NABIJANIE W ŻARÓWKĘ (ENERGOOSZCZĘDNĄ)!
Artykuł był czytany 9620 razy
Zgodnie z unijną dyrektywą od września 2009 roku nie kupimy już tradycyjnych żarówek 100 i 200 watowych, w kolejnych latach także tych słabszych. Czy tak w praktyce będzie - zobaczymy. Tymczasem przyjrzyjmy się, jaki w ogóle ta akcja ma sens?
Zacznijmy od kosztów zakupu starych (żarowych) i nowych (energooszczędnych) źródeł światła w przedziale od 100 do 25 wat mocy tradycyjnych żarówek (100, 60, 40, 25 wat). Obecne ceny żarówek bez względu na moc, to 1,20 - 1,30 zł. za sztukę, wobec czego przyjmijmy średnio 1,25. Na najtańsze, aczkolwiek jeszcze znanych producentów, energooszczędne świetlówki, trzeba przeznaczyć 16 - 18 złotych za sztukę, także bez względu na moc. Zakładając z jednej strony, że masowe zakupy (a więc i produkcja) doprowadzą do obniżki ceny, z drugiej jednak inflację, przyjmijmy, że już niedługo świetlówki te będzie można kupić przeciętnie za 13 złotych. Mniejszą cenę trudno już zakładać, co najmniej z dwóch powodów: ze względu na stopień technicznego skomplikowania tych źródeł światła i związaną z tym materiałochłonność oraz pracochłonność, a także to, że wymuszone administracyjnie otwarcie rynku na nowe źródła światła nie będzie specjalnie zachęcało producentów do obniżek ceny, bo klient i tak będzie musiał świetlówkę kupić. Tu od razu trzeba zauważyć, że cena świetlówek odzwierciedla również w jakimś stopniu energochłonność ich produkcji (także produkcji komponentów), na pewno znacznie większą niż żarówek - i to jest już jedna, z tych pomijanych dotychczas w medialnych komentarzach spraw, a przecież energię zużytą w produkcji też trzeba by uwzględniać w ogólnym jej bilansie.
Na większości opakowań energooszczędnych świetlówek jest informacja o tym, że ich trwałość (jak rozumiem przeciętna) to około 10 tysięcy godzin. Jako użytkownik od ponad 2 lat kilku takich świetlówek śmiem w to wprawdzie wątpić (wymieniałem już jedną, po około jednym tysiącu godzin świecenia), ale przyjmijmy tą wartość jaką naszą wiodącą daną, według niej obliczając opłacalność wymiany. Na opakowaniach tradycyjnych żarówek wprawdzie nie ma informacji o ich trwałości, ale jako wieloletni użytkownik sądzę, że można ją przyjąć na 2.500 godzin świecenia - mniej więcej na rok dość intensywnego użytkowania. Wobec tego zakup jednego źródła, dostarczającego nam światło przez 10 tysięcy godzin wydamy w przypadku świetlówek 13 złotych, a żarówek 4 x 1,25 = 5 złotych.
By zużyć 1 kilowatogodzinę energii należy użytkować odbiornik elektryczny o mocy 1 tysiąca wat (1000 wat = 1 kilowat) przez 1 godzinę. Zatem żarówka o mocy tylko 100 wat zużywa przez 1 godzinę 0,1 (jedną dziesiątą) kilowatogodziny (kWh), żarówka o mocy 60 wat - 0,06 kWh (sześć setnych), 40 wat - 0,04 kWh (cztery setne), 25 wat - 0,025 kWh (25 tysięcznych). Energooszczędne świetlówki zużywają średnio około 4,5 razy mniej energii, przyjmujmy korzystnie dla nich, że nawet 5 razy mniej. Zatem świetlówka o mocy 20 wat (odpowiednik żarówki 100 wat) zużywa 0,02 kWh, o mocy 0,12 wat - 0,012 kWh (odpowiednik żarówki 60 wat), o mocy 8 wat - 0,008 kWh (odpowiednik żarówki 40 wat, o mocy 5 wat - 0,005 kWh (odpowiednik żarówki 25 wat).
A ile kosztuje 1 kilowatogodzina? Nie jest to łatwo ustalić, ponieważ rachunek zawiera wprawdzie jedną wartość zużycia energii, ale towarzyszy jej kilka pozycji rachunku. Jeżeli jednak odrzucimy niezależne od zużycia opłaty stałe (za przesył i za co jeszcze się da), to z pozycji dotyczących samego zużycia można wyczytać, że za energię w Legnicy, w której mieszkam, płacę za 1 kilowatogodzinę 0,385 złotego. Ponieważ ta cena może być różna w różnych rejonach Polski, a ponadto stale rośnie o kilka procent, przyjmijmy, że jest to 0,50 złotego.
Mając dane o zużyciu i cenie energii zestawmy dane, dla 10 tysięcy godzin (czyli 4 - 5 lat) świecenia żarówek i świetlówek:
Żarówki / świetlówki.
o mocy Zużycie energii w kWh Koszt energii w zł
100 / 20 wat 100 / 20 50,- / 10, -
60 / 12 wat 60 / 12 30,- / 6,-
40 / 8 wat 40 / 8 20,- / 4,-
25 / 5 wat 25 / 5 12,50 / 2,50
Zestawmy z kolei razem dane o różnicy w koszcie energii (przypominam 10 tysięcy godzin, czyli w ciągu 4 -5 lat eksploatacji!) i o koszcie zakupu żarówek i świetlówek:
Oszczędność na koszcie Strata na koszcie Oszczędność
energii na korzyść świetlówek: zakupu świetlówek ogółem
100 / 20 wat 40, - zł 13 - 6 = 7,- zł. 33, - zł.
60 / 12 wat 24, - zł 13 - 6 = 7,- zł. 17, - zł.
40 / 8 wat 16,- zł 13 - 6 = 7,- zł. 9,- zł.
25 / 5 wat 10, - zł 13 - 6 = 7,- zł. 3,- zł.
Oczywiście wymiana hurtem kilku, czy kilkunastu żarówek przyniesie naszemu portfelowi odpowiednio większą ulgę, nie mniej jednak na pewno nie powalającą na kolana, a już w żadnym razie nie zwracającą się (tak jak twierdzą niektórzy) już po miesiącu. Nasz osobisty interes w wymianie żarówek na świetlówki jest więc niewielki.
No i jeszcze jedna sprawa, o której się kompletnie nie mówi, a powinno, w kontekście nastającej właśnie mody na energooszczędne domy i mieszkania o zerowym zapotrzebowaniu na dodatkowe ogrzewanie, ale także w kontekście ogrzewania takich domów i mieszkań, jakie na razie mamy. W energooszczędnych domach , porządnie izolowanych cieplnie od otoczenia, ogrzewanie mają zapewniać wszelkie produkujące ciepło wszelkie urządzenia wytwarzające ciepło - także źródła światła. Oświetlenie podgrzewa także, od jesieni do wiosny, nasze obecne domy i mieszkania. Świecący się żyrandol z trzema stuwatowymi żarówkami, to grzejnik o mocy prawie 0,3 kW, ponieważ 95 % zużywanej energii zamienia się w ciepło. Zastąpienie żarówek świetlówkami prawie nie ogrzewającymi mieszkań, oznacza konieczność wytworzenia tego ciepła w inny sposób - poprzez większe zużycie węgla w piecu, mocniejsze odkręcenie zaworów w kaloryferach, czy po prostu włączenie grzejnika elektrycznego, który i tak energię zużyje. Nie muszę przy tym przypominać, że najwięcej światła potrzebujemy właśnie w okresie od jesieni do wiosny i wtedy też tradycyjne żarówki pomagają nam ogrzewać mieszkania, czyli wytwarzane ciepło, się nie marnuje. A w lecie światła potrzebujemy znacznie mniej, zatem i oszczędności energii są minimalne.
Jeżeli popatrzeć na tą wymuszoną wymianę źródeł światła od tej strony, to jej sens staje się naprawdę bardzo wątpliwy zwłaszcza, że mamy prawie pod ręką znacznie skuteczniejsze sposoby na zmniejszenie zużycia energii. Prawie we wszystkich mieszkaniach pracują chłodziarki i zamrażarki, coraz bardziej popularne stają się też klimatyzatory. Mało kto wie, że przeciętna chłodziarka wyposażona jest w sprężarkę, napędzaną silniczkiem o mocy około 100 wat, czyli mniej więcej takiej samej mocy, jak żarówka 100 wat. O ile jednak żarówkę eksploatujemy tylko w części doby, to silnik sprężarki pracuje przez całą dobę, wprawdzie z regularnymi przerwami, ale i tak w sumie znacznie dłużej, niż średnio żarówka. Producenci sprzętu chłodniczego przyjmują najczęściej, że jest to 12 godzin na dobę. Jednak to, ile naprawdę pracuje silnik sprężarki zależy głównie od temperatury otoczenia (wyższej latem, niższej zimą) i jakości izolacji wnętrza szafy od tego otoczenia. Im cieplej na zewnątrz i im gorsza izolacja wnętrza szafy - tym przerwy w pracy silnika krótsze, a suma godzin pracy w ciągu doby większa, np. nie 12, a 15 godzin i oczywiście odpowiednio większe zużycie energii elektrycznej w skali miesiąca, czy roku. Na temperaturę otoczenia, zwłaszcza latem, nie mamy większego wpływu, natomiast na izolację termiczną szafy - jak najbardziej. Jednak producenci od lat stosują ten sam izolator - styropian, w trosce o jak największa pojemność użytkową szafy - w niezbyt grubej warstwie. Pogrubienie izolacji wymagałoby naszej konsumenckiej, cichej zgody na większe gabaryty chłodziarek (bo z pojemności ich wnętrza raczej nie zrezygnujemy), ale mogłoby przynieść znaczne zmniejszenie zużycia energii. Alternatywą jest także wykonanie izolacji termicznej tak jak w termosach - szklanej z próżniowymi, warstwowymi komorami, co jednak wpłynęłoby na wagę i cenę sprzętu i też wymagałoby naszej konsumenckiej akceptacji. Stosunkowo proste wydaje się natomiast stosowanie przez producentów podwójnych uszczelek, których wadliwe ułożenie, oraz starzenie i zużywanie się jest bardzo często powodem wietrzenia wnętrza szafy, i z konieczności częstszego uruchamiania sprężarki. Kto naprawdę chce oszczędzać powinien regularnie sprawdzać doleganie uszczelki drzwi chłodziarki do szafy, sprawdzając , czy pod uszczelkę nie można wsunąć paska papieru. Jeżeli wsunąć można - uszczelkę należałoby wymienić. Czy ktoś o tym mówi? - nie słyszałem!
Nie mówi się także o tym, że pracę klimatyzatora w mieszkaniu latem można zastąpić (i ograniczyć zużycie energii) wietrzeniem pomieszczeń nocą, gdy temperatura na zewnątrz spada i izolowaniem ich (zamykaniem i zasłanianiem okien) w dzień. Chociaż jest to metoda skuteczna, zapewniająca chłód w mieszkaniu co najmniej do godzin popołudniowych - znowu tego nikt nam nie przypomina.
Jeszcze innym sposobem rzeczywistej i to bardzo poważnej oszczędności energii, na szczęście już powoli propagowanym (chociaż głównie przez zainteresowanych sprzedażą producentów) jest stosowanie proszków do prania, piorących w niskiej (np. 40 stopni) temperaturze. Warto sobie uświadomić, że godzina grzania wody w przeciętnej pralce automatycznej odpowiada świeceniu również przez godzinę 20 żarówek 100 watowych. Na dodatek - o czym mało kto wie - krótsze podgrzewanie wody w pralce powoduje, że na grzałce osadza się mniej kamienia, wobec czego wydłuża się czas jej sprawności technicznej.
Są więc, czasem bardzo proste sposoby na rzeczywiste obniżenie zużycia energii elektrycznej, mające niestety dwie poważne wady: po pierwsze są mało medialne (w przeciwieństwie do akcji wycofywania żarówek), a po drugie wymagające częstego, żmudnego, mało atrakcyjnego przypominania ludziom o możliwości stosowania. I dlatego moim zdaniem "akcja żarówkowo-świetlówkowa" jest bardziej akcją pijarowsko-polityczną, z dużym prawdopodobieństwem rozkręconą pod wpływem lobbingu producentów, bardziej służącą ożywieniu w tym segmencie gospodarki, niż rzeczywistą, faktyczną akcją służącą w końcowym efekcie obniżeniu emisji dwutlenku węgla do atmosfery.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 3
Sens ekonomiczny przymusowej wymiany żarówek żarowych na energooszczędne jest oczywisty. Wyeliminowani zostaną dotychczasowi producenci, a wymuszony popyt przysporzy promowanym nieuczciwie producentom nowych rozwiązań wielkie zyski. Co z tego, że polskie zakłady produkujące dotychczasowe żarówki stracą rację bytu, a pracownicy pracę.
Za wszystko przecież i tak zapłaci ogłupiony naród.
Szkoda, że unijni "ekolodzy" zapomnieli o tym, że świetlówki zawierają rtęć, co stwarza poważne problemy z ich utylizacją.
Światło energooszczędne jest bardzo różne od naturalnego i jako takie nie nadaje się do oświetlania w miejscach stałego przebywania ludzi. W przypadku używania ich do oświetlenia podczas pisania czy czytania, jest wręcz szkodliwe.
To rzadkość spotkać kogoś, kto potrafi samodzielnie myśleć i nie ulega manipulacjom medialnym. Z przyjemnością stawiam plusa i przeczytam pozostałe artykuły Krzysztofa Płocharza. Polecę również ten artykuł moim znajomym.
Pozdrawiam
Piotr Waydel
Wśród dotychczasowych komentarzy na temat tego artykułu w portalu www.eioba.pl jest jeden bardzo słusznie zwracający uwagę na popełniony przeze mnie błąd w teoretycznych wyliczeniach oszczędności na zużyciu energii tym samym oszczędności gotówkowych na eksploatacji : dopisałem tam o jedno zero za mało. Przyznaję rację autorowi komentarza: oszczędności dla 10 tysięcy godzin ( 4 - 5 lat intensywnej eksploatacji) są o jeden rząd większe:
- na zamianie żarówki 100 wat na świetlówkę 20 wat - 393 złote (rocznie 80 - 100 złotych)
- na zamianie żarówki 60 wat na świetlówkę 12 wat - 233 złote (rocznie 45 - 60 złotych)
- na zamianie żarówki 40 wat na świetlówkę 8 wat - 153 złote (rocznie 30 - 40 złotych)
- na zamianie żarówki 25 wat na świetlówkę 5 wat - 93 złote (rocznie 20 - 25 złotych)
Popełniłem ten błąd nieświadomie, z lenistwa zdając się na wyliczenia w pamięci odzwyczajonej od takich wyliczeń, zwłaszcza zer przed i po przecinku przez nagminne używanie do wszelkich rachunków arkusza kalkulacyjnego i kalkulatora, do których tym razem nie chciało mi się sięgnąć. Oczywiście przepraszam tych Czytelników, których wprowadziłem w błąd i obiecuję na przyszłość poprawę.
Wprowadzając także siebie w błąd, co do rzeczywistych oszczędności energii, położyłem w artykule szczególny nacisk na niewielką, w tym kontekście, opłacalność wymiany źródeł światła dla indywidualnego użytkownika. Zauważony błąd - większa o rząd wielkości teoretyczna opłacalność - na pierwszy rzut oka podważa zatem główną tezę artykułu. Wobec tego muszę teraz przypomnieć i podkreślić, że wskazałem w artykule także na to, że ciepło wytwarzane przez żarówki liczy się w bilansie ogrzewania mieszkań w tej porze roku (od października do marca) w której źródła światła są nam również najbardziej potrzebne i używane. Jest to również przedział czasowy, w którym ewentualne oszczędności energii (z wymiany na świetlówki) są, czy też byłyby największe: oceniam je na 70-80% całości oszczędności rocznych. Wyjęcie z tego bilansu - jak napisałem w artykule - ciepła wytworzonego przez żarówki wymagałoby uzupełnienia dzięki ciepłu z innych źródeł energii, być może zresztą także energii elektrycznej - ostatecznie trudno zatem mówić nawet o takich, większych, już bez błędu, wyliczonych oszczędnościach.
No i jeszcze jedna sprawa, o której nie napisałem w artykule: Otóż - przypominam - w spadku po PRL-u w wielu blokach pozostało wspólne opomiarowanie zużycia gazu i wody. Porę lat temu przyszła moda na zastąpienie go licznikami indywidualnymi i ludzie masowo te liczniki instalowali, zachęcani możliwością osobistego wpływania na zużycie gazu i wody - oszczędzania na tym zużyciu i rachunkach. I tak też się stało - oszczędności się pojawiły, ale od razu też pojawiły się podwyżki cen tych mediów. Po prostu dostawcy, niezależnie od zapotrzebowania musieli wyjść na swoje, przynajmniej na taki poziom przychodów, jak poprzednio, do którego byli przyzwyczajeni. A że to monopoliści - nic nie stało na przeszkodzie. Z dostawcami energii elektrycznej i otrzymywanymi od nich rachunkami będzie zapewne tak samo.
Podtrzymuję zatem swoją główną tezę artykułu: wymiana żarówek na świetlówki daje, przynajmniej w naszym klimacie i dla większości indywidualnych użytkowników niewielkie oszczędności zarówno energii, jak i wydatkowanej na nią gotówki. Natomiast Francuzi, czy Hiszpanie, zwłaszcza na południu ich państw mogą na wymianie źródeł światła - przynajmniej na razie - parę euro zarobić.
A my, Polacy, decydując się jednak na wymianę żarówek na świetlówki i chcą na tym jak najwięcej zarobić powinniśmy kupować te znanych i uznanych firm, dających rękojmię jakości , po to by wymieniać je w przyszłości jak najrzadziej, ponosząc jak najmniejsze koszty zakupu. A jeżeli już dobrze trafimy i świetlówka będzie działała rzeczywiście długo - pamiętajmy o usuwaniu z niej co jakiś czas kurzu i brudu, znacznie bardziej zmniejszających strumień światła, niż to się dzieje w odniesieniu do żarówek.
Mimo wszystko cieszę się, że na temat oszczędzania energii elektrycznej mój artykuł wywołał aż tak ożywioną dyskusję. Zgadzam się też oczywiście z wszelkimi, zgłoszonymi w komentarzach zastrzeżeniami co do szkodliwości światła produkowanego przez świetlówki i problemów z ich utylizacją po eksploatacji. Nie pisałem o tym w artykule, gdyż omówiły to już obszernie media. Na pewno świetlówki nie są wciąż tym idealnym źródłem światła, na którym można by już zakończyć poszukiwania takowego.
Autor
Super callowicie sie z TOBA zgadzam a prawdopodobnie cala ta zarowka to cos jak nasza hazardowka tylko tam w uni nazywa sie to lobbingiem i uznana metoda robienia z nas idiotow











