Aktualności / Środowisko
Scenariusz napisało życie - oblicze bezkarnego zła - ku przestrodze...
Artykuł był czytany 1785 razy
Oto fragment prozy... życia Małolaty, dla której przeznaczenie nie miało litości, naruszyło sferę jej sacrum, pozbawiło dzieciństwa. Historia opisywana z punktu widzenia obserwatora = awy (charakter narracji).
KATHARSIS
Tego wieczornego popołudnia żadne znaki na ziemi i niebie nie zapowiadały, że nocą Awa nie zmruży oka, że wpadnie bezwładnie w gęsto plecioną, lepką sieć przemyśleń natury bądź co bądź egzystencjalnej. Zanurzy się w brei, mało, w syfie spraw pseudo-marginalnych, z pogranicza fikcji literackiej, filmowej, niewyobrażalnej, że jej kosmopolityczny świat ograniczy się do osiedlowego pobliża, bliskiego z punktu widzenia nie swoich przeżyć wieku dziecięcego, ale nowej roli, w jakiej została obsadzona ponad trzy lata temu, matki, której miejscem docelowym spacerów obchodowych było miejsce dramatycznej akcji - placu zabaw nieopodal. Zbieg okoliczności pozwolił jej na pośredni kontakt z obliczem zła w jego najbardziej okrutnym wymiarze, bez charakteryzacji, koloryzowania, efektów łagodzących...
Udało jej się ukręcić kilka chwil na złapanie oddechu, odciążenie kręgosłupa - wtopiła się w materac na wznak, kiedy zadzwonił telefon:
- Pewnie, nie ma o czym mówić! ... Gdzie mam się stawić?... - wyartykułowała z intonacją wznoszącą wypowiedzi celowo niedopowiedziane - presja nieubłaganie płynącego czasu - uprzednio uważnie wychwytując głos w słuchawce. Zerwała się na równe nogi, wyrażając gotowość podjęcia zadania odpowiedzialnego, niecierpiącego zwłoki. Zmęczenie bez walki ustąpiło miejsca przejęciu, zaangażowaniu. Czarnowidztwo nie leżało w jej naturze, dlatego, przyjmując optymalny scenariusz, nie angażowała innych służb, czuła się pewnie, jednostkowo. Uporządkowała procedury postępowania:
- Jeśli będzie trzeba, sama odbiorę - znalazła się chwila na wewnętrzną żartobliwą autoironię.
Widok zgarbionej w geście troski o jeszcze nienarodzone i wskutek przenikliwego bólu sylwetki ciężarnej przyprawił ją o dreszcz niepokoju. Sprawnie pokonały drogę do punktu zero (możliwości miękkiego i zgrabnego kombiaka zapewniły niemalże przelot wzdłuż ulic).
Naturalizm i realizm miejsca docelowego - szpitala - od jakiegoś czasu przyprawiały Awę o skoki ciśnienia - zaciskanie komór pompy, ułatwiały udrożnianie kanalików, blokadę krtani. Do dziś, zamykając powieki, widzi rumieniec dziewiętnastolatka zapuchnięty do rozmiarów przekwitniętego wbrew zapisowi genetycznemu kolosa dopalającego białko. Ciemnożółta ciecz spływająca po jego policzku, daleka od swojego czystego archetypu, zdradzała różnorodność barw ustrojowych. Zapach, rażąca, wydezynfekowana biel, powodująca zwężenie źrenic, optymistyczna, rajsko-anielska, w kontekście oddziału intensywnej terapii kontrastowała głównie z przeżyciami - łagodziła poczucie bliskości kresu.
Siedziały przed gabinetem konsultacyjnym, licząc na kontakt indywidualny ze specjalistą w dziedzinie przyjść, kiedy wtrącono na tapetę świeżo przetransportowaną na sygnale. Wyglądała na ogólnie wyczerpaną, tracącą kontakt z rzeczywistością, mętne spojrzenie zdradzało bezsilność, potrzebę oddania się w dobre ręce... Jej uciążliwa teściowa podkreślała szczególną rolę synowej, chyba na siłę podjęła wysiłek łamania schematu, bo wielość wypowiedzianych słodyczy znacznie przekroczyła limity traktowania ich jako szczery wylew, a może przypływ?, a że Awa na diecie.... Permanentnie przyprawiała słowotok drżącym grymaso - uśmiechem? Desperacja w obliczu..? Chwilę później korytarzem, stanowiącym plan drugi, przemknęła pospiesznie rajdowym slajdem zaciśnięta blondynka o włosie w spiralę. Dzięki tapirowi przewyższała towarzyszącego jej mężczyznę wybiórczo kędzierzawego, szczęśliwego posiadacza.... kajdanek przypiętych do paska. I ta małolata z plecakiem w ręku..., tuż za nimi...Skoro niemało o owłosieniu - pasma okalające jej buźkę - zabieg celowy - intrygowały, bo kryły tajemnicę... Zniknęła za winklem.
Wszyscy czekali. Pobyt tam polega głównie na czekaniu. Zmiana warty nie zapowiadała imponującego rozwoju akcji - spowolniony, wskutek ograniczonej ilości trybików, mechanizm służby wystawiał na próbę temperamentnych. Awę wraz z ciężarną oddelegowano zatem na piętro 6. Wychodząc, stanęły (antytezowo) oko w oko z uczennicą zza winkla. Regularne zadrapania wskazywały na dotkliwą napaść z narażeniem zdrowia, wskazywały ... Awa podzieliła się przypuszczeniem o prawdopodobnym zatargu dziewczyny z inną o tego z Marsa, traktując obrazek niezbyt poważnie.
Wypadki na piętrze 6., zgodnie z przewidywaniami, miały się opieszale. Trzy w stanie błogosławionym, jedno urządzenie KTG, jeden gin, czas operacyjny 35 min. na pacjentkę. Mijała 3 godzina przekroczenia progu, kiedy poproszono Awę o pofatygowanie się na izbę przyjęć i założenie karty dla przywiezionej przez nią. Przemierzała labirynt korytarzy, zachwycając się ich estetyką. To, co zobaczyła, przerosło jej próg wrażliwości, wywołało ubezwłasnowolnienie w zakresie respektowania praw natury w procederze selekcji, wbiło w ścianę, która na szczęście znajdowała się w pobliżu jej orbity.
Tu, na dole, sekundy decydowały o powodzeniu bądź porażce duszołapaczy szczelnie skoncentrowanych wokół dwóch łóżek świeżo dostarczonych pacjentów znajdujących się na skraju... Pochylone głowy intensyfikowały procesy myślowe, wertujące pakiet alternatyw, poszukujące wspólnego mianownika, określające optimum, wchodzące w paradę przeznaczeniu...,ograniczały doznania spirytystyczne... Nie dało się ukryć, że ostateczne rozstrzygnięcia należały do jednostki - majestatycznej i posągowej pani doktor - wiernej etyce lekarskiej, pewnej słuszności swoich racji. Awa usunęła się na bok. Z tej perspektywy utwierdziła się po raz kolejny w przekonaniu, że jej niegdysiejsze młodzieńcze marzenia, ustawiające jej pozycję, miejsce w społeczeństwie, nie miały najmniejszych szans, by się ziścić - charakterologicznie nie została zaprogramowana - widok cierpiących rozkładał ją wewnętrznie. Może by i nie zabrakło jej zimnej krwi w chwili próby, ale, kurczę, z dystansem trudno,a ten w parze ma iść, a może to kwestia czasu, rutyny?...Spotęgowanie reakcji na bodźce okoliczności, w jakich się znalazła, nastąpiło po publicznym komunikacie zaintonowanym dramatycznie:
- Pani doktor! Spadek do 70/40!!!
Awa czuła, że tonie w oparach absurdu, niedorzeczności wyborów i zrządzeń Najwyższego, ważącego losy m. in. tego młodego chłopaka.
Otrząsnęła się na widok nawiedzanego do niedawna pediatry, samozwańczego "specjalisty" chirurgii dziecięcej, dorabiającego nocą, no i znowu... tej dziewczyny z plecakiem w kolorze błękitu, którą doprowadzono w międzyczasie przed oblicze majestato-posągu, zignorowanej przez decydentkę. W przenikliwym świetle halogenów Awa dojrzała całokształt "dzieła", którego materią stała się delikatna twarz małolaty, które zaburzyło strukturę jej młodzieńczego entuzjazmu. Głębokie, zsynchronizowane równolegle brunatne bruzdy, biegnące wzdłuż obydwu kości policzkowych, wskazywały na silną, niepielęgnowaną rękę ludzką jako narzędzie... Od tej chwili monitorowała ukradkiem każdy jej ruch, zapragnęła wesprzeć, wymienić z nią kilka zdań? - załączyły się odruchy macierzyńskie? Było w tej małolacie coś magicznego - jej spokój drażnił zmysły Awy, zarażał... Protekcjonalny, na pierwszy ton wersji dźwiękowej, głos blondynki, nieodstępującej nieletniej na krok, zagęścił nagle atmosferę.
Pozycja horyzontalna Awy pozwalała jej na kontemplację roztoczonej przez Pudla werbalnie ilustracji z życia młodej ...:
- Czy Pani doktor nie rozumie powagi sytuacji? Ta dziewczyna została ... Z G W A Ł C O N A !!! ... Potrzebuje pomocy medycznej! Czekamy ponad trzy godziny!! Co z zabezpieczeniem materiału genetycznego sprawcy?!!
Zgwałcona!- echo odbijało się w przestrzeni zamkniętej organizmu Awy na poziomie klatki piersiowej. O ile poradziła sobie z zewnętrznym upustem emocji, o tyle empatia rozsadziła zawór syndromu kwoki, niemy krzyk wypełniał przestrzenie między narządami... W tej chwili nie mogła darować sobie tak instrumentalnej interpretacji powodu, dla którego małolata trafiła tu.. Wstrząśnięta autentycznością informacji nie przypuszczała, że nabierze ona charakteru ogólnoludzkiego. Trafiające do jej uszu dane, opisujące min. okoliczności, przetwarzane przez niezwykle chłonny, jak na tę porę doby, umysł, złożyły się w jedną, traumatyczną całość.
Młoda przeżyła jak dotąd piętnaście wiosen; zamieszkiwała dziewicze, prawie, obrzeże niedoszłej metropolii. Wracała ze szkoły... W scenerii PLACU ZABAW!!!, kiedy słońce nie miało się jeszcze ku zachodowi - o godzinie 17.00 - rozegrał się jej dramat... Borykała się sama! Znieczulica społeczna zdusiła w ludziach resztki godności! Zniewolona, zdominowana, słaba..., a obok normalne - pozornie życie! To socjopata dyktował zasady gry, w której wszyscy, wszyscy uczestniczyli!!! - zwierzę poddane antropomorfizacji w fizycznym tylko wymiarze, wrak, którego kręgosłupem stała się żądza posiadania, instynkt tłamszący moralność, humanitaryzm. Konfrontacja: - jednostka - kontra - masa - cywilizowanych, przynajmniej teoretycznie, walczących w imię obrony praw, obrony najsłabszych, niestety, ostatecznie pokonanych, pozbawionych twarzy, ujawniła miejsce w szeregu... Przyzwolenie, obojętność, ba, nawet neutralność, odebrały tej Młodej dzieciństwo, w zamian serwując przeżycia, których nie zapomni, które będą wracały jak zły sen, które zdeformują postrzeganie, wyjałowią poczucie bezpieczeństwa, zaufanie, zaburzą relacje partnerskie...
Awa poczuła nienaturalny ucisk klatki, której dotychczas przyjmowanie spraw różnokalibrowych nie obciążało tak bardzo, jak teraz. Nie opuszczało jej wrażenie, że oto stała się świadkiem profanacji sacrum, postępującego upadku godności mas, w jednej chwili zdecydowała o swoim głosie w bulwersującej opinię publiczną sprawie kastracji - bezkompromisowo, bezzwłocznie, bezdyskusyjnie USANKCJONOWAĆ, NADAĆ TEMU MOC/LITERĘ PRAWNĄ! Pogrążona... w żalu, dopełniła formalności związanych z kartą przyjęcia na oddział i pospiesznie wróciła na piętro 6. Tam powitał ją serdeczny, uspokojony już uśmiech ciężarnej - KTG nie wskazało odchyleń, a bóle ustały. Powróciły do gniazd, ale dla Awy otaczająca rzeczywistość straciła na jakości... i to miejsce, ten plac zabaw...
Tego wieczornego popołudnia żadne znaki na ziemi i niebie nie zapowiadały, że nocą Awa nie zmruży oka, że wpadnie bezwładnie w gęsto plecioną, lepką sieć przemyśleń natury bądź co bądź egzystencjalnej. Zanurzy się w brei, mało, w syfie spraw pseudo-marginalnych, z pogranicza fikcji literackiej, filmowej, niewyobrażalnej, że jej kosmopolityczny świat ograniczy się do osiedlowego pobliża, bliskiego z punktu widzenia nie swoich przeżyć wieku dziecięcego, ale nowej roli, w jakiej została obsadzona ponad trzy lata temu, matki, której miejscem docelowym spacerów obchodowych było miejsce dramatycznej akcji - placu zabaw nieopodal. Zbieg okoliczności pozwolił jej na pośredni kontakt z obliczem zła w jego najbardziej okrutnym wymiarze, bez charakteryzacji, koloryzowania, efektów łagodzących...
Udało jej się ukręcić kilka chwil na złapanie oddechu, odciążenie kręgosłupa - wtopiła się w materac na wznak, kiedy zadzwonił telefon:
- Pewnie, nie ma o czym mówić! ... Gdzie mam się stawić?... - wyartykułowała z intonacją wznoszącą wypowiedzi celowo niedopowiedziane - presja nieubłaganie płynącego czasu - uprzednio uważnie wychwytując głos w słuchawce. Zerwała się na równe nogi, wyrażając gotowość podjęcia zadania odpowiedzialnego, niecierpiącego zwłoki. Zmęczenie bez walki ustąpiło miejsca przejęciu, zaangażowaniu. Czarnowidztwo nie leżało w jej naturze, dlatego, przyjmując optymalny scenariusz, nie angażowała innych służb, czuła się pewnie, jednostkowo. Uporządkowała procedury postępowania:
- Jeśli będzie trzeba, sama odbiorę - znalazła się chwila na wewnętrzną żartobliwą autoironię.
Widok zgarbionej w geście troski o jeszcze nienarodzone i wskutek przenikliwego bólu sylwetki ciężarnej przyprawił ją o dreszcz niepokoju. Sprawnie pokonały drogę do punktu zero (możliwości miękkiego i zgrabnego kombiaka zapewniły niemalże przelot wzdłuż ulic).
Naturalizm i realizm miejsca docelowego - szpitala - od jakiegoś czasu przyprawiały Awę o skoki ciśnienia - zaciskanie komór pompy, ułatwiały udrożnianie kanalików, blokadę krtani. Do dziś, zamykając powieki, widzi rumieniec dziewiętnastolatka zapuchnięty do rozmiarów przekwitniętego wbrew zapisowi genetycznemu kolosa dopalającego białko. Ciemnożółta ciecz spływająca po jego policzku, daleka od swojego czystego archetypu, zdradzała różnorodność barw ustrojowych. Zapach, rażąca, wydezynfekowana biel, powodująca zwężenie źrenic, optymistyczna, rajsko-anielska, w kontekście oddziału intensywnej terapii kontrastowała głównie z przeżyciami - łagodziła poczucie bliskości kresu.
Siedziały przed gabinetem konsultacyjnym, licząc na kontakt indywidualny ze specjalistą w dziedzinie przyjść, kiedy wtrącono na tapetę świeżo przetransportowaną na sygnale. Wyglądała na ogólnie wyczerpaną, tracącą kontakt z rzeczywistością, mętne spojrzenie zdradzało bezsilność, potrzebę oddania się w dobre ręce... Jej uciążliwa teściowa podkreślała szczególną rolę synowej, chyba na siłę podjęła wysiłek łamania schematu, bo wielość wypowiedzianych słodyczy znacznie przekroczyła limity traktowania ich jako szczery wylew, a może przypływ?, a że Awa na diecie.... Permanentnie przyprawiała słowotok drżącym grymaso - uśmiechem? Desperacja w obliczu..? Chwilę później korytarzem, stanowiącym plan drugi, przemknęła pospiesznie rajdowym slajdem zaciśnięta blondynka o włosie w spiralę. Dzięki tapirowi przewyższała towarzyszącego jej mężczyznę wybiórczo kędzierzawego, szczęśliwego posiadacza.... kajdanek przypiętych do paska. I ta małolata z plecakiem w ręku..., tuż za nimi...Skoro niemało o owłosieniu - pasma okalające jej buźkę - zabieg celowy - intrygowały, bo kryły tajemnicę... Zniknęła za winklem.
Wszyscy czekali. Pobyt tam polega głównie na czekaniu. Zmiana warty nie zapowiadała imponującego rozwoju akcji - spowolniony, wskutek ograniczonej ilości trybików, mechanizm służby wystawiał na próbę temperamentnych. Awę wraz z ciężarną oddelegowano zatem na piętro 6. Wychodząc, stanęły (antytezowo) oko w oko z uczennicą zza winkla. Regularne zadrapania wskazywały na dotkliwą napaść z narażeniem zdrowia, wskazywały ... Awa podzieliła się przypuszczeniem o prawdopodobnym zatargu dziewczyny z inną o tego z Marsa, traktując obrazek niezbyt poważnie.
Wypadki na piętrze 6., zgodnie z przewidywaniami, miały się opieszale. Trzy w stanie błogosławionym, jedno urządzenie KTG, jeden gin, czas operacyjny 35 min. na pacjentkę. Mijała 3 godzina przekroczenia progu, kiedy poproszono Awę o pofatygowanie się na izbę przyjęć i założenie karty dla przywiezionej przez nią. Przemierzała labirynt korytarzy, zachwycając się ich estetyką. To, co zobaczyła, przerosło jej próg wrażliwości, wywołało ubezwłasnowolnienie w zakresie respektowania praw natury w procederze selekcji, wbiło w ścianę, która na szczęście znajdowała się w pobliżu jej orbity.
Tu, na dole, sekundy decydowały o powodzeniu bądź porażce duszołapaczy szczelnie skoncentrowanych wokół dwóch łóżek świeżo dostarczonych pacjentów znajdujących się na skraju... Pochylone głowy intensyfikowały procesy myślowe, wertujące pakiet alternatyw, poszukujące wspólnego mianownika, określające optimum, wchodzące w paradę przeznaczeniu...,ograniczały doznania spirytystyczne... Nie dało się ukryć, że ostateczne rozstrzygnięcia należały do jednostki - majestatycznej i posągowej pani doktor - wiernej etyce lekarskiej, pewnej słuszności swoich racji. Awa usunęła się na bok. Z tej perspektywy utwierdziła się po raz kolejny w przekonaniu, że jej niegdysiejsze młodzieńcze marzenia, ustawiające jej pozycję, miejsce w społeczeństwie, nie miały najmniejszych szans, by się ziścić - charakterologicznie nie została zaprogramowana - widok cierpiących rozkładał ją wewnętrznie. Może by i nie zabrakło jej zimnej krwi w chwili próby, ale, kurczę, z dystansem trudno,a ten w parze ma iść, a może to kwestia czasu, rutyny?...Spotęgowanie reakcji na bodźce okoliczności, w jakich się znalazła, nastąpiło po publicznym komunikacie zaintonowanym dramatycznie:
- Pani doktor! Spadek do 70/40!!!
Awa czuła, że tonie w oparach absurdu, niedorzeczności wyborów i zrządzeń Najwyższego, ważącego losy m. in. tego młodego chłopaka.
Otrząsnęła się na widok nawiedzanego do niedawna pediatry, samozwańczego "specjalisty" chirurgii dziecięcej, dorabiającego nocą, no i znowu... tej dziewczyny z plecakiem w kolorze błękitu, którą doprowadzono w międzyczasie przed oblicze majestato-posągu, zignorowanej przez decydentkę. W przenikliwym świetle halogenów Awa dojrzała całokształt "dzieła", którego materią stała się delikatna twarz małolaty, które zaburzyło strukturę jej młodzieńczego entuzjazmu. Głębokie, zsynchronizowane równolegle brunatne bruzdy, biegnące wzdłuż obydwu kości policzkowych, wskazywały na silną, niepielęgnowaną rękę ludzką jako narzędzie... Od tej chwili monitorowała ukradkiem każdy jej ruch, zapragnęła wesprzeć, wymienić z nią kilka zdań? - załączyły się odruchy macierzyńskie? Było w tej małolacie coś magicznego - jej spokój drażnił zmysły Awy, zarażał... Protekcjonalny, na pierwszy ton wersji dźwiękowej, głos blondynki, nieodstępującej nieletniej na krok, zagęścił nagle atmosferę.
Pozycja horyzontalna Awy pozwalała jej na kontemplację roztoczonej przez Pudla werbalnie ilustracji z życia młodej ...:
- Czy Pani doktor nie rozumie powagi sytuacji? Ta dziewczyna została ... Z G W A Ł C O N A !!! ... Potrzebuje pomocy medycznej! Czekamy ponad trzy godziny!! Co z zabezpieczeniem materiału genetycznego sprawcy?!!
Zgwałcona!- echo odbijało się w przestrzeni zamkniętej organizmu Awy na poziomie klatki piersiowej. O ile poradziła sobie z zewnętrznym upustem emocji, o tyle empatia rozsadziła zawór syndromu kwoki, niemy krzyk wypełniał przestrzenie między narządami... W tej chwili nie mogła darować sobie tak instrumentalnej interpretacji powodu, dla którego małolata trafiła tu.. Wstrząśnięta autentycznością informacji nie przypuszczała, że nabierze ona charakteru ogólnoludzkiego. Trafiające do jej uszu dane, opisujące min. okoliczności, przetwarzane przez niezwykle chłonny, jak na tę porę doby, umysł, złożyły się w jedną, traumatyczną całość.
Młoda przeżyła jak dotąd piętnaście wiosen; zamieszkiwała dziewicze, prawie, obrzeże niedoszłej metropolii. Wracała ze szkoły... W scenerii PLACU ZABAW!!!, kiedy słońce nie miało się jeszcze ku zachodowi - o godzinie 17.00 - rozegrał się jej dramat... Borykała się sama! Znieczulica społeczna zdusiła w ludziach resztki godności! Zniewolona, zdominowana, słaba..., a obok normalne - pozornie życie! To socjopata dyktował zasady gry, w której wszyscy, wszyscy uczestniczyli!!! - zwierzę poddane antropomorfizacji w fizycznym tylko wymiarze, wrak, którego kręgosłupem stała się żądza posiadania, instynkt tłamszący moralność, humanitaryzm. Konfrontacja: - jednostka - kontra - masa - cywilizowanych, przynajmniej teoretycznie, walczących w imię obrony praw, obrony najsłabszych, niestety, ostatecznie pokonanych, pozbawionych twarzy, ujawniła miejsce w szeregu... Przyzwolenie, obojętność, ba, nawet neutralność, odebrały tej Młodej dzieciństwo, w zamian serwując przeżycia, których nie zapomni, które będą wracały jak zły sen, które zdeformują postrzeganie, wyjałowią poczucie bezpieczeństwa, zaufanie, zaburzą relacje partnerskie...
Awa poczuła nienaturalny ucisk klatki, której dotychczas przyjmowanie spraw różnokalibrowych nie obciążało tak bardzo, jak teraz. Nie opuszczało jej wrażenie, że oto stała się świadkiem profanacji sacrum, postępującego upadku godności mas, w jednej chwili zdecydowała o swoim głosie w bulwersującej opinię publiczną sprawie kastracji - bezkompromisowo, bezzwłocznie, bezdyskusyjnie USANKCJONOWAĆ, NADAĆ TEMU MOC/LITERĘ PRAWNĄ! Pogrążona... w żalu, dopełniła formalności związanych z kartą przyjęcia na oddział i pospiesznie wróciła na piętro 6. Tam powitał ją serdeczny, uspokojony już uśmiech ciężarnej - KTG nie wskazało odchyleń, a bóle ustały. Powróciły do gniazd, ale dla Awy otaczająca rzeczywistość straciła na jakości... i to miejsce, ten plac zabaw...











