Aktualności / Polska
Międzynarodowy dzień maskulisty
Artykuł był czytany 603 razy
Jak z porównania dnia kobiet i dnia mężczyzn rzuca światło na problem androcide i inne problemy mężczyzn z łamaniem ich praw.
Dwa dni temu, ósmego marca, napisałem artykuł pt: „Międzynarodowy dzień… feministek?”, w którym dziwiłem się, jak dopuszczono do tego, aby dzień kobiet przestał być świętem ogółu kobiet i stał się w zupełności i bez wyjątków czasem głoszenia ideologii feministycznej. Dwa dni po tym dniu obchodzimy (faktycznie mało kto) międzynarodowy dzień mężczyzn. Jednak ani tego dnia ani w weekend przed nim nie uświadczyło się w mediach ni krzty analiz dotyczących samych mężczyzn – o informacjach o Ruchu Obrony Praw Mężczyzn nie wspominając. Ba w jednym z internetowych mediów w dzień mężczyzn ukazał się artykuł na temat przemocy domowej wobec… kobiet, a kiedy Prezydent Wszystkich Polek tego dnia medalami uhonorował jedynie żeńskie 43 działaczki opozycji z czasów PRL-u, insynuując przy tym, jakoby rola, jaką kobiety odegrały w tamtych czasach, była niedoceniana, a kobiet było w polityce za mało, media szeroko komentowały to wydarzenie, mimo że samego prezydenta nie darzą sympatią.
Media w sposobie obchodzenia marcowych świąt i stosunku do praw mężczyzn i kobiety nie różnią się zresztą od organizacji międzynarodowych, „uczelni”, polityków czy społeczeństwa. Te pierwsze nie znają nawet terminów „prawa mężczyzn” czy „przemoc wobec mężczyzn”, mimo że ta dotyka naszą płeć w stopniu dużo większym niż płeć żeńską. Te drugie pełne są kierunków gender studies i woman’s studies ale tylko z rzadka otwierają kierunki men’s studies i tak opanowane przez wrogą mężczyznom mizoandryczną ideologię. Ci trzeci już od 160-ciu lat systematycznie wprowadzają rozwiązania korzystne dla kobiet, zapominając o mężczyznach. Wreszcie w tym czwartym, w społeczeństwie, podobnie zresztą jak w polityce, zakorzenione są stare ideały rycerskie każące ustępować, sprzyjać i usługiwać kobietom oraz troszczyć się o nie.
Maskulizm (czyli odpowiednik feminizmu dotyczący pozostałej, pomijanej połowy społeczeństwa) został więc w święto mężczyzn, podobnie jak sami mężczyźni, przez wszystkie instytucje społeczne pominięty. A szkoda, bo zarówno sam Ruch Obrony Praw Mężczyzn jest w wielu dziedzinach prężny jak też sytuacja mężczyzn na świecie jest pożałowania godna.
Ruch Obrony Praw Mężczyzn
Maskulizm, choć u nas do tej pory mało kto o nim słyszał, istnieje już od 100 lat. Swoją działalnością literacką zapoczątkował go już w 1913 r. E. Belfort Bax. Prawdziwy boom działalności maskulistycznej rozpoczął się, wraz z wydaniem pierwszych książek Warrena Farrela, w latach 70-tych XX-wieku. Maskulizm w pierwszym odruchu brany jest przez feministki za coś reakcyjnego i wrogiego płci żeńskiej, co też wiele mówi o hipokryzji niektórych feministek, mających usta pełne frazesów o tym, jak to mężczyźni są rzekomo niewrażliwi na problemy kobiet, same nie potrafiąc jednak wykrzesać z siebie odrobiny empatii dla prześladowanej grupy różnej od ichniejszej.
Lecz maskulizm zabarwienie antyfeministyczne ma tylko tam, gdzie feminizm jest radykalny, ogranicza wolność polityczną i ekonomiczną albo szerzy mizoandryczne stereotypy. Najlepiej widać to na przykładzie głównego postulatu maskulistycznego, zrównania praw ojców i matek, który jest tak daleki od stereotypu macho, że mógłby z powodzeniem zastąpić wiele haseł feministycznych, gdyby tylko odważono się przedstawiać sprawę dyskryminacji ojców nie od strony zajętej domem pracownicy ale od strony pozbawionego kontaktu z dzieckiem ojca i dziecka pozbawionego kontaktu z ojcem.
Maskuliści żądają kontaktu ojca i dziecka oraz współdecydowania ojca o dziecku, żądają urlopów tacierzyńskich po to by wychowywać swoje dzieci a nie po to, by kobieta mogła być bardziej produktywna w pracy i więcej zarabiać. Żądają też, by pracodawcy uznali wreszcie, tak jak stało się to już w stosunku do kobiet, że mężczyzna nie jest tylko pracownikiem, ale też mężem i ojcem, że ma też życie poza pracą. Maskuliści żądają również, aby po rozwodzie o przyznaniu opieki nad dzieckiem decydowały predyspozycje rodzica do sprawowania tej opieki oraz dobro dziecka, a nie płeć rodzica (w tej kwestii czyni już wiele Komisja Przyjazne Państwo). A jako samotni rodzice lepiej sprawdzają się ojcowie, wychowywane przez nich dzieci rzadziej popełniają przestępstwa, mają lepsze oceny i rzadsze problemy psychiczne niż dzieci wychowywane przez samotne matki (jeszcze lepiej mają się dzieci z pełnych rodzin). Mimo tego po rozwodzie opiekę nad dzieckiem przydziela się ojcom tylko w 5% wypadków. A kiedy dziecko zabiera matka, jeżeli utrudnia kontakty dziecka z ojcem, prawo jest bezradne w ich egzekwowaniu.
O usunięcie tych właśnie problemów walczą Ruchy Obrony Praw Ojca i Dziecka, takie jak międzynarodowy, znany ze spektakularnych akcji, Fathers4Justice albo polskie Centrum Praw Ojca i Dziecka. Na Zachodzie do powyższych postulatów dodawany jest jeszcze jeden, współdecydowania ojca o dokonaniu lub nie aborcji, skoro ma on przez kolejne 18-24 lata życia dziecka być współodpowiedzialny za jego wychowanie, utrzymywanie i opiekę nad nim.
Tego typu ruchy związane z rodzicielstwem stanowią najprężniejszą część maskulizmu. Drugą pod względem prężności jego domeną jest walka z kulturowymi przejawami mizoandrii. Na zachodzie istnieją już maskulistyczne programy radiowe i telewizyjne, maskulistyczne kolumny felietonistyczne w czołowych gazetach i maskulistyczne tygodniki naukowe. Dzięki możliwościom informacyjnym przez nie dawanym możliwe stało się chociażby zatrzymanie produkcji ubranek dla przedszkolaków z napisami „Chłopcy są głupi, rzucajcie w nich kamieniami” albo „Chłopcy z fabryki głupich rzeczy”.
Oprócz sfery rodzicielskiej oraz informacyjnej realna walka toczy się również w innych dziedzinach. Od dawna toczy się walka o upublicznianie badań na temat przemocy domowej, z których znakomitej większości wynika, że mężczyźni stanowią niemal równą ilość jej ofiar co kobiety, oraz o pomoc takim mężczyznom, którym trudniej niż kobietom jest zaakceptować swoją krzywdę. Zażarta walka toczy się również o znoszenie „niewolnictwa wojskowego” (które u nas przeszło bez zająknięcia się o prawach mężczyzn i bez żadnej ingerencji pełnomocniczek ds. „równości”) przede wszystkim niewolnictwa wojskowego dzieci – chłopców w krajach trzeciego świata. Znacznie więcej jest jednak problemów mężczyzn, o których się dopiero mówi a jeszcze z nimi nie walczy.
Dyskryminacja mężczyzn
Najdrastyczniejszym chyba przykładem tego typu problemów jest genercide, czyli ludobójstwo na podstawie kryterium płci. W całej historii ludzkości, we wszystkich zakątkach świata spotykamy się ze zjawiskiem mordowania prawie wyłącznie męskich przedstawicieli podbitych ludów, abstrahując od tego, że już samo podbicie wroga wymaga śmierci wielu mężczyzn (którzy jako jedyni sprawują podłą rolę obrońców ojczyzny). Przebiega to według uniwersalnego schematu, po wojnach albo morduje się tylko dorosłych mężczyzn albo wszystkich dorosłych oraz jedynie chłopców spośród niepełnoletnich (zaznaczam jeszcze raz, że chodzi jedynie o ludność już podbitą, wśród której nie ma już żołnierzy). Już u podstaw naszej kultury, takich jak Stary Testament, leży zachęta do gorszego, ludobójczego traktowania mężczyzn. W Księdze Liczb w wersecie 31 czytamy, jak Bóg rozkazuje Izraelitom wymordować wszystkich madianickich mężczyzn, a kiedy Izraelici wracają ze zniewoloną resztą madianickiego społeczeństwa, rozgniewany Mojżesz nakazuje dodatkowo wymordować kobiety i chłopców, zostawiając tylko dziewczynki.
W odniesieniu do społeczeństw zbieracko-łowieckich „androcide” sprawia, że występuje w nich średnio o 50% więcej kobiet niż mężczyzn. Wydawać by się mogło, że „zwyczaje” takich społeczeństw dotyczą głównie zamierzchłych, dzikich czasów…, niestety obecne konflikty są jeszcze brutalniejsze. Niezależnie czy chodzi o rzeź w kolonialnym Kongu (1890-1910), w niepodległej Indonezji (1965-1966), secesję Wschodniego Pakistanu (1971), ekscesy Czerwonych Khmerów (1975-1979) czy tragedię w Rwandzie schemat wszędzie jest ten sam, w regionie, w którym nikt nie położy kresu ludobójstwu, przeżywa tylko połowa mężczyzn tak, że jest ich dwa razy mniej niż kobiet. Jeżeli ludobójstwo do pewnego stopnia hamują jakieś cywilizowane siły, jak w wojnie w Jugosławii czy potem w Kosowie, to nadal 90% zabitych stanowią mężczyźni (choć ich „ubytek” jest mniej zauważalny statystycznie).
Ludobójstwo to dla mężczyzn nie jedyna kwestia życia lub śmierci. Celowe mordowanie mężczyzn to jedna strona medalu a celowe nie udzielanie im pomocy to druga. Mężczyźni stanowią ogromną większość ofiar katastrof naturalnych. Liczby zabitych mężczyzn i kobiet w wypadku powodzi i tornad mają się do siebie odpowiednio jak 65:35 i 63:37. Kwestią otwartą pozostaje na ile jest to wynikiem presji społecznej wymuszającej na mężczyznach przyjęcie roli obrońców rodziny, a na ile sposobu oficjalnego działania służb porządkowych. Niektóre fakty przemawiają jednak za twierdzeniem, że ten drugi podwód jest ważniejszy: wśród ocalałych z zatonięcia Titanica kobiety stanowiły 90% właśnie dlatego, że w przeciwieństwie do mężczyzn wpuszczano je do szalup.
Nie lepiej jest w służbie zdrowia. Na leczenie męskich chorób przeznacza się w Polsce 6,5-krtonie mniej pieniędzy niż na leczenie chorób kobiecych, mimo że umiera na nie podobna liczba osób, a z pozostałych środków budżetowych przeznaczanych na ochronę zdrowia kobiety korzystają dwa razy bardziej, mimo że to mężczyźni częściej chorują i umierają 8 lat młodziej. Wyniki wielu badań pokazują też, że osoba starsza otrzymuje w szpitalu więcej uwagi, gdy jest kobietą niż gdy jest mężczyzną, mimo że kobiety są statystycznie zdrowsze od mężczyzn w tym samym wieku. W tej dziedzinie wszystko zmierza też ku gorszemu. Mimo że na świecie mężczyźni żyją średnio 9 lat krócej niż kobiety, w wielu krajach trwają nieustanne starania by pod pozorem walki z „prześladowaniami” kobiet przesuwać pieniądze służby zdrowia z przeznaczonych na leczenie męskich chorób na przeznaczone na leczenie chorób kobiecych.
Również na mężczyznę pracownika czyha selektywna płciowo śmierć. O pracownika dba się mniej niż o pracownicę, w takich samych zawodach w takich samych sytuacjach mężczyznom wypadki w pracy zdarzają się dużo częściej. Kobiety podejmują się niebezpiecznych zawodów dla wyższych płac (które są im gwarantowane), a potem liczą na wyręczenie przez mężczyznę. W Iraku 11% żołnierzy stanowią kobiety, ale panie stanowią tylko 3% poległych tam podczas gdy panowie stanowią aż 97% z nich. Kobiety mają więc czterokrotnie mniejszą szansę poniesienia śmierci w akcji, jednak pensję żołnierza otrzymują taką samą.
Mężczyźni padają też częściej ofiarą pospolitych morderstw. Ponadto dla panów 5-krotnie częściej niż dla pań perspektywa samobójstwa staje się najlepszą alternatywą życiową. Do tego można dodać częstsze fizyczne karanie chłopców, dużo większe prawdopodobieństwo padnięcia ofiarą przestępstwa pobicia bądź rozboju przez mężczyznę, prezentowanie w TV scen zabójstw w których w 97% przypadków mężczyzna morduje mężczyznę a także niedoszacowane statystyki przemocy domowej wobec mężczyzn, aby dopełnił się obraz płciowo selektywnego, skierowanego przeciw mężczyznom, zamachu na najwyższą wartość: życie.
Te wszystkie fakty, są jednak przemilczane zarówno przez media, rządy państw (gdzie jest ta męska połowa demokracji, która by dbała o nasze prawa?) jak i przez organizacje międzynarodowe. Bardzo często mówi się o gwałtach wojennych, które również należą do kategorii gendercide, jednak nawet przy takich okazjach media czy działacze antywojenni nie pociągają tematu, omijając temat selektywnych mordów na mężczyznach (należy nadmienić, że nie ma obiektywnego wyjaśnienia dla takiego braku obiektywizmu, wojenne gwałty są pięciokrotnie rzadsze niż mordy, trudniej jest je potwierdzić, zwłaszcza w czasie konfliktu, nie są też, wbrew temu co się często mówi, dotkliwsze niż śmierć, czego dowodem może być fakt, że zamordowanie zgwałconej lub zgwałconego nie jest w żadnym prawodawstwie okolicznością łagodzącą). Nie istnieje też pojęcie „przemocy wobec mężczyzn”, nawet w odniesieniu do dzieci, chłopców w wieku 8-14 lat, zmuszanych do „służby” wojskowej w krajach afrykańskich.
W niniejszym artykule skupiłem się na tak drastycznym, wieloaspektowym i znaczącym zjawisku jak selektywne mordy na mężczyznach, zdając sobie sprawę, że przy ciszy medialnej wokół maskulizmu i panującej wokoło mizoandrii, do niektórych szczególnie uprzedzonych osób nie dotrze zbyt łatwo, że mężczyźni też mogą być dyskryminowani (i to w tak drastyczny sposób!). Ale przecież genocide to nie jedyny sposób dyskryminowania mężczyzn.
O innym konglomeracie kwestii, czyli prawach ojca i wielu problemach związanych z ich nieprzestrzeganiem, już pisałem. Podobnie podawałem przykłady mizoandrii panującej w kulturze.
Innym przykładem dyskryminacji mężczyzn jest różny wiek emerytalny kobiet i mężczyzn. Mimo że kobiety żyją dużo dłużej niż mężczyźni, na emerytury przechodzą dużo wcześniej. Bańka emerytalna, która już za kilkanaście lat doprowadzi do przeobrażeń kulturowych naszej cywilizacji powodowana jest głównie przez kobiety.
Innym problemem mężczyzn jest dostęp do edukacji. Polskie uniwersytety otworzyły się dla kobiet w pierwszej połowie lat 90-tych XIX-ego wieku i jeszcze przed pierwszą wojną światową osiągnęły średnio 33%-owy odsetek studentek na swoich wydziałach. Mimo tego, od tego czasu za sprawą feminizmu albo zupełnie bez jego udziału trwały różnorakie starania zmierzające do zapełnienia uniwersytetów studentkami. Obecnie tylko 40% studiujących stanowią studenci. Nie prowadzi się jednak żadnych działań zmierzających do wyrównania ilości mężczyzn i kobiet wśród studiujących, mimo że zyskane na studiach umiejętności bardziej przydają się mężczyznom niż kobietom. Wraca niedopuszczalne kiedyś stwierdzenie, że mniejsza ilość studiujących danej płci jest wynikiem niższych zdolności przedstawicieli tej płci (mimo że testy kompetencji wskazuję coś odwrotnego). Jednocześnie hipokryzja pozwala promować politechniczną edukację kobiet, przemilczając fakt ich niższych technicznych osiągnięć i przypisując tę słabość czynnikom zewnętrznym.
Nie ostatnim, ale ostatnim poruszonym przeze mnie, problemem mężczyzn będzie wyższa surowość wymiaru sprawiedliwości wobec panów. We wszystkich sprawach, od przemocy domowej, przez morderstwa, po pedofilię i kradzieże mężczyźni otrzymują za przestępstwa wyższe wyroki niż kobiety. Nie ma też dla nich usprawiedliwień. Jeżeli kobieta zamorduje mężczyznę, jej motywy często brane są pod uwagę jako okoliczność łagodząca, gdy czyni to mężczyzna, jest wręcz odwrotnie, lepiej by było dla niego, gdyby swego występku dokonał bez powodu. Podobnie gdy ojciec wie o katowaniu dzieci przez matkę, otrzymuje wyrok niemal identyczny z nią, gdy żona wie o występku męża i nic nie czyni (vide Fritzl), uznawana jest za ofiarę. Kobieta w takich sprawach traktowana jest jako bezwolny trybik zdarzeń, od mężczyzny wymaga się stanowczego przeciwdziałania tragicznym zdarzeniom.
Niesprawiedliwość standardów prawnych wobec mężczyzn przejawia się czasem oficjalnie i to w sposób najbardziej drastyczny. Swego czasu UPR, tak często oskarżana o szowinizm, postulowała wprowadzenie w Polsce kary śmierci tylko dla mężczyzn. Inny oskarżany o szowinizm podmiot, państwo Irańskie, stosuje za niektóre przestępstwa (np. apostazję) karę śmierci wyłącznie dla mężczyzn.
Co ciekawe, mimo tego, w odniesieniu do państw islamskich mówi się o każe śmierci jedynie w kontekście kobiet, mimo że, jeżeli grozi im ona, to jedynie za popełnienie takich samych przestępstw za jakich popełnienie groziłaby ona mężczyznom. Na przykład kobiecie za cudzołóstwo grozi kamienowanie, podczas gdy mężczyźnie za ten występek grozi ścięcie głowy mieczem.
Podobnie jest z terroryzmem i oceną terrorystów oraz terrorystek. Mimo że to na tych pierwszych wywierana jest silniejsza presja by zostać „męczennikiem”, to te drugie traktowane są jak bezwolne ofiary manipulacji ze strony otoczenia. A kobiety w organizacjach terrorystycznych wcale nie są rzadkością, stanowią większość w wielu z nich, nie tylko tych lewicowych, jak czerwone brygady, ale też tych islamistycznych, jak PKK.
Mam nadzieję, że wymienione przykłady otworzyły niezorientowanym (a także niedowiarkom) oczy na fakt, że to raczej kobiety a nie mężczyźni spotykają się w dzisiejszym (a pewnie i wczorajszym) świecie z niesprawiedliwością. Mam również nadzieję, że bogatszy o tę wiedzę każdy postara się uczynić jak najwięcej, aby na świecie nie dochodziło do tego typu niesprawiedliwości.
Media w sposobie obchodzenia marcowych świąt i stosunku do praw mężczyzn i kobiety nie różnią się zresztą od organizacji międzynarodowych, „uczelni”, polityków czy społeczeństwa. Te pierwsze nie znają nawet terminów „prawa mężczyzn” czy „przemoc wobec mężczyzn”, mimo że ta dotyka naszą płeć w stopniu dużo większym niż płeć żeńską. Te drugie pełne są kierunków gender studies i woman’s studies ale tylko z rzadka otwierają kierunki men’s studies i tak opanowane przez wrogą mężczyznom mizoandryczną ideologię. Ci trzeci już od 160-ciu lat systematycznie wprowadzają rozwiązania korzystne dla kobiet, zapominając o mężczyznach. Wreszcie w tym czwartym, w społeczeństwie, podobnie zresztą jak w polityce, zakorzenione są stare ideały rycerskie każące ustępować, sprzyjać i usługiwać kobietom oraz troszczyć się o nie.
Maskulizm (czyli odpowiednik feminizmu dotyczący pozostałej, pomijanej połowy społeczeństwa) został więc w święto mężczyzn, podobnie jak sami mężczyźni, przez wszystkie instytucje społeczne pominięty. A szkoda, bo zarówno sam Ruch Obrony Praw Mężczyzn jest w wielu dziedzinach prężny jak też sytuacja mężczyzn na świecie jest pożałowania godna.
Ruch Obrony Praw Mężczyzn
Maskulizm, choć u nas do tej pory mało kto o nim słyszał, istnieje już od 100 lat. Swoją działalnością literacką zapoczątkował go już w 1913 r. E. Belfort Bax. Prawdziwy boom działalności maskulistycznej rozpoczął się, wraz z wydaniem pierwszych książek Warrena Farrela, w latach 70-tych XX-wieku. Maskulizm w pierwszym odruchu brany jest przez feministki za coś reakcyjnego i wrogiego płci żeńskiej, co też wiele mówi o hipokryzji niektórych feministek, mających usta pełne frazesów o tym, jak to mężczyźni są rzekomo niewrażliwi na problemy kobiet, same nie potrafiąc jednak wykrzesać z siebie odrobiny empatii dla prześladowanej grupy różnej od ichniejszej.
Lecz maskulizm zabarwienie antyfeministyczne ma tylko tam, gdzie feminizm jest radykalny, ogranicza wolność polityczną i ekonomiczną albo szerzy mizoandryczne stereotypy. Najlepiej widać to na przykładzie głównego postulatu maskulistycznego, zrównania praw ojców i matek, który jest tak daleki od stereotypu macho, że mógłby z powodzeniem zastąpić wiele haseł feministycznych, gdyby tylko odważono się przedstawiać sprawę dyskryminacji ojców nie od strony zajętej domem pracownicy ale od strony pozbawionego kontaktu z dzieckiem ojca i dziecka pozbawionego kontaktu z ojcem.
Maskuliści żądają kontaktu ojca i dziecka oraz współdecydowania ojca o dziecku, żądają urlopów tacierzyńskich po to by wychowywać swoje dzieci a nie po to, by kobieta mogła być bardziej produktywna w pracy i więcej zarabiać. Żądają też, by pracodawcy uznali wreszcie, tak jak stało się to już w stosunku do kobiet, że mężczyzna nie jest tylko pracownikiem, ale też mężem i ojcem, że ma też życie poza pracą. Maskuliści żądają również, aby po rozwodzie o przyznaniu opieki nad dzieckiem decydowały predyspozycje rodzica do sprawowania tej opieki oraz dobro dziecka, a nie płeć rodzica (w tej kwestii czyni już wiele Komisja Przyjazne Państwo). A jako samotni rodzice lepiej sprawdzają się ojcowie, wychowywane przez nich dzieci rzadziej popełniają przestępstwa, mają lepsze oceny i rzadsze problemy psychiczne niż dzieci wychowywane przez samotne matki (jeszcze lepiej mają się dzieci z pełnych rodzin). Mimo tego po rozwodzie opiekę nad dzieckiem przydziela się ojcom tylko w 5% wypadków. A kiedy dziecko zabiera matka, jeżeli utrudnia kontakty dziecka z ojcem, prawo jest bezradne w ich egzekwowaniu.
O usunięcie tych właśnie problemów walczą Ruchy Obrony Praw Ojca i Dziecka, takie jak międzynarodowy, znany ze spektakularnych akcji, Fathers4Justice albo polskie Centrum Praw Ojca i Dziecka. Na Zachodzie do powyższych postulatów dodawany jest jeszcze jeden, współdecydowania ojca o dokonaniu lub nie aborcji, skoro ma on przez kolejne 18-24 lata życia dziecka być współodpowiedzialny za jego wychowanie, utrzymywanie i opiekę nad nim.
Tego typu ruchy związane z rodzicielstwem stanowią najprężniejszą część maskulizmu. Drugą pod względem prężności jego domeną jest walka z kulturowymi przejawami mizoandrii. Na zachodzie istnieją już maskulistyczne programy radiowe i telewizyjne, maskulistyczne kolumny felietonistyczne w czołowych gazetach i maskulistyczne tygodniki naukowe. Dzięki możliwościom informacyjnym przez nie dawanym możliwe stało się chociażby zatrzymanie produkcji ubranek dla przedszkolaków z napisami „Chłopcy są głupi, rzucajcie w nich kamieniami” albo „Chłopcy z fabryki głupich rzeczy”.
Oprócz sfery rodzicielskiej oraz informacyjnej realna walka toczy się również w innych dziedzinach. Od dawna toczy się walka o upublicznianie badań na temat przemocy domowej, z których znakomitej większości wynika, że mężczyźni stanowią niemal równą ilość jej ofiar co kobiety, oraz o pomoc takim mężczyznom, którym trudniej niż kobietom jest zaakceptować swoją krzywdę. Zażarta walka toczy się również o znoszenie „niewolnictwa wojskowego” (które u nas przeszło bez zająknięcia się o prawach mężczyzn i bez żadnej ingerencji pełnomocniczek ds. „równości”) przede wszystkim niewolnictwa wojskowego dzieci – chłopców w krajach trzeciego świata. Znacznie więcej jest jednak problemów mężczyzn, o których się dopiero mówi a jeszcze z nimi nie walczy.
Dyskryminacja mężczyzn
Najdrastyczniejszym chyba przykładem tego typu problemów jest genercide, czyli ludobójstwo na podstawie kryterium płci. W całej historii ludzkości, we wszystkich zakątkach świata spotykamy się ze zjawiskiem mordowania prawie wyłącznie męskich przedstawicieli podbitych ludów, abstrahując od tego, że już samo podbicie wroga wymaga śmierci wielu mężczyzn (którzy jako jedyni sprawują podłą rolę obrońców ojczyzny). Przebiega to według uniwersalnego schematu, po wojnach albo morduje się tylko dorosłych mężczyzn albo wszystkich dorosłych oraz jedynie chłopców spośród niepełnoletnich (zaznaczam jeszcze raz, że chodzi jedynie o ludność już podbitą, wśród której nie ma już żołnierzy). Już u podstaw naszej kultury, takich jak Stary Testament, leży zachęta do gorszego, ludobójczego traktowania mężczyzn. W Księdze Liczb w wersecie 31 czytamy, jak Bóg rozkazuje Izraelitom wymordować wszystkich madianickich mężczyzn, a kiedy Izraelici wracają ze zniewoloną resztą madianickiego społeczeństwa, rozgniewany Mojżesz nakazuje dodatkowo wymordować kobiety i chłopców, zostawiając tylko dziewczynki.
W odniesieniu do społeczeństw zbieracko-łowieckich „androcide” sprawia, że występuje w nich średnio o 50% więcej kobiet niż mężczyzn. Wydawać by się mogło, że „zwyczaje” takich społeczeństw dotyczą głównie zamierzchłych, dzikich czasów…, niestety obecne konflikty są jeszcze brutalniejsze. Niezależnie czy chodzi o rzeź w kolonialnym Kongu (1890-1910), w niepodległej Indonezji (1965-1966), secesję Wschodniego Pakistanu (1971), ekscesy Czerwonych Khmerów (1975-1979) czy tragedię w Rwandzie schemat wszędzie jest ten sam, w regionie, w którym nikt nie położy kresu ludobójstwu, przeżywa tylko połowa mężczyzn tak, że jest ich dwa razy mniej niż kobiet. Jeżeli ludobójstwo do pewnego stopnia hamują jakieś cywilizowane siły, jak w wojnie w Jugosławii czy potem w Kosowie, to nadal 90% zabitych stanowią mężczyźni (choć ich „ubytek” jest mniej zauważalny statystycznie).
Ludobójstwo to dla mężczyzn nie jedyna kwestia życia lub śmierci. Celowe mordowanie mężczyzn to jedna strona medalu a celowe nie udzielanie im pomocy to druga. Mężczyźni stanowią ogromną większość ofiar katastrof naturalnych. Liczby zabitych mężczyzn i kobiet w wypadku powodzi i tornad mają się do siebie odpowiednio jak 65:35 i 63:37. Kwestią otwartą pozostaje na ile jest to wynikiem presji społecznej wymuszającej na mężczyznach przyjęcie roli obrońców rodziny, a na ile sposobu oficjalnego działania służb porządkowych. Niektóre fakty przemawiają jednak za twierdzeniem, że ten drugi podwód jest ważniejszy: wśród ocalałych z zatonięcia Titanica kobiety stanowiły 90% właśnie dlatego, że w przeciwieństwie do mężczyzn wpuszczano je do szalup.
Nie lepiej jest w służbie zdrowia. Na leczenie męskich chorób przeznacza się w Polsce 6,5-krtonie mniej pieniędzy niż na leczenie chorób kobiecych, mimo że umiera na nie podobna liczba osób, a z pozostałych środków budżetowych przeznaczanych na ochronę zdrowia kobiety korzystają dwa razy bardziej, mimo że to mężczyźni częściej chorują i umierają 8 lat młodziej. Wyniki wielu badań pokazują też, że osoba starsza otrzymuje w szpitalu więcej uwagi, gdy jest kobietą niż gdy jest mężczyzną, mimo że kobiety są statystycznie zdrowsze od mężczyzn w tym samym wieku. W tej dziedzinie wszystko zmierza też ku gorszemu. Mimo że na świecie mężczyźni żyją średnio 9 lat krócej niż kobiety, w wielu krajach trwają nieustanne starania by pod pozorem walki z „prześladowaniami” kobiet przesuwać pieniądze służby zdrowia z przeznaczonych na leczenie męskich chorób na przeznaczone na leczenie chorób kobiecych.
Również na mężczyznę pracownika czyha selektywna płciowo śmierć. O pracownika dba się mniej niż o pracownicę, w takich samych zawodach w takich samych sytuacjach mężczyznom wypadki w pracy zdarzają się dużo częściej. Kobiety podejmują się niebezpiecznych zawodów dla wyższych płac (które są im gwarantowane), a potem liczą na wyręczenie przez mężczyznę. W Iraku 11% żołnierzy stanowią kobiety, ale panie stanowią tylko 3% poległych tam podczas gdy panowie stanowią aż 97% z nich. Kobiety mają więc czterokrotnie mniejszą szansę poniesienia śmierci w akcji, jednak pensję żołnierza otrzymują taką samą.
Mężczyźni padają też częściej ofiarą pospolitych morderstw. Ponadto dla panów 5-krotnie częściej niż dla pań perspektywa samobójstwa staje się najlepszą alternatywą życiową. Do tego można dodać częstsze fizyczne karanie chłopców, dużo większe prawdopodobieństwo padnięcia ofiarą przestępstwa pobicia bądź rozboju przez mężczyznę, prezentowanie w TV scen zabójstw w których w 97% przypadków mężczyzna morduje mężczyznę a także niedoszacowane statystyki przemocy domowej wobec mężczyzn, aby dopełnił się obraz płciowo selektywnego, skierowanego przeciw mężczyznom, zamachu na najwyższą wartość: życie.
Te wszystkie fakty, są jednak przemilczane zarówno przez media, rządy państw (gdzie jest ta męska połowa demokracji, która by dbała o nasze prawa?) jak i przez organizacje międzynarodowe. Bardzo często mówi się o gwałtach wojennych, które również należą do kategorii gendercide, jednak nawet przy takich okazjach media czy działacze antywojenni nie pociągają tematu, omijając temat selektywnych mordów na mężczyznach (należy nadmienić, że nie ma obiektywnego wyjaśnienia dla takiego braku obiektywizmu, wojenne gwałty są pięciokrotnie rzadsze niż mordy, trudniej jest je potwierdzić, zwłaszcza w czasie konfliktu, nie są też, wbrew temu co się często mówi, dotkliwsze niż śmierć, czego dowodem może być fakt, że zamordowanie zgwałconej lub zgwałconego nie jest w żadnym prawodawstwie okolicznością łagodzącą). Nie istnieje też pojęcie „przemocy wobec mężczyzn”, nawet w odniesieniu do dzieci, chłopców w wieku 8-14 lat, zmuszanych do „służby” wojskowej w krajach afrykańskich.
W niniejszym artykule skupiłem się na tak drastycznym, wieloaspektowym i znaczącym zjawisku jak selektywne mordy na mężczyznach, zdając sobie sprawę, że przy ciszy medialnej wokół maskulizmu i panującej wokoło mizoandrii, do niektórych szczególnie uprzedzonych osób nie dotrze zbyt łatwo, że mężczyźni też mogą być dyskryminowani (i to w tak drastyczny sposób!). Ale przecież genocide to nie jedyny sposób dyskryminowania mężczyzn.
O innym konglomeracie kwestii, czyli prawach ojca i wielu problemach związanych z ich nieprzestrzeganiem, już pisałem. Podobnie podawałem przykłady mizoandrii panującej w kulturze.
Innym przykładem dyskryminacji mężczyzn jest różny wiek emerytalny kobiet i mężczyzn. Mimo że kobiety żyją dużo dłużej niż mężczyźni, na emerytury przechodzą dużo wcześniej. Bańka emerytalna, która już za kilkanaście lat doprowadzi do przeobrażeń kulturowych naszej cywilizacji powodowana jest głównie przez kobiety.
Innym problemem mężczyzn jest dostęp do edukacji. Polskie uniwersytety otworzyły się dla kobiet w pierwszej połowie lat 90-tych XIX-ego wieku i jeszcze przed pierwszą wojną światową osiągnęły średnio 33%-owy odsetek studentek na swoich wydziałach. Mimo tego, od tego czasu za sprawą feminizmu albo zupełnie bez jego udziału trwały różnorakie starania zmierzające do zapełnienia uniwersytetów studentkami. Obecnie tylko 40% studiujących stanowią studenci. Nie prowadzi się jednak żadnych działań zmierzających do wyrównania ilości mężczyzn i kobiet wśród studiujących, mimo że zyskane na studiach umiejętności bardziej przydają się mężczyznom niż kobietom. Wraca niedopuszczalne kiedyś stwierdzenie, że mniejsza ilość studiujących danej płci jest wynikiem niższych zdolności przedstawicieli tej płci (mimo że testy kompetencji wskazuję coś odwrotnego). Jednocześnie hipokryzja pozwala promować politechniczną edukację kobiet, przemilczając fakt ich niższych technicznych osiągnięć i przypisując tę słabość czynnikom zewnętrznym.
Nie ostatnim, ale ostatnim poruszonym przeze mnie, problemem mężczyzn będzie wyższa surowość wymiaru sprawiedliwości wobec panów. We wszystkich sprawach, od przemocy domowej, przez morderstwa, po pedofilię i kradzieże mężczyźni otrzymują za przestępstwa wyższe wyroki niż kobiety. Nie ma też dla nich usprawiedliwień. Jeżeli kobieta zamorduje mężczyznę, jej motywy często brane są pod uwagę jako okoliczność łagodząca, gdy czyni to mężczyzna, jest wręcz odwrotnie, lepiej by było dla niego, gdyby swego występku dokonał bez powodu. Podobnie gdy ojciec wie o katowaniu dzieci przez matkę, otrzymuje wyrok niemal identyczny z nią, gdy żona wie o występku męża i nic nie czyni (vide Fritzl), uznawana jest za ofiarę. Kobieta w takich sprawach traktowana jest jako bezwolny trybik zdarzeń, od mężczyzny wymaga się stanowczego przeciwdziałania tragicznym zdarzeniom.
Niesprawiedliwość standardów prawnych wobec mężczyzn przejawia się czasem oficjalnie i to w sposób najbardziej drastyczny. Swego czasu UPR, tak często oskarżana o szowinizm, postulowała wprowadzenie w Polsce kary śmierci tylko dla mężczyzn. Inny oskarżany o szowinizm podmiot, państwo Irańskie, stosuje za niektóre przestępstwa (np. apostazję) karę śmierci wyłącznie dla mężczyzn.
Co ciekawe, mimo tego, w odniesieniu do państw islamskich mówi się o każe śmierci jedynie w kontekście kobiet, mimo że, jeżeli grozi im ona, to jedynie za popełnienie takich samych przestępstw za jakich popełnienie groziłaby ona mężczyznom. Na przykład kobiecie za cudzołóstwo grozi kamienowanie, podczas gdy mężczyźnie za ten występek grozi ścięcie głowy mieczem.
Podobnie jest z terroryzmem i oceną terrorystów oraz terrorystek. Mimo że to na tych pierwszych wywierana jest silniejsza presja by zostać „męczennikiem”, to te drugie traktowane są jak bezwolne ofiary manipulacji ze strony otoczenia. A kobiety w organizacjach terrorystycznych wcale nie są rzadkością, stanowią większość w wielu z nich, nie tylko tych lewicowych, jak czerwone brygady, ale też tych islamistycznych, jak PKK.
Mam nadzieję, że wymienione przykłady otworzyły niezorientowanym (a także niedowiarkom) oczy na fakt, że to raczej kobiety a nie mężczyźni spotykają się w dzisiejszym (a pewnie i wczorajszym) świecie z niesprawiedliwością. Mam również nadzieję, że bogatszy o tę wiedzę każdy postara się uczynić jak najwięcej, aby na świecie nie dochodziło do tego typu niesprawiedliwości.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 2
Pozdrowienia od kobiety-antyfeministki. :-)
Dzięki, oby takich więcej! :-) I zapraszam do pisania artykułów na temat Praw Mężczyzn.











