Mistrz i jego opozycja
Artykuł był czytany 1307 razyJarosław Kaczyński to jedyny wyrazisty lider wśród liczącej się elity politycznej. Swoją kopią zrzuca każdego przeciwnika. Czy ktoś potrafi go zrzucić z jego konia?
Politycy pokroju Jarosława i Lecha Kaczyńskiego objęli władzę dlatego, że nie było realnej alternatywy dla upadających po aferach rządów Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Teoretyczni spadkobiercy władzy po postkomunistach to AWS i Unia Wolności. Partie te, co prawda zniszczone, odnalazły się w strukturach Platformy Obywatelskiej, Partii Demokratycznej - demokraci.pl oraz częściowo także w PiS, jednak kiedyś istniały jako osobny, silny ruch.
Mieliśmy sytuację (w 2005 r.), że do wyboru stanęły trzy Polski. Polska braci Kaczyńskich, Polska umiarkowanych wolnorynkowców z Platformy Obywatelskiej i Polska - zdaniem Kaczyńskich - kompromitacji i postkomunizmu, który to ukuty już wiele lat temu termin polityczny nadal funkcjonuje w języku publicznej debaty. Wybraliśmy tak, jak wybraliśmy. (Przyznaję bez bicia, że też częściowo zaufałem partii braci Kaczyńskich)
Przypominam ten kontekst niedawnej historii Polski dlatego, że powraca on ostatnio do debaty między wiodącymi ugrupowaniami politycznymi. Jak twierdzi premier - część polityków, dziennikarzy i publicystów uznaje, że zbliżające się wybory parlamentarne będą nowym 4 czerwca, ale nie 1989 r., gdy dokonały się pierwsze częściowo wolne wybory parlamentarne, ale 4 czerwca 1992 r., gdy upadł rząd Jana Olszewskiego (który nie tak dawno także pojawił się na konwencji PiS i jest jednym z wzorców dla Jarosława Kaczyńskiego). - Tak nie będzie! - zapowiada krzykiem premier. Jeśli wygrają ONI (dziadek z Wehrmachtu? ci co stroją po stronie ZOMO? wykształciuchy? łże-elity?), to będzie nowy 13 grudnia 1981 r., czyli pamiętny dzień wprowadzenia stanu wojennego przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego.
Premier poszedł mocno. Jak można porównywać demokratyczny wybór Polaków z wyborem stanu wojennego? Jak można oskarżać demokratycznych przeciwników o to, że planują wielką inwigilację i internowania? Jak można ich oskarżać o rozbijanie polskich rodzin, wywożenie przeciwników politycznych? Niestety, premier Kaczyński zmienia się diametralnie. Staje się coraz większym radykałem. Uderza do elektoratów Radia Maryja, przeciwników teorii ewolucji, no i standardowo do, jak to powiedział kiedyś z sejmowej mównicy Adam Michnik, "jaskiniowych antykomunistów". Kiedyś ten sam elektorat to była domena Romana Giertycha. Teraz, rozumując jak pan premier, ten sam Giertych stoi tam, gdzie stało ZOMO...
Roman Giertych ewoluował. Wraz z porozumieniem z Markiem Jurkiem oraz Unią Polityki Realnej, stał się człowiekiem bardziej rozważnym, bardziej liberalnym i gospodarnym, jednak nadal przy tym nie zapomina, że przy zniesieniu opodatkowania emerytów, trzeba im ten zysk przekazać. Roman Giertych idzie do przodu. Kaczyński pozostał w miejscu lub, co gorsza, cofnął się.
Można być liberałem. Można być socjaldemokratą. Ale nie można pozwolić, aby rządzili nami ludzie, których program opiera się tylko na walce z mityczną korupcją, urojonym układem. I nie wiadomo czym jeszcze. Co gorsza, wszyscy pozwalamy na to, aby dalej robili to, co robią. Nie ma w Polsce dobrej alternatywy dla Prawa i Sprawiedliwości.
Alternatywa to Tusk i jego partia? Nie. Tusk nie nadaje się na wodza opozycji, w ogóle jakiś niemrawy i niewyrazisty z niego polityk. Wydaje z siebie jakieś odgłosy nienawiści, a wszystko opiera na krytyce Kaczyńskiego. Ta bańka i tak pryśnie. Można powtórzyć za reklamówką PiS: Partia (PO), która nie robi nic konstruktywnego, kosztuje podatnika prawie 23 mln rocznie. Tusk, chce utworzyć sobie polityczny azyl i partię prezydencką. Prezydencja dla Tuska, to cel dla całej Platformy. Szkoda, bo ta partia jest przecież drugą (a wg niektórych sondaży pierwszą) siłą polityczną w Polsce!
Nie mówię już o Kwaśniewskim. On skompromitował się dawno, a teraz tylko odświeża swoje błędy. Upojenie podczas wykładu dla studentów w Kijowie, to powtórka z Charkowa. Chociaż tam to był bardziej wypity. Nie da się też zapomnieć tego, jak kazał Markowi Siwcowi całować ziemię, jak to robił Jan Paweł II. Taki człowiek jest liderem polskiej lewicy! I zamierza debatować z Kaczyńskim o ważnych dla Polaków sprawach! Chociaż w sumie alkoholizm jest poważnym problemem w naszym kraju...
Reszta politycznej otoczki do głównego tortu to zera, które nie mają w zasadzie nic do powiedzenia. Może załapie się Giertych wraz z Korwinem-Mikke i Markiem Jurkiem. I pewnie - tradycyjnie - Waldemar Pawlak, ze swoją ekipą z Polskiego Stronnictwa Ludowego. To będzie chyba jedyna spokojna partia. O ile będzie w Sejmie. Bo ponoć porozumienie, owszem, służy ludziom, ale jednak Polacy przyzwyczaili się do kłótni i awantury.
Nie ma dzisiaj w Polsce wyrazistego polityka opozycji. Ideał? Niebieskie soczewki, zatroskany o państwo mąż stanu (a'la to, co nie tak dawno próbowano zrobić z Kaczyńskim), mający program, ale i potrafiący też coś powiedzieć. W dodatku na białym koniu w błyszczącej zbroi. Jeśli ktoś tam nadal widzi Tuska, to szczerze gratuluję. Poczucia humoru...
***











