iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Polska
+ - 0

Zyz(ak)owate szczęście Wałęsy

06 04 2009 Mirosław Naleziński Artykuł był czytany 753 razy

Polska jest złakniona kolejnych odważnych historyków! Prosimy - zapisujcie się w kolejce na Wydział Historyczny Uniwersytetu Jagiellońskiego i piszcie prace naukowe!

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Bodaj w żadnej innej dziedzinie nie mamy aż takich sukcesów. Czy ktoś sobie przypomina młodego naukowca dowolnej dziedziny (ale nie historyka), który rzucił wszystkich na kolana - jakież to mądre poruszył problemy sławiące go i nasz naród w szerokim świecie? Rzeczpospolita sypnie kasą podatników na ujawnianie wszystkich prawd o innych wielkich Polakach - od Mieszka Pierwszego po Kaczyńskich Dwojga. Już wiemy, że Tuwim i Brzechwa są niegodni bycia patronami niektórych szkół. Wiemy, że Piłsudski zachował się niegodziwie w sprawach małżeńskich, teraz zaś wiemy, że nasz pokojowy noblista był gawroszem, nie zaś wielkim rodakiem. Czekamy na kolejne wielkie biografie!

Gdyby Judasz żył dzisiaj, to miałby spore szanse wybicia się w nauce (polskiej), zwłaszcza we współczesnej historii i to w Krakowie, pośród wielu kościołów. Zatrudniłby się w wybitnym instytucie, w którym cichaczem kopiowałby (pomiędzy zawodowymi poleceniami) cenne informacje do swojej książki, zaś jego pensja byłaby ufundowana przez Naród. Niczym detektyw lub oficer śledczy, pojeździłby po Polsce (na koszt podatnika) i prosiłby sympatyczną ludność miast i wsi o błyśnięcie choć raz w życiu przed dyktafonem. Któż odmówi uczonemu przybyszowi z wielkiego świata i ze słynnej uczelni? Jeśli piłeś ze znaną personą, podszczypywałeś panienki, miałeś kłopoty po alkoholu, to błyśnij swoją wiedzą - cała Polska czeka na twoje bezcenne rewelacje godne tabloidów! Nawet w internecie zamieszczą wywiad z tobą!

Judasz mógłby pisać krytycznie o Łokietku, Dmowskim albo o Piłsudskim, jednak nie mógłby liczyć na większe profity; więcej - większość Polaków skrzyknęłaby się przeciwko niemu. A tu - reflektory, spotkania; słowem - kariera. Pozazdrościć! A że spada nam kolejny Polak z piedestału? No cóż, mamy ich tam tak wielu, że mogą spadać. Potwierdza się powiedzenie, że jeśli w piekielnym kotle jeden wciąga drugiego, to są to... nasi. Najlepiej pokopać żyjącego wipa, bowiem najciekawsza jest jego reakcja - przyzna się do wszystkiego, zaprzeczy, czy będzie się włóczył latami po sądach ku uciesze pospólstwa?

Czy Judasz kłamał, czy był szczery? Czy Pawlik Morozow kłamał, czy złożył prawdziwe doniesienie? Czy ucieszyły ich srebrniki i inne profity z ich szlachetnej (tak uważali) działalności? Zapewne wierzyli, że czynią dobro i prędzej czy później się zorientowali, że może jednak nie. Czy byli z nich dumni ich rodzice?

Teraz poczekajmy na młodych archeologów, którzy zbadają szamba osób nielubianych przez jakiegoś partyjniaka i napiszą pracę naukowe za nasze pieniądze - co jadali, jak często się kąpali i w jaki sposób świntuszyli. Przecież nie zrobi tego nestor polskiej archeologii - od takiej roboty mamy zapalczywych młodych żółtodziobów a kolejnych karierowiczów.

Emitowane są ciekawe programy o detektywach - za prywatne pieniądze węszą, śledzą, podkupują, nagrywają i przedstawiają dowody zdrady, oszustwa, kradzieży. Nikomu jednak nie przyszło takiej działalności nazywać nauką polską. Od niedawna mamy młodego naukowca a historyka, który za swoją śledczą pracę otrzymał tytuł naukowy. Może ten rewelacyjny polski pomysł przyjmie się na Sorbonie, Oksfordzie, Yale? Na razie magister jeździ po Polsce i opowiada z dumą o swojej bardzo potrzebnej pracy naukowej, o swym posłannictwie. Z pewnością zostanie wzorem dla wpatrzonych w niego maturzystów, którzy od teraz wiedzą, że studiowanie górnictwa, hutnictwa, czy rolnictwa to strata czasu.

A swoją drogą, czy absolwenci wydziałów historycznych nie mają ciekawych ofert pracy i muszą pracować jako kopiści w rozmaitych placówkach naukowych? Inni może są dozorcami, magazynierami albo szukają szczęścia na Wyspach? A może są instytuty, w których zaczyna się jako kopista i w zależności od wydanej książki (oczywiście poza instytutem...) albo nadal kserują, albo jednak pną się wyżej. Ale pewnie nie chodziło tam o pracę zarobkową jako kopista, lecz o stały dostęp do archiwum.

Magiel (w znaczeniu pozamechanicznym) nie oznacza podawania nieprawdziwych informacji. Nie, tam w większości są maglowane prawdziwe wieści, jednak forma, sposób prefabrykacji, a zwłaszcza cel rozgłaszania, jest nikczemny.

Czy to prawda, że nasz polski wielki (naukowo) tandem (Zyzak i Nowak) podjęli się napisać drugie dzieło godne nauki polskiej - tym razem o panach Kaczyńskich (nieelegancko nazywanych braćmi bliźniakami)? Mają tam zamieścić wszystkie plotki, fakty oraz anegdoty z życia naszych wielkich rodaków, począwszy od planu filmowego, poprzez prace dyplomowe, po sprawne budowanie IV RP. A podjęli się tego monumentalnego dzieła, aby wytrącić broń wszystkim malkontentom zarzucającym im nieuczciwość, komercję, chęć robienia kariery za wszelką cenę, wykonywanie roboty na polityczne zamówienie. Możemy zatem liczyć na równie uczciwe, obiektywne i dociekliwe dzieło. Jedno opracowanie (o Wałęsie) to mało, ale jeśli o panach Kaczyńskich również będzie taka rewelacyjna księga (o podwójnej grubości!), to wszystkie nasze uniwerki będą się bić o najsławniejszego polskiego historyka Zyzaka. Zatem - czy to prawda?




+ - 0

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 1

1. Peter | 13:43 12-04-2009

Bardzo daleko idaca ironia autora artykulu. Ale czy sluszna? Przeciez nie o to chodzi, by budowac nieskazitelnych bohaterow. Dlaczego autor nie wspomina o synu Lecha Walesy - Jaroslawie Walesie, ktory bardzo sprawnie mowil poza granicami o Polsce zle? Ciekaw jestem czy taka sama obronna reka autor otaczal imie Lecha Kaczynskiego wysmiewanego z samego faktu ze jest wlasnie prezydentem? Nie. uprzedze zarzut. Nie jestem PiSakiem ani Platformersem. Nie jestem nawet demokrata. Parlament dla mnie jest jak kondensator. Na jego roznych stronach odkladaja sie ladunki przeciwnych znakow, ale w srodku albo nie przewodzi albo jest zwyczajnie pusty.