Aktualności / Świat
Piractwo
Artykuł był czytany 558 razy
Środowe porwanie polskich marynarzy daje przyczynek nie tylko do bezpośredniej krytyki wasalnego stosunku państw zachodnich wobec Izraela ale też do mniej bezpośrednich rozważań na temat Irańskiej energetyki jądrowej.
W mijającym tygodniu mieliśmy do czynienia ze spektakularnym zamachem terrorystycznym na terytorium Iranu, (albowiem za takowe uważa się wszystkie statki wodne i powietrzne należące do tego państwa – analogicznie do innych), w trakcie którego wzięto zakładników, wśród których znajdowali się Polacy. Oczywiście próżno było czekać reakcji dyplomatów, w tym polskich, na to wydarzenie.
Kiedy Somalijczycy porywają statki handlowe, stanowi to piractwo. Kiedy Irańczycy zajmują amerykański statek wojenny na swoich wodach terytorialnych (w czasie, kiedy administracja amerykańska przynajmniej raz na tydzień grozi Iranowi wojną a la wojny z jego sąsiadami Irakiem i Afganistanem) stanowi to terroryzm. Lecz kiedy to Żydzi porywają statek handlowy, w dodatku za zgodą, aprobatą i z rozkazu swojego rządu (mam na myśli ten rząd w Tel-Awiwie a nie na terytoriach okupowanych, tj. w Waszyngtonie), nie tylko nie stanowi to piractwa czy terroryzmu, ale wręcz przyjmowane jest z ulgą jako słuszny ruch wobec sąsiadów Izraela (statek płynął do Syrii) i gospodarzy terenu, na który się nieproszony wprowadził.
Dlatego nie zdziwiło mnie, że, „polskie” z nazwy a postępowo-internacjonalistyczny faktycznie, instytucje polityczne mające siedziby na terytorium naszego kraju nie potępiły ani zamachu na naszych obywateli ani samych zamachowców. W końcu filosemityzm jest jednym z koniecznych elementów światłości ideologicznych elit Zachodu. Zdziwić mogłoby mnie co najwyżej, gdyby nie zostało nazwane antysemityzmem oburzenie, jakie wybuchłoby wśród Polaków, gdyby żydowscy terroryści wyrzucili naszych marynarzy za burtę. Albo gdybym nie usłyszał po raz kolejny absurdu, że Żydzi porywają Polaków, tocząc „za nich” walkę z Arabami, którzy w przeciwnym razie, tj. gdyby Izrael z nimi nie wojował, napadliby na Polskę (patrz http://interia360.pl/artykul/w-morzu-ydow,26709 , punkt „Przedmurze czy prowokator”).
Z tego powodu takimi błahostkami jak postawa Zachodu wobec agresywności Izraela nie będę się zajmował. Znacznie ciekawszy jest dla mnie temat, który zarysowałem już w zalinkowanym powyżej artykule (punkt „Odstraszanie”).
Mianowicie w kontekście Irańskiego programu nuklearnego i przy założeniu, że miałby on realizować cele militarne, zastanówmy się nad problemem szczerości Zachodnich dygnitarzy i mediów, zgłaszających zastrzeżenia, co do tego, czy Iran stanowi racjonalny podmiot podlegający regule odstraszania („nie użyję broni atomowej, bo gdybym jej użyła, przeciwniczka uczyniłaby to samo i oboje uległybyśmy zagładzie”).
Czy Iran zmierza do zdobycia broni atomowej?
Jak szerzej wyjaśniałem w rzeczonym artykule (punkty „Kto komu zagraża nuklearnie?” i „Irańska broń atomowa?”), na Bliskim Wschodzie wynalazek broni atomowej cieszy się złą sławą. Kojarzy się z amerykańskimi zbrodniami w Hiroszimie i Nagasaki, z takim uprawianiem nauki przez Zachód jak ta uprawiana przez doktora Mengele oraz ze zbrodniczymi Zachodnimi ideologiami obcymi Wschodowi, od komunizmu, przez nazizm, po kolonializm i imperializm. Co więcej, gdyby nawet władze Iranu, próbując się uwolnić od codziennych gróźb o wiele potężniejszych od siebie okupantów swoich sąsiadów(patrz dane z rzeczonego artykułu), wbrew negatywnemu nastawieniu społecznemu swoich obywateli wobec broni atomowej, to nie byłyby tego w stanie uczynić w obecnej atmosferze i pod obecną kontrolą, której dobrowolnie się poddają (traktat o nierozprzestrzenianiu broni atomowej nie jest obowiązkowy, Izrael, Pakistan i Indie się z niego wycofały).
Nieoczekiwane następstwa ewentualnego zbudowania przez Iran broni atomowej
Iran najprawdopodobniej więc nie buduje więc żadnej broni atomowej. Zakładając jednak, że budowałby, to, jak wyjaśniałem w przywoływanym artykule (punkt „Sposób na pokój”), w zasięgu jego rakiet nie znajdowałyby się nawet najbardziej wysunięte na wschód krańce najdalej wysuniętych na wschód państw UE, o USA nie wspominając. Właściwie jedynymi potęgami nuklearnymi, jakie byłby w stanie zaatakować, byłyby Izrael i Pakistan, pozostałe potęgi nuklearne, mając całkowicie poza zasięgiem (USA, Wielką Brytanię, Francję, Chiny i Koreę Północną) lub dosięgając jedynie w niewielkiej części (Rosję i Indie), sam jednak mogąc zostać przez nie zaatakowany nuklearnie w każdej chwili.
Zatem stan dzisiejszy, który pozwala bezkarnie szantażować bezbronny Iran każdemu państwu nuklearnemu, z Koreą Północną włącznie, zostałby zamieniony na regułę odstraszania jedynie w przypadku stosunków Iranu z Izraelem i Pakistanem, jego relacje z pozostałymi mocarstwami atomowymi pozostawiając w dotychczasowym stanie ciągłego szantażu Zachodu wobec Wschodu.
Racjonalność Iranu
W tym miejscu wywodu możemy już zacząć analizować retorykę zachodnich dygnitarzy na temat nieracjonalności Iranu. Otóż Iran miałby stanowić nuklearne zagrożenie dla świata (również dla USA, od którego dzieli go dystans 6 krotnie większy niż mogą przelecieć jego rakiety) z powodu nie poddawania się regule odstraszania wynikającego z rzekomego braku racjonalności jego władz.
Media codziennie serwują nam obrazki nieracjonalnych muzułmanów, pod wpływem których łatwo uwierzyć, że całe narody mogą nie prowadzić normalnego, zawodowego, rodzinnego, towarzyskiego itd. życia, zamiast niego skupiając się całymi dniami na walce ideologicznej. Za sprawą tego typu obrazków trudno jest wytłumaczyć przeciętnemu widzowi, że to nie mieszkańcy Wschodu, prowadzący de facto przyziemne życie, lecz mieszkańcy Zachodu mogą sobie pozwolić na zajmowanie się narzucaniem światu kolejnej ze swoich wariackich ideologii.
Jednak nawet gdyby Irańczycy faktycznie byli mniej racjonalni niż Żydzi, nie świadczyłoby to jeszcze o braku racjonalności Irańskich władz. Gdyby oddać Żydowskie czy Amerykańskie guziki atomowe opinii publicznej, to już wielokrotnie (w tym teraz) mielibyśmy wojny atomowe, tyle że guzików atomowych w tych krajach na szczęście nigdy nie dzierżyła opinia publiczna. Guziki atomowe wszędzie na świecie dzierżą rządzący (nawet gdy następuje wolta czy zamach stanu), a wśród rządzących nie jest znany żaden terrorysta samobójca, tak jak wśród papieży nie jest znany żaden słupnik czy asceta, głodzący się czy spędzający całe życie na słupie w imię Boga.
Szczerość zachodniego establishmentu
Załóżmy jednak, że władze Zachodnie oraz światowe media nie zdawałyby sobie sprawy z trybu życia zwykłych Irańczyków ani stosunku wszystkich świeckich czy religijnych przywódców do wiary czy ideologii. Czy w takim wypadku można by uznać, że polityczno-medialny establishment Zachodu faktycznie nie wierzy w racjonalizm władz Iranu? Spójrzmy:
1) Iran znajduje się w najbardziej newralgicznym regionie świata, zwłaszcza teraz w czasie kryzysu gospodarczego i gdy szyicki Irak nadal nie jest bezpiecznym państwem. Iran decyzją o blokadzie morskiej cieśniny Ormuz mógłby zahamować dostawy ropy z Arabii Saudyjskiej, Iraku, Omanu, Kuwejtu, ZEA, Kataru i Bahrajnu na wiele tygodni a uczynić je niebezpiecznymi na wiele miesięcy (ostrzał z lądu i powietrza).
2) Iran sąsiaduje z dwoma państwami okupowanymi przez „amerykańskich chłopców” (i dziewczynki) w liczbie 200 000. Posiada też wpływy wśród irackich szyitów. Atakując jankesów w Iraku czy Afganistanie, lub prowokując tam zamieszki, powstania czy niepokoje, mógłby wysłać do domu w plastikowych workach kilkadziesiąt tysięcy amerykańskich chłopców i dziewczynek.
3) Iran już teraz dysponuje dużą ilością nisko wzbogaconego uranu, a jego rakiety dolatują do Izraela. Tego uranu mógłby on użyć do budowy kilkudziesięciu „brudnych bomb” (pseudo-atomowych). Takie „brudne bomby”, czyli bomby, których śmiercionośna siła nie pochodzi z reakcji łańcuchowej rozszczepiania jąder atomów ale z promieniotwórczego działania materiałów rozsiewanych nad terytorium wroga przy pomocy konwencjonalnych materiałów wybuchowych, mogą zabić kilkadziesiąt tysięcy osób, wywołując większe zamieszanie związane z działaniem służb ratunkowych, medycznych i logistycznych niż zwykła broń atomowa. Zatem już teraz Iran byłby w stanie dokonać w Izraelu oraz w amerykańskich bazach w Iraku, Afganistanie i Kuwejcie spustoszenia porównywalnego do tego, którego byłby w stanie dokonać przy pomocy prawdziwej broni atomowej.
Zastanówmy się, czy państwa Zachodu oraz znany z wykalkulowanego postępowania Izrael, wiedząc jakich zniszczeń gospodarczych w handlu ropą oraz militarnych w Izraelu i wśród amerykańskich żołnierzy może dokonać Iran, gdyby choć odrobinę wierzyły, że jest on w stanie zachowywać się nieobliczalnie:
1) Każdego tygodnia groziłyby mu napaścią?
2) Podgrzewałyby niepokoje w trakcie czerwcowej próby puczu w tym kraju?
3) Groziłyby Iranowi bombardowaniem?
4) Narzucałyby przestrzeganie sankcji gospodarczych wobec Iranu państwom handlującym z tym krajem?
5) Napadłyby dwóch sąsiadów Iranu?
6) Zbombardowałyby jedynego sojusznika Iranu na Bliskim Wschodzie: Syrię?
7) Napadłyby na Strefę Gazy na początku tego roku?
8) Wreszcie, czy porywałyby irańskie statki?
Przecież każde z tych działań mogłoby spowodować nieobliczalną reakcję Iranu… Państwa, które decydowałyby się na takie działania, nie biorąc pod uwagę możliwości irańskiego odwetu, same postępowałyby irracjonalnie. Gdyby Izrael, zabijając w Strefie Gazy za jednego swojego obywatela (potem zginęło ich jeszcze 3 oraz 10 żołnierzy) prawie 1,5 tysiąca osób, spodziewał się co najmniej równie irracjonalnego w proporcjach odwetu ze strony przecież podobno bardziej od niego irracjonalnego Iranu w postaci 2,25 miliona zabitych (1:1500 ma się jak 1500 do 2250000), to znaczy, że napadając na Strefę Gazy, sam zachowywałby się irracjonalnie.
Widzimy więc, że polityczno-dziennikarski establishment postępowców wmawia światu szaleństwo Ajatollahów, w które sam nie wierzy… Ale czemu Irański program jądrowy wywołuje taką panikę? Tzn. czemu Iran jest prześladowany bardziej niż inne państwa odmawiające hołdu przed administracją amerykańską?
Zdumiewający powód szykanowania Iranu
Jeżeli napisałbym, że Iran stanowi ropno-gazowy kąsek dla Stanów Zjednoczonych, w dodatku mogący w miarę łatwo transportować swoje surowce do konkurenta USA, Chin, napisałbym banał. Co więcej przecież Korea Północna też stanowi dla USA nie lada kąsek. Złóż surowców co prawda nie posiada a jej gospodarka jest zrujnowana, ale zajmuje strategiczne położenie między trzema z czterech największych (oprócz USA) mocarstw, Chinami, Rosją i Japonią, właściwie granicząc z każdym z nich (z zastrzeżeniem, że Japonia jest krajem wyspiarskim). Korea Północna nie jest jednak szykanowana. Negocjuje się z nią permanentnie, a nawet płaci się jej haracz. Szukajmy więc dalej powodów nadzwyczajnych rozmiarów amerykańskich szykan wobec Iranu.
Gdybym napisał, że problem bliskości Izraela względem Iranu jest tutaj kluczowy, też napisałbym banał. Wcześniej założyliśmy, że Irańczycy, posiadający rakiety o zasięgu pozwalającym im wyprowadzić kontruderzenie jedynie wobec Izraela i Pakistanu, wprowadzają regułę odstraszania w swoje stosunki z jedynie tymi dwoma państwami. Otóż było to założenie błędne, bowiem wpływy Żydowskie na trzecim po Strefie Gazy i Zachodnim Brzegu Jordanu terytorium okupowanym, czyli w USA, są na tyle duże, że obowiązywanie reguły odstraszania między Iranem a Izraelem, byłoby równoznaczne, z jej obowiązywaniem między Iranem a USA. Tak jak Izrael nie użyłby broni jądrowej przeciw Iranowi, gdyby obawiał się nuklearnego odwetu z jego strony, tak USA nie zaatakowałoby nuklearnie Iranu z obawy przed takim jego odwetem wobec… Izraela.
W intensywności posunięć jankesów wobec Iranu kwestia reżimu izraelskiego gra zatem zasadniczą rolę. Nie chodzi jednak o zabezpieczenie Izraela przed rzekomym fanatyzmem Ajatollahów lecz o uniemożliwienie Izraelowi sparaliżowania hegemonii USA w najważniejszym rejonie świata, którą uzyskują one dzięki swojemu monopolowi na broń atomową.
Obecna swoboda USA na Bliskim Wschodzie
Otóż obecnie, póki żadne z muzułmańskich państw regionu nie posiada broni atomowej, polityka amerykańska na obszarze Bliskiego Wschodu wygląda następująco. Stany Zjednoczone od Atlantyku po Pacyfik, tj. od Maroka po Indonezję posiadają tylko 3 wrogie sobie kraje muzułmańskie: Sudan, Syrię oraz Iran (oraz nieformalne władze w regionach Somalii i Afganistanu a do niedawna także Libię). Resztę stanowią wymuszeni przyjaciele, kraje które dla świętego spokoju zdecydowały się współpracować z USA. Każdy taki kraj, który zdecydowałby się zerwać współpracę z USA, a dotyczy to każdej jej formy, zarówno ekonomicznej jak i politycznej czy kulturowej, może zostać przez Wuja Sama niemal natychmiast spacyfikowany.
Gdyby np. Arabia Saudyjska czy Oman podniosły nagle ceny ropy, albo gdyby Turcja chciała wystąpić z NATO i zawrzeć sojusz z Rosją czy Iranem lub Egipt z powodu jakichś zbrodni Izraela chciałby z tą satrapią zerwać swoje stosunki dyplomatyczne, albo gdyby Tunezja czy Maroko nakazały turystom przyzwoity ubiór i zakazały pijaństwa, już następnego dnia moglibyśmy się spodziewać, że prasa amerykańska "odkryłaby" ze zgrozą i "zdumieniem", że w krajach tych nie panuje władza mas, czyli demokracja, dotychczasowi królowie zostaliby nazwani satrapami, watażkami i dyktatorami, prawa europejczyka, zwane prawami człowieka, zaczęłyby być łamane w tych krajach równie często co w Iranie, Syrii i Sudanie itd., po czym nastąpiłaby zgoda tak zindoktrynowanej opinii publicznej na zasłużoną "humanitarną" "interwencję", która kilkaset tysięcy rzekomo gnębionych mieszkańców tych krajów wyzwoliłaby od życia, a resztę od ich bogactw naturalnych i dziedzictwa kulturowego.
Możliwości USA na Bliskim Wschodzie w sytuacji zagrożenia Izraela
No właśnie, ale żeby to nastąpiło najpierw musiałaby nastąpić owa "demaskatorska" kampania "uświadamiająca", o którą obecnie łatwo, gdyż każde działanie osłabiające kraje Bliskiego Wschodu jest na korzyść Izraela i jedynie interesy pozostałych 98,3% amerykanów sprawiają, że USA stara się o jakiekolwiek sojusze na Bliskim Wschodzie a nie toczy tam większej ilości wojen totalnych. Ale o tego typu kampanię nie byłoby wcale łatwo, nawet gdyby była ona w interesie wszystkich amerykanów (ceny surowców by podskoczyły) czy ich części (jakieś "prawa człowieka" zostałyby złamane i potrzeba by było postępowej interwencji kulturowej), gdyby Iran posiadał broń atomową.
Ani Iran ani Korea Północna nie posiadają rakiet o zasięgu wystarczającym, aby dosięgnąć terytorium Stanów Zjednoczonych czy Europy. Korea Północna jest w tym względzie trochę bardziej posunięta, ale Irańskie rakiety nie dolatują nawet do Bułgarii. Możliwość interwencji USA w regionie Bliskiego Wschodu nie powinna więc zależeć od tego, czy Iran posiada broń atomową czy nie. Chyba żeby to możliwość zniszczenia 51-ego stanu USA, tj. Izraela, uniemożliwiałaby USA dokonywanie zwyczajowych dla niego działań polityczno militarnych. A tak faktycznie by było.
Wyobraźmy sobie, że Arabia Saudyjska podniosłaby ceny ropy, Turcja wystąpiłaby z NATO, albo Tunezja wprowadziła prohibicję, ale Iran posiadałby broń atomową. Gdyby w takiej sytuacji USA planowały interwencję odpowiedni w Arabii Saudyjskiej, Turcji czy Tunezji, której przeciwny byłby Iran, w związku z czym wzrosłoby napięcie między Iranem a Izraelem, wszystkie żydowskie media w USA zaraz rozkrzyczałyby się o suwerenności decyzji Arabii Saudyjskie Turcji czy Tunezji, o prawach człowieka (które tym razem oznaczałyby prawo do życia a nie aborcji czy małżeństw lesbijskich). W ten sposób jakakolwiek akcja USA zostałaby sparaliżowana przez mniejszość żydowską już na wstępie.
I tego właśnie najbardziej obawiają się amerykanie. Nie zagrożenia dla samego Izraela, bo temu, póki nie zachowuje się arogancko, nic nie grozi, ale zagrożenia dla interesów amerykańskich w całym regionie od Maroka po Pakistan (a może nawet po wybrzeża Filipin), które żydzi są w stanie sparaliżować, pociągając za sobą swojego "sojusznika", gdyby sami mieli iść na dno…
Kiedy Somalijczycy porywają statki handlowe, stanowi to piractwo. Kiedy Irańczycy zajmują amerykański statek wojenny na swoich wodach terytorialnych (w czasie, kiedy administracja amerykańska przynajmniej raz na tydzień grozi Iranowi wojną a la wojny z jego sąsiadami Irakiem i Afganistanem) stanowi to terroryzm. Lecz kiedy to Żydzi porywają statek handlowy, w dodatku za zgodą, aprobatą i z rozkazu swojego rządu (mam na myśli ten rząd w Tel-Awiwie a nie na terytoriach okupowanych, tj. w Waszyngtonie), nie tylko nie stanowi to piractwa czy terroryzmu, ale wręcz przyjmowane jest z ulgą jako słuszny ruch wobec sąsiadów Izraela (statek płynął do Syrii) i gospodarzy terenu, na który się nieproszony wprowadził.
Dlatego nie zdziwiło mnie, że, „polskie” z nazwy a postępowo-internacjonalistyczny faktycznie, instytucje polityczne mające siedziby na terytorium naszego kraju nie potępiły ani zamachu na naszych obywateli ani samych zamachowców. W końcu filosemityzm jest jednym z koniecznych elementów światłości ideologicznych elit Zachodu. Zdziwić mogłoby mnie co najwyżej, gdyby nie zostało nazwane antysemityzmem oburzenie, jakie wybuchłoby wśród Polaków, gdyby żydowscy terroryści wyrzucili naszych marynarzy za burtę. Albo gdybym nie usłyszał po raz kolejny absurdu, że Żydzi porywają Polaków, tocząc „za nich” walkę z Arabami, którzy w przeciwnym razie, tj. gdyby Izrael z nimi nie wojował, napadliby na Polskę (patrz http://interia360.pl/artykul/w-morzu-ydow,26709 , punkt „Przedmurze czy prowokator”).
Z tego powodu takimi błahostkami jak postawa Zachodu wobec agresywności Izraela nie będę się zajmował. Znacznie ciekawszy jest dla mnie temat, który zarysowałem już w zalinkowanym powyżej artykule (punkt „Odstraszanie”).
Mianowicie w kontekście Irańskiego programu nuklearnego i przy założeniu, że miałby on realizować cele militarne, zastanówmy się nad problemem szczerości Zachodnich dygnitarzy i mediów, zgłaszających zastrzeżenia, co do tego, czy Iran stanowi racjonalny podmiot podlegający regule odstraszania („nie użyję broni atomowej, bo gdybym jej użyła, przeciwniczka uczyniłaby to samo i oboje uległybyśmy zagładzie”).
Czy Iran zmierza do zdobycia broni atomowej?
Jak szerzej wyjaśniałem w rzeczonym artykule (punkty „Kto komu zagraża nuklearnie?” i „Irańska broń atomowa?”), na Bliskim Wschodzie wynalazek broni atomowej cieszy się złą sławą. Kojarzy się z amerykańskimi zbrodniami w Hiroszimie i Nagasaki, z takim uprawianiem nauki przez Zachód jak ta uprawiana przez doktora Mengele oraz ze zbrodniczymi Zachodnimi ideologiami obcymi Wschodowi, od komunizmu, przez nazizm, po kolonializm i imperializm. Co więcej, gdyby nawet władze Iranu, próbując się uwolnić od codziennych gróźb o wiele potężniejszych od siebie okupantów swoich sąsiadów(patrz dane z rzeczonego artykułu), wbrew negatywnemu nastawieniu społecznemu swoich obywateli wobec broni atomowej, to nie byłyby tego w stanie uczynić w obecnej atmosferze i pod obecną kontrolą, której dobrowolnie się poddają (traktat o nierozprzestrzenianiu broni atomowej nie jest obowiązkowy, Izrael, Pakistan i Indie się z niego wycofały).
Nieoczekiwane następstwa ewentualnego zbudowania przez Iran broni atomowej
Iran najprawdopodobniej więc nie buduje więc żadnej broni atomowej. Zakładając jednak, że budowałby, to, jak wyjaśniałem w przywoływanym artykule (punkt „Sposób na pokój”), w zasięgu jego rakiet nie znajdowałyby się nawet najbardziej wysunięte na wschód krańce najdalej wysuniętych na wschód państw UE, o USA nie wspominając. Właściwie jedynymi potęgami nuklearnymi, jakie byłby w stanie zaatakować, byłyby Izrael i Pakistan, pozostałe potęgi nuklearne, mając całkowicie poza zasięgiem (USA, Wielką Brytanię, Francję, Chiny i Koreę Północną) lub dosięgając jedynie w niewielkiej części (Rosję i Indie), sam jednak mogąc zostać przez nie zaatakowany nuklearnie w każdej chwili.
Zatem stan dzisiejszy, który pozwala bezkarnie szantażować bezbronny Iran każdemu państwu nuklearnemu, z Koreą Północną włącznie, zostałby zamieniony na regułę odstraszania jedynie w przypadku stosunków Iranu z Izraelem i Pakistanem, jego relacje z pozostałymi mocarstwami atomowymi pozostawiając w dotychczasowym stanie ciągłego szantażu Zachodu wobec Wschodu.
Racjonalność Iranu
W tym miejscu wywodu możemy już zacząć analizować retorykę zachodnich dygnitarzy na temat nieracjonalności Iranu. Otóż Iran miałby stanowić nuklearne zagrożenie dla świata (również dla USA, od którego dzieli go dystans 6 krotnie większy niż mogą przelecieć jego rakiety) z powodu nie poddawania się regule odstraszania wynikającego z rzekomego braku racjonalności jego władz.
Media codziennie serwują nam obrazki nieracjonalnych muzułmanów, pod wpływem których łatwo uwierzyć, że całe narody mogą nie prowadzić normalnego, zawodowego, rodzinnego, towarzyskiego itd. życia, zamiast niego skupiając się całymi dniami na walce ideologicznej. Za sprawą tego typu obrazków trudno jest wytłumaczyć przeciętnemu widzowi, że to nie mieszkańcy Wschodu, prowadzący de facto przyziemne życie, lecz mieszkańcy Zachodu mogą sobie pozwolić na zajmowanie się narzucaniem światu kolejnej ze swoich wariackich ideologii.
Jednak nawet gdyby Irańczycy faktycznie byli mniej racjonalni niż Żydzi, nie świadczyłoby to jeszcze o braku racjonalności Irańskich władz. Gdyby oddać Żydowskie czy Amerykańskie guziki atomowe opinii publicznej, to już wielokrotnie (w tym teraz) mielibyśmy wojny atomowe, tyle że guzików atomowych w tych krajach na szczęście nigdy nie dzierżyła opinia publiczna. Guziki atomowe wszędzie na świecie dzierżą rządzący (nawet gdy następuje wolta czy zamach stanu), a wśród rządzących nie jest znany żaden terrorysta samobójca, tak jak wśród papieży nie jest znany żaden słupnik czy asceta, głodzący się czy spędzający całe życie na słupie w imię Boga.
Szczerość zachodniego establishmentu
Załóżmy jednak, że władze Zachodnie oraz światowe media nie zdawałyby sobie sprawy z trybu życia zwykłych Irańczyków ani stosunku wszystkich świeckich czy religijnych przywódców do wiary czy ideologii. Czy w takim wypadku można by uznać, że polityczno-medialny establishment Zachodu faktycznie nie wierzy w racjonalizm władz Iranu? Spójrzmy:
1) Iran znajduje się w najbardziej newralgicznym regionie świata, zwłaszcza teraz w czasie kryzysu gospodarczego i gdy szyicki Irak nadal nie jest bezpiecznym państwem. Iran decyzją o blokadzie morskiej cieśniny Ormuz mógłby zahamować dostawy ropy z Arabii Saudyjskiej, Iraku, Omanu, Kuwejtu, ZEA, Kataru i Bahrajnu na wiele tygodni a uczynić je niebezpiecznymi na wiele miesięcy (ostrzał z lądu i powietrza).
2) Iran sąsiaduje z dwoma państwami okupowanymi przez „amerykańskich chłopców” (i dziewczynki) w liczbie 200 000. Posiada też wpływy wśród irackich szyitów. Atakując jankesów w Iraku czy Afganistanie, lub prowokując tam zamieszki, powstania czy niepokoje, mógłby wysłać do domu w plastikowych workach kilkadziesiąt tysięcy amerykańskich chłopców i dziewczynek.
3) Iran już teraz dysponuje dużą ilością nisko wzbogaconego uranu, a jego rakiety dolatują do Izraela. Tego uranu mógłby on użyć do budowy kilkudziesięciu „brudnych bomb” (pseudo-atomowych). Takie „brudne bomby”, czyli bomby, których śmiercionośna siła nie pochodzi z reakcji łańcuchowej rozszczepiania jąder atomów ale z promieniotwórczego działania materiałów rozsiewanych nad terytorium wroga przy pomocy konwencjonalnych materiałów wybuchowych, mogą zabić kilkadziesiąt tysięcy osób, wywołując większe zamieszanie związane z działaniem służb ratunkowych, medycznych i logistycznych niż zwykła broń atomowa. Zatem już teraz Iran byłby w stanie dokonać w Izraelu oraz w amerykańskich bazach w Iraku, Afganistanie i Kuwejcie spustoszenia porównywalnego do tego, którego byłby w stanie dokonać przy pomocy prawdziwej broni atomowej.
Zastanówmy się, czy państwa Zachodu oraz znany z wykalkulowanego postępowania Izrael, wiedząc jakich zniszczeń gospodarczych w handlu ropą oraz militarnych w Izraelu i wśród amerykańskich żołnierzy może dokonać Iran, gdyby choć odrobinę wierzyły, że jest on w stanie zachowywać się nieobliczalnie:
1) Każdego tygodnia groziłyby mu napaścią?
2) Podgrzewałyby niepokoje w trakcie czerwcowej próby puczu w tym kraju?
3) Groziłyby Iranowi bombardowaniem?
4) Narzucałyby przestrzeganie sankcji gospodarczych wobec Iranu państwom handlującym z tym krajem?
5) Napadłyby dwóch sąsiadów Iranu?
6) Zbombardowałyby jedynego sojusznika Iranu na Bliskim Wschodzie: Syrię?
7) Napadłyby na Strefę Gazy na początku tego roku?
8) Wreszcie, czy porywałyby irańskie statki?
Przecież każde z tych działań mogłoby spowodować nieobliczalną reakcję Iranu… Państwa, które decydowałyby się na takie działania, nie biorąc pod uwagę możliwości irańskiego odwetu, same postępowałyby irracjonalnie. Gdyby Izrael, zabijając w Strefie Gazy za jednego swojego obywatela (potem zginęło ich jeszcze 3 oraz 10 żołnierzy) prawie 1,5 tysiąca osób, spodziewał się co najmniej równie irracjonalnego w proporcjach odwetu ze strony przecież podobno bardziej od niego irracjonalnego Iranu w postaci 2,25 miliona zabitych (1:1500 ma się jak 1500 do 2250000), to znaczy, że napadając na Strefę Gazy, sam zachowywałby się irracjonalnie.
Widzimy więc, że polityczno-dziennikarski establishment postępowców wmawia światu szaleństwo Ajatollahów, w które sam nie wierzy… Ale czemu Irański program jądrowy wywołuje taką panikę? Tzn. czemu Iran jest prześladowany bardziej niż inne państwa odmawiające hołdu przed administracją amerykańską?
Zdumiewający powód szykanowania Iranu
Jeżeli napisałbym, że Iran stanowi ropno-gazowy kąsek dla Stanów Zjednoczonych, w dodatku mogący w miarę łatwo transportować swoje surowce do konkurenta USA, Chin, napisałbym banał. Co więcej przecież Korea Północna też stanowi dla USA nie lada kąsek. Złóż surowców co prawda nie posiada a jej gospodarka jest zrujnowana, ale zajmuje strategiczne położenie między trzema z czterech największych (oprócz USA) mocarstw, Chinami, Rosją i Japonią, właściwie granicząc z każdym z nich (z zastrzeżeniem, że Japonia jest krajem wyspiarskim). Korea Północna nie jest jednak szykanowana. Negocjuje się z nią permanentnie, a nawet płaci się jej haracz. Szukajmy więc dalej powodów nadzwyczajnych rozmiarów amerykańskich szykan wobec Iranu.
Gdybym napisał, że problem bliskości Izraela względem Iranu jest tutaj kluczowy, też napisałbym banał. Wcześniej założyliśmy, że Irańczycy, posiadający rakiety o zasięgu pozwalającym im wyprowadzić kontruderzenie jedynie wobec Izraela i Pakistanu, wprowadzają regułę odstraszania w swoje stosunki z jedynie tymi dwoma państwami. Otóż było to założenie błędne, bowiem wpływy Żydowskie na trzecim po Strefie Gazy i Zachodnim Brzegu Jordanu terytorium okupowanym, czyli w USA, są na tyle duże, że obowiązywanie reguły odstraszania między Iranem a Izraelem, byłoby równoznaczne, z jej obowiązywaniem między Iranem a USA. Tak jak Izrael nie użyłby broni jądrowej przeciw Iranowi, gdyby obawiał się nuklearnego odwetu z jego strony, tak USA nie zaatakowałoby nuklearnie Iranu z obawy przed takim jego odwetem wobec… Izraela.
W intensywności posunięć jankesów wobec Iranu kwestia reżimu izraelskiego gra zatem zasadniczą rolę. Nie chodzi jednak o zabezpieczenie Izraela przed rzekomym fanatyzmem Ajatollahów lecz o uniemożliwienie Izraelowi sparaliżowania hegemonii USA w najważniejszym rejonie świata, którą uzyskują one dzięki swojemu monopolowi na broń atomową.
Obecna swoboda USA na Bliskim Wschodzie
Otóż obecnie, póki żadne z muzułmańskich państw regionu nie posiada broni atomowej, polityka amerykańska na obszarze Bliskiego Wschodu wygląda następująco. Stany Zjednoczone od Atlantyku po Pacyfik, tj. od Maroka po Indonezję posiadają tylko 3 wrogie sobie kraje muzułmańskie: Sudan, Syrię oraz Iran (oraz nieformalne władze w regionach Somalii i Afganistanu a do niedawna także Libię). Resztę stanowią wymuszeni przyjaciele, kraje które dla świętego spokoju zdecydowały się współpracować z USA. Każdy taki kraj, który zdecydowałby się zerwać współpracę z USA, a dotyczy to każdej jej formy, zarówno ekonomicznej jak i politycznej czy kulturowej, może zostać przez Wuja Sama niemal natychmiast spacyfikowany.
Gdyby np. Arabia Saudyjska czy Oman podniosły nagle ceny ropy, albo gdyby Turcja chciała wystąpić z NATO i zawrzeć sojusz z Rosją czy Iranem lub Egipt z powodu jakichś zbrodni Izraela chciałby z tą satrapią zerwać swoje stosunki dyplomatyczne, albo gdyby Tunezja czy Maroko nakazały turystom przyzwoity ubiór i zakazały pijaństwa, już następnego dnia moglibyśmy się spodziewać, że prasa amerykańska "odkryłaby" ze zgrozą i "zdumieniem", że w krajach tych nie panuje władza mas, czyli demokracja, dotychczasowi królowie zostaliby nazwani satrapami, watażkami i dyktatorami, prawa europejczyka, zwane prawami człowieka, zaczęłyby być łamane w tych krajach równie często co w Iranie, Syrii i Sudanie itd., po czym nastąpiłaby zgoda tak zindoktrynowanej opinii publicznej na zasłużoną "humanitarną" "interwencję", która kilkaset tysięcy rzekomo gnębionych mieszkańców tych krajów wyzwoliłaby od życia, a resztę od ich bogactw naturalnych i dziedzictwa kulturowego.
Możliwości USA na Bliskim Wschodzie w sytuacji zagrożenia Izraela
No właśnie, ale żeby to nastąpiło najpierw musiałaby nastąpić owa "demaskatorska" kampania "uświadamiająca", o którą obecnie łatwo, gdyż każde działanie osłabiające kraje Bliskiego Wschodu jest na korzyść Izraela i jedynie interesy pozostałych 98,3% amerykanów sprawiają, że USA stara się o jakiekolwiek sojusze na Bliskim Wschodzie a nie toczy tam większej ilości wojen totalnych. Ale o tego typu kampanię nie byłoby wcale łatwo, nawet gdyby była ona w interesie wszystkich amerykanów (ceny surowców by podskoczyły) czy ich części (jakieś "prawa człowieka" zostałyby złamane i potrzeba by było postępowej interwencji kulturowej), gdyby Iran posiadał broń atomową.
Ani Iran ani Korea Północna nie posiadają rakiet o zasięgu wystarczającym, aby dosięgnąć terytorium Stanów Zjednoczonych czy Europy. Korea Północna jest w tym względzie trochę bardziej posunięta, ale Irańskie rakiety nie dolatują nawet do Bułgarii. Możliwość interwencji USA w regionie Bliskiego Wschodu nie powinna więc zależeć od tego, czy Iran posiada broń atomową czy nie. Chyba żeby to możliwość zniszczenia 51-ego stanu USA, tj. Izraela, uniemożliwiałaby USA dokonywanie zwyczajowych dla niego działań polityczno militarnych. A tak faktycznie by było.
Wyobraźmy sobie, że Arabia Saudyjska podniosłaby ceny ropy, Turcja wystąpiłaby z NATO, albo Tunezja wprowadziła prohibicję, ale Iran posiadałby broń atomową. Gdyby w takiej sytuacji USA planowały interwencję odpowiedni w Arabii Saudyjskiej, Turcji czy Tunezji, której przeciwny byłby Iran, w związku z czym wzrosłoby napięcie między Iranem a Izraelem, wszystkie żydowskie media w USA zaraz rozkrzyczałyby się o suwerenności decyzji Arabii Saudyjskie Turcji czy Tunezji, o prawach człowieka (które tym razem oznaczałyby prawo do życia a nie aborcji czy małżeństw lesbijskich). W ten sposób jakakolwiek akcja USA zostałaby sparaliżowana przez mniejszość żydowską już na wstępie.
I tego właśnie najbardziej obawiają się amerykanie. Nie zagrożenia dla samego Izraela, bo temu, póki nie zachowuje się arogancko, nic nie grozi, ale zagrożenia dla interesów amerykańskich w całym regionie od Maroka po Pakistan (a może nawet po wybrzeża Filipin), które żydzi są w stanie sparaliżować, pociągając za sobą swojego "sojusznika", gdyby sami mieli iść na dno…















