iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Świat
+ - 4

O tym jak Książe Harry chciał zostać żołenierzem i co z tego wynikło

03 03 2008 Anna Motreanu Artykuł był czytany 5650 razy
Źródło: http://wwwimage.cbsnews.com/images/2008/02/28/image3887913.jpg
Źródło: http://wwwimage.cbsnews.com/images/2008/02/28/image3887913.jpg

W sobotę o 11.45. zatroskany ojciec wraz ze starszyn synem odebrali z lotniska przy Royal Air Force's małego Henryka, który został zmuszony przerwać swój pobyt w Afganistanie. Co w tym interesującego? To, że nasz mały Henio to Książę z Walli.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

Henry Charles Albert David Windsor – bo takie jest pełne imię Księcia Harry'ego, syna Księcia Walii Karola i legendarnej Diany Spencer, służył w Afganistanie już od grudnia ubiegłego roku. Mimo, iż zakres jego obowiązków obejmował mniej ryzykowne (z punktu widzenia zaangażowania bojowego) operacje, cała akcja trzymana była w jak największej tajemnicy, ze względu na bezpieczeństwo księcia i żołnieży z nim służących. Brytyjskie media otrzymały od Ministerstwa Bezpieczeństwa Narodowego poufna prośbę nierozpowszechniania wiadomości na temat misji. I jak nigdy przedtem – prośbę te uszanowały.

Informacyjna bomba wybuchła 27 lutego, kiedy to amerykański serwis internetowy ”The Drudge Report”, słynący z podawania gorących, kontrowersyjnych wiadomości opublikował „ekskluzywny” artykuł o sekretnej misji Harry’ego. Ciekawostką jest fakt, iż tak namiętnie podkreślana przez Drudge’a wyłączność na newsa, ma niewiele wspólnego z prawdą. Już w styczniu australijski tygodnik dla kobiet „New Idea”(sic!) opublikował notkę na temat afgańskiej przygodny księcia, a kilka tygodni później, tuż przed artykułem w ”The Drudge Report”, o tym samym mogli przeczytać Niemcy w swoim „Berliner Kurier”. Przecieki zostały jednak skutecznie zatamowane, szczególnie że obie publikacje nie miały wielkiego zasięgu geograficznego. Kiedy jednak Matt Drudge wziął sobie sprawę na celownik, wiadomość obiegła cały świat. Drudge był w końcu tym, który poinformował opinię publiczną o „Aferze Rozporkowej” z udziałem Billa Clintona i Moniki Lewinsky. Tamten moment w historii zagwarantował mu medialną nieśmiertelność. Z trzema milionami wejść na stronę miesięcznie, można było postawić cały majątek na to, że publikacja materiału w ”The Drudge Report” odbije się szerokim echem w świecie.

Reakcja była błyskawiczna. Zaraz po publikacji, siły obronne Wielkiej Brytanii zdecydowały się na natychmiastowe odwołanie księcia za służby. Niezdrowej pikanterii całej akcji dodały manifesty opublikowane na kilku ekstremistycznych stronach islamskich, w których to autorzy zaczęli grozić atakiem na księcia i jego oddział. Oczywisty już od samego początku powód trzymania misji Harry’ego w tajemnicy, został przez ten fakt tylko mocniej podkreślony.

Fala komentarzy zalała błyskawicznie brytyjskie ale także i europejskie media. Duży w tym udział miała sama rodzina królewska i rząd kraju, które krótko po powrocie księcia zaczęły ochoczo wypowiadać się na łamach największych stacji telewizyjnych o całej sprawie. Mamy więc księcia Karola, który rozwodzi się nad swoją identyfikacją ze wszystkimi rodzinami młodych żołnieży, których dzieci służą na froncie. Pojawia się też oficjalny komentarz Premiera Gordona Brown’a wraz z opinią bezpośredniego przełożonego księcia, generała sir. Richarda Dannatt’a. Pochwalny i pełen podziwu ton obu wypowiedzi jest idealnie zgodny. Oboje twierdzą, że książę Harry służył wzorowo, wywiązując się ze wszystkich przydzielonych mu obowiązków i nie starając się w żaden sposób wykorzystać swojego niecodziennego pochodzenia, przez co w konsekwencji - narażając życie w tej samej mierze, co reszta żołenierzy. Nie zapominajmy też o samym zainteresowanym, który chętnie opowiada o swojej misji, ale jeszcze chętniej o tym jak bardzo zawiedziony jest swoim przedwczesnym odwołaniem z frontu. Książe Harry stwierdził, że był mile zaskoczony iż brytyjska prasa uszanowala prośbę Ministerstwa Obrony, równocześnie dodając, że z drugiej strony wcale nie zadziwił go fakt iż to właśnie zagraniczne media wywlokły sprawę na światło dzienne. Swój powrót do domu nazwał porażką, wyrażając tym samym frustrację związaną z całą sprawą. Celem księcia było ukończenie zaplanowanej 14 –tygodniowej służby w Afganistanie. Zamiast tego, czas jego pobytu w jednostce wyniósł łącznie 10 tygodni.

Cała historia zaczyna nabierać dwojakiego charakteru w momencie, gdy zaczynamy zastanawiać się w jakim właściwie celu Harry zdecydował się na ryzykowna misję wojskową. Według jego samego, było to cos o czym marzył od dawna, ze względu na swoje wojskowe wykształcenie (ukończył Royal Military Academy Sandhurst) jak i zwykłe pragnienie poczucia się „normalnym człowiekiem”. Wnikliwi dziennikarze sugerują jednak inne, mniej szlachetne przesłanki dla których młody książę mógł zdecydować się na wyjazd do Afganistanu.

23 -letni Henry na brak prasy nie narzekał nigdy. Problem tkwił jednak w tym, że prasa nigdy nie była dla niego zbyt łaskawa. Jeszcze jako dziecko, stał się bohaterem brukowych spekulacji, roztrząsających nieprzyjemną sprawę jego biologicznego pochodzenia. Do dziś wiele osób zastanawia się czy jego prawdziwym ojcem nie jest były kochanek księżnej Diany, major James Hewitt ze względu na duże podobieństwo chłopca do mężczyzny. Dorastanie Harrego też nie było łatwe. Po utracie matki, z którą był bardzo związany, chłopak postanowił kontynuować jej charytatywną działalność. Nie budziło to jednak zbyt wielkiego zainteresowania, gdyż światła medialnych jupiterów koncentrowały się zawsze na jego bracie. William był starszy, przystojniejszy i pierwszy po ojcu w kolejce do tronu. Nazywany najlepszą partią Europy, budził dzikie zainteresowanie gdziekolwiek się pojawił. Harry był „tym małym rudym” który królem nie zostanie raczej nigdy, chyba że wydarzyłby sie jakiś nieszczęśliwy wypadek.

Ciężko powiedzieć czy Harry był niespokojnym nastoletnim duchem, czy po prostu miał mniej szczęścia niż William w ukrywaniu ekscesów młodości, ale to w jego medialnej karierze przewineły się narkotyki, bójka z paparazzi i ekstrawagandzki styl życia. Największą porażką dla wizerunku młodego księcia, był założony w 2005 roku z okazji Halloween kostium, wzorowany na mundurach Afrika Korps z czasów II Wojny Światowej, z dużą swastyką na ramieniu. Skandal wywołany przebraniem, był o tyle wiekszy, że dwa tygodnie później wypadały okrągłe, 60 - te obchody Dnia Pamięci Holocaustu. Mimo oficjalnych przeprosin księcia, „The Guardian” podsumował wtedy, że książę mniej przejmuje się przygotowaniami do bycia członkiem rodziny królewskiej, koncentrując się bardziej na roli wiejskiego idioty. Ta etykietka mało rozgarniętego imprezowicza, przylgnęła od tamtego czasu do Harrego na dobre.

W świetle powyższych faktów, nie dziwi więc sytuacja, w której niektórzy dopatrują się w misji księcia Harrego czegoś więcej niż „służby dla służby”. Zaraz po oficjalnym ogłoszeniu informacji, kilku specjalistów od Public Relations wypowiedziało się w dwuznaczy sposów, sugerując, iż misja miała za zadanie polepszyć wizerunek niesfornego arystokraty i była zimno wykalkulowanym ruchem rodziny królewskiej. Trzeba przyznać, że coś w tym może być – Harry nigdy nie był tak intensywnie i przede wszystkim - pozytywnie – komentowany w mediach. Dodatkowo, na wierzch wypływa dosyć kontrowersyjna kwestia „wolności słowa”, z której jak jeden mąż, zrezygnowały przecież wszytskie brytyjskie media, decydując się na nie ujawnianie misji księcia. Dziennikarz kanału Channel 4, Jon Snow jako pierwszy (i jak do tej pory jedyny) pochwalił Matt’a Drudge’a za to, że opublikował i upowszechnił historię, nazywając całą sprawę „Konspiracyjną zmową milczenia brytyjskich mediów”. Snow w swoim programie zadał retoryczne pytanie, gdzie rozważał czy „widzowie, czytelnicy i słuchacze będa jeszcze kiedykolwiek w stanie zaufać szefom mediów.” Reakcja widzów była żywiołowa i pełna złości. Złości na Snow’a. Brytyjczycy, jak sie okazuje, cenią sobie o wiele bardziej bezpieczeństwo rodziny królewskiej niż wolne media. Po emisji programu dziennikarz został zasypany mailami rozgoryczonych widzów, gdzie co poniektórzy nazywali go osobą bezmyślną, bezczelną lub po prostu zwykłym idiotą. W kwestii reżyserii całego wyjazdu do Afganistanu przez Buckingham Palace obywatele także mają mocne zdanie. Nikt nie wypowiada się o Harrym inaczej niż jak o bohaterze, który zdecydował się na odwazny czyn, po to by zjednać sie z ludem,a nie w celu poprawienia sobie reputacji. Jeden z dziennikarzy, przytomnie stwierdził, że wydaje się wielce nieprawdopodobne żeby jakakolwiek bacia posłała swojego wnuka na front tylko po to by zrobić dobre wrażenie na opinii publicznej.

Na koniec pozostaje kwestia samego wyboru Księcia Harry’ego. Pomijając wszelkie powyższe rozważania, trzeba sobie odpowiedziec na pytanie czy członkowie współczesnych rodów arystokratycznych w ogóle powinni angażować się w walkę na froncie. Jest to szczególnie istotny wątek, w momencie gdy weźmiemy pod uwagę obecną sytuację na arenie międzynarodowej, gdzie Zachód toczy ostry spór z Islamem a terroryści są aktywni jak nigdy przedtem. Czy rzeczywiście mądrze jest wysyłać do Afganistanu młodego brytyjskiego księcia? Gdyby ta informacja przeciekła do środowisk powiązanych z Talibami, w których to Harry tak namiętnie celował z moździerza, skutki mogłyby okazać się tragiczne. Jeden scenriusz to próba ataku na jednostkę w której znajdował się arystokrata, co groziłoby śmiercią nie tylko dla niego ale i dla całego odziału. Druga to oczywiście chęć pojmania księcia w charakterze zakładnika, za życie którego Talibowie próbowaliby na pewno wynegocjować wszystko co możliwe, z wycofaniem brytyjskich odziałów z Afganistanu łącznie. Jak wtedy rozegraliby sytuację Brytyjczycy? Na kartach współczesnej historii mamy już przecież zapisany jeden taki przypadek. Podczas II Wojny Światowej, Hitlerowcy pojmali walczącego na froncie potomka Józefa Stalina - Jakowa Dżugaszwili’a. W zamian za syna, żądali wydania feldmarszałka Friedricha von Paulusa. Stalin odmówił wszelkich negocjacji, a mężczyzna zmarł dwa lata później w niemieckim obozie jenieckim. Nasuwa się więc pytanie - co dziś na miejscu Stalina zrobiłaby rodzina królewska? Dałaby porywaczom wszystko czego by zażądali, czy twardo broniłaby postawy według której „z terrorystami sie nie negocjuje”? W jaki sposób odebrany zostałby wtedy książe Harry – jako bohater czy lekkomyślny chłopak, który sam siebie zaserwował Talibom na srebrnej tacy?

Wedle mojej opinii ryzyko przekształcenia się bohaterskiej misji Henrego w tragedię mogło być całkiem realne. Nie oszukujmy się, terroryści nie są - jak wielu ludziom się wydaje - fanatycznymi imbecylami, którzy całymi dniami tłuką głową w podłoge podczas modlitwy, tudzież pasą owce i tylko czasem mają okresowe przebłyski geniuszu. To dobrze zorganizowana siatka powiązań, patrolująca zachodnie media i będąca na czasie ze wszystkimi informacjami. Nie ma co się oszukiwać, jeżeli australijskie pisemko dla kobiet zdołało dowiedzieć sie o największym brytyjskim sekrecie tego roku, to można przypuszczać że i Talibowie byli na tropie tej wiadomości. Idąc dalej, można sie pokusić nawet o przypuszczenie, że pobyt Harry’ego w Afganistanie był już od dawna odkryty przez terrorystów. I tylko Raport Drudga pokrzyżował im plany akcji, która mogła odmienić losy całej Wielkiej Brytanii.





+ - 4

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Tomasz Albecki

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 7

1. barbara | 07:56 04-03-2008

pani Aniu bajer full

2. barbara | 07:56 04-03-2008

plus oczywisty

3. Karolina | 22:32 04-03-2008

przecież ten koleś nie ma życia...

4. Maciej | 11:57 05-03-2008

Świetny artykuł!

5. Strażnik interesów | 20:36 25-03-2008

Czy stacja CBS wyraziła zgodę na wykorzystanie tego zdjęcia? Tak=nie mam pytań. Nie=kradzież.

6. Anna | 09:56 26-03-2008

Nie Panie Straniku nie wyraziła. Jest mi przykro z powodu zaistniałej sytłacji. Jest to efekt ignorancji z mojej strony, nie wiem czemu ale zasady praw autorskich ominęły mnie szerokim łukiem. Poinformowałam już redakcje i poprosiłam o usunięcie zdjęcia dopóki nie zdołam go zastapić legalnym źródłem. Przyjrzę się też zdjęciom do moich innych artykułów.

Mam też do Pana pytanie z trochę innej beczki - co z blogami, avatarami itp? W prawach autorskich jest napisane że materiały można wykorzystywać w celach prywatnych. Czy to się zalicza do prywatnych czy już do publicznych? I jeśli do publicznych, jak Pan zdobył prawa do zdjęcia w swoim profilu na IThink? Czy znalazł Pan darmowe źródło czy może trzeba się do autora zgłosić?

Dziękuję z góry za odpowiedź!