Aktualności / Pozostałe
Krótki traktat o szczęściu
Artykuł był czytany 1001 razyDefinicji szczęścia jest wiele. Zależą od kierunku czy trendu w psychologii, wyznawanej filozofii życiowej czy wyznawanej religii. Na pewno jest emocją. Na pewno zmieniającą się wraz z wiekiem.
Dzieci potrafią cieszyć się praktycznie z wszystkiego - schowka w stogu siana, zabawki, rowerka czy spaceru z dziadkiem. Przy tym są szczere i spontaniczne.
Młodzież uzależnia już tego typu emocje od różnych innych rzeczy. Mile spędzony czas, pozycję w grupie rówieśników, uczuć, czy ilości i jakości ciuchów.
Dorośli jeszcze inaczej by je zdefiniowali. Szczęście zaczyna być obarczone obowiązkiem i ryzykiem jego utraty.
Miłość, małżeństwo, potomstwo, praca. To szczęście, ale miłość może przeminąć, seks nie musi być najwyższego lotu, pracę można stracić. Odchodzą bliscy nam ludzie. Zdefiniowałbym szczęście jako " stopień zdolności do odczuwania radości". Im bardziej potrafimy cieszyć się z tego co mamy - tym jesteśmy szczęśliwsi. Wielu ludzi utożsamia szczęście z pieniędzmi i bogactwem.
Znam od wielu lat człowieka, który jest nieprzyzwoicie bogaty. Ma dom, basen, ogród, sauny, kilka samochodów. żona odeszła, a on w chwili szczerości powiedział mi kiedyś, że wszystko co ma oddałby, aby odzyskać córkę jedynaczkę i wyrwać ją ze szpon narkotyków. Pieniądze to ja wiem jak się robi, zrobię następne. Nigdy nie miał dla niej czasu. Nigdy też nie korzystał ze swojego bogactwa, kiedyś z braku czasu, teraz z braku ochoty. Jest człowiekiem sukcesu. Samotnym i nieszczęśliwym. Nakręcani przez współczesną cywilizację konsumpcji bierzemy udział w tym wyścigu szczurów, zdobywając kolejne pieniądze, otaczając się kolejnymi przedmiotami, z których połowa i tak jest nam nie potrzebna. I o to chodzi - abyśmy stracili dystans do siebie, świata i otaczającej nas rzeczywistości.
Szczęście to nie to co nam się przydarza, lecz to w jaki sposób to zdarzenie odbieramy. To nie marzenia o tym czego nam brak, ale radość z tego co posiadamy. Zatem życzę dużo szczęścia.
Dzieci potrafią cieszyć się praktycznie z wszystkiego - schowka w stogu siana, zabawki, rowerka czy spaceru z dziadkiem. Przy tym są szczere i spontaniczne.
Młodzież uzależnia już tego typu emocje od różnych innych rzeczy. Mile spędzony czas, pozycję w grupie rówieśników, uczuć, czy ilości i jakości ciuchów.
Dorośli jeszcze inaczej by je zdefiniowali. Szczęście zaczyna być obarczone obowiązkiem i ryzykiem jego utraty.
Miłość, małżeństwo, potomstwo, praca. To szczęście, ale miłość może przeminąć, seks nie musi być najwyższego lotu, pracę można stracić. Odchodzą bliscy nam ludzie. Zdefiniowałbym szczęście jako " stopień zdolności do odczuwania radości". Im bardziej potrafimy cieszyć się z tego co mamy - tym jesteśmy szczęśliwsi. Wielu ludzi utożsamia szczęście z pieniędzmi i bogactwem.
Znam od wielu lat człowieka, który jest nieprzyzwoicie bogaty. Ma dom, basen, ogród, sauny, kilka samochodów. żona odeszła, a on w chwili szczerości powiedział mi kiedyś, że wszystko co ma oddałby, aby odzyskać córkę jedynaczkę i wyrwać ją ze szpon narkotyków. Pieniądze to ja wiem jak się robi, zrobię następne. Nigdy nie miał dla niej czasu. Nigdy też nie korzystał ze swojego bogactwa, kiedyś z braku czasu, teraz z braku ochoty. Jest człowiekiem sukcesu. Samotnym i nieszczęśliwym. Nakręcani przez współczesną cywilizację konsumpcji bierzemy udział w tym wyścigu szczurów, zdobywając kolejne pieniądze, otaczając się kolejnymi przedmiotami, z których połowa i tak jest nam nie potrzebna. I o to chodzi - abyśmy stracili dystans do siebie, świata i otaczającej nas rzeczywistości.
Szczęście to nie to co nam się przydarza, lecz to w jaki sposób to zdarzenie odbieramy. To nie marzenia o tym czego nam brak, ale radość z tego co posiadamy. Zatem życzę dużo szczęścia.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
Szczęście to bardzo subiektywna sprawa. A propos Twojego przyjaciela, który jest nieprzyzwoicie bogaty, to gdzieś już słyszałem niezwykle podobną wypowiedź i sylwetkę. Gdzieś to przeczytałem i od razu skojarzyłem z Twoim artykułem. Osobiście coraz częściej nachodzą mnie takie myśli żeby się spakować( to co najpotrzebniejsze) i wyruszyć gdzieś świat bez żadnego planu. Zobaczyć coś na własne oczy i brać życie takim jakim ono jest, a nie tylko snuć marzenia w domowym zaciszu.












