnie hołubią staremu systemowi. PiS zamknął się w swoim hermetycznym środowisku ludzi podległych i upojonych - podobno wielkim - instynktem politycznym Jarosława Kaczyńskiego. W swoim gronie zapewniają się o swoich sukcesach i snują plany kolejnych lat rządzenia Polską i kolejną zmianą rzymskiej cyfry przed jej oficjalną nazwą. Jakie to proste, zmienić numerację i jak dziecko grubym czarnym flamastrem odgrodzić "nowe, lepsze" i "stare, gorsze".
Krytykować też można w sposób kulturalny. Można "wytykać" najgorsze błędy zachowując przy tym własną polityczną godność i podstawowe zasady poszanowania drugiego człowieka. Dlaczego pan premier za swoje niepowodzenia obwinia przeważnie Platformę Obywatelską? Na nią zrzuca brak wyborów pół roku temu, brak POPiSowej koalicji etc. Konwencje wyborcze czy też polityczne LiDu czy PO nie są przesycone na zmianę jadem w kierunku politycznych opozycjonistów i uwielbieniem dla własnych ideałów i fantazji o przyszłości naszego kraju. Między wierszami politycy potrafią przemycić smutną prawdę o niskiej frekwencji i zachęcić Polaków go głosowania w ogóle. PiS zdaje się krzyczeć, że jeżeli masz, obywatelu, zamiar głosować na inną partię, to 21. października nie opłaca ci się wychodzić z domu.
Polska koncepcja państwa
Zamiast jednoczyć we wspólnej Europie, Polska stwarzała pozory europejskiej jedności przy jednoczesnym alienowaniu się od haseł o narodowej integracji. PiS zamknął Polskę w szklanej klatce. Bardzo sprytnie uniemożliwił jej ruchy, ale tym samym zapewnił nam dobrą widoczność na rozwój innych państw najstarszego kontynentu. Przez głupie oskarżenia czy śmieszne posunięcia Polska stała się karykaturą państwa. Tymczasem na konwencji dowiadujemy się, że wszystko to przemyślana polityczna gra. PiS zapewnia, że zrobiłby więcej, gdyby nie ciągłe ataki opozycji i brutalność "kampanii antykaczyńskiej".
PiS w swoim znajomym środowisku nie jest nawet w stanie zdobyć się na szczerość. Może obecność kamer sprawia, że wizja tylu Polaków "oglądających nas teraz" zobowiązuje do kontynuacji pięknych planów i jasnego wskazania, przez kogo nie zostały one wypełnione.
Ciekawi mnie tylko poziom i treść rozmów polityków PiS zaraz po tym, jak kamery zostały wyłączone...
Im głośniej tym lepiej?
Niektórzy uważają, że kwestią zrozumienia ich przez swoje audytorium jest ilość decybeli. Nieco starsi ode mnie dobrze znają ten sposób przemawiania i nie kojarzy im on się najlepiej. Ten autorytarny i nieznoszący sprzeciwu ton jest wrogi dla "normalnego" obywatela, który oczekuje raczej rzeczowego i merytorycznego spojrzenia na rzeczywistość. Tymczasem niektórzy stopniują napięcie, w punkcie kulminacyjnym teatralnie zniżają głos bądź wykrzykują piękne hasła w obronie Polski i jeszcze głośniej dają znać tym, przez których ich zdaniem nie udało się naprawić jej do końca. Partyjni koledzy bawią się w konwenanse i pokazują swoim poplecznikom, że ich - niekiedy wątpliwa - kultura jest w stopniu najwyższej gotowości, bo korzystają z niej na każdym kroku. Sypią się ukłony dla kobiet, dżentelmeńskim pocałunkom w damskie ręce nie ma końca, a kwiaty dostają wszyscy, którzy choć jednym słowem przyczynią się do szerzenia chwały tej "jedynej i najlepszej partii". Na koniec przychodzi realizacja punktu ostatniego pod tytułem: poczujmy się jak zwycięzcy Amerykanie i przy rytmach pompatycznej muzyki liderzy i ich wierni politycy schodzą ze sceny pełnej blichtru i wzajemnego uwielbienia. "Rzucają się" w tłum odbierając gratulacje, życzenia i zapewnienia o niekończącej się lojalności względem tej "słusznej sprawy".
Spokojne wydarzenie - oksymoron?
Czy nie można mówić o rzeczach wielkich i pięknych w sposób opanowany i pozbawiony negatywnego i emocjonalnego zabarwienia? Czy jeżeli powiemy coś ciszej i spokojniej to sens naszych myśli zatraci się w tej zwykłej i rutynowej czynności, jaką jest wypowiadanie słów? Jest tak wielu polityków, którzy nie wykorzystują swoich konwencji czy konferencji prasowych w celach afirmowania własnej osoby i swojego ugrupowania. Potrafią mówić płynnie, bez nic nieznaczących wstawek typu przedłużone "y". Potrafią zrozumiale formułować myśli i tworzyć polskie zdania bez błędów w każdym z nich. Tacy ludzie umieją cieszyć się z sukcesu i przyznać do porażki, nie jest im obce tworzenie konstruktywnych alternatyw dla wypomnianych błędów. Może mają po prostu świadomość tego, że sensu wypowiedzianych słów nie zmieni otoczenie, scenografia czy oprawa muzyczna. To Polacy i historia mają ten sens odnaleźć i ocenić, wedle własnych kryteriów.
Pokory! Panie Premierze!
Dopiero teraz dochodzimy do sedna sprawy. Konwencje polityczne Prawa i Sprawiedliwości stały się ostatnio jednogłośnym chórem przypominania, że ubiegłe dwa lata były istnym rajem dla wymęczonej III RP Polski. W przerwach pomiędzy uwielbieniem dla swojej osoby, a atakowaniem opozycji słucha się wypowiedzi innych polityków tylko po to, aby potem z iście wrogim zacięciem odpowiedzieć, że to "my idziemy do Polski solidarnej", a pozostali jawnie hołubią staremu systemowi. PiS zamknął się w swoim hermetycznym środowisku ludzi podległych i upojonych - podobno wielkim - instynktem politycznym Jarosława Kaczyńskiego. W swoim gronie zapewniają się o swoich sukcesach i snują plany kolejnych lat rządzenia Polską i kolejną zmianą rzymskiej cyfry przed jej oficjalną nazwą. Jakie to proste, zmienić numerację i jak dziecko grubym czarnym flamastrem odgrodzić "nowe, lepsze" i "stare, gorsze".
Krytykować też można w sposób kulturalny. Można "wytykać" najgorsze błędy zachowując przy tym własną polityczną godność i podstawowe zasady poszanowania drugiego człowieka. Dlaczego pan premier za swoje niepowodzenia obwinia przeważnie Platformę Obywatelską? Na nią zrzuca brak wyborów pół roku temu, brak POPiSowej koalicji etc. Konwencje wyborcze czy też polityczne LiDu czy PO nie są przesycone na zmianę jadem w kierunku politycznych opozycjonistów i uwielbieniem dla własnych ideałów i fantazji o przyszłości naszego kraju. Między wierszami politycy potrafią przemycić smutną prawdę o niskiej frekwencji i zachęcić Polaków go głosowania w ogóle. PiS zdaje się krzyczeć, że jeżeli masz, obywatelu, zamiar głosować na inną partię, to 21. października nie opłaca ci się wychodzić z domu.
Polska koncepcja państwa
Zamiast jednoczyć we wspólnej Europie, Polska stwarzała pozory europejskiej jedności przy jednoczesnym alienowaniu się od haseł o narodowej integracji. PiS zamknął Polskę w szklanej klatce. Bardzo sprytnie uniemożliwił jej ruchy, ale tym samym zapewnił nam dobrą widoczność na rozwój innych państw najstarszego kontynentu. Przez głupie oskarżenia czy śmieszne posunięcia Polska stała się karykaturą państwa. Tymczasem na konwencji dowiadujemy się, że wszystko to przemyślana polityczna gra. PiS zapewnia, że zrobiłby więcej, gdyby nie ciągłe ataki opozycji i brutalność "kampanii antykaczyńskiej".
PiS w swoim znajomym środowisku nie jest nawet w stanie zdobyć się na szczerość. Może obecność kamer sprawia, że wizja tylu Polaków "oglądających nas teraz" zobowiązuje do kontynuacji pięknych planów i jasnego wskazania, przez kogo nie zostały one wypełnione.
Ciekawi mnie tylko poziom i treść rozmów polityków PiS zaraz po tym, jak kamery zostały wyłączone...










