iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Polska
+ - 0

Maszynki, wycieraczki i zbożowe cepy

20 04 2006 John Moe Artykuł był czytany 5959 razy
Źródło:
Źródło:

- Samoobrona nie będzie maszynką do głosowania - mówił przy okazji podpisywania paktu stabilizacyjnego Andrzej Lepper. Wystarczyło mu stanowisko wicepremiera, aby zmienił zdanie.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Wszystko wskazuje na to, że wicepremierów będziemy mieć trójkę. Nie liczmy jednak na Świętą Trójcę, ani nawet Trzech Muszkieterów, bo towarzystwo jest od dawna skłócone.

Oprócz nowego w "paczce" mamy wicerpremier Gilowską, twórczynię słynnego systemu podatkowego 3x15, związaną niegdyś z liberalną Platformą Obywatelską. Lepper w wywiadzie dla "Przekroju" sam przyznał, że l"iberalne ręcę go brzydzą", ale na szczęście dla naszej minister finansów, jego zdaniem "następują w niej pewne zmiany w kierunku socjalliberalnym".

Ludwik Dorn, czyli trzeci wicepremier, jeszcze trzy lata temu nazywał partię Leppera "buntowniczą wycieraczką rządu Leszka Millera". Ale dziś to bez znaczenia, podobnie jak to, że Jarosław Kaczyński jeszcze w marcu 2004 podczas rozmowy na czacie portalu Gazeta.pl, zastanawiając się nad przyszłymi koalicjantami, powiedział: - Mamy dwa wyraźne zakazy, które dziś obowiązują w samorządach, a będą też obowiązywać w nowym parlamencie - SLD i Samoobrona. Dwa lata wystarczyły, żeby prezes PiS całkowicie zmienił swoje podejście. - Polacy w końcu mają to, na co czekali - stwierdził podczas przedświątecznej konferencji prasowej, zorganizowanej z okazji podpisania wstępnej umowy koalicyjnej. I chyba zapomniał dodać, że ma na myśli tylko dwóch Polaków: siebie i Andrzeja Leppera.

W związku z wejściem Leppera do rządu politycy i dziennikarze przestali na chwilę zastanawiać się nad programem Samoobrony (może to i lepiej) i skupili się na dwóch sprawach. Po pierwsze: czy Lepper i jego ludzie będą mieli faktyczny udział w rządzeniu - czy naprawdę będą tylko maszynką do głosowania, po drugie: po raz kolejny dziwią się, jak to możliwe, że w rządzie Prawa i Sprawiedliwości stanowisko wicepremiera obejmie człowiek z tyloma wyrokami.

Co do pierwszej kwestii, pewności mieć nie możemy i przekonamy się wkrótce. Marek Borowski mówi wprost: - Specjalnie Andrzeja Leppera nie trzeba obawiać się w tym rządzie, a to z tego powodu, że Andrzej Lepper nie będzie miał nic do powiedzenia. Jarosław Kaczyński wie, że gdyby dopuścić Andrzeja Leppera do faktycznego podejmowania decyzji, to program ekonomiczny PiS, który jest już tak kiepski i nieokreślony, rozwaliłby się kompletnie. A zatem trzeba go obłaskawić, trzeba dać mu funkcję i jednocześnie praktycznie nie dopuścić go do podejmowania jakichkolwiek ważnych decyzji. Według innej teorii, Samoobrona jest potrzebna jest PiS-owi tylko po to, żeby zrzucić na nią winę za ewentualne porażki. - Pieniędzy nie mają, rządzić nie potrafią, no to zawsze dobrze znaleźć kozła ofiarnego – twierdzi Joanna Senyszyn z SLD.- I teraz będą mówić: no, za naszych czasów, przez te osiem miesięcy, to było lepiej, a teraz w koalicji jest gorzej.

Sam Lepper tłumaczy, że będzie partnerstwo, że dostanie Ministerstwo Pracy, że chcą współrządzić, że mają specjalistów (choć zastrzega, że nie chodzi o posłów a "ekspertów" Samoobrony). Ale spytany podczas wspomnianego już wywiadu w "Przekroju", czy pamięta jakieś wydarzenie z ostatniego pół roku, w którym PiS w jakiejś istotnej sprawie podzieliło się z kimś władzą, odpowiada: - Nie pamiętam.

Kwestia karalności Andrzeja Leppera jest również dyskusyjna. Wprawdzie od jakiegoś czasu nieśmiało wspominano, że w rządzie nie mogą zasiadać osoby z prawomocnym wyrokiem, ale według ostatniej teorii PiS-u chodzi tylko o przestępstwa kryminalne. Andrzej Lepper, który ma na swoim koncie tylko takie wykroczenia jak atak z użyciem cepa zbożowego (skazany na półtora roku, odsiedział dwa miesiące), czy nielegalne blokady i zniewagi, jest więc kandydatem niemal idealnym. Już po podpisaniu Paktu Stabilizacyjnego Jarosław Kaczyński wspomniał coś o "radykalnej zmianie w naszym kraju", ale chyba nikt nie sądził, że chodziło mu o stanowisko wicepremiera dla człowieka, który siedział w więzieniu za atak z cepem w ręku.

Upór Andrzeja Leppera w zdobywaniu coraz wyższych stanowisk na pewno zasługuje na podziw. Absolwent Państwowego Technikum Rolniczego w Sypniewie, jeszcze zanim zajął się polityką, zajmował kierownicze stanowiska w PGR w Rzechocinie i Państwowym Ośrodku Hodowli Zarodowej w Kusicach. Umiejętności, które później przydały mu się przy wymachiwaniu cepem, zdobył jako bokser. Od 1977 do 1980 należał do PZPR, ale swoją pierwszą partię - Związek Zawodowy Rolnictwa Samoobrona, związany początkowo głównie z rolnikami niespłacającymi zaciągniętych kredytów – założył w 1992 roku. Jego pierwszy wynik to 2,78% w wyborach do Sejmu we wrześniu 1993. Wiele zboża wysypało się na drogi i wiele obelg pod adresem różnych polityków musiał wygłosić, aby w 2005 r. to poparcie było ponad pięciokrotnie większe. 15,11% i tym samym trzecie miejsce w wyborach prezydenckich to wynik, z którego Andrzej Lepper na pewno jest dumny. I na pewno chce więcej.

Pojawia się więc pytanie: kto kogo tak naprawdę chce wykorzystać. Czy PiS Leppera, aby przegłosować swoje ustawy i uniknąć totalnej kompromitacji, ewentualnie zrzucić na niego winę za niepowodzenia - czy też Lepper chce skorzystać na całej sytuacji, na chwilę złagodnieć, aby popularność (no bo przecież nie wiedzę czy umiejętności) zdobytą dzięki stanowisku wicepremiera wykorzystać podczas przyszłych wyborów prezydenckich.

I choć w najbliższych miesiącach możemy się spodziewać wielu relacji telewizyjnych, w których obok uśmiechniętego premiera Marcinkiewicza pojawi się również Lepper mówiący o tym, jak to cudownie im się współpracuje i jak wiele zrobili dla Polaków (choć znowu trzeba będzie się zastanowić – czy nie chodzi tylko o dwóch Polaków, o których wcześniej wspomniałem) - przy okazji kolejnych wyborów prezydenckich zapewne usłyszymy jeszcze ciekawsze wyzwiska niż wspomniane wycieraczki. Obie partie będą musiały zatrudnić prawdziwych bogów marketingu politycznego. Bo choć do łagodnego, kulturalnego Leppera nie pasuje już za bardzo hasło "Człowiek z charakterem", to jakoś na pewno sobie poradzi.

W dużo gorszej sytuacji jest Lech Kaczyński. Jego brat w lutym 2004 r. w Salonie Politycznym Trójki powiedział: - My w kolejnej kompromitacji i w otwieraniu Samoobronie drogi do władzy w Polsce uczestniczyć nie będziemy. I choć w ciągu ostatnich dwóch lat wydarzały się na polskiej scenie politycznej rzeczy, po których wejście Leppera do rządu nie powinno być już takim zdziwieniem, warto pamiętać, że jedno z haseł wyborczych PiS-u brzmiało: "Dotrzymujemy obietnic".
Nazwa:  Źródło:
Nazwa:
Źródło:





+ - 0

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

, Maciek Partyka

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 3

1. Rafal | 10:50 20-04-2006

Analiza przeprowadzona w tym artykule rewelacyjnie oddaje obecny obraz naszej polityki, czyli - nie wiadomo, czy pies macha ogonem, czy ogon psem.
To się okaże już niebawem, gdy Minister Rolnictwa obieca rolnikom 100 milionów (po dewaluacji 10 000 zł). Wtedy w rządzie zacznie się zabawa.

2. Maciek | 14:06 20-04-2006

Biorąc pod uwagę zamiłowanie braci K. do wywoływania kolejnych kryzysów politycznych szanse na dotrwanie w tym składzie do końca kadencji wydają się nikłe.

3. Agnieszka | 09:45 04-03-2010

Kwestię Andrzeja można juz powoli zamykać. Myślę, że jego czas definitywnie dobiegł końca.