iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Polska
+ - 0

Niby Autorytety

16 12 2009 Jan Wieczorek Artykuł był czytany 727 razy
Źródło: jan w
Źródło: jan w

Senator Piesiewicz, jest kolejną osobą, która dewaluuje pojęcie autorytetu...

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

Mnożą się różne komentarze w tym opinie znanych arcybiskupów. Dziwię się, że nawet hierarchia, Kościoła Katolickiego, skoro już oscyluje wokół spraw moralnych, pomija meritum. Nawet gdyby ujmować te konkretne wydarzenie w kontekście podejścia różnych ideologii - wszak mamy postmodernizm, to i tak nader drastycznie prezentuje się sylweta senatora Krzysztofa Piesiewicza. Gdyby zaś zastosować ocenę chrześcijańską, to w żadnym wypadku nie można stwierdzić, że senator pozostaje autorytetem! Chrześcijanin szczególnie na stare lata winien mieć owoce: pokój w sercu, zdystansowanie do rzeczywistości w tym i rzeczywistości politycznej, nader wszystko ułożone życie duchowe. Natomiast przebywanie w nałogu, to nie jest kwestia jednej sesji na której człowieka przyłapano, lecz praktyki wieloletniej. - Dziwi mnie fakt, że ludzie o podwójnej osobowości sami wystawiają się przed tysięczną armię dziennikarzy, przywołując do siebie „zagładę” medialną, wielu dokonuje jeszcze odruchu Pawłowa próbując bronic się wszelkimi sposobami,  ponieważ przestępca nie jest przestępcą do póki prokuratura nie postawił mu zarzutów! Takich wystylizowanych na męczenników autorytetów już troszkę widzieliśmy: Wojciech Krolopp – skazany za pedofilię były szef i dyrygent poznańskiego chóru Polskie Słowiki; Juliusz Paetz - arcybiskup senior w archidiecezji poznańskiej.- Andrzej Samson – znany psycholog i psychoterapeuta, - Roman Polański, wybitny reżyser światowego formatu, czy wreszcie Zbigniew Chlebowski poseł Platformy Obywatelskiej. Czy te osoby można zestawiać w jednym rzędzie ze Stanisławem Lemem, Ryszardem Kapuścińskim, Andrzejem Wajdą czy nawet kontrowersyjnym Leszkiem Kołakowskim?

- Senator Piesiewicz, gdy bliżej się przyjrzeć i to nie w kontekście ostatnich wydarzeń, lecz analizując przykładowo uznane za arcydzieła scenariusze filmowe, nie do końca stanął na wysokości zadania. Treści, które podejmował stanowią (myślę o filmowym „Dekalogu”, który w obszernej części ma się nijak do Dekalogu Biblijnego), że Piesiewicz pewne rzeczy zwyczajnie pomijał. - Czyżby taki kolos filmowego scenariusza nie posiadał świadomości, iż Kościół Katolicki usunął z dekalogu dwa przykazania? Jedno o oddawaniu czci rzeźbom i obrazom (w Dekalogu 1 Kieślowskiego, scena końcowa, to adoracja obrazu Marii) i kolejne przykazanie o świeceniu soboty, a nie niedzieli, jak to jest nakreślone w Biblii, a nie w katechizmie katolickim.

Twórczość Piesiewicza i Kieślowskiego warta jest kulturowej analizy, profesor Aleksander Krawczuk w swoich wykładach historycznych wielokrotnie informował o różnych naleciałościach kulturowych, w tym i o zamianie soboty na niedzielę i wyznaczeniu tego pogańskiego święta do roli obowiązującego dnia świętego, wszak przez wieki następowały zmiany w systemie duchowo-politycznym związanym z wpływami Watykanu na obraz współczesnej Europy, a obecnie i świata. Osobiście nie pojmuję jak autorytet może podchodzić do realizacji wielkiego założenia filmowego jakim był bez wątpienia filmowy Dekalog, bez znajomości 10 przykazań zawartych w Piśmie Świętym (2 Księga Mojżeszowa rozdział 20)? W owocach takiej pracy nie widzę ani rzetelności, a tym bardziej autorytetu, a raczej podleganie wpływom tradycji dogmatycznej, która właśnie sili się na autorytet większy niźli ten który należy się tylko Bogu.

- Życiorys, a osoba twórcy, to dwa różne zagadnienia. Martin Heidegger, uznany za wybitnego myśliciela oraz filozofa, miał epizod „ przygodę” z partią nazistowską, gorliwie oscylował w kierunku jej ideologizowania. Świat, zapomniał o tym fakcie. Na uniwersytetach studiuje się pozycje Heideggera i większości odbywa się, to z dość znacznym namaszczeniem. Jednak proszę sobie wyobrazić, jaki odbiór może mieć taka persona i jej dzieło na uczelniach izraelskich; czy sympatyk nazizmu może być światłem dla potomków ofiar, które ginęły w hitlerowskich obozach koncentracyjnych?- Michel Foucault, kolejny wybitny myśliciel autor takich dziel jak: „Nadzorować i karać”, Wydawnictwo Fundacji Aletheia, Warszawa 1998, tytuł oryginału Naissance de la prison 1975), świadomie zarażał swoich homoseksualnych partnerów (często studentów) wirusem HIV, aby ci w konsekwencji ponosili ostateczną karę za chwile spędzone z wielkim autorytetem.

- Kiedyś usłyszałem ciekawą relację na temat zajęć z ETYKI prowadzonej na jednej z placówek akademickich. Profesor, który zajmował się tą dziedziną, miał wyjątkowo zdruzgotane życie osobiste, któregoś dnia na jednych z wykładów oznajmił.

- Wiecie jak to jest z ludźmi, powołującymi się na zasady moralne? Chcą wytyczać innym kierunek, a sami są tylko znakami, ustawionymi gdzieś tam na drodze, znaczą, ale nie wdrażają zasad do własnych życiorysów!








+ - 0

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0