Aktualności / Świat
Na Kaukazie drugie Bałkany
Artykuł był czytany 1379 razyCzy kolejne podróże polskich delegacji do Gruzji zmienią cokolwiek?
Większość wczorajszego serwisu "Wiadomości" w TVP 1 o 19.30 poświęcono świętu Niepodległości w Gruzji. Nie pamiętam, aby świętu Niepodległości w Polsce poświęcono kiedyś tyle miejsca. Cel był oczywiście jasny - chodziło o podkreślenie roli, jaką w procesie rozwiązywania konfliktu na linii Gruzja - Abchazja - Rosja. Niestety, podróże polskich delegacji do Gruzji niewiele sprawie pomagają. I w sumie trudno się temu dziwić. Polska choćby bardzo chciała nie posiada instrumentów, które w konflikcie abchaskim mogłyby odegrać znaczącą rolę. Rację miał prezydent Michael Saakaszwili we wczorajszym wywiadzie dla "Wiadomości", twierdząc, że klucz do rozwiązania sprawy leży w Moskwie.
Moskwa tymczasem wydaje się nie być zainteresowana załagodzeniem sporu. Zależy jej na podkreśleniu swojej mocarstwowej pozycji na Kaukazie. Kreml chce pokazać Gruzinom i Abchazom, a przy okazji własnym wyborcom, kto rozdaje karty. I właśnie dlatego "siły międzynarodowe" stacjonujące w Abchazji z ramienia Wspólnoty Niepodległych Państw, składają się wyłącznie z Rosjan. To, co słusznie sugerował wczoraj Lech Kaczyński, czyli zastąpienie tych sił prawdziwymi siłami międzynarodowymi, wobec prawa veta Rosji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, pozostanie w sferze marzeń. Nikt nie wyobraża sobie chyba wysłanie do Abchazji jakichkolwiek sił międzynarodowych bez błogosławieństwa rezolucji Narodów Zjednoczonych. W tej sytuacji głosy poparcia: Polski, Stanów Zjednoczonych czy nawet Unii Europejskiej na nic Gruzinom się nie przydadzą.
Smutne porównanie Kaukazu do Bałkanów staje się coraz bardziej adekwatne. Abchazja to rzeczywiście "drugie Kosowo". Oba tereny to historyczne centra państw - Gruzji i Serbii, na obu terytoriach mieszkają narodowości, które nienawidzą odpowiednio Gruzinów i Serbów, zarówno w Kosowie jak i w Abchazji dokonały się przerażające czystki etniczne. Gruzji jednak trudniej pogodzić się z utratą prowincji, gdyż Abchazja ma spory potencjał gospodarczy (surowce naturalne, turystyka), co w młodym państwie gruzińskim jest nie bez znaczenia.
Słusznie mówili przeciwnicy niepodległości Kosowa, że zrodzi to niebezpieczny precedens w prawie międzynarodowym. Casus najmłodszego państwa Europy wytrąca Zachodowi argument o poszanowaniu suwerenności i integralności terytorialnej Gruzji, a Rosja skwapliwie z tego korzysta, w pełni akceptując status quo - faktyczną kontrolę Moskwy nad Abchazją. Kreml nie cofnie się ani na krok, to pewne. Pytanie tylko, kiedy w kaukaskim kotle ostatecznie się zagotuje?
Bartosz Wasilewski www.ego.riki.pl
Moskwa tymczasem wydaje się nie być zainteresowana załagodzeniem sporu. Zależy jej na podkreśleniu swojej mocarstwowej pozycji na Kaukazie. Kreml chce pokazać Gruzinom i Abchazom, a przy okazji własnym wyborcom, kto rozdaje karty. I właśnie dlatego "siły międzynarodowe" stacjonujące w Abchazji z ramienia Wspólnoty Niepodległych Państw, składają się wyłącznie z Rosjan. To, co słusznie sugerował wczoraj Lech Kaczyński, czyli zastąpienie tych sił prawdziwymi siłami międzynarodowymi, wobec prawa veta Rosji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, pozostanie w sferze marzeń. Nikt nie wyobraża sobie chyba wysłanie do Abchazji jakichkolwiek sił międzynarodowych bez błogosławieństwa rezolucji Narodów Zjednoczonych. W tej sytuacji głosy poparcia: Polski, Stanów Zjednoczonych czy nawet Unii Europejskiej na nic Gruzinom się nie przydadzą.
Smutne porównanie Kaukazu do Bałkanów staje się coraz bardziej adekwatne. Abchazja to rzeczywiście "drugie Kosowo". Oba tereny to historyczne centra państw - Gruzji i Serbii, na obu terytoriach mieszkają narodowości, które nienawidzą odpowiednio Gruzinów i Serbów, zarówno w Kosowie jak i w Abchazji dokonały się przerażające czystki etniczne. Gruzji jednak trudniej pogodzić się z utratą prowincji, gdyż Abchazja ma spory potencjał gospodarczy (surowce naturalne, turystyka), co w młodym państwie gruzińskim jest nie bez znaczenia.
Słusznie mówili przeciwnicy niepodległości Kosowa, że zrodzi to niebezpieczny precedens w prawie międzynarodowym. Casus najmłodszego państwa Europy wytrąca Zachodowi argument o poszanowaniu suwerenności i integralności terytorialnej Gruzji, a Rosja skwapliwie z tego korzysta, w pełni akceptując status quo - faktyczną kontrolę Moskwy nad Abchazją. Kreml nie cofnie się ani na krok, to pewne. Pytanie tylko, kiedy w kaukaskim kotle ostatecznie się zagotuje?
Bartosz Wasilewski www.ego.riki.pl
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 2
podoba mi się nie trudno nie zgodzić się z autorem
plus











