iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Polska
+ - 1

Legnicka, czwartkowa nawałnica

27 07 2009 Kzrysztof Płocharz Artykuł był czytany 1970 razy
Źródło: C:Documents and SettingsElinaPulpitlegnica.JPG
Źródło: C:Documents and SettingsElinaPulpitlegnica.JPG

Od czwartku w mediach głośno o Legnicy w związku ze szkodami wyrządzonymi przez nawałnicę. W kolejnych relacjach rosną te szkody w postępie geometrycznym. Rzeczywiście - czy tylko dla podkreślenia siły żywiołu i ubarwienia relacji?

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Dzwonią do mnie zamiejscowi znajomi, dzwoni rodzina, słysząc kolejne relacje telewizyjne, w których jest mowa np. o tym, że nie ma w Legnicy domu nie uszkodzonego przez nawałnicę. Jeszcze parę dni i być może usłyszę, że Legnica została zrównana z ziemią. Jest w tych relacjach mnóstwo przesady, która jednakże wszystkim jest na rękę: relacjonującym dziennikarzom, gdyż im bardziej dramatyczna relacja, tym większa szansa, że "pójdzie" w najlepszym czasie antenowym, władzom Miasta - ponieważ takie relacje tworzą świetną atmosferę, do np. ubiegania się o jakąś dotację z budżetu centralnego, nam mieszkańcom Legnicy - nareszcie jesteśmy sławni, no i tym, którzy te relacje oglądają, słuchają i czytają - wszak wtedy jest najwięcej emocji.

Zacznijmy od tych wątków, znanych relacji, które są prawdziwe. Jest oczywiście prawdą, że nawałnica trwała bardzo krótko - około 10 minut (różnie w różnych częściach sporego, ponad stu tysięcznego miasta jakim jest Legnica), ale była bardzo intensywna. Gdy najpierw stało się bardzo ciemno - stanąłem przy zamkniętym oknie i na moich oczach odgrywały się jej kolejne fazy. Już pierwsze podmuchy wiatru wygięły w łuk drzewa rosnące w mini parku, z placem zabaw dla dzieci, na który wychodzą moje okna. Drzewa, w większości ponad dwudziesto - trzydziestoletnie, często równe, lub nawet przewyższające wysokością czteropiętrowe bloki kłaniały się w rytm podmuchów prawie do połowy swojej wysokości. Trwało to może trzy minuty, a potem wśród wycia nawałnicy za oknem zrobiło się biało - wiatr wtłoczył w ziemię jakąś część chmury burzowej i tylko w prześwitach tej pary wodnej widać było, jak niektóre drzewa kładą się na ziemi z wyrwanymi korzeniami, inne łamią się jak zapałki, tracą konary, lub gałęzie. Po kolejnych trzech minutach wiatr zaczął słabnąć i zaczął zacinać deszcz - na szczęście nie było go dużo. A po następnych dwudziestu minutach było już prawie po imprezie i można było zacząć oglądać skutki.
Podobne relacje słyszałem od znajomych, którzy znajdowali się akurat w tym czasie w różnych miejscach Legnicy, z tym że np. w śródmieściu dodatkowo fruwały w powietrzu pojemniki na śmieci, dachówki, blachy tzw. obróbek blacharskich dachów, czasem reklamy i rozmaite nie związane z podłożem przedmioty. W zależności od miejsca była jednak różna intensywność tego zjawiska, zależna od jego kaprysów. Blok, w którym mieszkam, zorientowany w osi wschód - zachód stracił sąsiedztwo najbliżej rosnących drzew od strony południowej, sąsiedzki blok zorientowany geograficznie tak samo - od strony północnej. Z dwóch tego samego gatunku drzew rosnących tuż obok siebie jedno zostało wyrwane z korzeniami, drugie nie straciło nawet gałęzi.

Jest także oczywiście prawdą, że ucierpieli ludzie, ranni od uderzeń, przygnieceń - tu dane liczbowe podawane w mediach są raczej prawdziwe. W sobotę znaleziono ciało mężczyzny - kolejną ofiarę, przygniecioną przez walące się drzewo.

Jest też prawdą, że zostało zerwanych (najczęściej częściowo) kilkanaście dachów z budynków, kilkadziesiąt zostało poważniej uszkodzonych w inny sposób, z wielu posypały się też dachówki i jest w związku z tym sporo dziur w dachach, ale twierdzenie, że nie ma w Legnicy budynków nie uszkodzonych - to już bardzo gruba przesada. Ogromna większość wyszła z opresji co najwyżej z drobnymi uszkodzeniami, które można będzie bez pośpiechu usunąć. Jak na kilka tysięcy różnych miejskich budynków i budowli szkody nie są znowu tak wielkie. Owszem, zdarzyło się i tak, że wymienione dwa miesiące temu okno wpadło w całości do sypialni znajomej, ale to raczej wina fuszerki przy jego osadzeniu. Jednak naprawdę nie jest tak, że Legnicę trzeba, ulicę po ulicy, odgruzowywać. Podobnie z infrastrukturą, np. siecią elektryczną. Jest ona zróżnicowana - część budynków Miasta zasilana jest liniami kablowymi, część napowietrznymi - akurat tak jest na kilku ulicach mojej dzielnicy. W trakcie obchodu zauważyłem zerwane przewody raptem w dwóch miejscach, przy czym w jednym z tych przypadków przyczyną było przewrócenie się stalowego słupa, tak jednak skorodowanego u podstawy, iż za cud należy uznać, że do tej pory stał - być może wichura zrobiła tu akurat dobrą robotę. Jest jednak prawdą, że część mieszkań, zwłaszcza na obrzeżach Miasta nie miała zasilania dłuższy czas, nawet do soboty. Ale jest też prawdą, że moja dzielnica nie miała zasilania raptem około czterech godzin.

Relacje medialne są do bólu prawdziwe tylko w jednej kwestii: miejskiej zieleni. Legnica chociaż politycznie czerwona, a co najmniej różowa - magistrat w wyborach bez problemów obsadza lewica, a na głównym placu Miasta, Słowiańskim, przed tymże magistratem stoi wciąż, okropny plastycznie pomnik dwóch żołnierzy, z karykaturalnie krótkimi nogami: polskiego i radzieckiego splecionych w braterskim uścisku (tyle, że zniknęły z niego wiernopoddańcze napisy) - to optycznie jest bardzo zielona. Nie mamy zbyt wielu zabytków, ale zielenią Legnica mogła się do tej pory naprawdę pochwalić. Drzew i krzewów jest, a przynajmniej było do nawałnicy bardzo dużo: na ulicach, skwerach i skwerkach, placach. Starych, sadzonych jeszcze przez Niemców, ale też i stacjonujących tu przez lata Rosjan (jako maskowanie), no i oczywiście już przez nas - powojennych mieszkańców. Był też - bo już praktycznie go nie ma, piękny, poniemiecki park z ponad stuletnimi drzewami. Park położony blisko centrum, leżący na drodze do tego centrum z położonych za nim dzielnic, ale też bardzo lubiany i chętnie odwiedzany przez wszystkich legniczan. Miejsce zarówno spotkań indywidualnych, jak i rozmaitych imprez, mniej lub bardziej masowych. Nie zmogła go woda powodzi 1976 roku (leży w polderze zalewowym), zmogło zaledwie parę minut huraganu. Park, a właściwie to, co z niego zostało (najczęściej sterczące, kilkumetrowe kikuty drzew) stało się natychmiast obiektem turystyki nie tylko legniczan, prześlizgujących się często po wiszącymi jeszcze nad głowami, połamanymi konarami, wobec czego już w piątek wieczorem magistrat wydał zakaz wstępu na ten zagrożony teren. Zresztą cała Legnica została obfotografowana przez mieszkańców jak chyba nigdy w historii, oczywiście najdokładniej wszelkie szkody.

Podobna sytuacja jak w parku jest na rozległym (niestety już) cmentarzu komunalnym, do tej pory też tonącym w zieleni, zwłaszcza w najstarszej jego części. Połamane, ale wciąż wiszące nad głowami konary stwarzają zagrożenie wobec czego magistrat nie chcąc wydawać zakazu, wystosował tylko apel do mieszkańców o wstrzymanie się z odwiedzaniem grobów bliskich, do czasu wstępnego uporządkowania terenu, które oczywiście już trwa.

Uliczna zieleń poniosła również szkody, ale już znacznie bardziej zróżnicowane. Niektóre ulice były kompletnie zatarasowane, włącznie z jezdnią, nawet przejście piechotą, pomiędzy konarami i gałęziami leżących drzew było trudne i te ulice wyglądały rzeczywiście jak po ostrzale szalonego artylerzysty, strzelającego właśnie do zieleni. Na innych drzewa, lub tylko konary leżały wyłącznie na chodnikach, jeszcze gdzie indziej nie było prawie, lub zupełnie żadnych szkód. Poprzewracały się także niektóre drzewa w ogrodach i przy budynkach (czasem na budynki) - zdarzyło się, że sąsiedzi przy pomocy piły i siekiery uwalniali mieszkańców, z zablokowanymi przez konar drzwiami wejściowymi do domu. Gdzie indziej wejście do budynku przypominało "tylko" kręty tor przeszkód.

Od dwóch dni dominującym dźwiękiem na wielu legnickich osiedlach i ulicach jest warkot pił mechanicznych, przy czym w pierwszej fazie porządków przywracana jest drożność szlaków komunikacyjnych - usuwane na razie na boki są pnie i konary zwalonych drzew. Na ich ostateczne pocięcie i wywiezienie trzeba będzie jednak poczekać dłużej, a Legnica niestety będzie znacznie mniej zielona, niż do tej pory. Jest wielu amatorów na to darmowe drewno, zwłaszcza posiadaczy kominków i pieców, trwa jego drobny szaber, nie wiadomo czy legalny wobec nieoficjalnych, często sprzecznych plotek na ten temat, wymienianych przez zainteresowanych. Ale zdecydowana większość legniczan ma nadzieję, że limit takich katastrof, przynajmniej na najbliższe parę lat został na razie wyczerpany.




+ - 1

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0