Aktualności / Świat
Pedofilia – kościół katolicki w opałach
Artykuł był czytany 1702 razy
Papież odmówił ustosunkowania się w związku z wciąż nowymi zarzutami wobec księży niemieckiego kościoła katolickiego w sprawach o molestowania seksualne dzieci i młodzieży.
Papież odmówił ustosunkowania się w związku z wciąż nowymi zarzutami wobec księży niemieckiego kościoła katolickiego w sprawach o molestowania seksualne dzieci i młodzieży. W ostatnim wystąpieniu Papieża (przy okazji pielgrzymki w dzień św. Angelusa) oczekiwano od głowy kościoła słów wyjaśniających, pokory, przeprosin... Niestety katolicy niemieccy zawiedli się, a Benedykt XVI nie powiedział na ten temat ani słowa.
Pomimo zapewnień ze strony przewodniczącego Konferencji Biskupów, Roberta Zollitscha, jakoby Benedykt XVI był „głęboko dotknięty i wstrząśnięty” lawinowo ujawnianymi przypadkami pedofilii w kościele niemieckim, głosy krytyki nie ustają. Niemcy pamiętają słowa krytyki Papieża sprzed miesiąca pod adresem księży irlandzkich, gdzie na światło dzienne masowo wypłynęły sprawy o molestowanie przez nich nieletnich. Już wtedy Papież był „dotknięty i wstrząśnięty”, i mówił o „odrażającym przestępstwie”, dla którego jest „zero tolerancji”. Obiecano też wyjaśnienie sprawy, a także wprowadzenie środków zapobiegawczych.
Zollitsch, który był 12.03.2010 r. na audiencji u głowy kościoła w związku z rutynowymi sprawami oświadczył, że głównym punktem audiencji stały się zarzuty o pedofilię, które od jakiegoś czasu mnożą się w niemieckich masmediach. Po 45-minutowym spotkaniu z Papieżem, w trakcie którego arcybiskup miał poinformować go o obecnej sytuacji w tej sprawie, Zollitsch powiedział, że: „celem musi być teraz zagojenie ran z przeszłości i zapobieżenie możliwych nowych ran”. Arcybiskup prosił o wybaczenie, a zapytany o zadośćuczynienie wobec ofiar odpowiedział, że biskupi będą się naradzali, czy możliwa jest dalsza pomoc (sic!) i że w tej kwestii kościół cieszy się zaufaniem pani Kanclerz, Angeli Merkel (CDU). Wspomniał również, że planowane jest spotkanie z ministrem sprawiedliwości, panią Sabiną Leutheusser-Schnarrenberger (FDP), która w tej kwestii ostro skrytykowała niemiecki kościół katolicki.
Wciąż pojawiające się w masmediach nowe doniesienia na temat pedofilii w środowisku kapłanów oburzyły opinię publiczną, co dało odzwierciedlenie w sondażach, w których większość Niemców (86% wg. sondażu Emnid dla telewizji informacyjnej N24) wyraża swoje niezadowolenie, zarzucając Watykanowi brak gotowości do oficjalnego wyjaśnienia sprawy. Z kręgów kościelnych dowiadujemy się, jakoby wszystkie przypadki pedofilii miały być skrupulatnie zbierane w Watykanie, ale podkreśla się również, że są one tam traktowane jako „wewnętrzna sprawa kościoła”. Przypomnijmy, że prokuratury mogą działać tylko wtedy, kiedy sprawy trafiają do nich bezpośrednio, a biskupi rzecz jasna nie przekazują prokuraturom swoich „wewnętrznych spraw”.
Najnowszą głośną aferą, którą ujawniła Sueddeutsche Zeitung, a która postawiła w złym świetle samego Papieża, jest sprawa księdza Petera H., który pomimo pedofilskiej przeszłości jeszcze przed tygodniem oficjalnie pełnił swoje funkcje kościelne i bez żenady głosił kazania w Bad Toelz, byłej Biskupi Ratzingera. Dopiero po publikacji w SZ Peter H. wycofał się z pełnionych funkcji, a wierni dowiedzieli się, że „ich zaufany ksiądz” już w roku 1982 przeniesiony był do innej diecezji (z Essen do Monachium) ze względu na postawione mu zarzuty o pedofilię. Ratzinger przyzwolił wtedy na przeniesienie kapłana, sprawa nie ujrzała światła dziennego, a „karą” okazało się być pełnienie w innej diecezji tzw. „funkcji pomocniczych”. Ksiądz H. po przeniesieniu poczuł się zapewne nietykalny i nadal uprawiał ten odrażający proceder; na szczęście jedna z ofiar złożyła tym razem doniesienie do prokuratury, a nie do władz kościelnych, czego efektem był w roku 1986 proces sądowy o molestowanie seksualne nieletnich. Wyrok, jaki Peter H. usłyszał na zakończenie rozprawy (1,5 roku w zawieszeniu i 4000 DM grzywny), jak i sam fakt, że jeszcze w niedzielę 7. marca br. taki ktoś wciąż mógł wygłaszać kazania z ambony kościoła w Bad Toelz świadczą wyraźnie, że pedofilia w kościelnym środowisku jest uczynkiem znanym i ukrywanym przez wszystkie szczeble hierarchii kościelnej.
Po ujawnieniu afery w SZ archidiecezja Monachium/Freising przyznała się do „ciężkiego błędu“, a odpowiedzialność zań wziął na siebie ówczesnywikaryr generalny, Gerhard Gruber. Rzecznik Watykanu, Federico Lombardi przyłączył się do takiego przedstawienia odpowiedzialności i podkreślił, że obecny Papież „z tą sprawą nie ma nic wspólnego”...
Pomimo zapewnień ze strony przewodniczącego Konferencji Biskupów, Roberta Zollitscha, jakoby Benedykt XVI był „głęboko dotknięty i wstrząśnięty” lawinowo ujawnianymi przypadkami pedofilii w kościele niemieckim, głosy krytyki nie ustają. Niemcy pamiętają słowa krytyki Papieża sprzed miesiąca pod adresem księży irlandzkich, gdzie na światło dzienne masowo wypłynęły sprawy o molestowanie przez nich nieletnich. Już wtedy Papież był „dotknięty i wstrząśnięty”, i mówił o „odrażającym przestępstwie”, dla którego jest „zero tolerancji”. Obiecano też wyjaśnienie sprawy, a także wprowadzenie środków zapobiegawczych.
Zollitsch, który był 12.03.2010 r. na audiencji u głowy kościoła w związku z rutynowymi sprawami oświadczył, że głównym punktem audiencji stały się zarzuty o pedofilię, które od jakiegoś czasu mnożą się w niemieckich masmediach. Po 45-minutowym spotkaniu z Papieżem, w trakcie którego arcybiskup miał poinformować go o obecnej sytuacji w tej sprawie, Zollitsch powiedział, że: „celem musi być teraz zagojenie ran z przeszłości i zapobieżenie możliwych nowych ran”. Arcybiskup prosił o wybaczenie, a zapytany o zadośćuczynienie wobec ofiar odpowiedział, że biskupi będą się naradzali, czy możliwa jest dalsza pomoc (sic!) i że w tej kwestii kościół cieszy się zaufaniem pani Kanclerz, Angeli Merkel (CDU). Wspomniał również, że planowane jest spotkanie z ministrem sprawiedliwości, panią Sabiną Leutheusser-Schnarrenberger (FDP), która w tej kwestii ostro skrytykowała niemiecki kościół katolicki.
Wciąż pojawiające się w masmediach nowe doniesienia na temat pedofilii w środowisku kapłanów oburzyły opinię publiczną, co dało odzwierciedlenie w sondażach, w których większość Niemców (86% wg. sondażu Emnid dla telewizji informacyjnej N24) wyraża swoje niezadowolenie, zarzucając Watykanowi brak gotowości do oficjalnego wyjaśnienia sprawy. Z kręgów kościelnych dowiadujemy się, jakoby wszystkie przypadki pedofilii miały być skrupulatnie zbierane w Watykanie, ale podkreśla się również, że są one tam traktowane jako „wewnętrzna sprawa kościoła”. Przypomnijmy, że prokuratury mogą działać tylko wtedy, kiedy sprawy trafiają do nich bezpośrednio, a biskupi rzecz jasna nie przekazują prokuraturom swoich „wewnętrznych spraw”.
Najnowszą głośną aferą, którą ujawniła Sueddeutsche Zeitung, a która postawiła w złym świetle samego Papieża, jest sprawa księdza Petera H., który pomimo pedofilskiej przeszłości jeszcze przed tygodniem oficjalnie pełnił swoje funkcje kościelne i bez żenady głosił kazania w Bad Toelz, byłej Biskupi Ratzingera. Dopiero po publikacji w SZ Peter H. wycofał się z pełnionych funkcji, a wierni dowiedzieli się, że „ich zaufany ksiądz” już w roku 1982 przeniesiony był do innej diecezji (z Essen do Monachium) ze względu na postawione mu zarzuty o pedofilię. Ratzinger przyzwolił wtedy na przeniesienie kapłana, sprawa nie ujrzała światła dziennego, a „karą” okazało się być pełnienie w innej diecezji tzw. „funkcji pomocniczych”. Ksiądz H. po przeniesieniu poczuł się zapewne nietykalny i nadal uprawiał ten odrażający proceder; na szczęście jedna z ofiar złożyła tym razem doniesienie do prokuratury, a nie do władz kościelnych, czego efektem był w roku 1986 proces sądowy o molestowanie seksualne nieletnich. Wyrok, jaki Peter H. usłyszał na zakończenie rozprawy (1,5 roku w zawieszeniu i 4000 DM grzywny), jak i sam fakt, że jeszcze w niedzielę 7. marca br. taki ktoś wciąż mógł wygłaszać kazania z ambony kościoła w Bad Toelz świadczą wyraźnie, że pedofilia w kościelnym środowisku jest uczynkiem znanym i ukrywanym przez wszystkie szczeble hierarchii kościelnej.
Po ujawnieniu afery w SZ archidiecezja Monachium/Freising przyznała się do „ciężkiego błędu“, a odpowiedzialność zań wziął na siebie ówczesnywikaryr generalny, Gerhard Gruber. Rzecznik Watykanu, Federico Lombardi przyłączył się do takiego przedstawienia odpowiedzialności i podkreślił, że obecny Papież „z tą sprawą nie ma nic wspólnego”...













