Freeport McMoran – kopalnia śmierci, kopalnia zapomnienia część II
Artykuł był czytany 413 razy
"My Freeport McMoran będziemy jak roślina, jabłoń pośrodku ziemi Mulkini, przyniesiemy owoce, które nasze dzieci będą zbierać razem"
KULISY TAJEMNICZEGO SPOTKANIA W GENEWIE W 1967 ROKU: MASOWA PRYWATYZACJA SUROWCÓW NATURALNYCH INDONEZJI I ZAOCZNY ROZBIÓR ZIEM LUDU AMUNGME
W 1960 roku do rąk kierownika badań Freeport Minerales Company, Forbesa Wilsona, trafia raport sporządzony w 1936 roku przez holenderskiego geologa Jeana Jacquesa. Sprawozdanie, jak pamiętamy, mówi o odkryciu potężnych złóż rud miedzi zlokalizowanych na górze Ertsberg, w sercu ziem ludu Amungme. Lektura tekstu, zdradzająca potencjał drzemiący pod górą, wzbudziła zainteresowanie przedsiębiorstwa: Forbes Wilson staje niebawem na czele ekspedycji, która udaje się do Papui aby potwierdzić geologiczne oględziny sprzed niemal trzech dekad. Szybko okazuje się, że rachuby Jacquesa nie były przesadzone. Freeport Minerales Company, wspierane przez amerykańskich polityków, rozpoczyna zabiegi u dyktatora Indonezji, Hadji Mohameda Suharto i jego popleczników, pragnąc utorować sobie drogę do spektakularnego kontraktu, prawo do eksploatacji obiecujących złóż. Można by zapytać dlaczego przedsiębiorcy z Freeport nie rozmawiają z Amungme i Kamoro oraz innymi ludami z Punkak Jaya? Przecież indonezyjska kontrola nad Papuą Zachodnią była wówczas tymczasowa a prawo do rodzimych ziem papuaskich plemion pozostawało niepodważalne. Odpowiedź mrozi krew w żyłach i potwierdza poczucie wyższości z jakim spoglądano w tym czasie na rdzennych mieszkańców Nowej Gwinei. Tak jak indonezyjska generalicja, tak i zarząd Freeport McMoran miały za nic wielopokoleniową własność ludu Amungme. Zarówno oni i ich przyszli sojusznicy spod znaku Suharto posiadali wszelkie środki żeby usunąć i wydziedziczyć rdzennych mieszkańców żyjących na górze miedzi i złota. Zakładając, że prawo, moralność i sprawiedliwość to zbędny balast dla dysponujących rozbudowanym aparatem przemocy i ucisku polityków i przedsiębiorców, nic nie stało na przeszkodzie żeby dokonać iście XX-wiecznej konkwisty.

Dyktator Suharto miał wielki dług wdzięczności wobec amerykańskiego wywiadu i administracji rządowej z Waszyngtonu. To dzięki ich wsparciu jego opcja polityczna mogła zatriumfować, dokonać krwawej łaźni na opozycji, dojść do niepodzielnej władzy w 1965 roku i przez następne lata tłumić wszelkie przejawy sprzeciwu i niesubordynacji. Suharto zaciągnął dług i jego sojusznicy, niczym polityczni bankierzy, będą chcieli się o niego upomnieć. W jaki sposób Suharto mógł spłacić swoje zobowiązania zachowując zarazem przychylne spojrzenie i kuratele kolejnych administracji Stanów Zjednoczonych? Jak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu? Rozwiązanie pojawiło się szybko. Niezliczone wyspy, które znalazły się w granicach co dopiero utworzonego państwa indonezyjskiego, okalające je morza, kryły bogactwa naturalne: metale i surowce energetyczne na które spoglądano zazdrośnie i pożądliwie. Potężne lasy tropikalne, miedź, złoto, nikiel, boksyt, cynę i ropę naftową. Dlaczegoż to nie włączyć by ich w swobodny taniec kapitału? Taka myśl pojawiła się w gronach gospodarczych ze Stanów Zjednoczonych i Europy, niedługo też przychylnie odpowie na nie sam Suharto. Ostateczny finał tego zamysłu rozegrał się w Europie
27 listopada 1967 roku, daleko od gorących fal Pacyfiku, w szwajcarskiej Genewie, odbyła się nieprawdopodobna konferencja sponsorowana przez Time-Life Corporation. Na sali znaleźli się przedstawiciele największych koncernów, banków i grup gospodarczych z całego świata, w tym: General Motors, Imperial Chemical Industries, Leyland British, British-American Tobacco, American Express, Siemens, Freeport McMoran, Goodyear, International Paper Corporation, US Steel, Alcoa, Philips, Shell, Bechtel, goście z Francji i Japonii. Przewodniczącym tego niezwykłego zgromadzenia został znany potentat paliwowy David Rockefeller, członek Rady Trójstronnej i Rady Stosunków Międzynarodowych. Człowiek nie kryjący więc jasnych i przejrzystych ambicji politycznych. Po drugiej stronie genewskiego stołu zasiedli przedstawiciele reżimu Suharto, którzy jako reprezentanci dyktatora przybyli tu z nie pozostawiającą złudzeń misją gospodarczo-polityczną. David Rockefeller, pragnący wykreować im legitymacje do reprezentowania interesów Dżakarty w oportunistycznej wypowiedzi określił ich mianem „czołowego zespołu gospodarczego Indonezji” [2]. Rzeczywiście! Na przestrzeni następnych 3 dni rozparcelowano pomiędzy międzynarodowe koncerny i konsorcja zasoby naturalne Indonezji. Potężne złoża boksytu trafiły do Alcoa, konsorcjum amerykańsko-brytyjskie otrzymało złoża niklu, inne przedsiębiorstwa utorowały sobie dostęp do potężnych rezerwuarów leśnych na Sumatrze, w Kalimantanie i Papui Zachodniej. Podobny los spotkał inne kluczowe zasoby Indonezji.
W genewskiej konferencji brała udział także postać, której udział okaże się kluczowy dla naszej dalszej opowieści. To Henry Kissinger [3] – wynoszony na piedestały dyplomacji, jeden z najbardziej znanych polityków Stanów Zjednoczonych drugiej połowy XX wieku. W latach 1960. pełnił rolę specjalnego doradcy prezydentów USA ds. bezpieczeństwa narodowego – potem także Dyrektora Rady Bezpieczeństwa Narodowego, w latach 1973-1977 piastował urząd sekretarza stanu. Współpracował z kolejnymi czterema prezydentami USA: Johnem Kennedym, Lyndonem Johnsonem i przede wszystkim Richardem Nixonem i Geraldem Foxem. Nie mógł nie wiedzieć o zaangażowaniu amerykańskich służb w przeddzień krwawego puczu Suharto. Teraz siedział spokojnie pośród innych członków genewskiej konferencji: najważniejsza zdobycz dla amerykańskiego przemysłu i górnictwa została zapewniona już nieco wcześniej.
W czerwcu 1966 roku, przedstawiciele Freeport Minerals Company zostali zaproszeni do Dżakarty w celu ustalenia szczegółów umowy, której kwintesencją miała być eksploatacja złóż Ertsberg. Politycznym patronem odważnej decyzji przedsiębiorców z Freeport był sam Henry Kissinger, który popierał dążenia kompanii, z którą w przyszłości jeszcze nie raz zwiąże swoje losy. Nikt nie zapytał ludu Amungme i Kamoro o zgodę na podpisanie umowy rzutującej na ich życie i prawa. Papua Zachodnia była okupowana i z głosem papuaskiej ludności – jak wiemy – nie liczył się nikt z grona decydentów: ani Suharto, ani Kissinger, z całą pewnością także cała śmietanka towarzyska bawiąca w listopadzie 1967 roku w Genewie. Nawet jednak ostateczna umowa, między indonezyjskim rządem a Freeport, podpisana w kwietniu 1967 roku, i uprawniająca protegowanych Kissingera do poczucia się dzierżawcą złóż Ertsberg, nakładała na amerykańską spółkę pewien zakres obowiązków. Indonezyjskie prawo zobowiązywało posiadacza koncesji do zapewnienia odszkodowań dla właścicieli gruntów, którzy umyślnie lub nie umyślnie doświadczą szkód z powodu działalności górniczej. Inny ustęp mówi o tym, że po zakończeniu eksploatacji, ziemia powinna zostać zwrócona w stanie nie stwarzającym niebezpieczeństwa dla zdrowia ani nie powodującym innych zagrożeń dla okolicznych mieszkańców. Freeport Minerales Company, przemianowany od 1982 roku na Freeport McMoran, nie potrafił należycie wypełniać przez długi czas, nawet owych minimalnych zobowiązań.
Kulisy listopadowej konferencji w Genewie w 1967 roku, są jak zaplecze, które pozwala zobaczyć od kuchni, zawiłość międzynarodowej intrygi, rozwiniętej niczym pokrętny kłębek nici nad Azją Południowo-Wschodnią w latach sześćdziesiątych XX wieku. Zimne kalkulacje politycznego establishmentu, nie obawiającego się rozlewu krwi w celu zaspokojenia własnych interesów, nie dawały większych szans na realizacje podstawowych praw i poszanowania autonomii lokalnych społeczności.
Rozpisanie referendum niepodległościowego na 1969 rok, referendum podczas, którego Papuasi mieli sami zadecydować o swojej niezależności, było zwykłym fortelem, zasłoną dymną, mającą zachować pozory praworządności. Trudno mieć tu jakiekolwiek złudzenia. Żadna instytucja, żadna ówczesna administracja amerykańska nie zamierzała respektować woli rdzennych mieszkańców zachodniej części Nowej Gwinei, czego najlepszym dowodem jest choćby sam przebieg referendum, które – jak również wiemy – zostało sfingowane. 
Jeżeli było inaczej, to dlaczego podjęto tak daleko idące kroki i zobowiązania podczas genewskiej konferencji w 1967 roku? Dlaczego zawczasu, dwa lata przed referendum, indonezyjskie władze dokonały transakcji, sprzedając zasoby Papui Zachodniej zagranicznym inwestorom? Jakiż miałoby to sens, skoro za dwa lata nowe niepodległe państwo papuaskie mogłoby rzucić zapis tych postanowień w serdeczny niebyt? Czy Suharto posiadał legitymacje uprawniającą go do handlowania koncesjami w Papui Zachodniej? Przecież w myśl prawa międzynarodowego Indonezja sprawowała kontrolę nad tym terytorium, póki co, tylko tymczasowo.
Nikt kto ciągnął w owe zimnowojenne dni za sznurki międzynarodowej polityki, nikt kto rozgrywał partie politycznego pokera, mając ludzi za karty, nie myślał na poważnie o niepodległości Papui Zachodniej. Handel koncesjami na genewskim bankiecie był tylko pieczątką pod tym co wcześniej powzięto z góry.
FREEPORT WKRACZA NA ZIEMIE LUDU AMUNGME
Freeport Company Minerals okazało się największym beneficjentem komercjalizacji zasobów naturalnych Indonezji, dokonanej przez Suharto i jego politycznych sojuszników ze Stanów Zjednoczonych i Zachodniej Europy. Przedsiębiorcy z Freeport zapewnili sobie dostęp do potężnego rezerwuaru surowców naturalnych, większego niż wówczas się spodziewano. Umowa między indonezyjskim satrapą i górniczą spółką z USA była zarazem ratyfikacją wydziedziczenia ludu Amungme z ich własnych ziemi. Kontrakt zawarto na takich warunkach jak gdyby Indonezja była rzeczywistym właścicielem Amungsy. O własności i suwerenności papuaskich mieszkańców nie ma tutaj ani słowa. Nie licząc się z podstawowymi prawami człowieka, postanowiono dokonać najazdu na ziemie Amungme i ich sąsiadów Kamoro.
Budowa kopalni położonej w głąb terytorium, ponad 100 km od wybrzeża wymagała nadludzkiego wysiłku. Inżynierowie zakontraktowani przez firmę po przybyciu na miejsce przeznaczenia nie zobaczyli żadnych dróg, lotnisk ani portu. Przed nimi rozciągały się nieprzebrane połacie pierwotnego lasu i trudny do sforsowania masyw postrzępionych gór. Główny wykonawca projektu, inżynieryjna korporacja Bechtel określiła później przedsięwzięcie w Papui Zachodniej najtrudniejszym zadaniem w historii firmy. Przez kolejne 5 lat przedzierano się przez puszcze, żłobiono tunele w górach, budowano zaplecze magazynowe i mieszkalne. Dla półświatka inżynierii i budownictwa był to wiekopomny projekt, wcielenie w życie pionierskiej wizji człowieka ujarzmiającego i biorącego w posiadanie naturę. Dla Amungme był to początek zmian, które na zawsze przeobrażą ich życie, otoczenie i kulturę. Zasięg zbliżających się metamorfoz był tak potężny, że chyba żaden rdzenny mieszkaniec Amungsy nie mógł sobie ich wyobrazić, w momencie gdy ludzie w dziwacznych, budowlanych kaskach pojawili się tu po raz pierwszy.
Relacje członków ludu Amungme mówią o tym, że od samego początku projekt budził kontrowersje i sprzeciw rdzennych mieszkańców. Pierwsze eksmisje członków plemion Amungme i Kamoro datuje się już na 1968 rok. Najbardziej drastyczne zmiany w życiu Amungme rozpoczęły się jednak w 1970 roku wraz z budową 120 kilometrowej autostrady, która połączy miejscowość Amamapare położoną na wybrzeżu z górskim masywem Carstensza. U krańcu drogi konstruowanej przez Bechtel, miała powstać kopalnia oraz górnicze miasto Tembagapura – czyli w wolnym tłumaczeniu „miasto miedzi”.
W dziedzinie tej, położonej w sąsiedztwie doliny Waa, umiejscowione były ogrody i ziemie przodków należące do klanu Natkime. Istniały także trzy święte miejsca znane jako Mulkine, Tundimagon i Awinkawak. Wylesienia obszaru budziły coraz większe niepokoje Amungme. Napięcia miała studzić obecność indonezyjskiej armii, w razie potrzeby nie wahającej się użyć nawet najbardziej brutalnych metod pacyfikacji opornych.

Przedstawiciele Freeport McMoran starali się w specyficzny sposób studzić nastroje rdzennych lokatorów. Wyrachowanie i nonszalancje amerykańskiej spółki najlepiej obrazują obietnice jakie złożono na ręce Tuareka Natkime, jednego z klanowych przywódców mieszkających w sąsiedztwie przyszłego projektu górniczego. John Currie z Freeport McMoran ustnie zapewniał Tuareka Natkime, że inwestycja forsowana przez przybyszy przyniesie obopólne korzyści. Biblistyczna metafora o „krainie mlekiem i miodem płynącej” była wielokrotnie wykorzystywana do mamienia i podboju rdzennych mieszkańców w różnych regionach naszej planety. W ustach Johna Curriego, pragnącego zjednać sobie Tuareka zabrzmiała ona tak: „My Freeport McMoran będziemy jak roślina, jabłoń pośrodku ziemi Mulkini, przyniesiemy owoce, które nasze dzieci będą zbierać razem”. Doprawdy urzekające: Currie obiecywał równy, niemal braterski podział dóbr między Freeport i klanem Natkime. Tuarek dla którego słowo znaczyło więcej i najwyraźniej nie było przedmiotem manipulacji uwierzył mu, traktując te zapewnienia jako ustną deklaracje woli. W przyszłości miał się gorzko przekonać o tym, że słowa Curriego były zwodnicze, a on sam i jego ludzie stali się ofiarami zwykłego szalbierstwa. Po wielu latach, Tuarek Natkime, parafrazując miłościwe zapewnienia Curriego powiedział o Freeport: „Przyszli tylko po to by nas zabijać, aby wziąć wszystko z tej ziemi, dla swoich żon i dzieci”.
HISTORIA PRZEMOCY I EKSMISJI (1974–1990)
W 1974 roku mijał już siódmy rok, od kiedy zatwierdzono budowę obiektu: tymczasem członkowie ludu Amungme ponosili tylko konsekwencje utworzenia kopalni PT Freeport Indonesia. Zdecydowaną większość udziałów w inwestycji posiadało Freeport Minerales Company, władze Indonezji zapewniły sobie stały dopływ środków dzięki 10-procentowym udziałom. Amungme nie mieli z tego nic. Pod naciskiem wspólnot Amungme doszło w końcu do spotkania na którym powzięto pierwsze oficjalne deklaracje. 6-7 stycznia 1974 roku, podczas trójstronnego spotkania między Amungme, PT Freeport Indonesia i rządem Indonezji podpisano tzw. „Umowę Styczniową”. Amerykańska spółka została zobligowana do konstrukcji budynków użyteczności publicznej: szkół, przychodni i kilku innych obiektów. Spotkanie było nadzorowane przez uzbrojonych żołnierzy indonezyjskich. Przedstawicielom klanów Amungme nie pozostawało nic jak tylko podpisać umowę, która w zasadzie nie zmieniała nic w relacjach między ich ludem a kolonizatorami. Członkowie plemienia nie mogli nawet wchodzić na obszary zagrabione na rzecz PT Freeport Indonesia.
W 1977 roku Amungme zażądali przekazania odszkodowań za zniszczenia i przywłaszczone ziemie. W całej Papui Zachodniej niezadowolenie z powodu dominacji indonezyjskiej i masowych wywłaszczeń utrzymywało się na wysokim poziomie. Wielu Amungme popierało działania Ruchu Wolnej Papui (OPM). Obecność żołnierzy indonezyjskich i Freeport były postrzegane jako nieuprawniona ingerencja. Rok 1977 stał się rokiem masowego buntu przeciwko okupacji. Amungme, Kamoro i pięć innych plemion rozpoczęło protesty. W rewanżu indonezyjska armia odpowiedziała nieproporcjonalną siłą, zasypując oponujących gradem kul i dokonując bombardowań. Następnego dnia Amungme i inni powrócili jeszcze bardziej oburzeni i zdeterminowani. Przewodził im Kelly Kwalik, członek ludu Amungme. Papuasi wspólnym wysiłkiem zniszczyli rurociąg, znajdujący się 74 km od portu Amamapare, a należący do kopalni Freeport, po czym rozpoczęli demontaż innych instalacji. Tym razem odpowiedź wojska była jeszcze bardziej brutalna; ponowiono ostrzał i bombardowania. Falanga bomb spadła na wioski Waa i Kamki, zabijając kobiety i dzieci. Wojownicy i członkowie OPM zbiegli do lasu. Żołnierze nie mogąc przebić się przez gęstą puszczę rozpoczęli przeczesywanie wsi: aresztowali i mordowali każdego kogo podejrzewali o konszachty z OPM. Kelly Kwalik, którego zapamiętano jako przywódcę zajść z 1977 roku, przez kolejne 22 lata, aż do śmierci w 2009 roku, kontynuował walkę przeciwko rządowi indonezyjskiemu i Freeport McMoran.
Trudno dziś oszacować ile osób zginęło w rezultacie brutalnej masakry urządzonej przez indonezyjską armię. Według wojskowych raportów liczba ofiar oscylowała w granicach 900 osób, ale świadkowie zajść twierdzą, że była ona dalece wyższa i wynosiła 1800 osób, a może nawet kilkaset więcej.
Dla reżimu Suharto te i inne zajścia, powstania wybuchające w kolejnych częściach Papui Zachodniej były sygnałem, że poczucie tożsamości rdzennych mieszkańców jest silne i należy je zdławić w zarodku. Już wcześniej powzięto plan narodowej integracji mający wyplenić elementy rodzimej kultury. Teraz doskonale miał się on wpisać w konieczność pacyfikacji niepokornych autochtonów: zakazywano tradycyjnych tańców, zmuszano do noszenia odzieży. Wszystko to w ramach planu Suharto obliczonego na likwidacje przynależności plemiennej. Sąsiedzi Amungme z północy, lud Dani, odmówili zdjęcia tradycyjnych strojów i założenia spodni. Kara za opór miała okazać się sroga. W 1979 roku pragnąc przywołać opornych do porządku, indonezyjskie wojsko dokonało ciężkich bombardowań wiosek plemienia Dani. Szacuje się, że w rezultacie krwawej wendetty Suharto mogło zginąć nawet 3 tysiące członków tego ludu. Dyktatura Suharto miała wszelkie znamiona totalitaryzmu. Przedsiębiorcy z Freeport przymykali jednak oko za cenę bezpiecznej, ukwieconej laurem zysku działalności górniczej. 
Represje i skutki zaostrzonej, zwłaszcza po 1977 roku, polityki wobec Papuasów, dotknęły także członków ludu Amungme. Jedną z metod szybszego włączania rdzennych mieszkańców w główny nurt indonezyjskiego społeczeństwa były eksmisje, przenoszenie ich z rodzimych terytoriów na inne, bardziej zurbanizowane i kontrolowane przez rząd obszary. Czasami za rządowymi ewikcjami kryła się zwykła chęć pozyskania nowych ziem, włączenia ich pod szybko rozwijające się górnictwo. Między 1979 a 1986 rokiem, Freeport McMoran współpracowało z indonezyjskim wojskiem w programie przenoszenia Amungme z ich górskiej ojczyzny na nizinne obszary Timiki. W 1984 roku eksmisje dotknęły członków społeczności z Waa, mieszkającej w pobliżu kopalni. Tuarek Natkime, dokładnie ten sam, któremu wcześniej Freeport obiecywał wspólne zbieranie owoców, nie chciał opuścić rodowych ziem. Ostatecznie uległ jednak naciskom, licząc na to, że jego syn Titus, będzie mógł kontynuować edukację.
W ciągu 20 lat od powstania kopalni, Timika stała się miejscem nie do poznania. W 1985 roku rząd rozpoczął program migracyjny, który przywiódł tu falę osadników zainteresowanych pracą w kopalni i przemyśle przetwórczym. Obszar zamieszkiwany w 1950 roku przez 1000 członków plemienia Kamoro, teraz stał się miejscem doraźnego pobytu dla 120 tysięcy osób. Timika przeobraziła się w obszar bezprawia z szalejącą przemocą, prostytucją i alkoholizmem.
Życie w nowym miejscu okazało się bardzo ciężkie dla Amungme. Położona na pasie wybrzeża, gorąca i nizinna Timika, posiadała zupełnie inny klimat i środowisko niż górskie, bardziej umiarkowane przestrzenie Amungsy. Nie brakowało różnego rodzaju pokus, w przeciwieństwie do tradycyjnego pożywienia. Przesiedleńcy szybko zostali zmuszeni do konsumpcji potraw tak odmiennych od ich dotychczasowego jadłospisu, inni borykali się z niedożywieniem. Największe żniwo zebrać miały jednak choroby. Niektórzy Amungme migrowali na niziny za misjonarzami w latach 1960-tych. Wówczas brak odporności na obce im warunki, brak zapory immunologicznej, doprowadziły do wielu zgonów. Lekcji z tego doświadczenia nie odrobiono, indonezyjscy urzędnicy ślepo realizowali odgórne wytyczne. Eksmisje z początku lat 1980-tych przyniosły wysoką śmiertelność wśród przesiedleńców. Najczęstszym powodem zgonów była malaria. Ocenia się, że w tym czasie w rezultacie eksmisji zmarło nawet 20% dzieci ze społeczności objętych wysiedleniami. Wielu Amungme nie zaakceptowało tego stanu rzeczy, ludzie szukali drogi do domu i powracali na ziemie przodków.
PRZYPISY
[2] Wśród grona reprezentującego interesy Suharto podczas genewskiej konferencji w 1967 roku znalazł się Emil Salam. Po wielu latach tak oto tłumaczył swoją współpracę z krwawym dyktatorem: „Nie to nie w porządku. Nie wiedziałem o tym. Pamiętaj, że nie miałem telewizji a telefony wtedy też nie działały dobrze”.
[3] 6 grudnia 1975 roku Henry Kissinger pełniący wówczas rolę sekretarza stanu USA oraz ówczesny prezydent Gerald Ford, spotkali się z dyktatorem Suharto w przeddzień indonezyjskiej inwazji na Timor Wschodni. Wiele wskazuje na to, że administracja amerykańska doskonale wiedziała o zbliżającej się aneksji. Jej rola w tym dziele nie jest do końca odtajniona ale Suharto musiał otrzymać co najmniej zapewnienie, że amerykański rząd z Kissingerem na czele, nie będzie zgłaszać protestów. Przez następne 25 lat aż do czasu uzyskania niepodległości przez Timor Wschodni, z rąk indonezyjskich sił bezpieczeństwa zginęło 180 tysięcy mieszkańców tego regionu.











