iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Pozostałe
+ - 16

Czy umowa o pracę staje się luksusem?

10 08 2006 Tomasz Bar Artykuł był czytany 6025 razy

Jeśli pracujesz na umowę o pracę możesz uznać się za szczęśliwca. Z roku na rok ubywa bowiem osób zatrudnionych na czas nieokreślony. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego pracujących na stałe, w trzecim kwartale 2005 roku było 7 mln 766 tys. osób. tj. ponad 200 tys. mniej niż w analogicznym kwartale 2003 roku. Z danych Gazety Prawnej wynika, iż w 2000 roku na umowę na czas nieokreślony zatrudnionych było 9 milionów 908 tys. pracowników. Statystyki pokazują również, że w 2005 roku o prawie 800 tys., w porównaniu do 2003 roku, wzrosła liczba pracujących dorywczo. Reasumując, liczba osób pracujących na umowę stałą zmalała w przeciągu 5 lat o ponad 2 mln osób.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

Pomimo szybkiego wzrostu PKB w 2004 r.- 5,4%, w 2005 r. - 3,2%, liberalizacji kodeksu pracy i obniżki podatków dla firm z 27% do 19%, firmy niechętnie zatrudniają nowych pracowników.

Dlaczego tak się dzieje?

Koszty, koszty i jeszcze raz koszty. Ciągle zbyt wysokie koszty pracy powodują, iż pracodawcy wykorzystują wysokie bezrobocie i unikają zawierania umów o pracę. Chcąc konkurować na coraz trudniejszym rynku muszą szukać oszczędności. Największe koszty stałe dla firmy to właśnie wynagrodzenia pracowników. Nawet zatrudnienie pracownika na minimalne wynagrodzenie ok. 850 zł brutto na miesiąc to dla pracodawcy wydatek rzędu ponad 1400 zł.

Pracodawcy mają do dyspozycji szereg możliwości na uniknięcie zawarcia umowy o pracę:
- umowa zlecenie,
- umowa o dzieło,
- samozatrudnienie pracownika, który prowadzi własną działalność gospodarczą świadcząc usługi na rzecz pracodawcy,
- praktyki, staże - często w zamian za możliwość zdobywania doświadczenia pracownicy nie otrzymują żadnego wynagrodzenia.

Dlaczego w ostatnich latach taką popularność zyskuje umowa o dzieło?

Powodów jest kilka:

1. Pracodawca nie musi odprowadzać za pracownika wysokich składek ZUS-owskich.
2. Nie udziela mu urlopu, przez co nie traci pracownika na 3-4 tygodnie w roku.
3. Łatwo może rozwiązać umowę bez konieczności zachowania okresu 3 miesięcznego wypowiedzenia.
4. Dla nieuczciwych pracodawców bywa okazją do nadużyć. Skoro nie ma umowy o pracę - pracownikowi trudno dochodzić swoich praw.

Oczywiście umowa o dzieło lub zlecenie jest lepsza jak żadna. Zazwyczaj jednak traktowana jest przez pracownika jako rozwiązanie tymczasowe, do czasu znalezienia czegoś stałego. Gorzej jeśli taki stan trwa dłużej - rok, dwa. Wówczas korzyści czerpie głównie pracodawca, gdyż ma pełnowartościowego pracownika za koszty niższe niż jego konkurenci zatrudniający na umowę o pracę. A pracownik niestety jest cały czas w zawieszeniu. Nie posiada umowy o pracę, więc nie może zaciągnąć kredytu w banku. Nie ma odprowadzanych składek na ZUS, a więc pozbawiony jest dostępu do publicznej opieki lekarskiej. Poza tym nie nabiera praw do emerytury, ani nie ma odprowadzanych składek do OFE.

Szara strefa rośnie - co dziesiąty pracujący Polak nie ma umowy z pracodawcą.

Jak ogłosił w 2005 roku Główny Urząd Statystyczny, liczba osób pracujących "na czarno" wyniosła ponad 1,3 mln. Stanowi to 10% ogółu zatrudnionych.
Co dziesiąty Polak nie ma podstawowych świadczeń ZUS, a co za tym idzie, jakiejkolwiek ochrony na wypadek choroby czy wypadku, nie wspominając już o zabezpieczeniu emerytalnym.

W takiej sytuacji tracą wszyscy za wyjątkiem pracodawców. Traci państwo gdyż nie ma wpływów z tytułu podatków, traci Zakład Ubezpieczeń Społecznych gdyż nie otrzymuje świadczeń na wypłaty bieżących i przyszłych rent i emerytur. W najgorszej sytuacji są oczywiście zatrudnieni "na czarno", którzy pracują bez żadnego poczucia bezpieczeństwa. Nie są związani żadną umową o pracę, więc w każdej chwili mogą zostać zwolnieni. Żyją z dnia na dzień, coraz bardziej popadając w poczucie beznadziei i utratę wiary w znalezienie normalnej, godnej pracy. Pracują głównie dorywczo lub sezonowo. Wraz z upływem czasu rośnie więc ilość osób biernych zawodowo i trwale zniechęconych do poszukiwania pracy.

Warto pamiętać, że aby otrzymać prawo do emerytury mężczyzna musi mieć opłacane składki przez 40, a kobieta minimum 30 lat. To strasznie długa perspektywa - pracować przez 30-40 lat na etacie. Praca "na czarno" tym bardziej nie przybliża do wymarzonej emerytury.

Praca to podstawa wszelkich działań finansowych. Bez pracy nie mamy pieniędzy na bieżące wydatki, nie mamy możliwości zaciągnięcia kredytu. Bez środków pieniężnych jesteśmy pozbawieni tego co napędza gospodarkę.
Brak pracy = brak pieniędzy = brak popytu = brak sprzedaży = upadek firm = wzrost bezrobocia.

Za taką, a nie inną sytuację płacą nie tylko osoby pracujące "na czarno" lub na umowy zlecenie, ale pośrednio zapłacimy wszyscy. Brak wystarczającej ilości osób opłacających składki ZUS i podatki z tytułu PIT powoduje wyrwę w dochodach państwa do której dopłacają ci, którzy pracują.
Sytuację pogarsza jeszcze odpływ młodych ludzi do pracy za granicą. Bezrobocie sięgające 40% wśród osób w wieku 24-30 lat skłoniło w przeciągu ostatniego 1,5 roku do wyjazdu do Anglii, Irlandii i Szwecji ponad 350 tys. Polaków. Dochodzi do groźnej sytuacji, w której Polacy zasilają budżety zachodnich państw zamiast Polski. Płacą tam podatki, kupują towary, a dzięki niższym wymaganiom płacowym przynoszą oszczędności pracodawcom w Anglii czy Irlandii. To zachodnie kraje korzystają często z wysoko wykwalifikowanych pracowników, dla których zabrakło miejsca w ojczyźnie.

Do czego to doprowadzi?

Powyższe zjawisko tylko pogłębia i tak już poważny kryzys i sprawia, że nie ma możliwości obniżki podatków i kosztów pracy, bo to spowodowałoby nadmierny odpływ dochodów i gwałtowne zwiększenie deficytu budżetowego. Jakimi grozi to sankcjami ze strony UE nie muszę pisać.

Zamiast dawać ludziom przysłowiową rybę, trzeba dać im wędkę.

Dopóki jednak zmianie nie ulegnie polityka mająca na celu zmniejszenie wydatków socjalnych (zasiłki, "becikowe", "senioralne") i przeznaczenie tych pieniędzy na redukcję kosztów pracy, obecna trudna sytuacja szybko się nie zmieni i umowa o pracę będzie luksusem dla nielicznych.

Tomasz Bar, redaktor www.finanseosobiste.pl






+ - 16

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Cezar Pokorski, Sebastian Kołodziej, Artur Mikuła

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 7

1. Cezar | 14:11 02-08-2006

Artykul ciekawy, autor siegnal po wiele danych, wiec wlozyl w to troche wysilku :) Mimo kilku potkniec jezykowych - interesujacy.

2. Artur | 17:06 02-08-2006

Rzetelny tekst dobrze oddający realia w jakich żyjemy.

3. Sebastian | 10:30 10-08-2006

"Nawet zatrudnienie pracownika za minimalne wynagrodzenie ok. 850 zł brutto na miesiąc to dla pracodawcy wydatek rzędu ponad 1400 zł."- piszesz wydatek, ale ile w tym wydatku jest zysku pracodawcy? Artykuł staranny, choć mało ludzi zauważa zależność działań samych pracodawców ( choćby w formie zatrudnienia) w stosunku do pracowników, których się "zmusza" do walki o tzw. przywileje socjalne. Wielu ludzi wyjeżdza na zachód by pracować bez ŻADNYCH świadczeń, ale za odpowiednie pieniądze.

4. Bartosz | 17:59 10-08-2006

sad but true

5. Wojciech | 15:30 11-08-2006

Niestety coraz częściej tak jest że umowa o pracę to luksus. Coraz mniej pracodawców jest skłonnych dawać umowy o pracę ze względu na wysokie koszty. Co tu dużo mówić autor ma racje koszty, koszty i jeszcze raz koszty. Ale daje się zauważyć też inne zjawisko otóż coraz więcej młodych ludzi wybiera inną formę pracy (umowa o dzieło, zlecenie) tak żeby za zarobione pieniądze można było wyżyć. Ehhhh ta Polska ....

6. Rajmundas | 22:15 11-08-2006

...trzeba jej najpierw dożyć ;) a obecna generacja 20-30 latków ma na to maławe szanse, na rzecz zawałów i chorób cywilizacyjnych, nie podoba mi się w tym artykule tylko jedno, ale za razem też chyba wszystko ;) imho nie można stawiać umowy na czas nieokreślony na nieosiągalnym piedestale świętego graala, pracuje się przede wszystkim po to żeby zarobić pieniądze, rodzaj stosunku prawnego z pracodawcą nie ma tu wiele do rzeczy, jeśli pracodawca ma charakter skur...syna ( tudzież dla poprawności politycznej ;) wrednej s..ki, to o wiele lepszą obroną od związków zawodowych i przepisów prawa pracy jest dla pracownika możliwość zmiany pracy, w obecnym stanie popeerelowskie wychowanie wielu, wielu nie, daje ono świetnie zarobić nie wielu, ale cóż, cenę ewolucji płacą organizmy nie będące się w stanie przystosować, tylko że dodatkową niesprawiedliwością historyczną wobec owych są nasze dzieje narodowe pańszczyzny, zaborów, prl'u, a teraz czwartej RP ;) za to bardzo mi się podoba, może nie do końca mocno, ale w końcu nie jest to samo w sobie tematem artykułu, wyeksponowanie konieczności spojrzenia w przyszłość i na przyszłe konsekwencje tego czego się NIE robi, biada nam, biada ;) nie drugiego marszałka P. ale drugiego prezesa B. nam potrzeba

7. Rajmundas | 22:22 11-08-2006

tyle, że nikomu się nie chce wziąć za bary z konsekwencjami podwyższenia poziomu płac, który muisałby nastąpić i to skokowo, w dość znacznej wysokości, daltego sytuacja się imho napiętrza, ale kiedyś pewnie nastąpi jakaś gwałtowna reakcja obronna, bo w "momencie przęgięcia" pałka odbije i pacnie pałkarza w główkę ;) a po d...ie dostaną i tak najmniejsi :(