iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Świat
+ - 2

Mity i kity o Rumunii - próba obalenia stereotypów

12 05 2008 Anna Motreanu Artykuł był czytany 8578 razy
Źródło: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/6b/EU_location_ROM.png
Źródło: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/6b/EU_location_ROM.png

Statystyczny Polak myśląc o Rumunii widzi oczyma wyobraźni brudnawą grupkę Cyganów żebrzącą pod kościołem, gdzieś pomiędzy nimi Ceauşescu i ducha Drakuli, który dodaje widokowi grozy. Statystyczny Rumun myśląc o Polsce... nie myśli nic.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

(Artykuł pierwotnie opublikowany na IThink.pl, 06.07.2007)

 

A raczej nie myślał nic, dopóki do władzy w naszym kraju nie doszedł obecny rząd i przeboje z serii Teletubisie - Geje, Wojna o pierwiastek czy Roman Giertych i jego Liga stały się szeroko komentowane w europejskiej prasie. Pomijając jednak ostatnie wyczyny na polu PR RP, Polska była dla Rumunów krajem absolutnie neutralnym. Dlatego z tym większym zdziwieniem przyjmują oni niepochlebną opinię Polaków na ich temat - opinię ludzi, o których oni opinii nie posiadają.

We wrześniu 2003 roku, na studiach zagranicznych w Danii spotkalo się dwóch studentów – Polak i Rumun. Po krótkiej rozmowie na tematy o wszystkim i o niczym, Rumun pogratulował Polakowi rychłego wstąpienia do Unii Europejskiej, które miało nastąpić w najbliższym czasie. Dodał, że po wstąpieniu Rumunii do Unii będą mogli zgłębić wzajemną wiedzę na temat swoich krajów. Na co Polak odparł mu, że może uda mu się wcześniej odwiedzić Rumunię, bo nie wie, czy będzie miał cierpliwość czekać 17 lat. Rumuna zatkało. Data aneksji jego kraju była przewidywana w tamtym czasie na rok 2007, najpóźniej 2008, ale na pewno nie na 2020! I mimo że próbował przetłumaczyć to Polakowi, tamten wydawał się nieprzekonany.

Rumun opisany przeze mnie w powyższej anegdocie to mój obecny mąż. Ten epizod był pierwszym w kalejdoskopie zdumiewajacych, ale też i przezabawnych sytuacji, które przytrafiły się jemu, a później nam obojgu, z racji pewnych stereotypów które funkcjonują w polskim społeczeństwie. W wielu z nich jest ziarenko prawdy, ale niektóre zostały wyeskalowane do tego stopnia, że utworzyły zlepek absurdów. Postaram się rzetelnie naświetlić kilka mitów i kitów pod kątem ich prawdziwości bądź też bajkowości.


KAŻDY RUMUN TO CYGAN. I VICE VERSA.


Zacznę od faktów. Cyganie (nazywani oficjalnie Romami) to lud koczowniczy (około 8 do 10 milionów na całym świecie), który pochodzi prawdopodobnie z Indii. Wygląda na to, że około 1000 lat temu znudzili się swoim krajem i udali się w podróż dokookoła świata. Dlatego obecnie możemy znaleźć ich praktycznie wszędzie. Los chciał, że wielu z nich wybrało sobie na tymczasową ojczyznę Rumunię. Oficjalne dane (spis ludności z 2002 r.) mówią, że mieszka ich w Rumunii około pół miliona (nota bene tyle samo jest ich w Słowacji i Egipcie, a jeszcze więcej w USA i Kanadzie – 1 milion oraz Brazylii i Hiszpanii – po 600 tysięcy). Nieoficjalne dane szacują jednak populację rumuńskich Cyganów na 2 miliony, a nawet 2,5. W kraju, który ma 23 miliony ludzi, daje nam to w porywach do ponad 10% ludności. Jednakże ku mojemu zdumieniu dowiedziałam się, że Cygana w Rumunii spotkać wcale tak łatwo nie jest.

Cygani w Rumunii nie są ulubieńcami. Głównie dlatego, że odrzucili wszystkie propozycje i próby asymilacji, przez co trochę „wkurzyli” prawowitych obywateli. Wiekszość z nich mieszka w odizolowanych od świata wioskach lub tworzy sobie namiotowe miasteczka i baraki na obrzeżach miast (i wierzcie mi, niektóre z nich są gorzej zorganizowane niż nasze słynne namiotowe miasteczko, a przecież mieszkają tam całe rodziny!). Po wstąpieniu Rumunii do Unii wielu Cyganów zdecydowało się na przeprowadzkę do innych krajów, gdyż jako obywatele rumuńscy mają do tego prawo.

Do dziś pamiętam reakcję moich znajomych, gdy pokazałam im zdjęcie mojego - wtedy jeszcze przyszłego męża – „A czemu on jest blondynem?”. Jedna z moich znajomych, z wprost rozbrajającą szczerością wyznała, że wychodzę za mąż za jakąś podróbę Rumuna, bo on powinien być „czerniawy” no i ogólnie „skąd ja go wytrzasnęłam”. To prawda, duża część Rumunów ma ciemne włosy i oczy, ale wizerunek jaki Polacy mają w głowie myśląc o Rumunach to podobizna przeciętnego Cygana. A tak naprawdę nawet ciemnowłosi Rumuni niewiele mają wspólnego z Romami. W Rumunii jest także sporo blondynów (przykładowo mój mąż, który ma dodatkowo niebieskie oczy i mój szwagier, który wygląda jak stereotypowy Szwed czy Norweg, bo nie dość, że jest wysoki prawie na dwa metry, to ma do tego burzę złotych loków).

Rumuni mają ogólnie alergię na Romów i są niezwykle oburzeni, gdy dowiadują się, iż ludzie z innych krajów postrzegają ich przez pryzmat żebrzących i grających na akordeonie Cyganów. Na te nieporozumienie wpływa też fakt, że Cyganie nazywani są Romami, co kojarzy się logicznie z słowem „Rumunia”, a w rzeczywistości nie ma żadnego związku etymologicznego z tym wyrażeniem. To właśnie w Rumunii szerzone są najostrzejsze poglądy dotyczące Romów, z pomysłami takimi jak przymusowa praca w ramach asymilacji czy nawet obowiązkowa sterylizacja. Póki co, Cyganie w Rumunii żyją swoim życiem (bardziej „obok” niż „z”) i jeszcze przez długi czas będą postrzegani jako nieoficjalna delegacja tego kraju w Polsce, a stwierdzenie „siedzieć jak Rumun pod kościołem” jeszcze trochę pofunkcjonuje w naszym słowniku.


RUMUŃSKA SZTAMA Z ROSJĄ


W kwestii polskiego wyobrażenia stosunków rosyjsko – rumuńskich znalazłam najwięcej absurdów. Primo, są tacy (to nie żart!), którzy są przekonani, że Rumunia jest byłą republiką nieistniejącego już Związku Radzieckiego (w sumie może nie jest to aż tak szokujace, gdy przypominam sobie wypowiedzi niektórych studentów z innych krajów, którzy myśleli, że Polska też do ZSRR należała). A nawet jeśli przeciętny Polak wie, że Rumunia do ZSRR nie należała, to jakimś cudem uważa, że kraj był i jest pod dużym wpływem rosyjskim. Nic bardziej błędnego!

Do dziś z uśmiechem na twarzy wspominam pewną sytuację z naszego ślubu. Mój wujek, po wypiciu kilku głębszych, próbował przeprowadzić jakąś niezmiernie ważną dysputę z moim mężem. Mój małżonek zna język polski na poziomie „poniżej podstawowego”, podobnie jak mój wujek język angielski. Tak więc rozmowa, a raczej monolog mojego podpitego wujka odbywał się w osobliwej miksturze języka polskiego i rosyjskiego (gdyż był on przekonany, że większość Rumunów, podobnie jak spora część Polaków zna mniej więcej język rosyjski). Mój świeżo upieczony, lekko strapiony i zakłopotany małżonek nie zrozumiał prawie nic, w kółko tylko powtarzając niczym zaklęcie „dobra” i „dziękuję”. Wielu Polaków, szczególnie tych trochę starszych, jest przekonanych, że Rumuni rozumieją rosyjski. A jak nie rosyjski to jakieś mutacje białoruskiego czy ukraińskiego. Nawet moja mama, która także nie zna angielskiego, w akcie desperacji próbuje czasem powiedzieć coś do mojego męża po rosyjsku, mimo że tłumaczyłam jej wiele razy, iż nie tędy droga.

Co może zdziwić wielu, Rumunii z reguły władają biegle językiem francuskim. Był to, przez okres komunizmu ale także i po jego upadku, pierwszy obowiązkowy język obcy, wprowadzany już od podstawówki. Jest to konsekwencja bardzo dużego podobieństwa obu języków pod względem gramatycznym. Z punktu widzenia słownictwa, rumuński podobny jest też do języka włoskiego (ja, znając trochę język włoski, byłam w stanie zrozumieć coś rumuńskiego). Następny w kolejce jest oczywiście angielski, wprowadzany z reguły w liceum (obecnie to się zmienia). Nota bene, Rumuni władają angielskim w miarę swobodnie, także dzieki temu, że ich telewizja nie katuje widzów lektorem, ale napisami do zagranicznych filmów i seriali. Warto też dodać, że w języku rumuńskim (szczególnie w północno-wschodniej części kraju) funkcjonują też polskie słowa takie jak oficer, bagaż czy granica.

Poza tym Rumunia prowadziła i prowadzi politykę zdecydowanie antyrosyjską. Już za Ceauşescu kraj z powodzeniem odizolował się od Związku Radzieckiego, zawieszając nawet uczestnictwo w Układzie Warszawskim. „Słońce Karpat”, jak to lubił być nazywanym Wódz Rumunii, wolał się integrować z Chinami, a nawet z Europa Zachodnią (przez co Rumunia otrzymała masę kredytówz Zachodu) niż z Rosją, którą postrzegał jako zagrożenie dla budowy swojego wymarzonego imperium i kultu jego osoby. Ironicznie, to właśnie dzięki bardzo silnie kojarzonym z Rumunią komunizmem w wydaniu Pana Ceauşescu, związki tego kraju z Rosją wydają się logiczne i naturalne.

Dziś politycy rumuńscy nadal w większości są w opozycji do Rosji, z prezydentem Traianem Băsescu na czele, który otwarcie proklamuje swoją niechęć do mocarstwa. Społeczeństwo też z reguły nie ma dobrego zdania o Rosjanach, do czego w dużej mierze przyczyniła się kwestia Mołdawii (wielu Rumunów do dziś uważa, że Mołdawia powinna być z powrotem wcielona do Rumunii).


Na dziś zatrzymam się w tym miejscu. Pisząc o Rumunii, jaką zdążyłam poznać w przeciągu ostatnich dwóch lat mego życia - przede wszystim „przez” i „dzięki” wspaniałym ludziom, chciałabym aby i Polacy poznali ją od trochę innej strony. Strony mniej nagatywnie wyeskalowanej w celu tworzenia stereotypów, strony intrygującej, ale i codziennej, strony europejskiej. Nie chcę nachalnie reklamować Rumunii, chcę jedynie zwrócić uwagę na fakt, że istnieje wiele państw, szczególnie w Europie Wschodniej i Południowej, które dzięki wypracowanym przez lata niepochlebnym schematom, mają dziś perojatywną opinię. Opinię, która niekoniecznie pokrywa się z rzeczywistością. Ja mam szczęscie zagłębić się w historię i kulturę jednego z nich i dojrzeć jego oblicze, które jest naprawdę fajne...





+ - 2

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Tomasz Albecki

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 2

1. Klaudia | 14:49 12-05-2008

Bardzo lubię pani teksty :)

Plusik oczywiście.

2. Dominik | 16:25 12-05-2008

Pouczające, potrzeba więcej takich tekstów, żeby nauczyć nas tolerancji.