iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Świat
+ - 0

Ostrzeżenie przed ludobójstwem w Rondoni - część II

27 08 2010 Damian Żuchowski Artykuł był czytany 2182 razy
Źródło: http://estaticos03.cache.el-mundo.net/elmundo/imagenes/2008/05/21/1211371192_g_0.jpg
Źródło: http://estaticos03.cache.el-mundo.net/elmundo/imagenes/2008/05/21/1211371192_g_0.jpg

Budowa tam na rzece Madeira, Indianie Izolowani i GDF Suez.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych


I. Ludobójstwo w Rondonii

Do dzisiaj w różnych regionach Brazylii żyją grupy izolowanych Indian, które bardziej lub mniej świadomie, nie utrzymują kontaktu ze światem zewnętrznym. Egzystencja oraz bezpieczeństwo co najmniej sześciu takich grup, żyjących w stanie Rondonia, staje dziś pod znakiem zapytania.

Wielkie projekty energetyczne (budowa tam na rzece Madeira) oraz infrastrukturalne (budowa, asfaltowanie dróg) stanowią poważne zagrożenie dla niewielkich suwerennych wspólnot. Projekty budowy tam są popierane i prowadzone przez obecny rząd brazylijski oraz wielkie konsorcja z różnych sektorów gospodarki. Wśród nich jest francuski koncern energetyczny GDF Suez, posiadający swój oddział zależny także w Polsce.

Indianie izolowani nie mają odporności immunologicznej na choroby zewnętrzne, takie choćby jak grypa i odra. Nierozważny kontakt owocował w przeszłości śmiercią od 20% do nawet 75% populacji.

Poniższe pismo stanowi świadectwo depopulacji rdzennej ludności w stanie Rondonia w minionych dekadach oraz jest przestrogą przed powtórzeniem starego modelu eksterminacji w pierwszych dekadach XXI wieku. Jest również nadzieją, że mieszkańcy Polski nie pozostaną bierni i dadzą świadectwo swoich sumień występując przeciwko gwałtowi widmo, którego wisi nad izolowanymi społecznościami indiańskimi w stanie Rondonia i nie tylko.


II. Ludy, plemiona izolowane – wyjaśnienie pojęcia

Historia ostatnich stu lat jest okresem, który przyniósł niespotykane dotąd zmiany w życiu wielu społeczeństw globu ziemskiego. Ich prędkość oraz oblicze zmieniły nie tylko preferowany styl życia ale i pozornie, zmniejszyły odległości między ludźmi. Wakacje w Tunezji? Praca na Islandii? Kurs językowy w Stanach Zjednoczonych czy wreszcie wyjazd w interesach do Azji? Wszystko to stało się możliwe dzięki nowym formom transportu, oczywiście przy posiadaniu odpowiednich środków materialnych.

Jeszcze bardziej proces ten daje się odczuć w handlu i gospodarce, gdzie produkty tego samego sektora lub marki w mgnieniu oka trafiają do odbiorców w różnych częściach świata oraz informacji i kulturze, które docierają i przenikają się nawzajem, przekształcając dotychczasowe normy i wyobrażenia o świecie. Witajcie w kuluarach globalizacji.

W wielu miejscach znanego nam świata całe społeczeństwa uzależnione są od energii elektrycznej, ropy naftowej i różnych metali a ludzie nie wyobrażają sobie życia bez transportu samochodowego, sprzętu AGD i RTV oraz innych udogodnień. Nie jest tak oczywiście wszędzie lecz unifikacja w różnych segmentach generuje te potrzeby coraz częściej, w coraz to nowych miejscach. 


 


Niewiele osób zdaje sobie sprawę z faktu, że na świecie wciąż żyją społeczności, które funkcjonują zupełnie poza tak rozumianą rzeczywistością. Nie tylko prowadzą życie pozbawione wszelkich nowinek technicznych ale co więcej, bardziej lub mniej świadomie nie utrzymują kontaktu ze światem zewnętrznym. Ludy prowadzący taki żywot określa się kilkoma terminami, lecz tymi najbardziej rozpowszechnionymi pozostają ludy (plemiona) izolowane (isolated, isolados) oraz plemiona nie skontaktowane (uncontacted tribes)

Należy pamiętać, że izolacja o, której mówimy jest mimo wszystko względna i to przynajmniej z dwóch powodów.

Sam termin może być mylący ponieważ owe grupy nie stanowią zbiegów, renegatów ani też społeczeństw wyłączonych z nurtu społecznego. Ludy izolowane są suwerennymi, świadomymi swojej odrębności wspólnotami, które można identyfikować jako alternatywnie rozwijające się społeczności. Co więcej, przypuszczalnie, podobnie jak inne równoległe cywilizacje tak i one mają skłonność do umiejscawiania siebie w centrum świata.

Mówiąc o względności izolacji musimy pamiętać także, że owa izolacja nie jest stała i wieczna. Większość z tych społeczności doświadczyła już relacji z niektórymi segmentami społeczeństwa narodowego w przeszłości lecz z powodu animozji lub tragicznych doświadczeń wycofały się na terytoria trudno dostępne i po dziś dzień kontaktu unikają. Inne miewają lub miewały sporadyczne kontakty lecz zachowały należny dystans.


III. Indianie izolowani

Obecnie na Ziemi żyje co najmniej 100 grup izolowanych. W Azji i Oceanii największa ilość takich społeczności, około 30-trzydzieści, żyje w Papui Zachodniej, administracyjnie należącej nadal do państwa indonezyjskiego. W izolacji trwa również około 100-osobowe plemię Sentinelczyków zamieszkujące Wyspy Andamańskie.

Większość społeczności izolowanych znajdziemy na kontynencie południowoamerykańskim. Ayoreo Totobiegosode to ostatnia taka grupa w Paragwaju, w Boliwii możemy mówić o czterech do ośmiu takich społecznościach. Aż od 2,5 do nawet 3,5 tysiąca Indian izolowanych zrzeszonych w 15 grupach może żyć na terytorium Peru. Ostatnie nie skontaktowane grupy zamieszkują może jeszcze obszary Ekwadoru, Kolumbii, Surinamu i Gujany. Największa ilość plemion izolowanych trwa jednak w granicach Brazylii. Bez wątpienia możemy mówić o 46 takich społecznościach lecz najnowsze badania, w tym na podstawie zdjęć satelitarnych zakładają, że liczba takich grup w granicach brazylijskich może wynosić nawet 69-sześćdziesiąt dziewięć. 


 


Rdzenne społeczności indiańskie po dziś pozostające w izolacji są ludami, które po pierwszych, najczęściej traumatycznych kontaktach ze światem zewnętrznym cofnęły się w głąb puszczy i po dziś dzień takowych kontaktów unikają. Indianie ci tworzą małe społeczności od kilkudziesięciu do kilkuset osób, przy czym tylko nieliczne przekraczają granicę trzystu.
Traumatyczne doświadczenia z przeszłości – oddalone w czasie 50, 100, 200 lub więcej lat temu, w zależności o, której grupie mówimy – sprawiły, że Indianie ci rozproszyli się i uciekli na terytoria trudno dostępne, najczęściej położone w górnych biegach rzek; cieki wodne trudno spławne lub ziemie oddalone od głównych arterii wodnych.

Indianie izolowani prowadzą najczęściej koczowniczy lub półkoczowniczy tryb życia, przemierzając stale lub okresowo określone terytorium. Obok tych społeczności są również takie, które prowadzą żywot bardziej stały mieszkając w większych, bardziej osiadłych wspólnotach.
Indianie izolowani utrzymują się z polowań, zbieractwa, względnie drobnej uprawy. Polują na tapiry, dziki, jelenie, małpy, małe ptaki; zbierają orzechy, korzenie, jagody, mogą uprawiać maniok i bawełnę.


IV. Izolowani Indianie w Rondonii – widmo najazdu

W styczniu 2007 roku prezydent Brazylii, Luiz Inacio Lula da Silva ogłosił program przyśpieszonego rozwoju. Pakiet inwestycji, których realizacja ma nastąpić do 2030 roku zakłada min. wzniesienie dziesiątek tam na rzekach, budowę i asfaltowanie dróg oraz szereg innych inwestycji. Zgodnie z planami centrali jednym z miejsc, które spotka największe zmiany będzie południowy stan Rondonia nazwany tak niegdyś na cześć generała i inżyniera Candido Mariano da Silva Rondona, odkrywcy i przyjaciela Indian, żyjącego w latach 1865-1959.

Do najbardziej kontrowersyjnych projektów należy budowa kompleksu tam na rzece Madeira, znanych jako San Antonio i Jirua. Prace nad wzniesieniem tam trwają już od 2008 roku. Obie tamy wyprodukują energię o wartości 6450 MW. Projekt prowadzi i wspiera szereg krajowych i zagranicznych inwestorów. Wśród nich jest hiszpański bank Santander oraz prowadzący projekt tamy Jirua, francuski koncern energetyczny GDF Suez. Elektrownie wodne na rzece Madeira będą owocować długoterminowym wpływem na środowisko rzeki oraz mieszkańców uzależnionych od jej biegu.

Stan Rondonia jest ojczyzną grup Indian izolowanych. Co najmniej cztery społeczności Indian izolowanych mieszkają w bliskim sąsiedztwie budowy tam i jak należy się spodziewać; odczują pośrednio lub bezpośrednio reperkusje związane z powstaniem elektrowni wodnych.
Dwie inne grupy stoją przed perspektywą penetracji ziem na wskutek asfaltowania drogi BR-429, co podobnie jak w przypadku tam zwiększy migrację oraz napór na ich terytoria.

Jeśli mocodawcy oraz projektanci inwestycji (rząd, koncerny) nie powstrzymają swych ambicji to Indianie izolowani w stanie Rondonia staną przed perspektywą zagrożenia przeżycia swych rodzin oraz całej społeczności. Staną przed obliczem konfliktów i najazdów a rezerwę Indian Katawixi czekać może nawet powódź spowodowana budową tamy San Antonio.

Zanim dokładniej wgłębimy się w naturę obecnych zagrożeń prześledźmy najpierw dzieje innych społeczności indiańskich z Rondonii, które doznały kontaktu w ubiegłych wiekach i dziesięcioleciach. Lektura tekstu będzie kalejdoskopem tego co grozi Indianom izolowanym w Rondonii współcześnie oraz przestrogą przed powtarzaniem błędów przeszłości.


V. Kauczuk splamiony krwią (XIX/XX wiek)

Pierwsi kolonizatorzy przybyli do wybrzeży obecnej Brazylii już na początku XVI wieku lecz w pierwszych stuleciach ekspansji, ziemie położone w głębi interioru, odległe i trudno dostępne, leżały na uboczu aspiracji zapaleńców szukających sensacji i szybkiego zarobku.

Nasza historia rozpoczyna się na dobre w XVIII wieku. Obszary wchodzące w skład współczesnej Rondonii charakteryzowały się wówczas, zarówno różnorodnością etniczną jak i stosunkowo dużą populacją ludzką. Następne dziesięciolecia przyniosą wydarzenia, które na zawsze zmienią życie tutejszych wspólnot. W XVIII wieku Rondonia stanie się miejscem rajdów łowców niewolników, gnających tysiące zniewolonych tubylców z obszaru całej Amazonii.

Znalezienie piasków obfitujących w złoto i kamienie szlachetne rozpocznie prawdziwą gorączkę złota, która doprowadzi do najazdu na Minas Gerais w XVIII wieku i zdziesiątkowania tamtejszych plemion. Poszukiwacze złota w XIX wieku dotrą również do Rondonii, generując nowe konflikty z wspólnotami indiańskimi. 




Największą hekatombą, która dotknie całą Amazonię w dwóch odsłonach, będzie boom kauczukowy, który sprowadzi w najdalsze zakątki Brazylii i nie tylko, dziesiątki tysięcy pracowników. Ten apokaliptyczny czas przyczyni się do powstania wielu fortun oraz wybije do miana świetności miasta takie jak Belem, Manaus i Iquitos z jednej, a z drugiej zaowocuje niewypowiedzianymi scenami okrucieństw, mordów i wyzysku. Jeśli afrykańskim jądrem ciemności było belgijskie Kongo to w Ameryce jego odpowiednik znajdziemy w Amazonii.

W 1912 roku ujawniono metody stosowane przez peruwiańsko-amerykańską firmę „Rubber Company” w obrębie rzeki Putumayo. Komisja powołana do zbadania rozmiarów zbrodni wykazała eksterminację około 40 tysięcy Indian Witoto. Wiele współcześnie żyjących grup Indian izolowanych swój obecny kształt i ucieczkę w głąb puszczy bierze właśnie z okresu rzezi i polowań na niewolników w okresie boomu kauczukowego.

Nie wielu użytkowników ówczesnych produktów zastanawiało się skąd pochodzą te nowe, niezwykłe przedmioty, które trafiały do ich rąk. Gumki do mazania, płaszcz przeciwdeszczowy; dętki oraz opony rowerów, samochodów i pierwszych samolotów. Żadna z tych rzeczy nie mogłaby powstać bez kauczuku pozyskiwanego z drzewa Hevea Brasilensis. Jako, że kauczuk syntetyczny był w owym czasie praktycznie jeszcze nie znany, to kauczuk naturalny był jedynym surowcem, który umożliwiał wyprodukowanie przedmiotów, które rzutują na życie współczesnych społeczeństw (XX/XXI wiek).


VI. Gorączka kauczukowa w Rondonii

Obszary dzisiejszego stanu Rondonia nie były ziemią status quo, wolną od dramatu gorączki kauczukowej rozlewającej się na Amazonię niczym nieskończony ciąg geometryczny. Jednym z plemion, których ziemie wchodzą w skład dzisiejszej Rondonii i, które zmierzy się z kolejnymi falami kauczukowej migracji będą Indianie Wari.

Indianie Wari

Pierwsze relacje o Indianach Wari pochodzą z roku 1798, kiedy pułkownik Ricardo Franco lokalizuje ich nad brzegami rzeki Pacaas Nova. Do początku XX wieku Indianie Wari pozostawali odizolowani od prądów zewnętrznych. Ta korzystna okoliczność była możliwa dzięki niesprzyjającej lokalizacji oraz stosunkowo małej wartości gospodarczej zamieszkiwanych przezeń ziem. Brak kontaktu z inwazyjnym społeczeństwem kolonizatorów nie oznaczał jednak, że sami Wari wiedli życie zdystansowane i pozbawione przemocy.

Polowanie i wojna, przenikając się nawzajem, cechowały rytm życia Wari. Na wyprawę wojenną Indian Wari wyruszała grupka mężczyzn, którzy przygotowywali zasadzkę w pobliżu wrogiej wsi. Leżąc w ukryciu, wyczekiwali aż zbliży się ktoś z jej mieszkańców. Nieświadomą ofiarę zasypywano z zaskoczenia gradem strzał i jeśli tylko było to możliwe ćwiartowano, po czym, przynoszono fragmenty jej ciała do rodzimej wsi. Kanibalizm wojenny i pogrzebowy, praktykowany przez Wari, zmagał lęk przed plemieniem oraz niósł mu złą sławę. Owa waleczność i drapieżnictwo sprawią jednak, że Wari zachowają konieczny dystans, ponosząc mniejsze straty niż inne ludy z regionu, podczas niepewnych czasów gorączki kauczukowej.





Gorączka kauczukowa, która wybucha pod koniec XIX wieku inicjuje prawdziwy wyścig w poszukiwaniu surowców na terytorium całej Amazonii. Wydarzenie te przyniesie poważne zmiany w życiu Wari i sprowadzi obcych, wrogów zupełnie innych niż ci z, którymi plemię musiało mierzyć się dotychczas.

Koronkowym przedsięwzięciem w regionie, towarzyszącym kauczukowej rewolucji, uczyniono budowę kolei na linii Wood-Mamore, która w zamierzeniu miała połączyć miejscowości St. Anthony Wood i Guajara-Mirim, co ułatwiłoby transport kauczuku prosto do Manaus. Pierwsze udokumentowane starcia między Wari a pracownikami kolei pojawiają się w 1919 roku. Ci ostatni porywają kilku Indian, po czym sprowadzają ich do miasta

Budowa kolei na linii Wood-Mamore okazuje się wkrótce nie rentowna. Anglik, Henry Wickham, podający się za zoologa, przemyca nasiona drzewa Hevea Brasilensis w skórach kajmanów i wywozi je do Azji. Wkrótce na Półwyspie Malajskim powstają rozległe plantacje kauczukowca co skutkuje utratą monopolu oraz końcem złotych czasów dla południowoamerykańskich producentów lateksu. Kauczukowa gorączka gaśnie.

Wari zmuszeni do ucieczki na trudno dostępne terytoria, położone głównie w górnych biegach rzek mogą teraz wrócić na ziemie, które wcześniej musieli opuścić z powodu bezustannych najazdów. Odwilż nie trwa jednak długo. Podczas II wojny światowej armia japońska zajmuje olbrzymie połacie Azji Południowo-Wschodniej, w tym plantacje kauczukowca. Oczy spekulantów i przemysłowców raz jeszcze kierują się w stronę amazońskich lasów.
Druga fala gorączki kauczukowej sprowadza w rejon Mamore i Pacaas Nova duże rzesze pracowników, tak, że do roku 1950 obszar należy do jednych z najbardziej okupowanych. W owym czasie konflikt między najeźdźcami a Indianami wkracza w kulminacyjną fazę. Kompanie kauczukowe prowadzą systematyczną eksterminację. Strzelcy uzbrojeni w broń palną atakują wsie Indian o świcie, zabijając większość mieszkańców. Wari w otwartej konfrontacji skazani na porażkę, walczą własnymi tradycyjnymi metodami. Kolejni zbieracze kauczuku oraz pracownicy kolei, przeszyci licznymi strzałami, znajdywani najczęściej w odpodobnieniu, trafiają do grona ofiar tego przerażającego konfliktu.

Krwawa łaźnia przykuwa uwagę brazylijskiego Instytutu Ochrony Indian (SPI), który otwiera swoje placówki w regionie, zaś w 1956 roku na miejsce przybywają misjonarze z kontrowersyjnej organizacji New Tribe Mission. Proces kontaktowania i pacyfikacji Wari trwa przez następne dziesięć lat, aż do 1969 roku. Tym razem Wari dosięga nieuchwytny lecz równie groźny wróg, choroby, które w seriach epidemii zabijają dziesiątki Indian.

Dzisiaj Wari żyją w siedmiu wsiach licząc sobie w przybliżeniu około 2 tysiące dusz. Ocenia się, że kontakt doprowadził do śmierci i eksterminacji ponad 2/3 plemienia.


Gorączka kauczukowa – losy innych plemion Rondonii

Tragedia kauczukowa jest wspólnym losem wielu plemion Rondonii. Innym ludem, który dał się poznać jako nieustępliwy w walce z poszukiwaczami kauczuku byli Indianie Parintintin. Różnymi ścieżkami potoczą się dzieje Indian Apurina.

Pierwsze systematyczne kontakty plemienia Apurina z nie-Indianami przypadają na okres gorączki kauczukowej. Rzeka Purus w obrębie, której żyją Apurina staje się miejscem ekspansji kauczukowej w latach 1870-1880. Stosunki ze zbieraczami kauczuku bywają różne. Niektóre grupy Apurina doświadczają eksterminacji, inne prowadzą ożywioną wymianę handlową, niektórzy Apurina zatrudniają się jako seringueiros (zbieracze kauczuku).

Największą zgłoską w dwustronnych relacjach z przybyszami zaznacza się jednak przemoc. Historia plemienia Apurina z tego okresu pełna jest podań mówiących o masakrach, torturach, niewolnictwie i wojnach. W 1913 roku Instytut Ochrony Indian (SPI) zakłada placówkę nad dopływem Purus, rzece Seruini, po tym gdy w konflikcie ginie około 40-czterdziestu Indian Apurina i 7-siedmiu seringueiros.

Praktyka kontaktowania indiańskich plemion w celu swoiście pojmowanego udobruchania a następnie zatrudnienia do pracy, była szeroko rozpowszechnioną metodą. Takie poczty założono min wzdłuż rzek Branco, Colorado, Mekens i Corumbiara. Służyły one głównie jako punkty handlowe gdzie gromadzono dobra lasu tropikalnego, po czym ładowano je na łodzie i statki płynące min. do Guajara-Mirim. Jak wspomniano powyżej, spełniały one także rolę poczt kontaktowych, gdzie interesanci przyciągali Indian, oferując metalowe narzędzia i inne dobra niespotykane w świecie lasu tropikalnego. W zamian Indianie musieli pracować przy zbiorze kauczuku i brazylijskich orzechów.

Ta praktyka okazywała się zgubna gdyż wpędzała Indian w nowe sieci zależności, grożąc poważniejszymi konsekwencjami..
Skontaktowani i zależni Indianie z południowego wschodu Rondonii byli przemieszczani na zachód. Przesiedleńców zmuszano do pracy w niezwykle ciężkich warunkach, wielu próbowało uciec na swoje rodzime terytoria. W rezultacie wiele plemion południowej Rondonii zostało zdziesiątkowanych podczas kolejnych epidemii i uległo akulturacji. Los najemnych pracowników plantacji kauczukowych spotkał min. Indian Djeoromitxi, którzy w latach 1920-1960 brali udział w przynajmniej trzech migracjach motywowanych zbiorem kauczuku.

Okres gorączki kauczukowej na zawsze zmienił życie Indian z Rondonii. Wiele z plemion doznało eksterminacji a pozostałe zostały skazane na niepewne relacje z przybyszami z zewnątrz. Jak pokaże przyszłość, plemiona, które zbiegły lub zamieszkiwały ziemie trudno dostępne i dotąd nie eksplorowane, czekał równie niepewny los co ich pobratymców w wcześniejszych dekadach.


VII. Najazd na Rondonię w latach 70-siedemdziesiątych XX wieku. Tragiczne dzieje Indian Akuntsu.

W latach sześćdziesiątych XX wieku rozpoczęła się konstrukcja autostrady BR-364, która przeszyje Rondonię na linii od południowego wschodu po północny zachód. Projekt autostrady był częścią Programu Polonoroeste; w jego finansowaniu uczestniczył min. Bank Światowy. Konstrukcja nowego szlaku komunikacyjnego rozpoczęła prawdziwy wyścig. Na początku lat 70-siedemdziesiątych autostrada staje się promenadą dużych, rządowych projektów kolonizacji, które sprowadzą do Rondonii tysiące rolników, osadników i spekulantów, zwłaszcza z południa i południowego-wschodu Brazylii.

Urzędnicy FUNAI, rządowej organizacji do spraw Indian, mieli świadomość, że ziemie, które stały się przedmiotem pożądania, zamieszkiwane są przez liczne plemiona izolowane, pozostające poza orbitą brazylijskiej władzy. Pomimo tych faktów, zabrakło głosu rozwagi, który powstrzymałyby zaplanowaną falę kolonizacji. Konsekwencje osadniczej uczty miały okazać się tragiczne.

Izolowani Indianie musieli uciekać przed buldożerami, szukając chronienia w coraz mniejszych łatach lasu. Nigdy nie dowiemy się ilu autochtonów umarło w rezultacie chorób i przemocy, które przynieśli ze sobą nowi kolonizatorzy.

Kronikę brutalnych dziejów możemy odtworzyć na podstawie smutnego losu Indian Akuntsu.

Pogłoski o masakrach na Indianach izolowanych w regionie Corumbiara przykuły uwagę agencji FUNAI w latach osiemdziesiątych XX wieku. Indiańska obecność w tym miejscu była stale kwestionowana przez miejscowych właścicieli gruntów dla, których istnienie Indian oznaczało zamknięcie ziem, przeznaczonych pierwotnie do celów gospodarczych.




Pomimo zaprzeczeń oraz nieprzychylności drwali i ranczerów prowadzono poszukiwania. W 1984 roku znaleziono opuszczone w pośpiechu, ogrody i domy komunalne. Rok później natrafiono na pierwsze dowody masakry. Znalezienie domów komunalnych, rozjechanych spychaczami i przykrytych następnie ziemią, strzał oraz fragmentów ceramiki, dostarczyło koronnych dowodów, świadczących o obecności Indian oraz celowych działaniach zmierzających do ich wyniszczenia.

W grudniu 1986 roku argumenty właścicieli ziemskich zostają zaaprobowane. Oficjalne poszukiwania zostają wstrzymane, gdyż jak twierdzono, poziom deforestacji obszaru był na tyle duży, że nawet gdyby Indianie kiedyś tu żyli to musieli się wycofać w drodze faktów dokonanych.

Pomimo gróźb, poszukiwania na przestrzeni następnych lat kontynuuje pracownik FUNAI, Marcelo dos Santos. We wrześniu 1995 roku zostaje skontaktowanych pięciu członków plemienia Kanoe. Dzięki wskazówce napotkanych Indian wiedziano, że w pobliżu żyje jeszcze inna, nieduża grupa. Po wielu wysiłkach, ekipa poszukiwawcza natrafia w październiku tego samego roku na małą, wyraźnie wystraszoną grupkę Indian Akuntsu. Składa się ona z siedmiu osób, w tym dwójki dorosłych mężczyzn oraz trójki kobiet.

Dzisiaj, możemy już odtworzyć przerażającą historię Akuntsu i Kanoe. Najazd na ich ziemie, którego początek możemy upatrywać w latach 70-siedemdziesiątych, doprowadził do zajęcia olbrzymich połaci lokalnych gruntów przez kolonistów a sami Indianie zostają zmuszeni do szukania schronienia w coraz mniejszych łatach lasu. Koloniści oraz nowi posiadacze ziemscy wynajmują uzbrojonych strzelców, których celem jest tropienie i zabijanie Indian, uznanych w najlepszym razie, za dzikich i niepożądanych lokatorów.

Gdy blade echo dokonywanych masakr zaczyna przesiąkać na zewnątrz, uzurpatorzy podejmują kroki mające rozwiać wątpliwości zainteresowanych. Mnożą się publiczne zapewnienia, że Indian izolowanych w newralgicznym regionie nie ma, choć równolegle z premedytacją zacierano ślady dokonywanych zbrodni.

Strach w życiu Akuntsu towarzyszy im na każdym kroku. Przywódca grupy, Konibu, nie zbliżał się do nikogo bez uprzedniego odmuchiwania, formy działań charakterystycznej dla praktyk rytualnych, których celem jest odtrącenie niebezpiecznych istot lub oczyszczenie ciała. Akuntsu pozostawali czujni i ostrożni, zwłaszcza gdy zbliżali się do budynków takich choćby jak placówka FUNAI. Ciała Indian nosiły ślady doznanych potworności a oni sami wymieniali imiona osób, które ginęły z rąk, ścigających ich oprawców.

Od czasu kontaktu liczba Indian Akuntsu jeszcze się zmniejszyła. Podczas burzy w 2000 roku zginęła najmłodsza córka Konibu, natomiast w 2009 roku zmarła Ururu, najstarsza członkini społeczności. Dzisiaj Indianie Akuntsu liczą sobie już tylko pięć osób. Wraz z ich śmiercią świat Akuntsu odjedzie na zawsze.





+ - 0

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0