iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Świat
+ - 2

Bliskie spotkania z Rumunią – Paszport z „Archiwum X”

20 08 2007 Anna Motreanu Artykuł był czytany 3203 razy
Źródło: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/a/a9/X-Files_intro.jpg
Źródło: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/a/a9/X-Files_intro.jpg

Robienie zdjęć paszportowych jest zawsze stresujące – nie dość, że musi spełniać standardy, to każdy chciałby wyglądać na nim jak człowiek. Co jednak zrobić, gdy jest się mieszkańcem Baicoi, gdzie paszportówki wyglądają...

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
...jak żywcem wyjęte z akt „Archiwum X”?

Baicoi jest na pozór kolejnym przeciętnym 20 - tysięcznym miasteczkiem na południu Rumunii, gdzie Słońce wschodzi na wschodzie i zachodzi na zachodzie, a życie toczy się od wypłaty do wypłaty. Mieszkańcy nie narzekają na żadne szczególne bolączki, baa... można nawet rzec, że „baicoiowska” egzystencja jest momentami nudna i banalna. Do czasu. A tym czasem jest moment, gdy któryś z obywateli decyduje się na wyrobienie paszportu. Wtedy zaczynają się dziać rzeczy dziwne i niepojęte, ochrzczone przez rumuńską telewizję mianem wręcz paranormalnych. A wszystko przez wygląd paszportowych zdjęć, które wcale nie przypominają osób, które do nich pozowały. Jak można się domyślić, ciężko jest przekroczyć granicę z dokumentem, na którym fotografia ma mało co wspólnego z osobą, która tą granicę pragnie przekroczyć. Wygląda więc na to, że miasto jakąś mistyczną, nieuchwytną siłą chce utrzymać swoich mieszkańców w kraju.

Oczywiście dałam się ponieść skrzydłom wyobraźni, ale faktem jest, że sprawa jest na tyle dziwna, iż przyciągnęła uwagę reporterów telewizji ogólnokrajowej, którzy na antenie próbowali rozwiązać tą osobliwą zagadkę. Na początku trzeba zaznaczyć, że w Rumunii - inaczej niż w innych państwach - zdjęcie paszportowe robi się tylko i wyłącznie w urzędzie, w którym składa się papiery dotyczące tegoż dokumentu. Dlatego też, każdy mieszkaniec musi „zaliczyć” w swojej paszportowej pielgrzymce ten sam aparat uwieczniający podobizny, tego samego fotografa i tą samą procedurę. Oczywiście, gdyby tak nie było, ludzie omijaliby po prostu feralnego fotografa i robili zdjęcia u innego. A tak... wyboru nie ma i stąd problem osoby indywidualnej urósł do rangi lokalnej.

Co się właściwie dzieje w urzędzie paszportwym w Baicoi? Wszystko zaczęło się od momentu, gdy zarządcy zdecydowali się na zakup nowego, super-nowoczesnego aparatu. Sprzęt jest jednak „nowocześniejszy” niż sobie tego życzono, gdyż okazał się zdolny do samowolnej interpretacji obrazów przez niego uwiecznianych i niczym artysta najwyższch lotów, pozwala sobie na własną prywatną wersję każdej sfotografowanej twarzy. Widzowie wieczornego „Obserwatora” na kanale Antena 1 mieli okazje ujrzeć na wlasne oczy rezultaty twórczości aparatu. Przykładowo, pewna blondynka ma na zdjęciu włosy kruczoczarne, a łysy mężczyzna nie wiedzieć czemu, uśmiecha się z paszportu spod bujnej grzywy. Kilku osobom brakuje przednich zębów. Inne są wyraźnie kilkanaście kilo masywniejsze. A nawet jeśli waga, kolor i ilość włosów oraz uzębienie się zgadza z „pierwowzorem”, to i tak osoba wygląda w rzeczywistości inaczej niż na paszportwej fotografii.

Urząd próbował już wszystkiego. Oczywiście przeanalizowano dogłębnie aparat, z każdej możliwej strony i pod każym kątem. Wymieniono wszystko, co dało się wymienić. Zmieniano osoby obsługujące niepokorną maszynę. Przeprowadzano przeróżne testy w związku z ewentualnym wpływem pory dnia, pogody, czy też fazy księżyca na wygląd fotografii. Rezulaty wszystkich tych czynności były niestety znikome i nie przybliżające zainteresowanych nawet o krok do odkrycia, co (lub kto) jest przyczyną obecnej postaci rzeczy.

Urząd paszportowy w końcu się poddał i wezwał na pomoc telewizję, która sprawę od razu zaklasyfikowała jako rodem z „Archiwum X”. Po drobiazgowo przeprowadzonym śledztwie reporterzy zawyrokowali, że przyczyny anomalii fotograficznych w Baicoi mają najpewniej podłoże paranormalne, a ich typ jest złowieszczy i złośliwy. Dlatego ich jedyną propozycją (poza wymianą aparatu, co w sumie rozważano od początku, ale ze względu na koszty, wstrzymywano się z decyzją) było zaproszenie do urzędu egzorcysty i wyświęcenie całego miejsca z przeklętą maszyną jako kolebką demonów na czele. I tak też uczyniono.

Miejscowy ksiądz, w otoczeniu „fanów” przybył na miejsce „opętania” z kropidełkiem i innymi gadżetami, zrobił, co miał zrobić i poszedł. Całe miasteczko czeka obecnie na uzdrowienie aparatu, co - jak dotąd - jeszcze nie nastąpilo, gdyż mimo iż zdjęcia robione są teraz w świątobliwej atmosferze, to nadal twarze na nich uwiecznione nie przypominają wyglądem pozujących do nich osób. Czy egzorcyzmy zadziałają? Tego nie wie nikt, ale póki co „szatan działa”. A jak wiemy, z przykróceniem jego działaności nawet najwięksi rangą politycy mają problemów co nie miara...




+ - 2

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak , Renaldi Zijkaanb

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 1

1. Renaldi | 01:16 04-02-2008

Dobra charakteryzacja idiotyzmu urzedniczego