Aktualności / Świat
Ofiara katem, czyli cała prawda o Rosji
Artykuł był czytany 1431 razy
W zamachach bombowych w Moskwie zginęło co najmniej 38 osób, a ponad 60 zostało rannych. Kto stoi za atakiem?
Terror w Moskwie, Rosja w żałobie, Moskwa się boi - to dzisiejsze nagłówki wielu gazet na świecie. Wszyscy mówią o zamachach, które miały miejsce w Moskwie w godzinach porannego szczytu. Wszyscy współczują i jednoczą się z rodzinami zabitych osób. Wszyscy szukają winnych, idąc tropem przynależności organizacyjnej dwóch terrorystek-samobójczyń. A przecież już ich znaleźli…
Służby rosyjskie podały im ich jak na tacy. Spekuluje się, że za zamachami stoi podziemie czeczeńskie, czekamy teraz tylko na to, kto da się złapać i przyzna do zamachu. I znów państwo tajnych służb będzie mogło osiągnąć swój cel, czyli odwrócić wzrok świata, a przede wszystkim Rosjan od problemów, nękających w ostatnim czasie ich kraj - problemów poważnych, które mogłyby zagrozić podstawie państwa Putina. Uchronić od zbliżającej się nowej pierestrojki, którą poprzedzają faje ulicznych strajków i krytyki władzy.
Zamach na bezbronnych, niewinnych ludzi spowoduje, że Rosja znajdzie nową wojnę, która choć na chwilę pomoże dźwignąć się glinianemu kolosowi na nogi. Na chwilę, a więc do czasu kiedy będzie można rozpocząć zwiększoną wymianę handlową z ukraińskim przyjacielem, który na razie organizuje nowe prorosyjskie państwo. Kryzys nie ominął Rosji, cena ropy spadła o połowę, zbankrutowało wiele źle zarządzanych firm, ludzie, i tak już biedni, sięgnęli dna i zaczęli wychodzić na ulice. W Kalingradzie odbyła się w styczniu wielka demonstracja, która była protestem przeciwko Georgijowi Boosowi, człowiekowi Putina, który przez swe nieudolne zarządzanie doprowadził nieźle prosperującą prowincję na skraj biedy. Padały hasła: „Precz z Putinem!”, „Putin odpowiesz za Boosa” itp. Zaczęło się w Kalingradzie, potem przeniosło się w inne regiony kraju. Ludzie są głodni, a więc i niezadowoleni. Na szczęście w Rosji nie ma silnej opozycji (właściwe w ogóle jej nie ma, służby dobrze o to dbają). Nie ma też związków, które mogłyby przeciwstawić się władzy. Jest tylko podzielony etnicznie i wyznaniowo lud, który aby powstać, musiał być na skraju zapaści gospodarczej, która przez kryzys niechybnie się zbliżała.
Jednymi z oznak tej sytuacji było wystąpienie jednego z funkcjonariuszy milicji, który chciał opisać cały system jej nadużyć i działania w telewizji, niestety został szybko uwięziony. Ponadto dwa incydenty na autostradach, których nie dało się zatuszować, a które odbiły się szerokim echem w świecie, godząc w milicję, służby specjalne oraz władzę. Jednak tajne służby szybko zareagowały. Uderzyły zapobiegawczo, w chwili kiedy jeszcze można było odwrócić wzrok obywatela, kiedy lud jeszcze nie zdążył zjednoczyć się przeciwko władzy. Prewencyjnie brutalny atak pozwoli władzom ponownie scalić państwo i obywateli. Pokazać im, że tylko siły FSB i milicja potrafią zadbać o ich bezpieczeństwo.
Głośne, mocne słowa prezydenta Miediewiewa. Bardzo szybka, wręcz natychmiastowa akcja służb FSB. Szybkie ustalenie danych zamachowców, jakby je posiadali wcześniej, choć przecież terrorystki wyleciały w powietrze. Czyżby agenci stworzyli nowego wroga, dzięki czemu ruszy gospodarka zbrojeniowa, zagrożeni rebelianci i partyzanci będą kupować broń, zakłady zbrojeniowe ruszą do pracy, a dzięki temu będzie trochę nowych miejsc pracy? A zaraz kolejny przypływ pomocy nadciągnie z nowej prorosyjskiej Ukrainy, która jest świetnym rynkiem zbytu, handlu, obrotu gospodarczego dla Rosji. Przykład Gazpromu i umowy na 30 lat, która wcześniej wydawała się niemożliwa da szansę tajnym służbom utrzymania się następne lata na szczytach władzy. Ludność się wówczas uspokoi. Wszystko wróci do normy. Czy tak działa putinowy reżim? Czy to służby FSB stoją za tym zamachem, który umożliwi byłemu KGB utrzymanie władzy? Władzy, która ostatnio nie była bardzo zagrożona, ale zachwiana. Tego się w najbliższym czasie nie dowiemy. Bo dowodów nie ma i pewnie nigdy nie będzie.
Właściwie trochę winy leży po stronie polskiej. Jakby nie było, szansa na uporanie się i zniesienie władzy tajnych służby i KGB minęła wraz z pokojowymi rozstrzygnięciami Okrągłego Stołu, który stał się bodźcem dla innych państw do pokojowego rozwiązania komunizmu i rozprawienia się z terroryzmem komunistów. Dlatego mogli oni spokojnie, po cichu wykorzystać nowe reformy i przemiany do własnych celów. Zdecydowana większość, która nie mogła brylować w polityce, osiągnęła gospodarcze sukcesy, nabywając za półdarmo firmy, przedsiębiorstwa, nieruchomości, które później sprzedają za wielkie pieniądze lub czerpią z nich niewymierne korzyści; najstarsi i najbardziej zasłużeni zaakceptowali wysokie emerytury, a ci młodzi, mniej znani jako komuniści, robią karierę polityczną, piastując często wysokie urzędy. Znów komunizm wygrał. Ale o tym można napisać odrębny artykuł….
Afery, zabójstwa (np. generała Papały), związki sportowe. Dziwny kraj. A w Rosji wygrały tajne służby. Dalej wygrywają. A państwo, i polskie, i rosyjskie, których oczywiście nie ma co porównywać, i tak mamy takie, jakie mamy.
Służby rosyjskie podały im ich jak na tacy. Spekuluje się, że za zamachami stoi podziemie czeczeńskie, czekamy teraz tylko na to, kto da się złapać i przyzna do zamachu. I znów państwo tajnych służb będzie mogło osiągnąć swój cel, czyli odwrócić wzrok świata, a przede wszystkim Rosjan od problemów, nękających w ostatnim czasie ich kraj - problemów poważnych, które mogłyby zagrozić podstawie państwa Putina. Uchronić od zbliżającej się nowej pierestrojki, którą poprzedzają faje ulicznych strajków i krytyki władzy.
Zamach na bezbronnych, niewinnych ludzi spowoduje, że Rosja znajdzie nową wojnę, która choć na chwilę pomoże dźwignąć się glinianemu kolosowi na nogi. Na chwilę, a więc do czasu kiedy będzie można rozpocząć zwiększoną wymianę handlową z ukraińskim przyjacielem, który na razie organizuje nowe prorosyjskie państwo. Kryzys nie ominął Rosji, cena ropy spadła o połowę, zbankrutowało wiele źle zarządzanych firm, ludzie, i tak już biedni, sięgnęli dna i zaczęli wychodzić na ulice. W Kalingradzie odbyła się w styczniu wielka demonstracja, która była protestem przeciwko Georgijowi Boosowi, człowiekowi Putina, który przez swe nieudolne zarządzanie doprowadził nieźle prosperującą prowincję na skraj biedy. Padały hasła: „Precz z Putinem!”, „Putin odpowiesz za Boosa” itp. Zaczęło się w Kalingradzie, potem przeniosło się w inne regiony kraju. Ludzie są głodni, a więc i niezadowoleni. Na szczęście w Rosji nie ma silnej opozycji (właściwe w ogóle jej nie ma, służby dobrze o to dbają). Nie ma też związków, które mogłyby przeciwstawić się władzy. Jest tylko podzielony etnicznie i wyznaniowo lud, który aby powstać, musiał być na skraju zapaści gospodarczej, która przez kryzys niechybnie się zbliżała.
Jednymi z oznak tej sytuacji było wystąpienie jednego z funkcjonariuszy milicji, który chciał opisać cały system jej nadużyć i działania w telewizji, niestety został szybko uwięziony. Ponadto dwa incydenty na autostradach, których nie dało się zatuszować, a które odbiły się szerokim echem w świecie, godząc w milicję, służby specjalne oraz władzę. Jednak tajne służby szybko zareagowały. Uderzyły zapobiegawczo, w chwili kiedy jeszcze można było odwrócić wzrok obywatela, kiedy lud jeszcze nie zdążył zjednoczyć się przeciwko władzy. Prewencyjnie brutalny atak pozwoli władzom ponownie scalić państwo i obywateli. Pokazać im, że tylko siły FSB i milicja potrafią zadbać o ich bezpieczeństwo.
Głośne, mocne słowa prezydenta Miediewiewa. Bardzo szybka, wręcz natychmiastowa akcja służb FSB. Szybkie ustalenie danych zamachowców, jakby je posiadali wcześniej, choć przecież terrorystki wyleciały w powietrze. Czyżby agenci stworzyli nowego wroga, dzięki czemu ruszy gospodarka zbrojeniowa, zagrożeni rebelianci i partyzanci będą kupować broń, zakłady zbrojeniowe ruszą do pracy, a dzięki temu będzie trochę nowych miejsc pracy? A zaraz kolejny przypływ pomocy nadciągnie z nowej prorosyjskiej Ukrainy, która jest świetnym rynkiem zbytu, handlu, obrotu gospodarczego dla Rosji. Przykład Gazpromu i umowy na 30 lat, która wcześniej wydawała się niemożliwa da szansę tajnym służbom utrzymania się następne lata na szczytach władzy. Ludność się wówczas uspokoi. Wszystko wróci do normy. Czy tak działa putinowy reżim? Czy to służby FSB stoją za tym zamachem, który umożliwi byłemu KGB utrzymanie władzy? Władzy, która ostatnio nie była bardzo zagrożona, ale zachwiana. Tego się w najbliższym czasie nie dowiemy. Bo dowodów nie ma i pewnie nigdy nie będzie.
Właściwie trochę winy leży po stronie polskiej. Jakby nie było, szansa na uporanie się i zniesienie władzy tajnych służby i KGB minęła wraz z pokojowymi rozstrzygnięciami Okrągłego Stołu, który stał się bodźcem dla innych państw do pokojowego rozwiązania komunizmu i rozprawienia się z terroryzmem komunistów. Dlatego mogli oni spokojnie, po cichu wykorzystać nowe reformy i przemiany do własnych celów. Zdecydowana większość, która nie mogła brylować w polityce, osiągnęła gospodarcze sukcesy, nabywając za półdarmo firmy, przedsiębiorstwa, nieruchomości, które później sprzedają za wielkie pieniądze lub czerpią z nich niewymierne korzyści; najstarsi i najbardziej zasłużeni zaakceptowali wysokie emerytury, a ci młodzi, mniej znani jako komuniści, robią karierę polityczną, piastując często wysokie urzędy. Znów komunizm wygrał. Ale o tym można napisać odrębny artykuł….
Afery, zabójstwa (np. generała Papały), związki sportowe. Dziwny kraj. A w Rosji wygrały tajne służby. Dalej wygrywają. A państwo, i polskie, i rosyjskie, których oczywiście nie ma co porównywać, i tak mamy takie, jakie mamy.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
tak











