iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Świat
+ - 15

Eurosceptyczna wyspa

14 06 2006 Anna Poszepczyńska Artykuł był czytany 9909 razy
Źródło:
Źródło:

Unia Europejska jeszcze nie zdążyła ochłonąć po ostatnim rozszerzeniu o 10 nowych państw, a już kolejne kraje dobijają się do drzwi Brukseli. Lecz choć UE przyciąga kandydatów wizją bezpieczeństwa i stabilizacji, mała wysepka na Atlantyku nadal dzielnie się trzyma poza granicami Wspólnoty.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
    Islandzki mikroświatek
    Zmagająca się ostatnio z kłopotami finansowymi Islandia jest jedynym krajem nordyckim, który nigdy oficjalnie nie szukał członkostwa w Unii Europejskiej, choć od dawna spełnia wszystkie traktatowe kryteria państwa kandydującego. Mimo ostatnich niepowodzeń, Rejkiawik planuje „wyprostować” swoje finanse do końca 2006 roku, a nawet w obecnej sytuacji Islandia otrzymuje bardzo wysokie noty na międzynarodowej arenie. Niedawny raport ONZ przyznał Wyspiarzom drugie miejsce (po Norwegii) pod względem zamożności i standardu życia społeczeństwa, a w 2004 r. szwajcarski Institute for Management Development uznał Islandię za najbardziej konkurencyjną gospodarkę roku. Rejkiawik – podobnie, jak Norwegia i Szwajcaria – usilnie próbuje udowodnić, że można pozostawać na zewnątrz UE, a mimo to dobrze prosperować, a wręcz wykazywać się niejednokrotnie wskaźnikami wyższymi od unijnych.
    Od lat islandzka polityka zagraniczna opierała się na 5 filarach: członkostwie w NATO (bez obowiązku posiadania sił zbrojnych), umowie obronnej z USA, przynależności do Europejskiego Obszaru Gospodarczego i EFTA (Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu), a także odrzuceniu członkostwa w UE. Pierwsze dwa sprawiają, że Islandia nie potrzebuje Unii w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa, a kolejne dają jej dostęp aż do 80 proc. unijnego rynku, bez zobowiązań członkowskich. Poza tym Islandia nie ma granic lądowych z UE, więc ruch transgraniczny nie jest zbyt nasilony, a dzięki podpisaniu traktatu z Schoengen obywatele Islandii mogą podróżować bez paszportu po większości krajów Europy. Islandia może więc sobie pozwolić na sporą niezależność od Unii, koncentrując się jednocześnie na swoim prywatnym mikroświatku.

    Ryba psuje się od głowy
    Debata na temat przystąpienia Islandii do UE nigdy na dobre nie zagościła na wyspiarskiej scenie politycznej, przede wszystkim ze względu na odrzucenie przez Islandczyków wspólnej, unijnej polityki połowowej. Jako państwo z najczystszą na świecie wodą i łowiące ok. 2 mln ton ryb rocznie, Islandia jest zależna gospodarczo od rybołówstwa, a produkty morza stanowią prawie 75 proc. jej eksportu. Po przystąpieniu do Wspólnoty, Rejkiawik musiałaby nie tylko dzielić się swoimi łowiskami z europejskimi rybakami, lecz także dostosować się do unijnych dyrektyw odnośnie rozmiarów połowów.
    Tymczasem islandzcy politycy doskonale pamiętają konflikt z EWG w latach 70. i wszystkie boje o poszerzanie swojej strefy połowów z 4 (1954r.) do 200 (1976r.) mil morskich. Poza tym wyspiarscy eurosceptycy podkreślają, że aktualna polityka UE nie tylko nie odnosi się do stref morskich przekraczających 12 mil, lecz także jest przestarzała, co sprawia, że ochrona łowisk jest źle zorganizowana, a to doprowadziło już do wyginięcia kilku gatunków ryb. Z kolei Islandia bardzo dba o swój „skarb narodowy”, utrzymując własne łowiska w stanie idealnej równowagi, przede wszystkim dzięki konsultacjom z lokalnymi rybakami i doskonałym zrozumieniu ich potrzeb.

    Wyspiarska niezależność
    Przeciwnicy integracji boją się także zdominowania i uzależnienia Islandii od UE, uzasadniając swoje obawy małym rozmiarem kraju (Islandia miałaby 3 posłów w Europarlamencie) i doświadczeniami historycznymi wyspy, która długo walczyła o swoją wolność. Choć Islandia odzyskała niepodległość po I wojnie światowej, faktycznie nadal była związana z Danią unią personalną, a duński król był jednocześnie monarchą Islandii. Dopiero po II wojnie wyspa ogłosiła się republiką i uniezależniła się od Duńczyków. Nie rozwiązało to jednak wszystkich problemów, gdyż Islandia – pokryta w dużej części lodem i wulkaniczną lawą - była krajem biednym, nieposiadającym bogactw naturalnych, zasobów leśnych, ani większego przemysłu.
    Szczęśliwym zbiegiem okoliczność, w czasie II wojny światowej, Islandia stała się bazą przeładunkową oraz ważnym strategicznie punktem na mapie wojsk amerykańskich, dzięki czemu USA zainwestowało w wyspę i wsparło jej rozwój. Wyspiarscy rolnicy znaleźli zatrudnienie przy amerykańskich inwestycjach, a Islandia wzbogaciła się o nowoczesne drogi, porty i lotniska (na terytorium wyspy – trzykrotnie mniejszym od Polski - jest ok. 60 lotnisk). W latach 90. islandzka gospodarka zaczęła się szybko zmieniać i przede wszystkim rozwijać usługi oraz przemysł. Islandia zaczęła także wykorzystywać ciepło geotermalne do ogrzewania budynków i wytwarzania energii elektrycznej, a za sprawą pięknych krajobrazów wyspa zrobiła się „modna”, do tego stopnia, że turystyka stała się ważną gałęzią islandzkiego przemysłu i zaczęła przynosić dodatkowe zyski.

    Nie paląc za sobą mostów
    Choć Islandia nie zarzeka się, że nigdy nie przystąpi do Wspólnoty, perspektywa jej członkostwa systematycznie się oddala, a badania opublikowane na początku br. przez islandzki dziennik „Fréttabladid” wykazują, że z roku na rok coraz więcej Wyspiarzy sprzeciwia się wstąpieniu Islandii do UE. W 2002 r. zaledwie ¼ Islandczyków była na „nie” w kwestii członkostwa, 3 lata później było to już 37 proc., a początku tego roku – 46 proc. Islandczycy obawiają się powtórki scenariusza z czasów duńskiego panowania, gdy kluczowe dla państwa decyzje były podejmowane przez władze oddalone o 3 tys. kilometrów, które zupełnie nie były zorientowane w sytuacji i potrzebach żyjących w wyspie ludzi.
    Od kiedy Islandczycy zmienili ten stan rzeczy, w ciągu ostatnich 100 lat przestali być jednym z najbiedniejszych narodów w Europie, a wręcz dołączyli do grona najbogatszych. Wyspiarscy politycy twierdzą, że sukces ten zawdzięczają właśnie temu, że wszystkie najważniejsze decyzje są podejmowane z uwzględnieniem wyłącznie ich własnych interesów narodowych. Najważniejszym czynnikiem, który mógłby zmienić stanowisko Rejkiawiku byłoby przystąpienie do Wspólnoty Norwegii, gdyż jest ona największym konkurentem gospodarczym Islandii, a jej członkostwo mogłoby doprowadzić do izolacji wyspy. Póki co Islandia przyjęła wobec UE politykę czekania i obserwacji, a w ciągu najbliższych kilku lat będzie musiała zdecydować, czy lepiej być małą częścią wielkiej siły, czy mieć wielką siłę jako małe państwo.





+ - 15

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Dariusz Siedlecki, , Ewa O, , Grzegorz D. Stunża

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 5

1. Dariusz | 17:43 14-06-2006

Artykuł merotoryczny, bez żadnych uchybień. Aż żałuję, że nie mieszkam w Islandii...

2. Bla | 10:43 26-06-2006

Gratuluje - świetny artykuł, który spokojnie mógły, a nawet powienien być wydrukowany w jakimś potężniejszym medium niż iThink. Nie dość, że sprawnie napisany, to dodatkowo na temat, o którym większość ludzi niemal nic nie wie (i ja, przyznam się szczerze, zaliczałem się także do tej większości ;) ). Jeszcze raz gratulacje!

3. Szczepan | 09:29 20-12-2006

Świetny artykuł, szkoda, że tak późno go czytam. Naprawdę dobrze napisany i temat także bardzo ciekawy

4. Anna | 13:41 11-07-2007

Bardzo ciekawy, rzeczowy artykuł! Postawiłabym plusa, ale niestety dotarłam do niego zbyt późno.