iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Świat
+ - 0

Hitler – świętym?

14 04 2009 Anna Hudyka Artykuł był czytany 4343 razy
Źródło: Internet
Źródło: Internet

Nie będę ukrywać tytuł artykułu jest prowokacją i zamierzeniem, by wzbudzić dyskusję. Pozwoliłam sobie puścić wodze fantazji przy jednoczesnym wzięciu pod uwagę historii Kościoła Katolickiego. W konsekwencji odpowiedź na postawione przeze mnie pytania.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

Załóżmy pewien scenariusz całkowicie science-fiction. Będzie to zadziwiająca historia -
a może jednak nie patrząc na życiorys wielu Świętych i tych, których Kościół Katolicki starał się brać w obronę.

 

Inne losy Hitlera

 

Kończy się wojna. Hitler nie jest głupcem wie, że Niemcy przegrali a on jest skończony. Zdaje sobie sprawę, że zostanie schwytany, postawiony przed międzynarodowym trybunałem i wraz z innymi hitlerowcami oskarżony o zbrodnie: wojenne, przeciw ludzkości i ludobójstwo. Jest pewne: zostanie skazany na śmierć. Jeśli chce się uratować - a tak jest - to nie ma na, co czekać i innego wyjścia, dlatego przy pomocy najbardziej zaufanych ludzi przygotował plan ucieczki. Wierzy, że osoby pozostałe przy nim do końca przekonane do głoszonych przez niego idei - tzw. „Specjalna Grupa X” nawet za cenę życia nie zdradzą ukochanego wodza.

 

Plan zakłada wielką mistyfikację - upozorowane samobójstwo Hitlera. Udaje się.

 


Obecnie przyjmuje się, że wódz III Rzeszy rzeczywiście je popełnił strzelając z pistoletu
w usta lub rozgryzając fiolkę z cyjankiem w podziemnym schronie gmachu Starej Kancelarii Rzeszy w Berlinie. Zrobił to z poślubioną dzień wcześniej wielką miłością Ewę Braun. Zwłoki obojga spalili esesmani. Załóżmy jednak, że to prawda połowiczna. Rzeczywiście było samobójstwo, ale popełniła je tylko Ewa, która sama podjęła decyzję o śmierci. Nie chciała uczestniczyć w planie ratunku, bo oczekiwała dziecka. Bała się, że ucieczka się nie powiedzie, a nie chciała, by noszone pod sercem maleństwo dosięgła nienawiść, jaką świat czuł w stosunku do jej męża. Wolała sama pozbawić je życia niż pozwolić na to innym. Wprawdzie Hitler był zbrodniarzem, ale ona go kochała. Wraz z Ewą spalono zwłoki przypadkowego mężczyzny. W tym momencie nie było chwili do stracenia. Hitler uciekł podziemnym korytarzem skąd w tajemnicy przewieziono go na miejsca, gdzie oczekiwał mały samolot. Zanim do niego wsiadł przyjął inny wygląd i nowe dokumenty tożsamości. Jako Anglik Thomas Monroe został pasażerem samolotu obierającego kurs na jedną z wysp Pacyfiku. Na miejscu został pacjentem prywatnej kliniki, której właściciel - chirurg plastyczny nie interesował się polityką. Nie miało też dla niego znaczenia kim byli pacjenci, ważne było tylko żeby dobrze płacili. Wręczając dużą sumę pieniędzy Hitler nie wyjawiając prawdziwych personaliów został specjalnym pacjentem, którym zajmował się wyłącznie doktor. Po operacji stał się z zewnątrz rzeczywiście inną osobą, a kilka dni później chirurg umarł na zawał serca, Monroe natomiast wsiadł na pokład samolotu lecącego do Argentyny.

 

Argentyna

 


Ameryka Południowa jest kontynentem, do którego uciekło wielu wojennych zbrodniarzy.
Na obcej ziemi Thomas vel Adolf musi coś z sobą zrobić, jakoś żyć, czymś się zająć, bo wie, że posiadane pieniądze na długo nie wystarczą. Podejmuje decyzje o udawaniu angielskiego lorda, który w czasie wojny stracił cały majątek oraz rodzinę. Wynajmuje mały pokój w jednym z pensjonatów. Tam spokojny, że nie zostanie rozpoznany przygląda się życiu ludzi na drugim krańcu świata. Ma 57 lat, dużo myśli i zaczyna malować obrazy, dalej też mieszka w tym samym miejscu. Przypadek sprawia, że poznaje pewnego księdza, który znając właścicielkę pensjonatu dowiaduje się, że wynajmuje mieszkanie malarzowi, a on potrzebuje nowych obrazów do kościoła. W czasie jednej z rozmów Ojciec Juan opowiada Thomasowi, że, wiele lat wcześniej pożar odebrał mu dziecko i żonę, która oczekiwała drugiego. Sam przeżył, ale przez długi czas nie mógł się z tym pogodzić, do momentu, gdy znalazł pocieszenie w Bogu, dlatego wstąpił do zakonu.

 


Hitler żyjąc w Argentynie tak, jak napisałam wiele rozmyśla, czuje też coraz większy ból po stracie ukochanej i nienarodzonego jedynego dziecka. Pod wpływem rozmów ze wspomnianym księdzem wyznaje, że stracił najbliższych, a kapłan postanawia zabrać malarza do kaplicy, gdzie wiszą jego obrazy. Należy zaznaczyć, że wykonywał je znając miejsce przeznaczenia tylko z opowiadania. W świątyni Hitler prosi o pozostawienie go samego i po kilku godzinach rozważań podejmuje decyzję o wstąpieniu do zakonu. Robi to zdając sobie sprawę, że jest starszym człowiekiem i życie nie wiele ma mu już do zaoferowania. Inną sprawą jest, że zakon to ostatnie miejsce, gdzie by go szukano.

 


Tak też się stało i Adolf Hitler vel Thomas Monroe zostaje zakonnikiem. Zamknięty w swej celi przez wiele miesięcy kontempluje i czyta dzieła różnych filozofów i historyków. Nie wiele rozmawia i niewiele o nim wiadomo. Pewne jest tylko, że nie ma rodziny, bo zabrała mu ją wojna. Pod wpływem nowego życia zaczyna rozumieć popełnione błędy i to, do czego doprowadziły. Chce jakoś choć w nikłej części zadośćuczynić. Prosi przełożonego klasztoru o pozwolenie na pomaganie najbiedniejszym, służenie najbardziej chorym oraz głoszenie kazań. Pierwsze wygłasza w wieku 64 lat. Większość dotyczy tego, jak straszliwe prowadzące do jeszcze gorszych rzeczy jest wywyższanie się jednych nad drugim, inne tematy to: ból, miłość i samotność. Dziwne, ale ludzie słuchają bardzo uważnie, przemawiają do nich i mówią, że wiele mogą się nauczyć.

 


Thomas Monroe umiera w wieku 94 lat. Przez kilkadziesiąt lat wiódł życie zakonnika
a 30 ostatnich prawdziwego ascety, który to, co miał rozdał ubogim i służył najmniejszym. Do końca pozostał także samotnikiem i współbracia z Opactwa nic o nim nie wiedzieli. Całe dnie spędzał na modlitwie, kontemplacji, pomocy najbardziej pokrzywdzonym przez los i pisaniu kazań, a po śmierci okazało się, że czegoś jeszcze. Były to pamiętniki, w których wyjawił kim naprawdę jest.


Kropka. Koniec opowiadania. Czas powrócić do rzeczywistości.

 

Święty Paweł

 


Mówiąc o pierwszej „grupie”, o życiorysach osób kanonizowanych przykładem może być Św. Paweł - Żyd z Tarsu, wykształcony m.in. w Jerozolimie faryzeusz i prześladowca Chrześcijan. Ten urodzony wg różnych źródeł między 5 a 10 r. a zmarły między 64 a 67
w Rzymie
człowiek jest przykładem niezwykłej przemiany duchowej. Porównanie dość kontrowersyjne, ale podobnie, jak Hitler niszczył inny naród, tamten - Żydów, ten - Chrześcijan będąc ich zagorzałym przeciwnikiem. Św. Paweł był m.in. obecny przy ukamienowaniu Św. Szczepana. Kamienujący złożyli u jego stóp swoje szaty, co oznaczało przyjęcie przez niego odpowiedzialności za wspomnianą śmierć. Osobiście brał udział także w prześladowaniu chrześcijan w Jerozolimie. Jak podają „Dzieje Apostolskie” wewnętrzna przemiana i nawrócenie zaszło w nim w 35 r. w drodze do Damaszku, do którego udał się z listami od tzw. Sanhedrynu z nakazem aresztowania zwolenników „nowej drogi”. Zbliżając się do celu został olśniony schodzącym z nieba światłem, po czym usłyszał głos Boga pytający, dlaczego Go prześladuje? Zdarzenie było przełomem w życiu Św. Pawła, który przyjął w Damszku chrzest oraz zaczął głosić Słowo Boże, zostając później jednym z Apostołów Jezusa a po śmierci świętym. Nazwany „Apostołem Narodów” odbył 3 wyprawy misyjne do Azji Mniejszej, Cypru, Grecji, Macedonii i Efezu. Przypisuje się mu także autorstwo 13 listów wchodzących w skład Nowego Testamentu. Św. Paweł został uwięziony w czasie prześladowania Chrześcijan rozpętanym po pożarze Rzymu w 64 r. Opinia publiczna oskarżyła o to Nerona, ten jednak chcąc uniknąć odpowiedzialności jako winnych wskazał chrześcijan. „Apostoł Narodów” został ścięty ponosząc męczeńską śmierć. Dziś uważa się, że wywarł znaczny wpływ na wczesnochrześcijańską doktrynę będąc zwolennikiem misji na pogan, a na drugie millenium jego narodzin 2008 r. ogłoszono Rokiem Św. Pawła.

 

Josef Tiso

 


W tym momencie mogę przejść do wspomnianej drugiej „grupy” - tych, których mimo popełnionych przez nich krzywd Kościół Katolicki starał się bronić. Posłużę się przykładem znacznie nam bliższym, i co ciekawe akurat z czasu II wojny światowej, a będzie nim Josef Tiso. Wprawdzie nie jest świętym ani błogosławionym, niewierzącym, który się nawraca, ale uważanym go za męczennika za wiarę chrześcijańską. Może przykład jest trudny, ale zarazem bardzo ciekawy.

 


Josef Tiso był profesorem teologii, zadeklarowanym antysemitą, a w latach 1939-1945 kierował marionetkowym, prohitlerowskim państwem słowackim. Jest odpowiedzialny za wysłanie 60 tys. Żydów do obozów zagłady a pomagali mu wyżsi członkowie katolickiego kleru Słowacji.

 


Trochę historii.

 


W grudniu 1918 r. pod przywództwem katolickiego ks. Andrieja Halika powstała Słowacka Partia Ludowa (tzw. ludacy) występująca w obronie praw mniejszości słowackiej i domagając się ich autonomii. Miała charakter konserwatywny i antysemicki, a dużą rolę odgrywała słowacka kler. Rzym nie był jej przeciwny a Papież udzielił błogosławieństwa, bowiem naród czeski nie dawał powodów do ewangelizacyjnego optymizmu. Po zmuszeniu przez Hitlera Czechosłowacji do poddania się (uzyskał przyzwolenie mocarstw europejskich na konferencji monachijskiej jesienią 1938 r.) otrzymał od biskupów list gratulacyjny. Papież uznał to natomiast za jeden z „tych historycznych procesów, którymi z politycznego punktu widzenia Kościół nie jest zainteresowany”. W sierpniu 1938 r., kierownictwo nad Słowacką Partią Ludową objął ks. Józef Tiso, który po układzie monachijskim został premierem autonomicznej Słowacji. Partia pod wpływem Hitlera 14 marca 1939 r. proklamowała utworzenie pozostającej pod wpływem Niemiec - Republiki Słowackiej, której wielebny Tiso został prezydentem, a jego partia uzyskała monopol władzy wprowadzając faszystowskie rządy. Ogłoszono, że ustrój państwa będzie stanowić połączenie niemieckiego narodowego socjalizmu z katolicyzmem rzymskim. Zniesiono: wolność sumienia, słowa i prasy, zakazano działalności wszelkich innych partii oraz rozpoczęto szykanowanie wyznawców prawosławia, protestów i słowackich Żydów. W przypadku tych ostatnich Prałat Jozef Tiso był współodpowiedzialny za wywózkę ich do obozów koncentracyjnych, a nawet płacił rządowi niemieckiemu za "pomoc w rozwiązywaniu tego problemu". Wykorzystywano także faszystowskie ustawy rasistowskie do przejmowania mienia żydowskiego w Betlanovcach i Baldovcach. Tiso do końca wzywał też, by wojnę kontynuowano, i jeszcze 27 września 1944 r. zapewnił: „Słowacja będzie stać u boku państw Osi aż do ostatecznego zwycięstwa”.
W 1945 r. został aresztowany i skazany za zdradę i kolaborację a w 1947 stracony. Z punktu widzenia władz państwa czechosłowackiego zmarł jako rebeliant i katolik, który posyłał Słowaków na bezsensowną śmierć za Hitlera, zaciekły antysemita i człowiek, który - razem z papieżem - popierał system, morderczy dla milionów ludzi zgładzonych w obozach koncentracyjnych. Ciekawe, że do dziś niektórzy Słowacy sądzą, że winni są za to księdzu Josefowi Tiso wdzięczność, a w pewnych kołach tamtejszej emigracji narodził się pomysł (wdzięcznym sercem przyjęty przez Watykan) rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego. Ale trzeba też ks. Josefowi Tiso oddać sprawiedliwość. Dzięki jego postępowaniu Słowacja uniknęła większych zniszczeń i bombardowań. Stała się nawet swego rodzaju letniskiem, do którego przyjeżdżali hitlerowscy notable.

 

Wypowiedzi ks. Josefa Tisco

 

28 sierpnia 1942 r.:
„Co się tyczy kwestii żydowskiej, ten i ów pyta, czy nasze postępowanie jest chrześcijańskie i humanitarne. Ja odpowiem innym pytaniem: czy jest chrześcijańskie to, że Słowacy chcą się uwolnić od swoich odwiecznych wrogów, Żydów?”


17 sierpnia 1947 r.:
„Umieram jako męczennik.(…) Oprócz tego umieram jako ten, który bronił cywilizacji chrześcijańskiej przed komunizmem”.

 

Co na to wszystko Watykan i wyżsi rangą katoliccy duchowni?

 


W kwietniu 1939 r. papież jako jeden z pierwszych uznał nowe państwo słowackie
a ks. Josefa Tiso mianował szambelanem papieskim i nadał mu tytuł monsignore.

 


W 1943 r. biskup Nitry, Karol Kmetko oświadczył naczelnemu rabinowi kraju, że Żydzi zasłużyli na karę i nie powinni oczekiwać ze strony katolików żadnej pomocy, chyba,
że przejdą na chrześcijaństwo.

 


Katoliccy biskupi Ján Vojtaśśák i Michal Buzalka błogosławili oddziały ks. Josefa Tiso przed wyruszeniem do walki przeciw katolickiej Polsce i Związkowi Radzieckiemu. W 1945 r. wspomniany prałat planował schronić się w Watykanie. Zbiegł do Austrii, gdzie próbował ścieżkami dyplomatycznymi uzyskać azyl w Stolicy Piotrowej. Zanim jednak doszło do jakichkolwiek decyzji, jego miejsce pobytu odkryły wojska amerykańskie i w październiku wydały władzom Czechosłowacji. Został postawiony przed Narodowym Trybunałem w Bratysławie, który uznał go za zbrodniarza wojennego. Papież nie zaniedbał niczego, co mogło przysłużyć się jego moralnej rehabilitacji. W wydanej przez Watykan- przy pełnej aprobacie Piusa XII Encyklopedii Katolickiej czytamy między innymi: „Tiso był wzorowym kapłanem, który prowadził życie nieskazitelne. Poświęcił się polityce, bo uznał, że zmusza go do tego konieczność dziejowa; od początku obecnego stulecia jedynie bowiem kler bronił praw narodu słowackiego. Pod rządami księdza Tiso Słowacja osiągnęła wielki postęp zarówno w dziedzinach kultury i gospodarki, jak i w polityce społecznej, a ponadto dowiodła swej samodzielności narodowej”.

 

W roku 1999 arcybiskup Bratysławy i Tarnowy, Jan Sokol, przekonywał, że ks. Josef Tiso został źle oceniony, bo „często obwiniano go za coś, co było poza jego kontrolą”.

 

Nauka wypływająca z Chrześcijaństwa

 

Po przedstawieniu tych dwóch osób czas powrócić do nauk, którymi karmi nas Chrześcijaństwo. Mówi się, że Religia Katolicka opiera się przede wszystkim na miłości do Boga i bliźniego oraz przebaczeniu. Co do tej pierwszej nasz „bohater” Adolf Hitler
vel Thomas Moneroe
okazywał ją przez kilkadziesiąt lat spędzonych w Argentynie, zwłaszcza ostatnich 30. Wspomniana cyfra jest przypadkowa, dopiero będąc w połowie pisania przypomniało mi się, że tyle samo lat miał Pan Jezus, gdy zaczął czynić cuda. Absolutnie nie porównuję tych 2 osób, ale napisałam to jakby ktoś chciał mi coś zarzucić.

 

W przedstawionej przeze mnie historii Hitler zwraca się ku Bogu, czyli jest miłość do Najwyższego. Ukazuje ją także w stosunku do ludzi, a przecież sam Chrystus powiedział „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych moich braci najmniejszych mnieście uczynili”. Natomiast jeśli chodzi o przebaczenie to po pierwsze w „Uczynkach miłosiernych co do duszy” jest nakazane, że mamy „urazy chętnie darować”. Religia Katolicka naucza nas też , że, gdy zostaniemy uderzeni w policzek nie mamy oddawać tylko przebaczyć
i nadstawić drugi. Ponadto sam Chrystus wybaczył swoim prześladowcom. Wisząc na krzyżu powiedział do Boga: „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Także jednym
z „Siedmiu Grzechów Głównych” jest gniew.

 

Od najmłodszych lat na religii jesteśmy również nauczani, że nasze grzechy sprawiają ból Chrystusowi, a idąc do spowiedzi kapłan właśnie w Jego imieniu odpuszcza je nam, czyli wybacza popełnione błędy.

 

Religia katolicka naucza także, że bardziej Bóg jest zadowolony z jednego nawróconego grzesznika niż 100 wierzących. Można tą sytuację ukazać choćby w przypowieściach - w tym o synu marnotrawnym. Pokazuje, w jaki sposób ojciec wita dziecko, które powróciło na łono rodziny. Druga natomiast opowiada o dobrym pasterzu. Wiedząc, że jedna owca się zagubiła pozostawia stado i udaje się w jej poszukiwaniu. Jeszcze inną sprawą jest, że (przynajmniej ksiądz ucząc mnie przed przyjęciem Sakramentu Bierzmowania tak mówił) nawrócić może się każdy grzesznik. Może to uczynić w każdej chwili, nawet przed samą śmiercią, gdy naprawdę będzie żałował za popełnione winy. W mojej historii nie jest to ostatni moment, ale kilkadziesiąt lat. Bądźmy też obiektywni prawdą jest to, co napisałam wcześniej wielu Świętych było złoczyńcami. Uwzględniając liczbę ludności może nie przyczynili się do śmierci tylu osób, ale wspomnijmy choćby Św. Pawła.

 

Jednak może być jeszcze jeden argument - nauka a Hitler jako nauczyciel. Jezus jest naszą drogą i najdoskonalszym, jak naucza Chrześcijaństwo nauczycielem. Może wódz III Rzeszy był Bożym dopustem przysłanym nam specjalnie? Miał dać ostrzeżenie i lekcję życia lub historii, jak kto woli, ale jedną z najważniejszych dla ludzkości o następującym temacie: czym grozi kult jednostki i wywyższanie jednego narodu nad innymi. Zadajmy sobie pytanie: czy wspomniane najczarniejsze dla świata lata mogły być dla nas lekcją, jak mamy nie postępować?

 

Jedno pytanie

 


Nie wierzę w takie rzeczy, ale pamiętam nadawany parę lat temu w Polsacie program „Na każdy temat”. Jeden z odcinków poświęcono osobom, które były „po tamtej stronie” i wróciły. Jedna z pań opowiadała, że usłyszała glos mówiący, że będzie żyła, ale może zadać jedno pytanie, na które uzyska odpowiedź. Spytała się właśnie o Adolfa Hitlera, jak Bóg ukarał go po śmierci? Odpowiedź była, że tak, jak każdego nauczyciela.

 

Zakończenie

 


Tak, jak napisałam na początku nie chcę nikogo, a tym bardziej Hitlera rozgrzeszać, bo niezaprzeczalnym faktem jest, że to jeden z najokrutniejszych zbrodniarzy w historii ludzkości. Kontrowersyjny tytuł artykułu tak, jak również wspomniałam to prowokacja zmuszająca do przeczytania i zastanowienia się nad nim. Moim zamierzeniem było przedstawienie innego losu wodza III Rzeszy wykorzystując przy tym fantazję i science – fiction. Chciałam wzbudzić dyskusję nad tym, jak dziś jednoznacznie przez wszystkich uważany za zbrodniarza człowiek zostałby oceniony przez Kościół Katolicki, gdyby druga część jego życia potoczyła się właśnie w przedstawiony przeze mnie sposób. No cóż Watykan z niejednego zbrodniarza uczynił już świętego na wzór do naśladowania…





+ - 0

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 1

1. Dekoracje | 21:34 10-11-2010

Rzeczywiście prowokacyjny tytuł