Aktualności / Świat
Koniec walki Clinton. Co dalej?
Artykuł był czytany 1035 razyHillary Clinton wreszcie, chciałoby się rzec, zrezygnowała z walki o nominację prezydencką. Co dalej z kampanią wyborczą w USA? Czy McCain rzeczywiście nie ma szans?
To już jest koniec. Długa walka w obozie Partii Demokratycznej dobiegła końca. Wczoraj Hillary Clinton zdecydowała o wycofaniu się z wyścigu o nominację prezydencką swojej partii. Wiadomość jest zaskakująca, bo jeszcze tydzień temu, po zwycięstwie w Portoryko, była Pierwsza Dama zapowiadała walke do samego końca, czyli do konwencji Demokratów w Denver. Tymczasem dziś już wiadomo, że kandydatem osłów będzie Barack Obama. Co wpłynęło na decyzję Clinton? Jak dalej potoczy się kampania wyborcza w USA? Wreszcie, kto zostanie kandydatami na viceprezydenta?
Tak długa walka byłej Pierwszej Damy była dla wszystkich zagadką. Co najmniej od stycznia Barack Obama miał nad nią przewagę, którą systematycznie powiększał i stopniowo coraz niej komentatorów dawało Clinton jakiekolwiek szanse. Mimo to walczyła z godnym podziwu uporem i determinacją. Dlaczego więc zrezygnowała? Prawdopodobnie uległa naciskom tych działaczy własnej partii którzy uznali, że wojna domowa w ich obozie tylko pomaga kandydatowi Republikanów. Z całą pewnością ważną rolę odegrały kwestie finansowe. Clinton mogło po prostu zabraknąć pieniędzy, kazdy dzień kamapnii wyborczej w USA to koszt milionów dolarów, a trudno się dziwić, że na konto skazywanej na porażkę kandydatki wpływało coraz mniej pieniędzy. Bezpośrednią przyczyną rezygnacji wydaje się być wczorajsza szczera rozmowa w cztery oczy którą Clinton odbyła z Obamą. Czy czarnoskóry kandydat na prezydenta zaoferował jej stanowisko viceprezydenta? Być może, jednak żadne oficjalne źródło tego nie potwierdza. Mimo, że stworzenie dream-ticket, jak nazywa się potencjalny duet Obama-Clinton ma zarówno dobre, jak i złe strony, senator z Illinois wydaje się być zmuszony do wskazania Clinton jako na kandydatkę na viceprezydenta. Naciska na to tzw. demokratyczny establishment, najważniejsi i najbardziej wpływowi demokraci, liczą na to silne lobbies (na przykład potężne Jewish lobby). Obama musiałby wykazać się wielką arogancją odtrącając Clinton po tak długiej i wyrównanej walce, ponadto umocniłby w ten sposób niechęć do swojej osoby wyborców Clinton - starszych i gorzej wykształconych oraz kobiety. Z drugiej strony, jak trafnie zauważył Piotr Wolejko na swoim blogu , "ciężko przedstawiać się pod banerem CHANGE z Hillary u boku". Wielu wyborców Obamy głosowało na niego właśnie dlatego, aby Hillary Clinton nie zdobyła Białego Domu.
Problemy z którymi borykają się Demokraci mogą tylko się cieszyć Johna McCaina, kandydata Republikanów. Może się okazać, że dream-ticket, będzie w istocie pracował na jego konto. Wielu niezdecydowanych wyborców, a to własnie oni zdecydują o jesiennej elekcji, nie chcąc w Białym Domu albo Obamy albo Clinton, zwróci się ku McCainowi. Największym problemem senatora republikańskiego jest jednak wiązanie jego osoby ze znienawidzonym prawie w USA Georgem W. Bushem. McCain prezentuje stanowisko bardziej liberalne w wielu kwestiach, na przykład w dziedzinie ekologii, ale w ocenie jego osoby największą rolę odgrywają jego poglądy na wojne w Iraku, którą senator z Arizony jest zdecyodwany kontynuować "tak długo jak bedzie trzeba". Jest to pogląd bardzo kontrowersyjny i niezrozumiały dla amerykańskiego społeczeństwa. McCain będzie musiał tez poradzić sobie z nieprzychylnymi mu największymi mediami.
Jak widzimy, oba obozy mają swoje problemy. Nie mozna jednoznacznie skreślać McCaina i już wieszczyć zwycięstwa Obamy. Bardzo dużo zalezy od tego, jak teraz potoczy się kampania, kto zaliczy więcej gaf i wpadek, kto będzie bardziej energiczny, kto zbierze więcej pieniędzy. Możemy spodziewać się ataków personalnych, ale i merytorycznej dyskusji, obracającej się wokół kwestii wojny w Iraku i kryzysu gospodarki amerykańskiej. Amerykańskie wybory wciąż będziemy mogli obserwować z zaciekawieniem.
KRONIKA WYBORÓW PREZYDENCKICH W USA
Bartosz Wasilewski www.ego.riki.pl
Tak długa walka byłej Pierwszej Damy była dla wszystkich zagadką. Co najmniej od stycznia Barack Obama miał nad nią przewagę, którą systematycznie powiększał i stopniowo coraz niej komentatorów dawało Clinton jakiekolwiek szanse. Mimo to walczyła z godnym podziwu uporem i determinacją. Dlaczego więc zrezygnowała? Prawdopodobnie uległa naciskom tych działaczy własnej partii którzy uznali, że wojna domowa w ich obozie tylko pomaga kandydatowi Republikanów. Z całą pewnością ważną rolę odegrały kwestie finansowe. Clinton mogło po prostu zabraknąć pieniędzy, kazdy dzień kamapnii wyborczej w USA to koszt milionów dolarów, a trudno się dziwić, że na konto skazywanej na porażkę kandydatki wpływało coraz mniej pieniędzy. Bezpośrednią przyczyną rezygnacji wydaje się być wczorajsza szczera rozmowa w cztery oczy którą Clinton odbyła z Obamą. Czy czarnoskóry kandydat na prezydenta zaoferował jej stanowisko viceprezydenta? Być może, jednak żadne oficjalne źródło tego nie potwierdza. Mimo, że stworzenie dream-ticket, jak nazywa się potencjalny duet Obama-Clinton ma zarówno dobre, jak i złe strony, senator z Illinois wydaje się być zmuszony do wskazania Clinton jako na kandydatkę na viceprezydenta. Naciska na to tzw. demokratyczny establishment, najważniejsi i najbardziej wpływowi demokraci, liczą na to silne lobbies (na przykład potężne Jewish lobby). Obama musiałby wykazać się wielką arogancją odtrącając Clinton po tak długiej i wyrównanej walce, ponadto umocniłby w ten sposób niechęć do swojej osoby wyborców Clinton - starszych i gorzej wykształconych oraz kobiety. Z drugiej strony, jak trafnie zauważył Piotr Wolejko na swoim blogu , "ciężko przedstawiać się pod banerem CHANGE z Hillary u boku". Wielu wyborców Obamy głosowało na niego właśnie dlatego, aby Hillary Clinton nie zdobyła Białego Domu.
Problemy z którymi borykają się Demokraci mogą tylko się cieszyć Johna McCaina, kandydata Republikanów. Może się okazać, że dream-ticket, będzie w istocie pracował na jego konto. Wielu niezdecydowanych wyborców, a to własnie oni zdecydują o jesiennej elekcji, nie chcąc w Białym Domu albo Obamy albo Clinton, zwróci się ku McCainowi. Największym problemem senatora republikańskiego jest jednak wiązanie jego osoby ze znienawidzonym prawie w USA Georgem W. Bushem. McCain prezentuje stanowisko bardziej liberalne w wielu kwestiach, na przykład w dziedzinie ekologii, ale w ocenie jego osoby największą rolę odgrywają jego poglądy na wojne w Iraku, którą senator z Arizony jest zdecyodwany kontynuować "tak długo jak bedzie trzeba". Jest to pogląd bardzo kontrowersyjny i niezrozumiały dla amerykańskiego społeczeństwa. McCain będzie musiał tez poradzić sobie z nieprzychylnymi mu największymi mediami.
Jak widzimy, oba obozy mają swoje problemy. Nie mozna jednoznacznie skreślać McCaina i już wieszczyć zwycięstwa Obamy. Bardzo dużo zalezy od tego, jak teraz potoczy się kampania, kto zaliczy więcej gaf i wpadek, kto będzie bardziej energiczny, kto zbierze więcej pieniędzy. Możemy spodziewać się ataków personalnych, ale i merytorycznej dyskusji, obracającej się wokół kwestii wojny w Iraku i kryzysu gospodarki amerykańskiej. Amerykańskie wybory wciąż będziemy mogli obserwować z zaciekawieniem.
KRONIKA WYBORÓW PREZYDENCKICH W USA
Bartosz Wasilewski www.ego.riki.pl











