Casus belli czyli Powód do wojny
Artykuł był czytany 5690 razy„Wojna jest tylko kontynuacją polityki innymi środkami” Carl von Clausewitz
Przez wieki na całym świecie rozegrało się wiele „spektakli”, których reżyserami byli władcy, monarchowie czy przywódcy, przywódcy charyzmatyczni, pociągający za sobą rzesze ludzi. Z perspektyw czasu często wydaje nam się, że działania te były bezmyślne, skazane z góry na niepowodzenie. Można również z podobnym wnioskiem przystąpić do stwierdzenia, że prawdopodobieństwo, iż przyszłość opisze nas zwyczajnie jako głupich i nieracjonalnych i tak samo działających bez głębszego przemyślenia, jest równie wysokie, co wspomniana wcześniej częstotliwość naszych stwierdzeń o przeszłości.
Mam szczerą nadzieję, że czas taki nie nastąpi, bo może się zdarzyć, iż doszlibyśmy do wniosku, że żyjemy w paradoksie – wierzymy w słuszność i dobroć podejmowanych decyzji wiedząc jednocześnie, że potomni ocenią je negatywnie. Koszmar? A jednak patrząc na rys historyczny, takich kilka przykładów spośród wielu, zauważymy, że nie umiemy lub nie chcemy patrzeć w przeszłość i dzięki temu powyższe przypuszczenia nabierają jeszcze większego sensu.
Historia, jako jedna z najlepszych nauczycielek życia wskazuje nam błędy popełnione, błędy, na których trzeba się oprzeć – taki swoisty fundament działań – by tworzyć coś nowego. Ale czy da się coś nowego stworzyć? Nie na większą skale, nie z większym rozmachem lecz coś co zaskoczy swoją innowacyjnością, będzie zachwycało? Czy można coś takiego jeszcze osiągnąć? Raczej nie choć nigdy nic nie wiadomo. Podchodziłbym jednak do tych nowości sceptycznie, bo jedyne co teraz można przytoczyć, co jest pewne, to początek mych refleksji.
Zacznijmy od pierwszego wieku przed naszą erą. W ciągu pięćdziesięciu lat od chwili wystąpienia Tyberiusza Grakcha do dyktatury Sulli, w życiu społeczeństwa rzymskiego zaszły znaczne zmiany. Wzrost niewolnictwa był jedną z zasadniczych cech rzymskiego życia gospodarczego w pierwszej połowie I w. p.n.e. Wojnom i wyprawom towarzyszyło zagarnianie wielkich ilości jeńców, których zamieniano w niewolników. Ważnym źródłem zasilającym rynek niewolniczy było korsarstwo. W gospodarce italskiej system niewolniczy uzyskał jeszcze większe znaczenie niż w poprzednim okresie. Praca niewolników wypierała nadal pracę wolną, w wyniku czego pogłębia się ruina drobnych wytwórców. Była więc sytuacja podobna do tej, która panuje obecnie czyli konfrontacja molochów handlowo-usługowych z małymi i średnimi przedsiębiorcami, ale o tym później.
Na terenie Italii rozwijały się wielkie gospodarstwa, w których podstawową siłę roboczą stanowią – jak to określał pisarz rzymski, Marek Terencjusz Warro – „Środki pracy”. Dzielą się one na trzy części: narzędzia mówiące – niewolników, wydające nieartykułowane dźwięki – woły, i narzędzia nieme - wozy. Nadmierny wyzysk i skupienie ogromnej liczby niewolników w majątkach ziemskich w miastach powodowały powstania niewolników, które powtarzały się coraz częściej. Nader często zdarzały się sytuacje gdzie właściciele niewolników zwalczając się wzajemnie posługiwali się nimi.
W owym okresie Rzym rozszerzył swą władzę na cały prawie obszar śródziemnomorski, jednak pod względem politycznym zachował charakterystyczne cechy miasta-państwa. Pod wpływem wydarzeń przełomu II i I wieku przed naszą erą Rzym potrzebował innej metody rządzenia. Potrzebował jej do walki ze zbuntowanymi niewolnikami, do utrzymania w ryzach wolnej biedoty, do tłumienia buntów w prowincjach oraz do skutecznego prowadzenia wojen zewnętrznych. Tak oto politycznie Rzym kroczył od republiki do dyktatury wojskowej.
W Imperium Rzymskim doszło do wielu zdarzeń, które wywołały walki klas. Nie można nie wspomnieć również o wojnach, które były równolegle prowadzone: z Sertoriuszem w Hiszpanii i Mitrydtesem w Azji. Cały obraz dopełniają bezskuteczne zmagania z korsarzami na morzu. W tym właśnie momencie wybuchło największe w starożytnym świecie powstanie niewolników.
Wojny nasyciły Italię niewolnikami, wśród których reprezentowane były rozmaite grupy etnicz¬ne: Gallowie, Germanie, Trakowie, zhellenizowani mieszkańcy Azji i Syrii. Główna masa niewolników zatrudniona była, jak już powiedziałem, w rolnictwie i znajdowała się w niesłychanie ciężkich warunkach. Wśród niewolników miejskich wyjątkowe stanowisko zajmowali gladia¬torzy. W I w. p.n.e. ani jedno święto w Rzymie nie obeszło się bez walk gladiatorów. Wojowników tych wypuszczano na arenę wyćwiczonych i wytrenowanych. Istniały specjalne szkoły, gdzie uczono niewolników sztuki gladiatorskiej. W jednej z takich szkół, na¬leżącej do niejakiego Lentuluisa Batiatusa, w kampańskim mieście Kapui, w roku 74 p.n.e. powstał spisek wśród niewolników, w którym wzięło udział około 200 ludzi. Spisek wykryto, ale ponad 70 niewolnikom udało się wydostać z miasta i ukryć na Wezuwiuszu.
Na czele powstańców stanął Spartakus. Służył jako najemnik w wojsku rzymskim, skąd uciekł; wzięto go potem do niewoli i uczyniono zeń gladiatora. Za swą siłę fizyczną i męstwo otrzymał jednak wolność i został nauczycielem fechtunku w szkole gladiatorów Lentulusa Batiatuisa. O jego sile i nadzwy¬czajnych -zdolnościach umysłowych mówi Plutarch, że „bardziej przypo¬minał on wykształconego Hellena niż barbarzyńcę". „Człowiek o wielkiej sile ciała i ducha" — pisał o nim Saluistiusz.
Władze rzymskie nie zwracały zrazu większej uwagi na powstanie, ponieważ ucieczka niewolników od panów była zjawiskiem zwykłym. Przeciwko Spartakusowi wysłano tylko oddziały miejscowe; powstańcy rozbili je i zabrali broń. Dopiero po tych niepowodzeniach wysłano — celem stłu¬mienia ruchu — Gajusza Klaudiusza Glabera z trzytysięcznym oddziałem. Klaudiusz obsadził jedyne zejście z góry i odciął, jak się wydawało, dro¬gę odwrotu niewolnikom. Ale Spartakus znalazł wyjście z tej sytuacji. Zaszedł Rzymian od tyłu i wyniku tak niespodzianego ataku oddział Klaudiusza rzucił się do ucieczki. Po tym wydarzeniu siły powstańców zaczęły szybko wzrastać. Zrewoltowani niewolnicy całymi gromadami napływali do Spartakusa. Do Kampanii wysłano wówczas pretora Publiusza Wariniusza z wojskiem. Ale Spartakus zadał klęskę najpierw jego legatom, a następnie rozbił i samego pretora. „Teraz — pisze Plutarch — Spartakus stał się już wielką i groźną potęgą".
Powstanie objęło nie tylko Kampanię, ale prze¬rzuciło się i na sąsiednie okręgi. Położenie właścicieli niewolników stało się bardzo niebezpieczne. Jego armia była ogromna - co najmniej 60 000 ludzi, jak podaje Eutropiusz, Appian zaś szacuje tę armię na 120 000 ludzi jednak późniejsze wydarzenia – nieudana przeprawa na brzeg sycylijski, odmowa dwóch dowódców jego wojska – Gannikusa i Kastusa – na przeprawę do Grecji – sprawiły, iż starcie Spartakusa z pretorem Krassusem zakończyło się rozbiciem wojsk powstańczych i śmiercią jego przywódcy.
Italia doznała silnego wstrząsu wskutek powstania Spartakusa. Właściciele niewolników wspominali potem o Spartakusie z takim samym przerażeniem jak o ciężkich dniach wojny z Hannibalem. Spartakus był genialnym przywódcą niewolników, był jednym z najlepszych wodzów starożytności. „Wielki dowódca... szlachetny charakter, prawdziwy przedstawiciel antycznego proletariatu" - tak wypowiadał się o nim Marks. Według słów Lenina, „Spartakus był mniej więcej dwa tysiące lat temu jednym z najwybitniejszych bohaterów jednego z największych powstań niewol¬ników. W ciągu szeregu lat wszechpotężne, zdawałoby się, imperium rzymskie, oparte całkowicie na niewolnictwie, przeżywało wstrząsy i cio¬sy, zadawane przez, olbrzymie powstanie niewolników, którzy utworzyw¬szy olbrzymią armię uzbroili się i skupili pod wodzą Spartakusa"
W działaniach Spartakusa nie widać dążenia do zorganizowania monarchii, co stanowi charakterystyczną cechę innych wielkich powstań niewol¬ników, mianowicie sycylijskich. Spartakus nie miał jednak na celu całkowitego zniesienia niewolnictwa. Wszystkich niewolników, którzy zbiegli od panów i przyłączyli się doń, chciał tylko zaprowadzić do ojczyz¬ny i wrócić im wolność. Niewątpliwie jednak niezgoda w obozie powstańców przyspieszyła tylko ich klęskę.
Powstanie Spartakusa pociągnęło za sobą ważne następstwa w dziejach Rzymu. Uwydatniło się to szczególnie w rolnictwie: wskutek wytępienia niewolników, tak że z obawy nowego powstania zaczęto w poszczególnych wypadkach dzielić wielkie majątki na drobne części i oddawać je w dzierżawę. Powstanie Spartakusa przyczyniło się do pewnej konsolidacji panujących grup rzymskich właścicieli niewolników — nobilitas i ekwitów; nie darmo obaj rywalizujący wodzowie, Pompej i Krassus, zostali obrani konsulami na rok 70 i chociaż tak jeden jak i drugi byli sullańczykami, zmuszeni byli przeprowadzić szereg zarządzeń dla przywrócenia przedsullańskiego ustroju politycznego.
Kilkanaście wieków później sytuacja zdaje się nam powtarzać. Oto bowiem mamy czasy panowania Napoleona w Europie i jego polityki zagranicznej. W całej tej zawierusze wojen i bitew znalazł się Naród Polski i jego walka z okupacją kraju przez wrogich nam „sąsiadów”. Nim jednak dojdziemy do podsumowania na temat roli wyzwoleńczej wojny wypada, a nawet trzeba powiedzieć kilka słów o człowieku i jego krótkiej ale jakże bogatej w wydarzenia historii.
Nabulione Buonaparte (1769- 1821)- podobnie jak Hitler i Stalin- nie pochodził z kraju, do którego przyszedł po władzę. Urodził się w Ajaccio na Korsyce, w rok po tym, jak Ludwik XV kupił wyspę od genueńczyków. Kiedy jako młodego kadeta wysłano go do Francji po wojskową edukacją, nie maił ani bogactwa ani towarzyskich powiązań, ani nawet dostatecznej znajomości języka francuskiego. Wyrósł na człowieka niewielkiej postury, stanowczego. Francja była „nieujarzmioną klaczą”, czekającą na kogoś, kto ją zdoła poskromić, jak to opisał Andre Barbier w wierszu „L’Idole” 1831r.
„Korsykaninie gładkowłosy! Francję piękną
Messidor słońcem swym rozpalił!
Była jak klacz, nieujarzmiona, nieulękła
Bez złotych wodzy, bez uzdy ze stali.”
„Gładkowłosy Korsykanin” zawdzięczał wszystko rewolucji, która zrobiła z niego w wieku 24 lat generała artylerii po zwycięskim oblężeniu Tulonu w 1793 roku ale dopiero kampania włoska w latach 1796-1797 przekształciła generała w bohatera. Swych żołnierzy kusił mirażem „najżyźniejszych równin świata”. Został zdobyty, izolowany i obłożony kontrybucją Piemont, następnie Bonaparte wypędził Austriaków z Mediolanu i urządził wypady na środkowe Włochy w poszukiwaniu pieniędzy i dzieł sztuki. W październiku 1797roku, jako generał armii włoskiej, negocjował w Campo Formio z Austriakami, którzy musieli uznać „Republikę Cisalpińską” i okupację francuską Belgii.
Propagandę własnych czynów szerzył Napoleon konsekwentnie w ciągu całego życia. Miała ona być elementem perswazji i nacisku w stosunku do Francuzów w początkowym okresie jego sukcesów; miała utrwalać w opinii świata jego pozycję, gdy stał u szczytu powodzenia, miała wreszcie ułatwić uzyskanie tronu francuskiego. Propaganda w pojęciu Napoleona posiadała zatem głęboki sens polityczny. Jej początki można wiązać z kampanią Włoską Bonapartego (1796-1797). Błyskawiczne zwycięstwa, zuchwalstwo i konsekwencja w działaniu, zastosowanie nowych zasad strategii i taktyki wprowadziły w osłupienie Europę. Zaczęło się kształcić przekonanie, że Napoleon Bonaparte jest geniuszem wojskowym. Kampania włoska ujawniła nie tylko jego mistrzostwo wojskowe, lecz również jego uzdolnienia propagandowe. Rzeczywiste sukcesy, naprawdę wielkie, były jeszcze wyolbrzymiane, dzięki czemu sława wodza rozbrzmiewała donośniej. Bonaparte zadbał o to, aby dzięki walkom we Włoszech wyrosnąć na męża opatrznościowego, który na skutek gigantycznego wysiłku, niebywałym uzdolnieniom i wielkim walorom charakteru, odniósł decydujące zwycięstwo i dał Francji upragniony pokuj na kontynencie Europejskim. Rozprzestrzenianie takich opinii we Francji przyczyniło się do tego, że ówczesny rząd francuski, Dyrektoriat, nieudolny i skorumpowany przeciwstawiano coraz silniej promiennej postaci generała. Genialny wódz, znakomity administrator, polityk, który skończył z anarchią, zaprowadził porządek, a jednocześnie zagwarantował podstawowe zdobycze rewolucji- oto argumenty propagandowe, które towarzyszyły Bonapartemu w jego drodze do przeobrażenia się w Napoleona I- cesarza Francji.
Po zamach stanu, który miał miejsce 9 listopada 1799 roku objął urząd pierwszego konsula, co oznaczało w praktyce, przejecie praktycznie nieograniczonej władzy w kraju. W 1802 roku przeprowadził nowelizacje konstytucji, ogłaszając się dożywotnim konsulem, a dwa lata później, 2 grudnia 1804 roku, koronował się na cesarza Francuzów.
Wszystkie posunięcia wynikały z jego militarnej potęgi i politycznej roztropności. Powiedział kiedyś „Ludzie genialni są jak meteory. Ich przeznaczeniem jest, by spalając się, przydali blasku epoce, w której żyją.” W 1800 roku zaatakował Austrię, wcześniej zmieniając jednak zasady poboru do wojska i gromadząc nową armię. Zawarte następnie traktaty pokojowe uzgadniały granicę z Austrią na Renie.
Napoleon nie przeprowadzał jedynie reform w armii. Wprowadził w kraju tzw. Kodeks Napoleona, czyli przeprowadził kodyfikacje prawa cywilnego, gwarantującego od tej pory prawa i wolności wywalczone przez rewolucję francuską, w tym swobodę wyznania.
Kolejne wojny jakie stoczył, jak chociażby ta z Anglią, Austrią i Rosją rozpoczętą w 1803 doprowadziła do kresu mocarstwowej pozycji Austrii oraz rozwiązania Rzeszy Niemieckiej, a w jej miejsce powołanie Związku Reńskiego pod protektoratem Napoleona. Skutkiem kolejnych zwycięstw było podpisanie traktatu pokojowego między Rosją i Francją (Prusy nie zostały dopuszczone do głosu) na środku rzeki Niemen, niedaleko Tylży. Cesarze obu państw uzgodnili 28 czerwca podział Europy na Rosyjską i Francuska strefę wpływów, ze wschodnich ziem królestwa Pruskiego utworzono Księstwo Warszawskie, zaczątek niepodległego państwa polskiego , oraz Rosja zgadzała się przystąpić do trwającej już blokady handlowej Anglii, dzięki której Napoleon chciał osłabić tę ostatnią.
Był to okres szczytu potęgi cesarza Francuzów. Na zależnych od siebie obszarach wprowadzał Kodeks Napoleona, dzięki czemu rozszerzał na inne państwa prawa i wolności wywalczone przez rewolucję francuską. Kodeks znosił również przeżytki systemu feudalnego, znosił poddaństwo, ustanawiał wolność wyznania i zapewniał powszechną oświatę.
Panowanie nad połową Europy nie zaspokoiło ambicji Cesarza Francji. Postanowił podporządkować Rosję. Był to początek końca wielkiego wodza. Po przegranej kampanii na ziemi Rosyjskiej rozpoczęła się seria porażek, które doprowadziły do cofnięcia się wojsk francuskich za Ren. Z powodu zdrady i pod naciskiem swoich dowódców Napoleon abdykował. Został zesłany jednak nie przebywał w tym stanie długo. Wrócił lecz jego panowanie trwało zaledwie 100 dni. Przegrana bitwa pod Waterloo była jego ostatnią. Resztę życia spędził na zesłaniu na Wyspie Św. Heleny.
Od wiosny 1794 roku zaczął się najbardziej krwawy rozdział historii Rewolucji. Po klęsce Napoleona Królestwo Polskie nie miało łatwego bytu. Już pod koniec istnienia Królestwa wybuchło kolejne powstanie narodowo-wyzwoleńcze - drugie po powstaniu Kościuszkowskim- powstanie Listopadowe, a 33 lata później trzecie powstanie - Styczniowe. Ostatni z wielkich zrywów niepodległościowych na ziemiach polskich w XIX w. trwał najdłużej, prawie półtora roku. Surowe represje popowstaniowe dotknęły szczególnie szlachtę polską, zarówno na terenie Królestwa, jak i ziem zabranych. Jednocześnie- dzięki powstaniu- chłopi w królestwie otrzymali ziemię, formalnie z rąk caratu, ale na warunkach podyktowanych przez Rząd Narodowy. Warunkach korzystniejszych niż gdziekolwiek w Europie Środkowej i Wschodniej. Walki ożywiły nastroje narodowe w Poznańskiem i Galicji, a także na ziemiach włączonych bezpośrednio do Prus, a zamieszkanych przez Polaków: na Śląsku, Pomorzu, Warmii i Mazurach. Przyniosły sprawie polskiej znaczącą popularność wśród narodów Europy. W walce z zaborcą społeczeństwo zjednoczyło się, wykazało gotowość do najwyższych ofiar i budzącą do dziś podziw dyscypliną.
Zrywy powstańcze ujawniły siłę więzi łączących terytoria dawnej Rzeczpospolitej. Zarówno w powstaniu listopadowym, jak i styczniowym walki toczyły się na ziemiach nie tylko polskich, ale również litewskich, białoruskich, ukraińskich, a zabory pruski i austriacki wspierały walczących. Nikt w Europie nie mógł wątpić w istnienie narodu upominającego się tak zdecydowanie o swoje prawa.
Wojna sama w sobie jest jedna – muszą być przynajmniej dwie strony o różnych poglądach lub dążeniach. Wojna przybiera jednak różne formy ze względu na cel.
Przełom wieku XVIII i XIX, okres kiedy w Europie czuło się napięcie. W tym czasie zawiązuje się konflikt między Europą a konkretnie Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Wiemy jaka sytuacja była w Europie, trzeba więc powiedzieć trochę o politycznym stanowisku USA.
Jefferson odmówił ubiegania się o trzecią kadencję i poparł Jaesa Monroe’a. Członkowie Partii Republikańskiej postanowili jednak poprzeć Jamesa Madisona, który w wyborach w 1808 zdecydowanie pokonał kandydata federalistów i objął urząd prezydenta. Na ówczesnym obszarze USA zamieszkiwał już milion osadników. Mieszkańcy Zachodu i plantatorskiego Południa zdecydowanie opowiadali się za zaostrzeniem sankcji wobec Wielkiej Brytanii, nie brakowało też głosów nawołujących do wojny. Pod takimi hasłami rozpoczęli kampanię do Kongresu w 1810 roku młodzi ambitni politycy, wywodzący się z tych obszarów. Ta grupa młodych, aktywnych polityków re¬publikańskich była pierwszą generacją po uzyskaniu niepodległości, nie pamiętającą okropności wojny, za to wychowaną w atmosferze cią¬głych upokorzeń politycznych i restrykcji gospodarczych, jakie spoty¬kały Stany Zjednoczone ze strony imperium brytyjskiego. Politycy ci, nawołując do wojny z Wielką Brytanią, oprócz wielu powodów zwią¬zanych z ciągłym konfliktem na granicy amerykańsko-kanadyjskiej i angielską blokadą morską, eksponowali element zranionej dumy narodowej wykazując, że Stany Zjednoczone nie są przez Albion trakto¬wane na równi z innymi państwami. Twierdzili, że w wyniku wojny Brytyjczycy muszą otrzymać twardą lekcję, która przy okazji powinna przynieść Stanom Zjednoczonym nowe nabytki terytorialne w postaci brytyjskiej Kanady i hiszpańskiej Florydy. Sama administracja podsycała nastroje imperialne. Kiedy Madison, interpretując umowę zakupu nieprecyzyjnie określonego terytorium Luizjany, na własną rękę dokonał aneksji części Florydy w 1810 roku, po¬budził apetyty zwolenników ekspansji. Głośna grupa Jastrzębi – nowej frakcji reprezentowanej przez młodych kongresmanów z Południa i Zachodu - nie tyl¬ko forsowała swoje stanowisko w Kongresie, prowadziła również gwał¬towną kampanię prasową na rzecz wojny, podkreślając, iż mimo walk zakończonych sukcesem w okresie rewolucji. Amerykanie dalej odczu¬wają boleśnie ingerencję Wielkiej Brytanii w ich życie, realizowaną po¬przez restrykcje handlowe, prowokacje graniczne i morskie. Wtórowa¬li im farmerzy z Doliny Missisipi oraz plantatorzy bawełny i tytoniu z Południa, którzy boleśnie przeżywali trudności związane ze spad¬kiem cen ich artykułów, spowodowane przez zmniejszenie eksportu, będące rezultatem angielskiej polityki handlowej.
Pod wpływem tej kampanii, głoszącej potrzebę obrony honoru kra¬ju, sekretarz marynarki Pauł Hamilton na spotkaniach z kapitanami floty w 1810 i 1811 r. jasno dał do zrozumienia, że nie może już do¬chodzić do sytuacji, w których amerykańskie statki poddają się bez walki i w upokarzający sposób są poddawane rewizji w pobliżu ame¬rykańskich wybrzeży. Chociaż Jastrzębie chcieli wojny, nawet oni zdawali sobie sprawę z faktu, że Stany Zjednoczone są do niej nieprzygotowane. Gdy jednak przygotowania do wojny w Stanach Zjednoczonych ruszyły już pełną parą, po drugiej stronie Atlantyku dojrzała idea kompromisu. 16 czerwca 1812 r. w odpowiedzi na wniosek członka Izby Gmin Henry'ego Broughama o odwołanie Orders in Councii, minister spraw za¬granicznych Wielkiej Brytanii Robert Stewart Castlereagh dał do zro¬zumienia, że rząd zamierza je odwołać, co też nastąpiło 23 czerwca. Było jednak za późno, ponieważ l czerwca Madison wystąpił do Kon¬gresu z wnioskiem o wypowiedzenie wojny Wielkiej Brytanii.
Mimo rozpoczęcia wojny i mimo tak wielu wcześniejszych nakładów ze strony polityków by tę wojnę rozpocząć, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania wciąż utrzymywały stosunki dyplomatyczne, dlatego sondaże w sprawie układów pokojowych mogły rozpocząć się niemal równocześnie z wy¬buchem konfliktu. Gdy 18 czerwca 1812 roku sekretarz stanu James Monroe poinformował brytyjskiego posła Augustusa J. Fostera o wypowie¬dzeniu wojny, jednocześnie wezwał go do podjęcia wysiłków na rzecz przywrócenia pokoju.
Wojna ta nie przyniosła rozstrzygających rezultatów gdyż nie poparło jej całe społeczeństwo. Do niewątpliwych minusów należy fakt wzrostu wydatków na armię i flotę a tym samym wzrost długu narodowego i spadek eksportu. Do dodatnich aspektów zaliczyć należy rozwiązanie problemu indiańskiego w stosunkach amerykańsko-brytyjskich. Stany Zjednoczone zyskały dużo terenów między innymi dzisiejszy stan Georgia oraz większość stanu Alabama jak również przyśpieszono aneksję Florydy. Dla Wielkiej Brytanii jedyną korzyścią wyniesioną z wojny było zacieśnienie stosunków pomiędzy metropolią i kolonią. Wpłynęła ona również na zawiązanie ściślejszej współpracy pomiędzy Dolną i Górną Kanadą oraz zwiększyła poczucie tożsamości w społeczeństwie kanadyjskim. Inną konsekwencją było zwiększenie nieufności i resentymentów mieszkańców Kanady w stosunku do USA.
Nie oddalając się od Ameryki a jedynie robiąc skok o kilkadziesiąt lat jesteśmy świadkami kolejnego konfliktu – tym razem wewnętrznego. Między uprzemysłowionymi stanami Północy a plantatorsko-niewolniczymi stanami Południa zawiązał się konflikt. Dotyczył on roli niewolników głównie murzynów. Zaraz po rozpoczęciu przewagę zyskało Południe jednak Północ, mająca większe i lepiej rozwinięte zaplecze gospodarcze zaczęła dominować. W międzyczasie ponownie wybrano Lincolna na prezydenta co umocniło Północ, która odrzuciła propozycję pokoju ze strony Południa za cenę uznania niepodległości Konfederacji. 9 IV 1865 roku pod Appomattox generał Lee podpisał akt kapitulacji Południa a resztki jego armii poddały się później i do końca V 1865 roku wojna domowa dobiegła końca.
Zwycięstwo Unii spowodowało upadek Konfederacji Południa i pozwoliło na odbudowę jedności państwowej Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie zniesiono niewolnictwo i otwarto obszary Zachodu dla masowej kolonizacji farmerskiej.
Na przestrzeni dziejów mamy do czynienia z kilkoma podobnymi przykładami wojny domowej czy wojny wewnętrznej. W średniowieczu miała miejsce walka o tron Anglii dwu młodszych linii Plantagenetrów: Lancasterów w herbie czerwonej róży i Yorków w herbie róży białej. W wyniku tej wojny, zwanej wojną Dwóch Róż, wyginęła znaczna cześć rycerstwa angielskiego.
Istnieją również przykłady nam bliższe jak np. wojna domowa w Jugosławii.
Widzimy więc, iż wyżej wymienione sytuacje, choć w różnych okresach, choć o innej skali i innymi metodami prowadzone, to jednak połączone cechą wspólną: są konfliktami wewnętrznymi, bratobójczymi. Można również powiedzieć, że mamy do czynienia z początkami demokracji na terenach, na których toczyły się owe wojny a mam na myśli głównie wojnę secesyjną. Przecież w ustroju demokratycznym spełnia się wola większości. Tutaj jednak mniejszość nie chciała się podporządkować – stąd konflikt i wojna. Niewielką dygresję zrobię gdy powiem, że już Sokrates mając wyselekcjonować trzy społeczne ustroje dobre i trzy złe, demokrację zaliczył do tych drugich.
Spotykamy się tutaj z kolejnym dużym problemem: w jakim ustroju zorganizować państwo by było dobrze. Słowo „dobrze” jest w zależności od wyżej wymienionego różnie interpretowane. W demokracji oznacza „dobrze dla większości” ale w komunizmie rozumiane jest jako „dla każdego”. Czy aby na pewno? Mamy wiele państw, które można wziąć za przykład i na nich oprzeć wywód ale pozwolę sobie podeprzeć się na Związku Radzieckim.
Sytuacja po drugiej wojnie światowej nie była ciekawa. Europa podzielona na dwa światy: europejski – demokratyczny i europejski – socjalistyczny. Z opowiadań moich rodziców wiem, że w Polsce było coś, czego ja sobie dzisiaj nie wyobrażam jak choćby słynny „ocet na pólkach” i nic poza nim. Dzisiaj brzmi to zabawnie jednak wtedy miało realny wymiar i było odzwierciedleniem faktycznego położenia Polski i wszystkich krajów bloku komunistycznego. Rozdźwięk między tymi dwoma światami rodził rywalizację, niezdrową rywalizację. Na zachodzie było względnie dobrze: pełne sklepy, dostęp do informacji ogólna otwartość na inne kraje. Na wschodzie odwrotnie ale karygodna byłoby sytuacja, w której ktoś mógłby posadzić, że socjalizm jest zły lub inaczej – ogranicza swobodę ludzi w działaniu i myśleniu. Zatem za wszelką cenę starano się wykazać wyższość Wschodu nad Zachodem. Jednym z dzieci tej rywalizacji był wyścig zbrojeń oraz wojna psychologiczna – rzecz już wcześniej spotykana jak chociażby Hitler pociągający propagandą tłumy. Michaił Gorbaczow w swej książce „Przebudowa i nowe myślenie dla naszego kraju i dla całego świata” mówi o braku konieczności zbrojenia się, że są inne, „bardziej palące” problemy: polityczne, społeczne, którymi obydwa kraje powinny się zając. Nie przeczy, że dopóki USA będą się zbroiły i utrzymywały stan gotowości bojowej, dopóty Związek Radziecki również tę gotowość utrzymywać będzie.
Przez kilka dziesięcioleci po roku 1950 istniał faktycznie amerykańsko-radziecki pat nuklearny. Jakby to nie wyglądał, paradoksalnie służył on stabilizacji pokoju na świecie i przeciwdziałał konfliktowi nuklearnemu. Od szeregu lat narasta przekonanie, że główny ciężar rywalizacji między państwami przesuwa się na ekonomikę. Prezentowanie są poglądy, że narody stają się tak ekonomicznie powiązane, że zmniejsza to ich skłonność do prowadzenia miedzy sobą walk. To handel, a nie siła militarna służy sile współczesnych państw.
Wracając do czasów Związku Radzieckiego trzeba powiedzieć otwarcie, że ZSRR walkę ekonomiczną przegrało. Próba dorównania Stanom Zjednoczonym jak również Europie zachodniej zakończyła się niepowodzeniem.
Konsekwencje tych zajść były widoczne w krajach zależnych od ZSRR. W Polsce, na Węgrzech, w Czechosłowacji i w Niemczech Wschodnich rozpoczęło się burzenie starego porządku. W trzech pierwszych z wymienionych państw od dziesięciu i więcej lat działały różnorodne organizacje opozycyjne, które po roku 1985 znacznie się ożywiły. W czerwcu 1989 roku Polacy wybrali do sejmu 99 spośród 100 antykomunistycznych kandydatów „Solidarności”. Już w sierpniu 1989 roku partia chłopska, Zjednoczone Stronnictwo Ludowe, zerwała blisko czterdziestoletni sojusz z komunistami, zapewniając w ten sposób „Solidarności” większość w sejmie i umożliwiając mianowanie niekomunistycznego premiera, Tadeusza Mazowieckiego. Zupełnie inaczej zachowali się Niemcy z NRD, którzy dotąd stawiali znikomy opór reżimowi komunistycznemu. Tymczasem jesienią 1989 roku władzę Czechosłowacji, Polski i Węgier zezwoliły tysiącom obywateli Niemiec Wschodnich- rzekomo zwyczajnych turystów- na przejazd przez swoje terytorium w drodze do Niemiec Zachodnich. Brak sowieckiej interwencji zbrojnej i zupełna bezradność władz wschodnioniemieckich sygnalizowały nadejście czasu przełomu. Pozostali w kraju Niemcy zaczęli demonstrować na rzecz reform demokratycznych i polepszenia warunków życia. Uwagę przywódców opozycji całej Europy Wschodniej zwrócił zdumiewające zachowanie ambasady sowieckiej w Pradze, która wbrew oczekiwaniom nie tylko nie oddaliła delegacji czechosłowackich dysydentów z Forum Obywatelskiego, w wręcz przeciwnie - przyjęła ją z respektem. Niebawem także w Rumunii, Bułgarii i Albanii doszło do madowych buntów przeciw komunistycznej władzy. Nasiliły się żądania niepodległości lub autonomii w poszczególnych regionach Jugosławii, Czechosłowacji i samego Związku Radzieckiego, co doprowadziło do jego rozpadu w końcu roku 1991. Wydarzenia w ZSRR pociągnęły za sobą istotne zmiany polityczne poza Europą- w Mongolii, Etiopii, Somalii i w innych krajach. Państwa afrykańskie, które w okresie zimnej wojny przekształciły się w tyranie, zaczęły zmierzać ku demokracji bądź też pogrążać się w anarchii.
Widać wiec jasno ze w owym okresie działo się dużo i w tym teatrze politycznym uczestniczyło wiele państw. Kolejny raz trzeba zaznaczyć, że nie jest to pierwszy przypadek odzyskiwania suwerenności i swobody poprzez obalanie jakiegoś układu w tym wypadku systemu komunistycznego.
Nie wszędzie ten ustrój został zniesiony, nie wszędzie jego obecność wpływa źle na gospodarkę. Przykładem mogą być tutaj Chiny. Ten moloch eksportowy jest świetnie zorganizowany. Scentralizowana władza i silna władza, źle lub w ogóle nie wykształcone społeczeństwo a za tym rosnąca przepaść poziomu życia miedzy małą grupą rządzących a resztą ludzi – wykorzystywanych do pracy by napędzić całą machinę – CRL.
Wkraczamy tutaj w nowy typ wojny – wojnę cenową. Trzeba jednocześnie podkreślić znaczenie jeszcze jednego rodzaju wojny – wojny technologicznej. Mówię o tym, gdyż jednej nie byłoby bez drugiej.
Od dawna, odkąd możemy mówi o jakimś przemyśle, o jakimś handlu istnieją te dwa terminy. Dzisiaj mamy z tym styczność jeszcze bardziej i co już podkreślałem, na większą skalę niż kiedykolwiek przedtem. Wielki boom technologiczny rozpoczęty pod koniec dziewiętnastego wieku ciągnął za sobą nowe niebezpieczeństwa. Z każdym udoskonaleniem, z każdą innowacją wzrastały problemy, a wśród nich utrapienie wielu ludzi – bezrobocie. Każdy producent chcąc być konkurencyjnym ma dwa wyjścia: być albo bardzo dobrym i wyrabiać sobie dobrą markę albo obniżać ceny. Często technologia nie przychodzi tak szybko jak myśl by zwolnić część pracowników.
Obecnie jest kilku graczy na rynku światowym, którzy uczestniczą w tej „wojnie”. Myślę tutaj o USA, Chinach, Japonii. Oczywiście jest jeszcze wielu mniejszych współzawodników ale chciałbym oprzeć się na tych państwach krótko konstruując obraz współczesnego świata.
Stany Zjednoczone przez swą politykę zagraniczną i po części wewnętrzną przyczyniły się do przypisania sobie niechlubnego tytułu „wroga numer 1”. Bardziej pasowałoby określenie „konkurent” lecz jeżeli mówimy o wojnie bez względu na rodzaj, bardziej adekwatne będzie użycie słowa „wróg”. Otóż USA jest wrogiem licznych państw. Jestem przekonany, iż wynika to w dużym stopniu z zazdrości jaką żywią inni. Państwo to jest w dużej mierze samowystarczalne i sam ten fakt wynosi Stany Zjednoczone Ameryki na stanowisko państwa niebezpiecznego. Jednak, okoliczność, że USA jest państwem demokratycznym, ogranicza jego działania. Co innego Chiny. Ustrój tam panujący daje pełne pole manewru dla władz państwowych. Gospodarczo są kilka kroków za Stanami jednak w szybkim tempie ten dystans się zmniejsza a polityka, jaka prowadzona jest w Chinach rodzi obawy na całym świecie. Nikt nie jest bowiem w stanie sprostać takiemu gigantowi przemysłowemu, który za nic ma ludzkie prawa.
Ostatnim państwem jest Japonia, która z obydwoma krajami rywalizację podejmuje na stopie technologii. Jeżeli nie jest ona przodującym graczem technologii to na pewno jednym z nich. A dział ten ma rozwinięty szczególnie. Konkurencja na tym rynku jest konieczna – jak na pewno w każdej innej dziedzinie – ale jest ona tym ważniejsza, że obecnie ten, kto posiada lepszą technologię, ma przewagę i może doprowadzić w krótkim czasie do upadku wielu współzawodników.
Wojna więc trwa lecz jak w przypadku wszystkich wcześniejszych przykładów konflikt tego typu nie jest wytworem dzisiejszych czasów. Mamy przecież rywalizację starożytnych kultur, rywalizację średniowiecznych Chin i Europy, z której to ta druga, mniej więcej w XV wieku „wychodzi na prowadzenie”. Dostrzegamy również zaciętą walkę gospodarczą między młodymi Stanami Zjednoczonymi a Starym Kontynentem. Dochodzimy zatem do wniosku, że mamy tutaj pewien łańcuszek, który łączy wszystkie opisane przeze mnie przykłady.
„Czasy skończone!- historii już nie ma,
Tworzenie tylko w bezbrzeżnej otchłani.
Wiwat!... (…)
O, nie skończona dziejów jeszcze pora,
Jak bryły w górę ciągnięcie ramieniem;
Umknij- a już znów na piersi wraca;
Przysiądź, a głowę zetrze ci brzemieniem…
O, nie skończona dziejów jeszcze praca
Nie przepalony jeszcze glob sumieniem!…
C.K Norwid 1849
Wojna jest zjawiskiem społeczno-politycznym i jako takie jest obecna w historii człowieka od jego początków. Ludzie walczyli – walka jest elementem ich życia. Nie ma znaczenia w tym momencie czemu walczyli, czemu się poświęcali – ważny jest fakt walki. I stwierdzam z całym przekonaniem, że było to słuszne! Chciałbym od razu powiedzieć, że nie wierzę w pokój. Jest to tylko marzenie, które się nie spełni. Wojna jest elementem koniecznym w całej tej grze, która rozgrywana jest na świecie. Stała gotowość do walki jest jednym z głównych czynników rozwoju gospodarczego. Walczono z różnych powodów, dla różnych celów – i nadal się walczy. Powstania i rewolucje, które były w przeszłości są i będą się powtarzały. Dotyczy to również wojen. Widać jedynie, że czasami zmienia się ich forma. Mówi się tyle o krajach cywilizowanych lecz czym jest ta cywilizacja? Widzę jak kraje te walczą między sobą podejmując się różnych sposobów: bezpośrednich – czyli poziomem i rozwojem gospodarczym oraz pośrednimi – czyli na przykład opowiadając się, za którąś ze stron konfliktu kraju ogólnie przyjętego za niecywilizowany lub sprzedając broń czy pomagając jej w jakikolwiek inny sposób. Jeden z większych przypadków takiego działania to wojna między Koreą wspomaganą przez Amerykanów a Chinami wspieranymi przez Sowietów.
Sumienie moje podpowiada mi, że świat w jakim żyjemy jest zły, bo szerzy się w nim zakłamanie, walka i śmierć. Mówi mi, że to powinno się zmienić. Ale czy może? Przed nami rozciąga się nowy wiek, być może wielu ludzi przestanie żyć na pograniczu głodu, przestanie się zatruwać środowisko i stworzymy czyste technologie służące ludzkości, wiek w którym większa różnorodność kultury i ludzi weźmie udział w kształtowaniu przyszłości. Może my sami się zmienimy. Zadajmy jednak sobie pytanie: czy człowiek może się zmienić? A jeżeli człowiek zmieni się to czy jest na tyle silny by zmienić przyszłość? Przecież… historia lubi się powtarzać.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 5
Najpierw chcialbym przeprosic za fakt ze obecnie jestem w USA i nie mam polskiej trzcionki. No a teraz do rzeczy. Jest dla mnie rzecza oczywista ze "wojna to kontynuacja polityki ale innymi srodkami". Jednakze ciezko mi znalesc to polaczenie o ktorym pisze autor miedzy wszytkimi przypadkami ktore to podaje. Jedynym wspolnym mianownikiem ktory widze to fakt, ze konflikt czy tez wojna zmienia rzeczywistosc czy to na lepsza czy to na gorsza no i oczywiscie zalezy z czyjego punktu widzenia. Czy fakt walki zawsze jest sluszny? Czy zawsze sluzy ona czemus, czy rzeczywiscie jest nieodlaczna czescia naszego zycia? Mam nadzieje, ze nie. Owszem wojny technologiczne czy cenowe to zawsze beda czescia naszej rzeczywistosci, i chyba niestety rowniez konflikty zbrojne ale czy mozna je wszystkie rozpatrywac na tej samej plaszczyznie. Zasadnicze pytanie, ktore nasuwa sie to takie czy cel uswieca srodki?? Owszem w dawnych czasach a moze i nawet nie tak odleglych wojna byla czescia spoleczenstwa i jedyna metoda rozwiazywania sporow i zmieniania rzeczywistosci. Obecnie jednak wydaje mi sie ze tak byc nie musi, choc moze jest to patrzenie zbyt optymistyczne bo przeciez o wiele latwiej jest nienawidziec niz kochac. Ale chyba troche sie rozpisuje. Tak na marginesie dodalbym ze nie zaliczylbym wojny w Jugoslawii do konfliktu bratobojczego bo mimo wszystko Jugoslawia zostala stworzona troche na sile i trzymana byla przy zyciu zelazna reka Tito. Kolejnym bledem wydaje mi sie twierdzenie ze w Czechoslowacji i na Wegrzech istniala silna opozycja. Po stlumieniu powstania w 1953 opozycjonisci wegierscy albo nie zyli, ale wyjechali albo byli w wiezieniach i opozycja byla dosc slaba. W Czechoslowacji praktycznie nie istniala a czlonkow Karty 77 bylo chyba mniej niz 100. To tylko taki dodatek na marginesie. Ogolnie fakty historyczne sa ciekawe ale jesli chodzi o mnie to artykul jest troszeczka chaotyczny
Wprowadzenie to istna katastrofa. Część o Spartakusie była dla mnie Ciekawa i nawet dobrze napisana. Historia Rzymu jest autorowi znacznie bliższa od reszty czasów, które postanowił opisać. Podanie przykładu Korei Płd. z przeciwstawnym Przykładem Chin, które rzekomo były wspierane przez sowietów, jest wyjątkowo irytujące biorąc pod uwagę, że Chiny prowadziły wojnę z Rosją i wspierały Koreę Płn.
Końcówka obfituje w „autorskie” założenia, które nie koniecznie mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością.
Autor ma duże problemy z przekazaniem, o co mu chodzi i logicznym połączeniem wszystkiego w całość.
Dodatkowo stylistyka nie jest najmocniejszą stroną.
Pomimo wszystko zagłosuję za dopuszczeniem tego tekstu ze względu na zawartość historyczną.
Myślałem trochę na temat tego tekstu i muszę dodać jedno swoje przemyślenie.
Wojna, jest tylko narzędziem do realizacji pewnych celów. Próbując określić czy konkretny konflikt ma pozytywne następstwa, trzeba zbadać w jakim celu i jakimi środkami jest prowadzony. Cieszy mnie to jak ktoś próbuje zgłębić historię dziejów ludzkości. To naprawdę pomaga zrozumieć dzisiejsze realia. Jednak promowanie idei, że wojna generuje postęp jest przyznaniem się do niewiedzy. Bo czym były tak zwane wieki ciemne jeśli nie następstwem wojny
Pan Paweł - mnie zauroczył











