iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Pozostałe
+ - 16

Jak otwierałem fabrykę LG, czyli Great Company Great People

10 07 2007 Marcin Bor.(owicz) Artykuł był czytany 170884 razy
Źródło: LG
Źródło: LG

Kiedy rozpocząłem swoją „wielką” przygodę z azjatycką kulturą pracy w jednej z koreańskich firm grupy LG budujących swą fabrykę pod Wrocławiem, fabryki jeszcze nie było, ale rosła jak na drożdżach. Kiedy kończyłem pracę, okazało się...

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

że drożdże były trochę przeterminowane i przereklamowane.


MUSISZ POKONAĆ SWĄ SŁABOŚĆ
Jest piękna wiosna. Koniec kwietnia. „Odurzony” budzącą się do nowego życia przyrodą, składam papiery do LG. Nie wiem, co osiągnę zawodowo dzięki temu posunięciu i nie piszę w CV o jakichś swoich szczególnych osiągnięciach. Pracowałem już wcześniej w międzynarodowych (europejskich) koncernach i na tym opieram swą „siłę ataku”. Po miesiącu dostaję zaproszenie na spotkanie.
Nigdy mnie miałem takiej rozmowy kwalifikacyjnej. Rozmowa jest oczywiście po angielsku, bo koreańskiego nie znam. Przepytujący mnie Koreańczyk wciąż marudzi, że w sumie nie umiem tego, nie znam się na tym, nie mam doświadczenia tu i że generalnie muszę pokonać swoją słabość. A ja, z potem cieknącym po twarzy, bredzę niczym nawiedzony kaznodzieja, jak to wspaniale byłoby rozwijać swoją karierę w wielkim koncernie LG i poznawać nowe wspaniałe technologie. Gdzie ktoś, kto nawet nic nie umie, zrobi coś, o czym się dowie cały świat. I tak dalej, i tak dalej...
- Musisz pracować dwa razy ciężej, żeby dojść do takiego poziomu jak ja. - stwierdza z satysfakcją na końcu spotkania mój skośnooki rozmówca. – I musisz pokonać swoją słabość – podkreśla po raz kolejny.
Rzeczywiście mi słabo. Ale to chyba efekt braku wentylacji w pokoju przesłuchań. Aby zakończyć jego męczarnie związane z moją osobą, rzucam na koniec rozmowy odpowiednio wysoką kwotę zarobków, którą oczekuję od firmy.
- Czy jest ona do negocjowania? – zadaje pytanie towarzysząca nam pani z działu zwanego szumnie HR.
- Zawsze można spróbować – odpowiadam.
Z przebiegu rozmowy wysnuwam jednak jeden wniosek. Nic z tego nie będzie. Jakież jest moje zdziwienie, gdy parę dni później dostaję telefon, że jestem przyjęty.


JAK ZOSTAĆ SZPIEGIEM
Dzień pierwszy. Stawiam się do pracy w tymczasowym biurze przy ulicy Kościuszki. Mało miejsca. Pracownicy ściśnięci jak śledzie przy wielkich biurkach. Zaduch, bo lato mamy w pełni. Jestem w dziale jakości. Duży stół, kilka komputerów i jeden wentylator. Moim szefem zostaje ten sam Koreańczyk od pokonywania słabości. To Mister S. - guru od jakości telewizorów w naszej firmie. „Mister” tak zwracamy się do wszystkich Koreańczyków. Nie ważne czy menadżer, czy zwykły monter. Nie ma czasu na zapoznanie się z biurem, bo dowiaduję się, że za pięć dni jadę na miesięczne szkolenie do Korei. Oczywiście, nie było o tym mowy na rozmowie kwalifikacyjnej, bo przecież byłem osłabiony swoją słabością do pokonania.
Poznaję pierwszą tajemnicę sukcesu Koreańczyków. Działać z zaskoczenia. Taki mały wyjazd w delegację zagraniczną. Prawie jak z Wrocławia do Pragi. Tyle że prawie robi różnicę. Rozpoczynam gorączkowe przygotowania, aby zdążyć na czas. Zmieniam plany, które miałem jeszcze dzień temu. Odwołuję wizytę na ślubie kolegi. Najwyżej nie będzie świadka.
- Musisz pokonać swoją słabość. Dowiedzieć się jak najwięcej o kontroli jakości i przywieźć tutaj tę wiedzę i wdrożyć ją – poucza mnie Mister S.
Zaczyna to być nieco podejrzane. Czyżby nasi azjatyccy wybawiciele oprócz walizki pieniędzy na inwestycję pod Wrocławiem nie przywieźli z Korei nic więcej?
Z tym zdobywaniem wiedzy jest mały problem. Na przykład koledzy, którzy w ramach szkoleń jeżdżą do Mławy (tam powstała pierwsza fabryka LG w Polsce), muszą zachowywać się jak szpiedzy przemysłowi.
- Musiałem wprost wykradać dokumentację techniczną i robić zdjęcia z ukrycia, żeby mieć jakiekolwiek materiały do pracy – opowiada Karol starszy inżynier, który siedzi najdłużej w dziale i usiłuje coś stworzyć z chaosu dokumentacji pełnej koreańskich literek-krzaczków, którą zdobył z narażeniem życia.


TUŃCZYK Z FRYTKAMI NA OBIAD
Niestety w ferworze przygotowań okazuje się, że mój paszport stracił ważność. Ostatnio używam głównie dowodu osobistego do podróży po Europie. Więc jednak nie pojadę. Po tym co usłyszałem potem od „szczęśliwych” uczestników szkolenia, nie wiem czy żałować, czy nie.
- Nocne marszobiegi, dziesięciogodzinna praca na taśmie produkcyjnej i owocne spotkania z koreańskim specjalistami, którzy prawie nie mówią po angielsku, tylko potrafią pokazywać na migi – wylicza Karol.
- I codziennie tuńczyk z zimnymi frytkami na obiad – dodaje inny żywy uczestnik szkolenia.
- Dobrze, że robiłem zdjęcia i kręciłem filmiki, bo bym nie miał nic sensownego na temat produkcji – dorzuca inny.
Jeden z kolegów dodatkowo wraca z tropikalną chorobą. Zawsze jakaś pamiątka z dalekiej wyprawy. Biedak nie zdążył się przed wyjazdem się zaszczepić. Zresztą podobno szczepionka zadziałaby dopiero po miesiącu od szczepienia. Od kolegów się też dowiaduję, że nie widzieli w Korei biur turystycznych. Przeciętny Koreańczyk ma cztery dni urlopu po dwudziestu latach pracy. Jedyna podróż poza miejsce pracy to wyjazd w delegację. Nawet koreańskie dzieci od małego są wychowywane w kulcie nieustannej pracy. Na wakacjach chodzą codziennie na kursy i od rana do wieczora douczają się, aby dostać się potem do jak najlepszej uczelni.


WYSIADYWANIE JAJEK CZYLI NAGDODZINY
Tak więc poznaję drugą tajemnicę sukcesu Koreańczyków. Skoro nie można za długo włóczyć się turystycznie po kraju i świecie, to należy długo pracować. Od rana do wieczora. Cóż z tego, że nieefektywnie. Zasypiający nad laptopem z niewyspania Koreańczyk na początku dziwi, potem tylko rozbawia.
Ja akurat trafiam do działu, który najdłużej „wysiaduje jajka”, jak to ja nazywam. Godzina wyjścia z pracy koło 20.00 to standard. Gdy ktoś próbuje się zerwać punktualnie o 17.00, gasi go groźne spojrzenie naszego Mistera S. Zawsze się znajdzie coś, co nie zdążyło się zrobić dzisiaj. I pewnie nie zdąży się jutro. Poza tym najlepiej pracuje się popołudniu. Zresztą skoro On - Szef siedzi, reszta też będzie. Sprawiedliwość musi być na tym świecie, a słabość pokonana.
Podstawą wszystkiego jest codzienny raport do Szefa i komputerowa prezentacja w Power Poincie. Nie zrobiłeś raportu, nie wychodzisz. Mógłby to być nawet raport z nicnierobienia. Byle by był. Po miesiącu Zdzisiek, z którym tworzymy grupę tzw. junior supervisorów, rezygnuje z kursów języka angielskiego po pracy, a na które zapisał się w ramach ambitnego doszkalania.
- To bez sensu. Byłem tylko raz – opowiada zrezygnowany. – Nie mam kiedy pójść, bo ciągle jestem tutaj.
Zdzisiek zostaje naszym pierwszym rekordzistą i wkrótce nie jednym. W ciągu miesiąca ma 168 nadgodzin, a wolną sobotę zna już tylko z opowiadań żony. Musi sobie wrzucić na tapetę zdjęcie swojej małej córeczki na biurku, bo nie długo zapomni jak ona wygląda.


O PRACY MUSISZ ŚNIĆ W NOCY
Mister S. mówi mi, że o pracy należy myśleć nawet podczas snu. On tak robi. Dlatego jest 200% specjalistą i profesjonalistą.
- A mnie w nocy to śnią się laski w bikini i jestem szczęśliwy – żartuję sobie.
Poznaję trzecią tajemnicę sukcesu Koreańczyków. Brak poczucia humoru w pracy. Mister S. patrzy na mnie ciężkim wzrokiem i zadaje mi pytanie.
- Twoja żona ma wypadek albo ciężko choruje i ląduje w szpitalu. Ty masz ważne spotkanie z klientem, od którego zależy ważny kontrakt dla firmy. Co wybierasz? Zostajesz w pracy, czy jedziesz do szpitala?
Ponieważ uwielbiam tego typu głupie i naiwne pytania, odpowiadam bez namysłu:
- Oczywiście, że przychodzę do pracy i negocjuję ważny kontrakt.
- Nie kochasz swojej żony i rodziny? – pyta się Mister S.
- Nienawidzę swojej rodziny – odpowiadam szczerząc zęby słodkim w uśmiechu i spoglądam na dziury w skarpetkach, które Mister S. prezentuje wietrząc stopę na stole. Pewnie jego nienawidzi własna żona.
Następnie przez dziesięć godzin usiłujemy zaplanować ustawienie mebli w naszym przyszłym fabrycznym biurze. Przesunięcie biurka o 10 centymetrów wiąże z kilkunastominutowym uzasadnianiem szefowi „A dlaczego i po co”. Na końcu kłócimy się o to, czy wszyscy mają mieć krzesła. Jak będą mogli sobie za wygodnie posiedzieć, to nie będą doglądać produkcji na linii. Krzesła będą tylko dla wybranych.
A budowa fabryki idzie topornie. Są opóźnienia. Przerażeni perspektywą wizytacji z centrali Koreańczycy z jednej z fabryk obok przyszłej naszej, wysyłają od Korei zdjęcia gotowego zakładu. Skąd my to znamy? Z niecierpliwością czekam na malowanie trawy na zielono. Mister S. stwierdza, że nie chce mnie mieć w swoich telewizorach i ląduję w lodówkach.



GREAT COMPANY, GREAT PEOPLE
Trafiam do działu lodówek razem z Arkiem, także niechcianym w telewizorach. Arek zadawał za dużo pytań. Okazuje się, że 200% profesjonaliści tego nie lubią. A może nie potrafią odpowiedzieć na zbyt trudne pytania? Tak więc Mister S. skazał za karę Arka na banicję. W lodówkach jest także wspomniany wcześniej Zdzisiek. Junior Supervisor tak jak i ja. Nie bardzo wiemy, co to dla nas oznacza. Pracujemy bez zakresu obowiązków, choć w umowie o pracę mamy, że nasze obowiązki są zapisane w załączniku. Którego oczywiście nie widzieliśmy na oczy. Wszystko tu jest trochę inne, bo juniorzy są w naszej grupie najstarsi wiekiem i stażem. Taki Maciek, który jest Engineerem i stoi nade mną w hierarchii, dyplom inżyniera dopiero obroni jesienią. Ale za to na pasku wypłaty ma napisane Energetyk. Zresztą to nie ważnie. Po co zakres obowiązków i tak się robi to, co Koreańczyk rozkaże. Maciek z racji posiadania swojego samochodu i licencji kierowcy rajdowego jest zaopatrzeniowcem. Jeździ po okolicznych sklepach i przywozi materiały biurowe, a potem śrubki na budowę.
Generalnie w firmie dominują ludzie młodzi. Świeżo po studiach albo tak do trzydziestki. Silną ekipę stanowią absolwenci Politechniki Opolskiej. Staram się odnaleźć „rodaków” z Politechniki Wrocławskiej. Jest ich zadziwiająco mało. Przykładowo taki Aleksander, również Engineer, przyjechał z Krakowa i kończył śląską AGH.
- Po prostu dawali tu lepszą kasę, więc się przeprowadziłem – twierdzi.
Radek, kolejny Engineer, wrócił z Wielkiej Brytanii, żeby na własnej skórze sprawdzić, czy jest sens wracać do Polski.
- Jest fajnie, bo dużo młodych pracuje w firmie. I jest wesoło – nic go nie jest w stanie poruszyć po pracy w Anglii za barem. Nawet wtedy kiedy pod koniec roku zabraknie pieniędzy na firmową kawę i herbatę. A jak wiadomo mocna popołudniowa kawa to podstawa każdego „wysiadywania jajek”.
Arkowi wszystko jedno, bo jest zaraz po studiach i liczy się doświadczenie, jakie tu zdobędzie. Po roku będzie się gdzieś zwijał. Może właśnie do Anglii. Zresztą temat wyniesienia się z LG do innej firmy wraca bardzo często w rozmowach pracowników. Zastanawiam się czemu?
Nie samymi inżynierami i juniorami firma żyje. Zaczynamy szukać ludzi do pracy na stanowiskach robotniczych, bo ktoś musi wykonywać „brudną robotę” i doglądać tych lodówek. Dla niedoświadczonych w temacie jakości lodówek na zachętę: umowa na czas określony, pensja 1200zł brutto i możliwość dorobienia nadgodzinami w sobotę (a nawet i w nocy jak ktoś lubi). Ponadto perspektywa dojeżdżania zatłoczonym autobusem do Biskupic Podgórnych pod Wrocławiem, gdzie będzie stała nasza fabryka. I oczywiście możliwość uczestniczenia w rozwoju jednej z największych inwestycji w kraju. Tak więc zasiadam w komisji rekrutacyjnej w składzie ja oraz Zdzisiek i czekamy na tłumy walące do nas drzwiami i oknami. Na ścianach za naszym stołem dumne motto firmy GREAT COMPANY, GREAT PEOPLE. Niestety rekrutacja przebiega wyjątkowo opornie i po dwóch miesiącach mamy ledwo połowę potrzebnych pracowników. Za to mam okazję poznać wielu ciekawych ludzi z całego Dolnego Śląska.


NOWY SZEF Z AWANSU
W Korei mają ciekawy system tworzenia tzw. ścieżki kariery i awansowania. Trzeba popracować w różnych działach, aby zrozumieć całość działalności firmy i aby potem móc zostać np. menadżerem. Tym sposobem z działu informatycznego można wskoczyć do magazynu, z działu przygotowania produkcji do działu zakupów, a z działu personalnego mogą cię rzucić na produkcję. Wszystko wydaje się proste i nawet logiczne. Do momentu kiedy do akcji wkracza koreański specjalista od pianowania lodówek i za żadne skarby nie chce mu wyjść w Polsce taka sama izolacja pianowa lodówki, jak u siebie w domu.
- Może przez pomyłkę przysłali go tu z tej firmy, która produkuje pastę do zębów – nabijamy się po cichu. Bo firma LG produkuje w Korei prawie wszystko. Od jedzenia, przez chemię do elektroniki.
Tymczasem my czekamy na naszego nowego szefa, który w ramach awansu ma przyjechać z Korei.
- Może będzie normalny – ma nadzieję Zdzisiek.
- Gorzej być już nie może – dorzuca Arek.
- Wiecie czy się różni pesymista od optymisty? – pytam chłopaków. – Pesymista powie, że gorzej być nie może. Optymista, że: może, może.
Wreszcie przyjeżdża Mister A. - nasz nowy szef. Rozkłada na stole obowiązkowego służbowego laptopa i... Przez pierwszy miesiąc jest raczej zagubiony w tym co robi i z kim, tak więc wychodzimy z pracy wcześniej czyli normalnie. Chłopaki od Mistera S. patrzą na nas z zazdrością. Dodatkowo nasz nowy szef bardziej jest zaaferowany zakupem Volkswagena Passata dla siebie i drugiego dla swojej żony, wyborem i urządzeniem domu oraz zrozumieniem zasad promocji, w ramach której dostał swoją złotą kartę kredytową. Niestety później dostaje się pod wpływ Mistera S. oraz zaczyna napawać się swoim awansem. Czyli zarządzać. Znów zaczyna się coraz dłuższe ”wysiadywanie jajek”.


PRZEPROWADZKA CZYLI W BŁOTACH BISKUPIC
Fabryka nie jest jeszcze gotowa, ale pod koniec sierpnia zapada decyzja. Przeprowadzka do Biskupic Podgórnych. Bo mieliśmy być w fabryce terminowo, więc będziemy zgodnie z planem. Tak zarządza prezes. Fabryki jeszcze nie ma, więc tymczasowo zamieszkujemy w kontenerach, których wynajęcie kosztuje drożej niż naszych dotychczasowych biur w centrum Wrocławia. Tu będziemy przyjmować potencjalnych kandydatów na pracowników i naszych kooperantów. Kiedy jest sucho wszystko pokrywa się kurzem i czujemy się jak szczury pustyni. Kiedy spada deszcz, błoto jest wszędzie. Nawet na stołach. A że więcej pada niż jest sucho, porzucamy eleganckie stroje na rzecz ubrań roboczych. Dodatkowe wyposażenie – gumiaki. Ci którzy dojeżdżają samochodami załamują ręce. Warstwa błota na lakierze jest grubsza od samego lakieru. A i koło można zgubić na tym poligonie budowlanym. Zbieramy się w grupę i wspólnie dojeżdżamy zdezelowanym Renault jednego z kolegów z działu Blue Ocean.
Blue Ocean to dział mający wspierać nas w pracy swoją propagandą sukcesu. Czyli wmawiać, że jest inaczej niż nasze oczy widzą, a uszy słyszą. Będą mieli sporo pracy. Na zdjęciach zrobionych w Korei widziałem umieszczone w halach tablice z napisami typu ”FUN TO WORK”. W końcu wieszanie haseł zachwalających pracę ma długą tradycję. Mają być też kamery do podglądu pracy. Wieżyczek strażniczych nie przewidziano.





+ - 16

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak , Crystal ---, Adam Losny, Natalia Gomółka

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 61

1. Krzysztof | 10:00 11-07-2007

Gratuluję świetnego artykułu. Czytało się jak niezłą powieść sensacyjną! I przy okazji dzięki za ostrzeżenie, akurat miałem lodówkę kupić.

2. Crystal | 12:24 11-07-2007

Hmm wydaje mi się, że to troszkę za długie, ale świetnie się czyta i jest naprawdę warty przeczytania ;)

3. Natalia | 12:09 12-07-2007

Podoba mi się. Ciekawy sposób przedstawienia tragicznej sytuacji. Życzę powodzenia w korporacji (o ile jeszcze tam pracujesz) ;) .

4. Rafal | 12:18 13-07-2007

Ja polecam ten artykul każdemu.

5. Piotr | 13:34 13-07-2007

Mega bomba :)

6. Anna | 13:53 13-07-2007

Duuuży plus. Świetne!

7. mateusz | 14:29 13-07-2007

zajebistyyyyyyyyyyyy :) spadlem z krzesla :)

8. Rafal | 15:54 13-07-2007

ja czekam na kolejny tekst - juz mam Ciebie w moich RSS

9. Andrzej | 18:53 13-07-2007

Hehe oj działo się tam przy otwieraniu fabryki duzo i nie watpie, ze teraz dzieje sie nie mniej:) Pozdrowienia dla tych co mieli przyjemnosc spedzic troche czasu z naszymi koreanskimi "specjalistami" :) Nalezy tez pamietac, ze najlepszym i najprostszym rozwiazaniem problemu po koreansku jest zmiana specyfikacji:)

10. Mariusz | 00:43 14-07-2007

super artykuł pisz dalej :) pzdr

11. Marcin | 00:57 14-07-2007

Dzięki wam czytelnicy za komentarze. Mniej więcej, w baaaaaardzo dużym skrócie tak powstała ta fabryka. I na pewno dorzucę na ithink jeszcze swoje trzy grosze :) Ale z zupełnie innej beczki...:)

12. Andrzej | 23:40 17-07-2007

U mnie podobnie, chociaż firma mniejsza ale podporządkowana LG-Mława. U koleżanek i kolegów za ścianą podobnie. Dobry artykuł, szczególnie Pan Zenek mi przypadł, bo dosłownie widzę siebie, swoją firmę i Pana Wieśka. Czy nie uważacie, że warto zrobić jakieś większe ogólnopolskie forum pracowników firm koreańskich? To może być ciekawe.

13. Katarzyna | 19:04 19-07-2007

a ja tam wysyłam pracowników "od brudnej roboty" i zastanawiam się czy spać spokojnie

świetny artykuł

pozdrawiam

14. kama | 12:52 20-07-2007

pamietam jak kiedyś jeszcze jak chodziłam do szkoły przyjechali do nas jacyś przedstawiciele z tej fabryki. Wszystko pieknie ładnie, opowiadania o wielkich mozliwościach, a na koniec pytania. "po co wam handlarze i ekonomiści, nie lepiej robić promocję w innych szkołach?", "jakie wynagrodzenie?"...i seria innych pytań, na które pan z "promocji" nie był w stanie nam odpowiedzieć, na koniec wspomniał o autobusikach:-) i rozdał melie, adresy itp...i wiecie co?? nikt jakoś się nie skusił perspektywą pracy u koreańczyka;-)

15. tfergerg | 13:38 22-07-2007

"wysiadywanie jajek" heh Polak to by wolał na dupie tylko siedzieć !!
uznajecie zasadę "dużo zarobić i się nie narobić"
przerzucali was do różnych działów bo tacy z was "specjaliści"
mój wujek pracuje w LG i jakoś nie narzeka

16. Ryba | 14:35 23-07-2007

Co to jest ŚLĄSKA AGH?

17. mateusz | 16:19 26-07-2007

Akademia Gorniczo - hutnicza :)

18. Piotrek | 18:46 26-07-2007

Zadnego pozytywu.. tylko negatywne spostrzezenia... zle... niedobrze... bezmyslnie...blotko sie nie podoba na terenach powstajacej fabryki... i chory system wysiadywania po godzinach(to akurat faktycznie patologia)... to chyba wystarczajaca charakterystyka mentalnosci autora... no tylko kasy dali tyle ile chcial... a czy autor ma poczucie ze faktycznie dal cos z siebie w tej pracy, staral sie cos zmieniac/budowac?

...i nie mam zamiaru bronic korenaczykow... z punktu widzenia organizacyjnego pewnie faktycznie jest tam dramat(nie jest to latwe zagadnienie przy tej skali - choc to zadne akurat usprawiedliwienie)... mierzi mnie jedynie tak jednostrajnie negatywny w wymowie tekst... stek narzekan na wszystko na kazdym kroku.

... a moje przemyslenie... wiekszosc zaganicznych koncernow na poczatku bardziej odopowiedzialne stanowiska obsada "swoimi" z racji na niezbedny czas na wyksztalcenie rodzimej kadry kierujacej... Szczerze cos watpie znajac specyfike Koreii.. ze to w tym wydawaloby sie racjonalnym kierunku pojdzie

19. Hubert | 17:29 28-07-2007

Artykul to tylko wierzcholek "gory lodowej" tego co sie dzieje naprawde.

Jesli ktokolwiek zabiera sie za komentowanie tego artykulu negatywnie to wg. mnie przede wszystkim powienien miec jakiekolwiek BEZPOSREDNIE doswiadczenie z tymi ludzmi nabyte przez np (wspol)prace oraz jakiekolwiek pojecie o ich kulturze i stylu zycia.

A nastepnie po tym ciekawym przezyciu (zwykle krotkoterminowym, czasowym), niech wynajduje glebokie obszary pozytywnych doznan (jesli jest jeszcze w stanie je znalezc...).

Pozdrowienia dla autora...

20. krzysiek | 08:06 02-08-2007

świetny tekst, dawno się tak nie usmiałem! a że sam mam kilka rzeczy z LG to inna sprawa :)

21. Marek | 14:44 03-08-2007

Fantastyczny artykuł ! Czytałem z zapartym tchem.



Deja vu!?...

:o(



Sam miałem okazję pracować dwa lata z japończykami. Tworzyłem dla nich 'tylko' biuro handlowe na Europę Środkową i Wschodnią. Wyobrażam sobie co by się działo, gdyby chodziło o zakład produkcyjny...

22. Irmina | 23:24 08-08-2007

Bardzo fajny artykuł świetnie opisana rzeczywiastośc w tych fabrykach...mam doświadczenia z LG CHEM nie powiem bardzo pozytywne bo niedługotrwałe. Ale na dłuzej to chyba nawet wroga tam usadzić szkoda, ciekawi mnie jedno, że naszi jak jechali do nich na staże to zostali wyposażeni w małe ściągawki ichniego savoir vivre... a oni tutaj tak sobie siedzą niereformowalni...ciekawy naród... ale można wiele zrozumieć z tego co sie dzieje w ich północnej części...poprostu nikomu do głowy nie przyjdzie używać własnego rozumu bez aprobaty z góry... bardzo fajny artykuł

23. Marcin | 20:49 11-08-2007

Widzę że rozwinęła się cała dyskusja na temat LG;) Chyba trzeba będzie jeszcze coś dopisać w ramach przemyśleń na ten temat.

24. mateusz | 21:14 16-08-2007

czekamy Marcinie czekamy :))))))))))

25. Uku | 20:43 20-08-2007

świetnie napisane.
znam kilka osób, które miały "przyjemność" pracować dla koreańskich firm - ich opisy w 100% zgadzają się z powyższym tekstem

26. Marcin | 19:41 06-09-2007

"i rozdał melie, adresy itp...i wiecie co?? nikt jakoś się nie skusił perspektywą pracy u koreańczyka;-)"



Im więcej żyję tym bardziej dociera do mnie, że statystyczny Polak w ogóle się nie kusi perspektywą pracy. Za dużo nam wyrasta specjalistów w narzekaniu. W efekcie pretensje do całego świata, że nikt nie płaci 5 tys. złotych za "dwie ręce i dwie nogi do podłogi" (patrz: opis autora).

27. Grzegorz | 12:56 07-09-2007

Rewelacyjny. Na "Top 5" poryczałem się ze śmiechu a nie często mie się to zdarza ;)

28. Adam | 15:43 20-09-2007

świetny tekst, chociaż brakuje wyrazistej puenty na końcu. polecam.

29. Bolesław | 12:22 05-10-2007

Fajnie napisałeś ten artykuł. Z niecierpliwością będę czekał na następny.

30. Wojciech | 08:18 17-10-2007

Gratuluję; dobre! Autor po prostu ma talent (ale to nie cytat ze Stuhra: "bo ja się wcale nie chwalę, ja - niestety - mam talent") i wyraźne zacięcie publicystyczne; może przy okazji kręcenia się w gumofilcach wokół mitycznej "komory" przypominającej indiański totem - odkrył swoje powołanie, którym jest np. literatura faktu czy paradokument? Są przykłady. Tadeusz Siejak - dzisiaj niestety nieco już zapomniany, przedwcześnie zmarły polski pisarz był z wykształcenia inżynierem elektrykiem, a natchnienie do znakomitych powieści, niezwykle popularnych w latach 80. (m.in. „Oficer”, „Próba”), czerpał z pracy w Pilskim Przedsiębiorstwie Robót Inżynieryjnych. Zresztą, jakże to nieszczęsne LG przypomina mi tamtą przodującą budowę socjalizmu, co wskazywałoby, ż przodujący ustrój jest ponadczasowy i globalny... Niestety...

PS. Przymierzałem się do zakupu LCD TV LG (a właściwie byłem do tego silnie namawiany przez domowników, bo ja jakoś do produktów koreańskich nigdy nie miałem przekonania), ale to już czasy minione...

PS2. interesujący jest komentarz IRMINY: „ciekawi mnie jedno, że nasi jak jechali do nich na staże to zostali wyposażeni w małe ściągawki ichniego savoir vivre... a oni tutaj tak sobie siedzą niereformowalni...ciekawy naród... ale można wiele zrozumieć z tego, co sie dzieje w ich północnej części...po prostu nikomu do głowy nie przyjdzie używać własnego rozumu bez aprobaty z góry...” Nic dodać, nic ująć; ale czy TYLKO dotyczy Koreańczyków?

31. Michał | 18:15 24-10-2007

Do: Natalia , jakbyś czytała to byś wiedziała czy Pan X tam pracuje czy przeniósł się do "...Europy". Pozdro! Dobry TEXT!

32. .... | 12:16 27-10-2007

O kurcze jaka wyzyskiwalnia, a tak sobie wyobrażałem że praca na lini w takiej fabryce musi byc fajna.... ciekawe swoją drogą ile ci ludzie zarabiaja tak bez nadgodzin i z nadgodzinami.

33. fazi | 13:47 06-12-2007

artykół super bez dwóch zdań ,wniosków parę :

-wygląda na to że frajerów u nas w kraju jest wciąż wielu,a co gorsza wielu po studiach i innych politechnikach(generalni nie ucza tam jak nie być naiwniakiem, a z artykółu wynika ze to błąd)

-drugi wniosek że dla siana Polak jest w stanie zrobić wiele ,nawetwyrzec sie swojej rodziny o ideałach nie pisze bo po co

-po wpadce w daewoo paru gości nie wyciągneło wniosków

-jeżeli w korei pracuje sie 365 dni w roku to dlaczego ma byc inaczej w polsce?(ja sie tam kitajcom nie dziwie)

-jak ktoś pracuje dalej w firmie w której szef argumentuje "że jak bedzie mniej krzeseł to bedzie bardziej wydajna praca..." to sie inteligentny człowiek zwalnia,kopiąc kitajca w jego pusty czerep.

-rozumiem że gość pisząc ten artykół przyznaje sie do błedu ,tylko szkoda że tak pużno ale lepiej teraz niż wcale ,może uratuje tym samym paru nierozgarnietych osobników od pochopnego kroku.I dla tego W IMIENIU NIEDOSZŁYCH PRACOWNIKÓW LG BARDZO DZIEKUJĘ !niech chłopaki jadą do angli tam MOZE BYĆ LEPIEJ.

34. Marcin | 00:09 18-12-2007

A w Gazecie Wyborczej (dodatek Praca z dnia 17 grudnia) był ciekawy tekst na teamt jak LG Electronic płaci za pracę i jak naciągają na obowiązkowe nadgodziny. Na Zachodzie Bez Zmian ;))

35. Retsam | 14:36 10-01-2008

Fenomenalny tekst. Gratuluję! Bardzo przyjemnie się czytało szkoda, że już koniec.

36. Viola | 22:07 28-01-2008

Super tekst! Czyta sie naprawde dobrze i z przyjemnoscia. Niby na wesolo ale smutna refleksja z tego wychodzi.

37. Jan | 13:40 03-02-2008

A potem niektórzy się dziwią, dlaczego Polacy wyjeżdzają zarabiać za granicę. Dzięki takim oto tzw. nowym miejscom pracy. Takie historie trzeba opisywać a nie udawać, że wszystko jest ok. Brawa dla autora za odwagę i za bardzo dobry tekst!

38. barbara | 12:50 21-02-2008

czy to cały czas musi być najbardziej czytane czy nie może być jakiejś rotacji

39. barbara | 12:51 21-02-2008

odwaga odwagą ale jednym tekstem nie zbudowano rzymu choć nie powiem to ideał obywatelskiego dziennikarstwa

40. barbara | 12:51 21-02-2008

szoda że autor jest już niekatywny i nic innego jego autorstwa przeczytać nie mozna

41. Witold | 18:52 21-02-2008

Wygląda na to, że Ci Koreańczycy to strasznie głupi naród, no po prostu karłowate monstra liczące na palcach do pięciu, a do tego jakie pismo mają na swoich dokumentach.
Ponieważ my jesteśmy od nich mądrzejsi i oczywiście szlachetniejsi, już wkrótce polskie marki podbiją daleki wschód. Polscy specjaliści nie będą ani wysiadywać jajek ani chodzić na halę produkcyjną. Wprowadzimy polskie obyczaje do koreańskich fabryk i gospodarka wschodniej Azji przyspieszy. Bo my nie będziemy im płacić tyle, ile sobie zażyczą podczas rozmowy w pokoju gościnnym. Co to, to nie! Ale superszybki, bezpieczny i komfortowy Polonez 2.0 zmiecie wszystkie modele Daewoo, Hyunday, Kia... O tak! My im pokażemy jak się pracuje! Do przodu Polsko!
No, a jak będzie skanadliczne błoto na budowie to je wywieziemy, osuszymy i sprzedamy z zyskiem (Polak potrafi!) Tylko, że pod inną nazwą bo to przecież chore i pożałowania godne, żeby jeden koncern produkował zarówno pastę do zębów, jak i lodówki. Bóg jest z nami, a Matka Boska naszą królową, a Jezus naszym królem...

Mogę pisać dalej.
Artykuł napisany zgrabnie i kryptorasistowsko.

42. Marcin | 11:01 24-02-2008

cyt. "czy to cały czas musi być najbardziej czytane czy nie może być jakiejś rotacji"
A mnie to zupełnie nie przeszkadza, że jest cały czas najbardziej czytany :)

43. Piotr | 08:37 29-02-2008

Gratuluję Autorowi odwagi i inteligentnego spojrzenia na rzeczywistość. Jeżeli zaś artykuł jest najbardziej czytany, to chyba powinien być w "najbardziej czytanych" :)

44. Witold | 00:48 10-03-2008

Przy tym systemie pierwsza piątka NIGDY się nie zmieni. Po prostu ranking top10 nakręca "czytalność" tych, którzy już tam są, a uniemożliwia przebicie się tym z trzeciej, a może i drugiej dziesiątki. Trochę jak podatek liniowy, jak masz dużą firmę, to teraz będziesz miała jeszcze większą, a jak masz średnią, to zapomnij o konkurencji z czołówką. Najlepsze (czy raczej w tym przypadku najczęściej czytane) artykuły powinny trafiać do jakiegoś honorowego archiwum i być na losowo demonstrowanej łatwo dostępnej liście.

45. Marcin | 13:02 28-04-2008

Coś w tym tekście musi być skoro przyznano autorowi I nagrodę im. J. Cyperlinga za najlepszy reportaż roku 2007/2008 od Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi (nie wspominając o głównej nagrodzie od ithnik.pl za artykuł obywatelski roku 2007 ;))

46. Jacek | 00:13 08-05-2008

revelka :)) gratulacje dla ciętego pióra :) ciekawe, jakby wyglądał podobny artykuł o Polakach :)

47. Anna | 10:14 15-05-2008

Wniosek nasuwa się sam:

LG - najlepsze praktyki nie-zarządzania personelem....

48. Agnieszka | 15:33 15-05-2008

Jeśli AGH to Akademia Górniczo Hutnicza, to uczelnia ta ma siedzibę w Krakowie, Kraków jest stolicą małopolski, ze śląskiem nie ma wiele wspólnego ;) dziwne, że tylko jedna osoba zauważyła ten (prawdopodobnie) błąd.

49. Marcin | 20:55 19-05-2008

Ten (wiel)błąd specjalnie dedykuję wszystkim miłośnikom-wyszukiwaczom pomyłek oraz wszelakich potknięć ;))

50. Semen | 12:09 10-07-2008

To typowy styl pracy na dalekim wschodzie :) szkoda ze transponowany do spoleczenstwa ktore nie potrafi wykorzystac kazdej wolnej sekundy na sen :D



polecam Bezsenność w Tokio M. Bruczkowskiego moze to nie korea ale system pracy bardzo podobny



pzdr salarymanie ;D

51. Tomasz | 09:24 13-07-2008

Świetny tekst. Źle wróżę każdej firmie, które próbuje przenieść obcy model pracy do kraju o innej mentalności. Oj, to będzie mieć prędzej czy później złe konsekwencje.

52. Marta | 18:48 02-11-2008

swietny tekst :) usmialam sie zwlaszcza z Pana tzw. czasownika :)

53. Mateusz | 11:20 19-12-2008

Świetny tekst, brzmi jak jakaś urywek jakiejś powieści. Śmiało mogę go polecić każdemu, kto wchodzi na iThink (i nie tylko) ;)



Pozdrawiam

54. Piotr | 09:54 19-09-2009

Gratuluję.

Jest to również świetny, trzymający w napięciu artykuł szkoleniowy do nauki na cudzych błędach.

55. Marzena | 19:08 24-09-2009

One Company - One Dream:) Czytając artykuł aż się łezka w oku zakręciła:) Dokładnie to samo przeżywałam kiedy miałam przyjemność pracować z koreańskiej firmie:) To co się dzieje kiedy Big Boss zajeżdża karetą odwiedzić firmę-córkę jest nie do opisania. Prezes biegnie do sklepu po maszynkę do golenia, wszyscy sprzątają biuro - używając do tego celu brudnych i tak już ręczników, po czym Prezes wyrywa mi jeden taki ręcznik i biegnie się golić. Krzyczę jeszcze za nim, że brudny, że ścierałam nim kurz z parapetów. Otrzymuje odpowiedź: Don't care. Ręce opadają. Specjaliści z Korei, materiały z Korei, przecież w Polsce nic nie ma, a na pewno nie takie jak tam:) oj działo się działo:)

56. | 00:06 24-02-2010

onet.pl

[url=http://onet.pl]onet.pl[url]

57. Andrzej | 01:29 04-03-2010

Świetne, na prawdę dobre... się uśmiałem przed snem ;)

58. Agnieszka | 09:02 04-03-2010

Bardzo mi się podobał ten artykuł. Chociaż miejscami może zbyt wiele w nim osobistych dygresji i emocji, to jednak do całości nie mam żadnych zastrzeżeń.

59. Krzysztof | 08:22 23-03-2010

Świetny arytkuł, czytając go miałem wrazenie ze opisuje moja obecna pracę w Kanadyjskiej korporacji "Magna". Tyle że firma ta istnieje juz ponad 4 lata a dalej jest tak samo.

60. marcin | 08:37 17-05-2010

OK

61. Alicja | 10:48 24-06-2010

Tyle mówi się o wykorzystywaniu pracowników przez zachodnie korporacje i duże firmy, ale człowiek nie zdaje sobie sprawy ze skali tego zjawiska dopóki osobiście się z nim nie zetknie. Ja osobiście nie przypuszczałam, że sytuacja może wyglądać aż tak źle. wygląda jednak na to, że należy unikać takich wielkich molochów, które traktują pracowników jak małe mrówki, które nic nie znaczą i w każdej chwili mogą zostać zastąpione.