iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Świat
+ - 0

Patriarchat a patrytutalat i matryacciperat w największych kulturach

12 05 2010 redakcja www.maskulizm.pl Artykuł był czytany 723 razy
Źródło: gender.jpg
Źródło: gender.jpg

Mężczyźni wcale nie rządzą kobietami. To kobiety wyznaczyły mężczyzn na rolę swoich opiekunów i niewolników. Potwierdza to historia i kultura każdego społeczeństwa.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Słyszeliście zapewne, że kobiety nie rządzą światem. Że wszędzie władzę sprawują mężczyźni. I faktycznie, gdy rozejrzeć się dookoła, to nie wszyscy ale ¾ osób na najwyższych politycznych stanowiskach jest mężczyznami.

Są oczywiście przykłady państw w Europie i Afryce Subsaharyjskiej, gdzie kobiet w polityce jest sporo. W pierwszym wypadku dyktatorsko wepchnięto ustawową liczbę pań na stanowiska polityczne, czego karykaturalnym wyrazem jest hiszpańska minister obrony, która została wybrana na swoje stanowisko nawet nie dlatego, że była kobietą, ale dlatego, że była w ciąży a wakat dotyczył stanowiska obronnego (pierwszym działaniem owej „minister” była jakże urocza sesja zdjęciowa „zaawansowanego brzuszka” odbierającego saluty od kompanii „terminatorów”). W drugim wypadku kobiety i mężczyźni tradycyjnie sprawują te same role, posiadając te same prawa i obowiązki (w wielu krajach afrykańskich kobiety zobowiązane są np. służyć w armii). Uogólnijmy jednak, że to mężczyźni zawsze sprawowali na świecie władzę polityczną.

Jakie mogą być tego przyczyny? Pierwsze co przychodzi na myśl choć trochę wyedukowanej osobie to różne średnie odchylenie krzywych normalnych zdolności politycznych (i nie tylko politycznych) kobiet i mężczyzn. Jeżeli mężczyźni są bardziej zróżnicowani niż kobiety (ogólnie samce niż samice) to jest tak pewnie również w aspekcie zdolności politycznych. A że tak jest, nie ulega wątpliwości, poza tym, że mężczyźni stanowią 95% noblistów oraz ogromną większość biznesmenów, wynalazców i polityków, wystarczy spojrzeć na więzienia, zakłady psychiatryczne i noclegownie, aby się przekonać, że tam też dominują mężczyźni, których statusu nikt nie chce wyrównywać z ich żeńskimi odpowiednikami na biedniejszym końcu drabiny społecznej (dziwna ta współczesna lewica, paniom kierowniczkom chce pomagać, ale panów bezdomnych pozostawić z tym, co mają – lub raczej: czego nie mają).

Inną przyczyną braku kobiet w polityce może być po prostu faktycznie wyższe przystosowanie samców do działań politycznych. W końcu już szympansy tworzą grupy patrylinearne, w których to samce mają genetyczny interes w dalszym trwaniu grupy a we wszystkich badaniach mikrosocjologicznych w małych grupach to mężczyźni częściej wyłaniają się jako naturalni liderzy. Dlatego mimo zachęt dla kobiet, to mężczyźni stanowią większość członków partii.
Wróćmy jednak do zróżnicowania kobiet i mężczyzn. Mężczyźni są bardziej zróżnicowani niż kobiety, jest wśród nich więcej prezydentów, ale też więcej bezdomnych. O ile jednak na dysproporcje wśród prezydentów często zwraca się uwagę, o tyle na dysproporcje wśród bezdomnych prawie nigdy. Tymczasem jest to kwestia znacznie ważniejsza.

Czy komuś przyszło kiedyś do głowy, że system społeczno-polityczny oparty na mężczyznach, a w nowomowie zwany od rzymskiego typu rodziny „patriarchatem”, tak naprawdę nie oznacza władzy mężczyzn nad kobietami ale opiekę tych pierwszych nad tymi drugimi, i że nie daje tym pierwszym praw do wykorzystywania tych drugich ale nakłada na tych pierwszych obowiązki wobec tych drugich a także pociąga do odpowiedzialności za nie i ich czyny? W związku z tym trafniejszym terminem opisującym typowe systemy społeczno-polityczne panujące na Ziemi byłby termin „patrytutelat”, albo patrząc od drugiej strony termin „matryacciperat”.

Termin patrytutelat wywodzi się od łacińskiego „tutela” oznaczającego „opiekę” i wyrażającego w Prawie Rzymskim obowiązek opieki nad osobami, które z różnych przyczyn całkowicie lub częściowo nie posiadały zdolności do czynności prawnych. Patrytutelat byłby więc w nowomowie, obok matrytutelatu, jedną z kategorii podziału społeczeństw ze względu na płeć osób korzystających z opieki państwa i społeczeństwa oraz płeć osób w imieniu tych tworów tym pierwszym tę opiekę zapewniających; przy czym patrytutelat i matrytutelat byłyby kategoriami tworzonymi w oparciu o płeć osób zapewniających opiekę. Z kolei matryacciperat i patryacciperat (od łacińskiego „accipere” znaczącego „otrzymywać”, „brać”) byłyby kategoriami podziału społeczeństw ze względu na takie samo kryterium jednak tworzonymi w oparciu o płeć osób otrzymujących pomoc.

Terminy te zresztą podaję jedynie jako szablony, na podstawie których można utworzyć zgrabniejsze terminy. Zwłaszcza ich druga para jest dosyć nieporęczna.

Te lub tak utworzone terminy mogłyby zastąpić nadużywane terminy „patriarchat” i „matriarchat”, wskazując na fakt, że współżycie społeczne nie tyle opiera się na władzy co na odpowiedzialności i bardziej na opiece niż na wykorzystywaniu. To nie mężczyźni rządzą kobietami, to kobiety obarczyły ich rolą rządzących i opiekunów. Tak jak makler zarządzający moimi pieniędzmi wykonuje dla mnie pracę a nie tyranizuje mnie, tak mężczyźni wykonują jedynie pracę polityka dla kobiet. Kobieta wychowuje dzieci, ale czy rola opiekunki jest władzą kobiet, przy pomocy której kontrolują one mężczyzn, wychowując ich sobie do realizowania własnych babskich interesów, czy może raczej rola ta jest obowiązkiem, którym zostały one obarczone?

Jeżeli już oceniamy politycznie ukształtowane prawa obowiązujące kobiety i mężczyzn, to na mocy tych wprowadzonych przez polityków praw od zawsze raczej płeć żeńska wykorzystywała płeć męską, sama nie posiadając zbyt wielu obowiązków, a mniej lub bardziej korzystając ze wszystkich przywilejów, niż odwrotnie. Bowiem matryacciperat panował na nie mniejszej (a raczej większej) części globu i nie której niż patriarchat.

Jak wiele osób zwraca uwagę na fakt, że kobiety prawie nigdy nie były posyłane na wojnę? Że pierwsze opuszczają tonący okręt (przykładem statku, z którego uratowanych 90% stanowiły kobiety może być Titanic). Że w trakcie powodzi ratowane są jako pierwsze (70% ofiar powodzi to mężczyźni). Że kobiet się nie bije (nawet kwiatkiem). Że do ich demonstracji się nie strzela (http://interia360.pl/artykul/quot-wyzwolenie-quot,34177). Jak często zwraca się uwagę, że mężczyźni finansują kobiety, rola żywiciela rodziny jest obowiązkiem, nie przywilejem. Jak często zwraca się uwagę, że budżet, ZUS, ministerstwo zdrowia, ministerstwo edukacji, itd. wydaje na nie więcej niż na mężczyzn, mimo że płacą one niższe podatki. Że pomagało się wdowom a nie wdowcom, że ratowało księżniczki a nie książęta. Jak często zwraca się uwagę, że kobiety chroni się i chroniło przed niebezpiecznymi zawodami (mężczyźni stanowią 94% ofiar wypadków w pracy), teraz niektórymi wcześniej przed wszystkimi (co sprowadza się do tego samego, biorąc pod uwagę dawne „przepisy BHP”). Jak często zwraca się uwagę, że kobietę w ciąży otacza się szczególną opieką. Że kobietom się ustępuje, pomaga i usługuje. Schlebia. To wszystko świadczy o wysokim statusie kobiet w naszej kulturze, mimo braku pań na szczeblach władzy, oraz o ułatwieniach czynionych im przez tę władzę, mimo że pozbawioną kobiet. A przecież podobnie jest w innych kulturach. W każdym z czterech wielkich kręgów cywilizacyjnych, do których zaliczają się cywilizacje: śródziemnomorsko-rzymsko-chrześcijańsko-zachodni (dzielony na grecko-bizantyjsko-prawosławno-wschodzni i rzymsko-zachodni), mezopotamsko-bliskowschodnio-islamski (dzielony na arabski i perski), indyjski i chiński (dzielony na północny i południowy), kobieta cieszyła się i cieszy szczególnymi względami.

Często słyszymy o tym, że w Chinach rodzi się mniej dziewczynek niż chłopców. Po takiej informacji od razu nasuwa się myśl, jakoby Chińczycy woleli synów niż córki. Tymczasem oni po pierwsze nie tyle stronią od dziewczynek, co potrzebują syna, który byłby kontynuatorem ich rodu. W warunkach, gdy mogą mieć tylko jedno dziecko, po prostu: potrzebują syna, ale w prowincjach, w których wolno mieć dwójkę lub trójkę dzieci, kiedy już mają syna, płeć ich kolejnych dzieci nie robi im różnicy. Po drugie syna potrzebują nie dlatego, żeby uważano, iż posiada on nobilitującą płeć, lecz dlatego, że w Chinach to najstarszy syn zajmuje się rodzicami, finansuje ich i opiekuje się nimi na starość. W istocie Chińczycy potrzebują więc nie syna lecz niewolnika. Łowcy niewolników też dyskryminowali kobiety jako niezdolne do ciężkiej pracy (niewolnica była tańsza niż niewolnik, ciekawe czy te „różnice płacowe” też były wynikiem seksizmu pracodawców?: http://interia360.pl/artykul/roznice-w-zarobkach,32831). Ci którzy rozczulają się nad losem kobiet w Chinach mogą zastanowić się, czy los niewolnika też uważają za lepszy niż niewolnicy, dlatego, że właściciel eksploatował go bardziej niż ją.

Często słyszymy też o tym, że rodzice w Indiach wolą chłopców niż dziewczynki. Znów przemilcza się fakt, że tak naprawdę wolą pieniądze niż synów. Córce trzeba zapewnić posag, który wniesie do rodziny, z której pochodzi mąż, który będzie na nią zarabiał. Syn nie musi dostawać nic. Czy kultura, w której synowi nie należy się nic a córce należy zapewnić pieniądze dyskryminuje kobiety…?!

A propos posagu, w kulturze islamu też wnoszony jest posag. Jednak nie przez rodziców panny młodej rodzicom pana młodego ale przez samego pana młodego pannie młodej. Pieniądze te będą następnie stanowiły jej mahr, który będzie mogła zachować w razie rozwodu (dlatego szariat nie pozwala żonie rozwieść się na życzenie, gdyż byłaby to doskonała furtka dla procederu kradzieży), a którym w trakcie małżeństwa będzie mogła dowolnie dysponować (wydać lub zainwestować).

W kulturze islamu ponadto mąż ma obowiązek zarówno samodzielnego finansowania dzieci, jak i żony, podczas gdy ona zarobione przez siebie pieniądze może wydawać na swoje zachcianki, a jeżeli nie chce jej się pracować, jak większości muzułmanek, na owe zachcianki wystarcza jej mahr (posag) lub obrót nim. Podobnie jak chrześcijaństwo nakłada na mężczyznę obowiązek „zdobywania pożywienia w pocie czoła” (Rodz 3:19), kobiet nie zobowiązując do niczego i zlecając im jedynie procesy fizjologiczne: „w bólach będziesz rodzić”(Rodz 3:16), tak też Koran stwierdza „Mężczyźni są opiekunami kobiet, ponieważ Bóg uczynił jednych zaradniejszymi od drugich, finansują oni je ze swoich majątków” (Sura 4:34).

Ten właśnie obowiązek finansowania żon sprawia, że młodzi muzułmanie muszą się wcześnie starać o pracę, przez co np. w Perskiej części cywilizacji islamskiej mężczyźni stanowią zaledwie 25% studiujących. Nie muszę chyba dodawać, że pozostałe 75% studiujących stanowią w takim razie osoby, nie zamierzające „zwracać” zainwestowanych w ich wyższe wykształcenie środków finansowych, wypracowując w przyszłości jakikolwiek dochód narodowy. To właśnie lenistwo 50% społeczeństwa oraz cackanie się z tą kobiecą częścią narodu polegające na inwestowaniu w jej edukacyjne zachcianki sprawia, że państwa Bliskiego Wschodu są tak biedne mimo taki wielkich zasobów surowców naturalnych.

Zresztą dysproporcja płci w szkolnictwie wyższym wcale nie jest największym Irańskim występkiem przeciw mężczyznom. Ostatnio Majlis (parlament Irański) przegłosował ustawę każącą karą śmieci apostatów, lecz apostatki traktując łagodniejszą karą kilkuletniego więzienia, przy czym nie wywołało to żadnego sprzeciwu obrońców praw człowieka.

Sprzeciw taki wywołują natomiast równe płciowo kary, jak islamska kara za cudzołóstwo. Za to przestępstwo szariat przewiduje karę śmierci tak dla cudzołożnika jak dla cudzołożnicy, jednak działacze praw człowieka protestują wyłącznie przeciw temu, że dotyczy ona tej ostatniej.

Warto też zwrócić uwagę, że obowiązek obrony wiary islam nakłada tylko na muzułmanów a muzułmanki z niego zwalnia (dotyczy ich tylko walka wewnętrzna). Tymczasem na męczeniku zależy przede wszystkim matkom, które po śmierci takich otrzymują zaszczytne miano „tych, które urodziły męczennika”. Nic zatem dziwnego, że to przede wszystkim muzułmanki wychowują zamachowców samobójców.

Jak widać, w każdej kulturze i w każdym czasie kobiety cieszyły się licznymi przywilejami, które zapewniali im męscy politycy. Nie ma więc powodu, aby nawet niedemokratyczną władzę mężczyzn nazywać „patriarchatem”. Jest to zwykły patrytutelat i matryacciperat.




+ - 0

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 1

1. marcin | 08:36 17-05-2010

tak