iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Świat
+ - 0

Public relations - kształcenie ogłupiałego motłochu

15 12 2006 zbigniew jankowski *** Artykuł był czytany 22258 razy

„XX wiek charakteryzują trzy zjawiska o wielkim politycznym znaczeniu: rozwój demokracji, rozwój korporacyjnej władzy oraz rozwój korporacyjnej propagandy jako mechanizmu służącemu ochronie korporacyjnej władzy przed demokracją” - pisał australijski historyk korporacyjnej propagandy Alex Carey w pionierskiej pracy publikowanej pośmiertnie pod tytułem „Taking the Risk Out of Democracy”.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
W okresie między 1880 a 1920 rokiem odsetek ludności, która wywalczyła prawo wyborcze w głównych społeczeństwach przemysłowych zwiększył się trzykrotnie. Równocześnie następował drastyczny wzrost ekonomicznego i politycznego znaczenia wielkich korporacji. W roku 1870 w Stanach Zjednoczonych istniały zaledwie 3 korporacje zatrudniające powyżej 1000 pracowników. W roku 1914 przedsiębiorstw o takiej wielkości było już 557. W raporcie ONZ w roku 1973 odnotowano, iż pod względem wielkości znaczna liczba „ponadnarodowych korporacji przewyższa gospodarki wielu państw takich jak: Chile, Haiti czy Fidżi”. (1) Wiek przemysłowy był więc starciem się dwóch przeciwstawnych tendencji: demokratyzacji w sferze publicznej oraz wielkiej ekspansji autorytarnych struktur prywatnej władzy na skalę nieznajdującą w historii precedensu. Fakt, że zjawisko to udało utrzymać się poza świadomością znaczącej części społeczeństwa zachodniego świata, przypisać trzeba temu, co Carey określił jako „zakrojony na 75 lat, pochłaniający miliardy dolarów projekt inżynierii społecznej na skalę ogólnonarodową”.

Do roku 1900 amerykańskie korporacje miały lekceważący stosunek do opinii publicznej. Z początkiem XX wieku progresywni dziennikarze i reporterzy, jak Upton Sinclair, Frank Norris, Charlotte Gilman, Lincoln Steffens, czy Ida Minerva Tarbell, autorka słynnej książki „History of Standard Oil Company” na tyle skutecznie obnażali eksploatację i brutalność amerykańskiego przemysłu, że zasłużyli sobie na krytykę samego prezydenta Theodora Roosevelta, który nazwał ich w swoim przemówieniu w 1906 roku - „muckrakers” (od słowa muckrake - demaskować). Określenie to zagościło odtąd na stałe w American English jako nazwa nowego stylu dziennikarstwa, którego celem było demaskowanie nadużyć i korupcji w USA. W magazynie ‚Fortune’ pisano później, że „biznes nie zdołał odkryć ... do momentu aż jego reputacja została niemal całkowicie zniszczona..., że nic w demokracji nie liczy się bardziej od [opinii publicznej]”. (2)





+ - 0

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Magdalena Danaj , mlody konserwatysta

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 21

1. mlody | 18:08 15-09-2006

Profesjonalizm przez duże "P", ale pamiętać należy, iż czytelnika typowego zjadacza chleba takie rzeczy nie interesują !!!

2. Zbigniew | 23:11 15-12-2006

Słusznie, ale jeżeli cała nasza kultura jest wielkim kamuflażem to przecież nie zawrócimy na "drzewo". Ten kto lepiej oszukuje ten wygrywa, o tym mówi teoria doboru naturalnego. Pański opis tworzenia PR wprawdzie odkrywa to oszustwo, ale co dalej? Jak kierować masami, by żyło nam się lepiej?

Myślę, że ithink jest adresowny i tworzyny nie przez przeciętnego zjadacza chleba.

3. XYZ | 14:47 17-12-2006

Po pierwsze, "public relations (...) to podejmowanie słusznych działań i komunikowanie o nich. (...) Bezpośrednie kłamstwo w celu ukrycia rzeczywistych wydarzeń jest antytezą profesjonalnej działalności public relations." (Fraser P. Seitel "Public Relations w praktyce").

Po drugie, Rockefeller - jakkolwiek nie oceniać jego wcześniejszych działań - filantropem stał się w istocie, nie tylko w świadomości publicznej. Fundacja Rockefellera z budżetem początkowym 250 mln dolarów, obecnie warta kilka miliardów, była największą tego typu organizacją na świecie. Zadaniem Lee było - zgodnie z powyższą definicją - informowanie o tym społeczeństwa.

Po trzecie, Ivy Lee dorobił się również w gronie piarowców miana "Trującego Bluszcza", co nie zmienia faktu, iż był on autorem "Deklaracji Zasad", do dziś będącej podstawą kodeksu etycznego Public Relations. Jednym z jej podstawowych założeń jest, że public relations to nie reklama. Przekazów public relations nie można kupić, nawet za 100 milionów dolarów.

Po czwarte, wielką zdobyczą cywilizacyjną zachodniej kultury bez wątpliwości jest konstytucja Stanów Zjednoczonych, wraz z późniejszymi poprawkami. O ratyfikację pierwszych 10 poprawek spór toczył się jedynie w elitach rządzących, co wydaje się zgoła oczywiste. Osiągnięcie to, bez cienia hipokryzji, wpisuje się w poczet osiągnięć zachodniej demokracji.

Po piąte, "propaganda to rozpowszechnianie (czasem przedstawianych jednostronnie lub nawet całkowicie fałszywych) informacji celem przekonania do czegoś odbiorców." (Wikipedia). Według powyższej definicji obawiam się, że z uwagi na jednostronnie przedstawiane informacje i styl sugerujący obiektywizm, powyższy artykuł nosi cechy propagandy.

4. zbigniew jankowski | 23:12 17-12-2006

"public relations (...) to podejmowanie słusznych działań"
- definicja która mówi więcej o ludzkiej naiwności niż o naturze samego PR (korporacyjnej propagandy); Jak naiwnym trzeba być aby wierzyć w filantropię korporacyjną, która jest niczym innym, niż wytworem public relations?

Prawnik korporacyjny Robert Hinkley, wyjaśnił rzecz precyzyjnie: "... osoby, które korporacjami kierują, mają prawny obowiązek względem udziałowców: zarabiać dla nich pieniądze. Niedopełnienie tego obowiązku może narazić dyrektorów i osoby na kierowniczych stanowiskach na pozwy ze strony akcjonariuszy. Prawo określa, że przeznaczeniam korporacji jest realizacja interesu własnego. Nie ma natomiast żadnej wzmianki o odpowiedzialności względem interesu publicznego. Prawo dotyczące korporacji odrzuca więc kwestie etyczne i środowiskowe jako nieistotne albo wręcz jako przeszkody utrudniające korporacji wypełnienie jej podstawowego mandatu".

Jeszcze w XIX w. brytyjski sędzia Lord Bowen (w procesie 'Hutton przeciwko West Cork Railway Company'), stwierdził: "dobroczynność jako taka nie ma w postępowaniu rad nadzorczych racji bytu. Istnieje jednak taki rodzaj działalności dobroczynnej, który jest w interesie tych, którzy ją uprawiają i w takim charakterze (przyznaję, że nie ma ona dużo wspólnego z filantropią) dobroczynnośc może mieć swoje miejsce, ale w żadnym innym celu".

Co do Rockefeller Foundation, warto zapoznać się rzeczywiście z jej historią (Edwin Black, "Wojna przeciw słabym. Eugenika i amerykańska kampania na rzecz stowrzenia rasy panów"), gdy wraz z Carnegie Institution i dzięki majątkowi Harimanów zaangażowana była finansowo w rozwój eugeniki, finansując np w Niemczech Instytuty Cesarza Wilhelma. Idea higieny rasowej i plan sterylizacji 10% populacji USA, przy wsparciu Rockefeller Foundation, wykorzystana została do naukowego planu eutanazji, który przeszedł do historii jako holocaust. Czy jest to osiągnięcie zachodniej cywilizacji, zasługujące na uwagę równą tej, z jaką chełpimy się amerykańską konstytucją, pozostaje pytaniem moralnym, do którego nie mamy odwagi nawet się zbliżyć.

5. XYZ | 14:23 19-12-2006

"... osoby, które korporacjami kierują..." - jak sam zauważyłeś. Piarowcy nie kierują korporacjami. A do podstawowych obowiązków piarowca należy dbanie o interes publiczny. Piarowiec nie jest rzecznikiem prasowym, który nie potwierdza i nie zaprzecza. Piarowiec potwierdza, przeprasza za błąd, naprawia go i informuje, że naprawił.

"Prawo dotyczące korporacji odrzuca więc kwestie etyczne i środowiskowe jako nieistotne albo wręcz jako przeszkody utrudniające korporacji wypełnienie jej podstawowego mandatu" - subiektywna interpretacja. Fakt jest taki, że firma nie dbająca o interes publiczny traci zaufanie klientów, przez co słabnie jej pozycja rynkowa. Na dłuższą metę wygrywa się na prawdzie i na zadowoleniu społeczeństwa. Proponuję zapoznać się z historią choćby IKEI czy sieci marketów Albert, bądź porównać historię Jelfy z Johnson

6. zbigniew jankowski | 00:32 20-12-2006

"do podstawowych obowiązków piarowca należy dbanie o interes publiczny" - obawiam się, że propagnadysta korporacyjny z taką deklaracją w swoim CV miałby szansę na znalezienie pracy tylko w korporacjch realizujących zlecenia publiczne albo w przedsiębiorstwach państwowych, nigdy w firmach mających udziały na giełdzie i wytwarzających dobra konsumpcyjne.

Piarowiec w korporacji pełni rolę kapłana, który musi przede wszystkim głęboko wierzyć, że korporacja ma misję publiczną i taką wieść ma prezentować społeczeństwu. Misja publiczna i cele publiczne nie tłumaczą funkcjonowania korporacji na giełdzie. Funkcjonowanie na giełdzie tłumaczą tylko i wyłącznie zyski.

"firma nie dbająca o interes publiczny traci zaufanie klientów" - o zaufanie klientów dba przecież wynajęty przez korporację piarowiec - "mistrz werbalnej magii", który "przemienia prywatny zysk w publiczne dobro". Firma dba o zyski dla udziałowców o nic więcej.
Nie wierzysz chyba w to, że korporacja IBM produkując dla III Rzeszy maszyny Holleritha, służące do organizacji logistycznej holocaustu, "dbała o interes publiczny". Faktem jest natomiast, że dzięki skutecznemu piarowi udało się utrzymać ten epizod z dala od opinii publicznej przez ponad 50 lat i dzięki temu, bez żadnych wyrzutów sumienia, możemy dzisiaj rozmawiać sobie o "piarze".
Wyobraź sobie propozycję piarowca IBM ("dbającego - jak to mówisz - o interes publiczny") aby na komputerach IBM-PC zamieszczać nalepkę z informacją: "technologia testowana na ludziach".
Historia korporacjonizmu to nie temat do publicznej rozmowy, w społeczeństwie oszołomionym iluzją. Publicznie możemy porozmawiać sobie o tym, które buciki są sexy i od jakiej coli się mniej tyje ale nie o tym jak powstawały korporacyjne imperia przemysłowe i jakie pochłonęły ofiary.
Naszą elokwencję w tym względzie zawdzięczamy piarowi - czyli propagandzie.

7. Mateusz | 02:52 06-03-2007

Cóż za wielki artykuł, z trudem przez niego przebrnąłem, ale nie żałuję. Czy jednak nie uważasz, że działania biznesu czyli jak sam twierdzisz używanie narzędzie propagandowych nie sąścisle powiązane z postępujaca ekonomizacją ludzkich sfer życia. Faktycznie działania tego typu, mogą byc oceniane jak złe z moralnego punktu widzenia, ale przecież w dzisjszych czasach otwartej komunikacji każdy konsument może sam dotrzeć do podobnych informacji jakie Ty przedstwiłeś w swoim artykule. Zawsze dziwło mnie to, że kapitalizmowi, jako systemowi gospodarowania przypisuje się cechy których on sam nie posiada. Kapitalizm jest systemem gospodarowania, którego celem jest osiągnięcie zysku, granice systemu okr4eślone są przez prawo. Koniec kropka, nic więcej a bajanie o misji przedsiębiorstw zawsze było dla mnie, czczą gadaniną, wiadomo powszechnie, że firmy nie są instytucjami charytatywnymi.

Co do kultury Zachodu, to Fukuyama pisał o zupełie inych rzeczach tutaj jego skomplikowane tezy Ty uzyłeś jak przysłowiowego cepa. W maksymalnym skrócie fukuyamie chodziło o to, że demokracja połączona z kapitalizme stanowi najbradziej efektywny model i polityczny i gospodarczy. Nic więcej. Czy państwa w których sa inne reżimy odnoszą sukcesy? Pewnien padnie teraz przyklad Chin, ale Chiny jako całość sa biednym państwem gdzie wzrost gosp. dotyczy tylko uprzywilejowanych części społeczeństwa, częsci, a ie całości. Zachdonia kultura polityczna, system kapitalistyczny są najlepszym przykładem na to, że państwa zachodnie odniosły sukces, w przeciwieństwie do państw gdzie obowiązywał system cetralnego planowania. Sama demokracja nie jest ucielesnieniem cnót, ale jak mawiał Churchil, jest najgorszy rozwiązaniem, ale lepszego nie ma.

8. zbigniew jankowski | 16:33 06-03-2007

Po pierwsze kapitalizm, o jakim ja myślę, nie jest "systemem gospodarowania", ale kulturą Zachodu, odpowiedzialną za przemoc i nędzę, wojny (w tym dwie światowe) i holocaust, eksterminację dziesiątek kultur i cywilizacji, za rasizm i eksploatację milionów. Obecna sytuacja geopolityczna potwierdza, że jest to również system samodestrukcyjny. To że Fukuyama i Churchil nazywali to najlepszym systemem, jaki istniał, świadczyć może tylko o ich przywiązaniu do wartości, jakie reprezentowali, nie o wartościach pozostałych mieszkańców planety - ofiar kapitalizmu. To nie prawda, że kapitalistyczna pogoń za zyskiem respektuje jakiekolwiek prawo. Pogoń za zyskiem nie respektuje żadnego prawa. Totalitarne instytucje przemysłowe respektują prawo tylko wtedy, gdy przynosi to korzyści. Łamanie prawa jest i było wkalkulowane w rachunek ekonomiczny. Osoby fizyczne nie mają takiego przywileju.

Jeśli po skończeniu politologii, nie jesteś świadomy katastrof jakie kapitalizm spowodował, conajmniej śmieszne jest twierdzenie, że "każdy konsument może sam dotrzeć do podobnych informacji" (jak widać wcale tak nie jest, o czym łatwo się przekonać; informacje na temat przemocy dokonanej przez tych, którzy rządzą są bardzo silnie tajone)- poza tym czego miałoby to dowodzić? Że możliwość poznania źródeł i natury przemocy miałaby ją usprawiedliwiać?

Jeśli na kapitalizm postrzegać jako historię bogacenia się pewnej grupy społecznej z pominięciem kosztów, szkód i destrukcji, jakich system dokonał, wówczas przytoczona przez ciebie opinia Churchila (choć absurdalna w kontekście demokracji, bo ile kapitalizm ma wspólnego z demokracją?) może być jedynie sklasyfikowana jako przejaw zarozumialstwa, charakteryzującego zawsze osoby usatysfakcjonowane własnym bogactwem.
Jednak jeśli odpowiedzialność za czyny ma być brana pod uwagę, to pomijanie milczeniem przemocy i kłamstwa w kapitaliźmie, jakie widoczne są gołym okiem, wskazuje na dość duży poziom ignorancji, który nie daje raczej powodów do dumy.

9. Mateusz | 00:00 09-03-2007

Boże......jest gorzej niż sądziłem, Ty nie jesteś marksistą, jak do tej pory uważałem , Ty jesteś czystej wody stalinistą. Kapitalizm odpowiedzialny za dwie wojny światowe, i holocaust....nie mam pojęcia jak mam to skomentować. Wyznajesz teorie spiskowe, i tak bardzo w nie wierzysz, że prowadzi to do absurdu. Ręcę opadają, a skoro wiedza odnośnie tego co piszesz jest tak tajna, to skąd ją czerpiesz....Ale jedno mogę powiedzieć na pewno byłbys doskonałym ideologiem komunizmu, wspaniałym......z wyrazami szacunku ps: w takim układzie jaki ustrój proponujesz zamiast kapitalizmu, mówię poważnie i obawiam się zę będzie on albo podobny do komunizmu w swej najgorszej stalinowskiej lub chińskiej wersjii, albo będzie śmiesznym rojeniem na temat świdomości jednostki i jej potrzeb - jak pisał Fromm i Marcuse....

10. zbigniew jankowski | 12:41 09-03-2007

ocho hoho hohoooo!!!
w sredniowieczu krzyczano: "czarownica!!!", wygląda na to, że dzisiaj wystarczy zawołać: "stalinista", "marksista", "teoretyk spiskowy". Niewiele się zmieniło, prawda?

Zabawne do jak niskich poziomów może zpełznąć współczesna dyskusja akademicka: bo czy istnieje bardziej dziecinne pytanie od tego: "Jaki system proponujesz"?
Ludzie nigdy nigdzie nie wybierali systemu politycznego, system polityczny był zawsze i wszędzie NARZUCONY SIŁĄ, przez tych którzy potrafili stosować przemoc i nauczyli się jak usprawiedliwiać ją kłamstwem.
Jak do tej pory nie nauczyliśmy się jeszcze przeciwstawiać ani przemocy ani kłamstwu; to co przyniesie przyszłość zaleźeć może jednak od tego, czy będziemy przemoc i kłamstwo wspierać, czy je demaskować.

11. Mateusz | 18:55 11-03-2007

Jaj każdy marksista,również Ty nie odpowiadasz na pytania....

12. zbigniew jankowski | 12:28 12-03-2007

Twoje dziecinne pytanie "jaki system proponujesz" ma bardzo prostą i dziecinną odpowiedź, o której powinno dyskutować się na wydziałach politologii, zamiast zajmowania się tam tworzeniem teorii opartych na stereotypowych, eurocentrycznych dogamatch o wyźszości Zachodu nad resztą świata.

System, w którym obywatele są informowani o decyzjach rządu, rządu wybieranego w celu realizacji projektów przedyskutowanych na forum publicznym przy akceptacji większości społeczeństwa. Rządu który nie działa tajnie w tzw. "w interesie narodowym", i który nie prowadzi polityki pod dyktando prywatnych instytucji finansowo-przemysłowych. Rządu, który kontrolowany jest przez obywateli, którzy są projektantami i pomysłodawcami przedsięwzięć gospodarczych, a nie ich nieświadomymi ofiarami.

Państwo, którego obywatele nie rozumieją przedsięwzięć polityczno-gospodarczych nie może być uznawane za demokratyczne. Stąd wynika też, że Demokracja nie może być realizowana przez wyselekcjonowanych ekspertów. Demokracja nie może być też realizowana na drodze selekcji osób (figur politycznych) lecz pomysłów i przedsięwzięć gospodarczych, których cel i koszty powinny być powszechnie rozumiane i zaakceptowane.
Demokracja nie może być realizowana w społeczeństwie manipulowanym przez centralny ośrodek rządowy zaangaźowanym w wytwarzanie wizji zagrożenia i manipulującym efektem społecznego lęku (co jest główną cechą współczesnej kultury kapitalistycznej)
Demokracja wymaga twórczego zaangaźowania wszystkich obywateli w życie publiczne, a edukacja powinna do tego prowadzić.
Zamiast tego mamy obecnie system edukacyjny i doktrynalny wytwarzający ogłupiały, uległy, bezwolny motłoch, którego jedyną funkcją jest wspieranie przemysłu (wytwarzającego w przeważająej większości bezużyteczne śmieci), który to przemysł skoncentrowany jest na projektowaniu wizji szczęścia i satysfakcji, uzyskiwanych na drodze konsumpcji produktów przez niego wytwarzanych.

Jaki system TY PROPONUJESZ, jako "korporatysta"?

13. Mateusz | 16:10 13-03-2007

ha ha ha a jednak wielki spisek...państwo i demokracja jako fasada dla elity gospodarczej realizaującej swe niecne cele i współpracującej z agentami obcych państw przede wszystkim USA...jak zwykle naparwdę nie wiem co mam odpisać słysząc takie rzeczy......poza tym nie jestem korporatystą....Mój drogi wolny rynek polega na wolnej konkurancji między wolnymi podmiotami gospodarczymi w ramach istenijącego prawa, które jest regulatorem działalności rynku np. prawo stoi na straży niedopuszczenia do zdobycia prze daną firmę pozycji monopolistycznej czy stosownaia cen dumpingowych, łamania parwa pracowniczych i płacenia przez firmy podatków. To czemu Ty dajesz wyraz w swoich postach jest tylko iluzją wyprodukowaą prze Twółj do cna zmanipulowany umysl....

14. zbigniew jankowski | 20:18 13-03-2007

Powinieneś postudiować sobie trochę historię kapitalizmu i porównać ją potem do przepięknych formułek, które wykułeś na blachę na zaliczenie , i jak widać, nie miałeś nigdy czasu, by się nad nimi zastanowić (z pacierzem jest tak samo).

Postudiuj sobie praktyki monopolistyczne Standard Oil, AT

15. Mateusz | 22:28 13-03-2007

Gdybyś znał te formułki nie pisałbyś takich bzdur.

16. zbigniew jankowski | 16:56 17-03-2007

Moim obowiązkiem nie jest znać formuki teorii rządzenia. Natomiast moim prawem i obowiązkiem (i prawem i obowiązkiem kazdego) jako obywatela demokracji jest stawiać pytania i domagać się logicznie satysfakcjonujących odpowiedzi od osób zaangażowanych w propagowanie (zazwyczaj bezmyślne i służalcze) tych regułek. Jesli takie pytania sa ignorowane, jest to wystarczajaczm powodem by watpic w sens i racje wynikajace z owych politycznych formulek.

17. Jan | 08:07 29-03-2007

Z wielka przyjemnoscia przeczytalem Pana znakomita prace. Zupelnie przypadkowo natnelem sie na IThink i od teraz bede wypatrywal prayszlych Pana artykulow. Pana biografia nie dala mi wlasciwie zadnych informacji i chyba zdradze moja ignorancje nie wiedzac nic o panskich zainteresowaniach czy zajeciach. Precyzyjnosc z jaka jest Pan w stanie przekazac skomplikowane koncepcje wskazuje na wiedze jezykowa lub/i polityczna (czy napewno nie ma Pan na imie Noam?). Dziekuje Panu za tak dobrze napisany i przygotowany artykul. Podczas gdy antagonistyczny komentator zrobil kilka pomylek uderzajac w zly klawisz, Pan musi byc bardziej z tym obeznany robiac tylko jedna. Argumenty adwersarza wydaja sie raczej naiwne i mazna je chyba zaliczyc do gatunku klotni raczej niz dyskusji.
Jesli chodzi o kontrole mas to trzeba lud trzymac glupi i pijany, a jezeli sie jeszcze da sie troche zarcia to juz o nic nie trzeba sie martwic.

18. zbigniew jankowski | 12:54 13-06-2007

Mimo szczerej chęci, nie jestem w stanie zaakceptować żadnego z powyższych argumentów.

Zdanie "W średniowieczu krzyczano czarownica" nie było użyte w artykule a jego pojawienie się w komentarzu jest próbą pokazania, w jaki sposób używa się okrzyków typu "marksista" lub "czarownica" dla odparcia argumentów, z którymi nie potrafimy poradzić sobie na drodze racjonalnej dedukcji. Zastanawianie się, czy palenie na stosach kobiet w średniowieczu było wytworem oświeceniowej wyobraźni (którą pan nazywa propagnadą) nie leży w sferze moich dociekań i nie ma żadnego znaczenia dla logiki zaprezentowanego argumentu.

Co do "eksterminacji tubylczej ludności półkuli zachodniej":
Hispaniola, dzisiejsza Dominikana, była pierwszą areną chrześcijańskiego ludobóstwa, w wyniku którego nie przetrwał nikt z rdzennej ludności.
Całe Karaiby -zaliczane do Ameryki Łacińskiej - zostały zmasakrowane w podobny sposób choć nie miały nic wspólnego z kolonizacją anglosaską.

Brazylia czy Ekwador mają do dziś duży odsetek ludności afrykańskiej, którą sprowadzano na latynoskie plantacje.

By uświadomić sobie, czego dokonano w Ameryce, warto przypomnieć słowa "naocznego świadka zniszczenia Indii Zachodnich", Bartolome de Las Casas, który pisał w swoim dzienniku:
„Pomiędzy te wrażliwe owce, tak bogato obdarowane i natchnione talentem przez Pana i Stwórcę, wkroczyli Hiszpanie, jak zgłodniałe wilki, lwy i tygrysy, nie przynosząc nic przez czterdzieści lat oprócz siekania na kawałki, rzezi, tortur, męczarni, nieszczęść i zniszczenia dokonanych tu w wyniku okropności, których dotąd nikt nie znał, o których dotąd nikt nie czytał, ani nikt nie słyszał... tak, że z ponad trzech milionów dusz zamieszkujących Wyspę Hispaniola [dzisiejsza Dominikana] ...nie pozostało dziś więcej niż dwustu tubylców tej ziemi”.

„Wierzę - pisał pod koniec życia Bartolome de Las Casas - że ze względu na te bezbożne, kryminalne i podłe czyny, popełnione z taką niesprawiedliwością, tyranią i barbarzyństwem, Bóg wyładuje na Hiszpanii Swój gniew i Swą siłę, bo niemal cała Hiszpania podzieliła się krwawym bogactwem, przywłaszczonym kosztem tak wielkiego zniszczenia i rzezi”.

19. Grzegorz | 22:26 31-12-2007

"Masz facet jaja" , gratuluję bezkompromisowego obnażania fałszu, fikcji i obłudy obecnego czasu , szkoda , że nie ma jeszcze silnych ośrodków medialnych ,które mogły by podjąć temat.
Gratuluję , jestem za .

20. Mark | 22:35 11-01-2008

Polecam obejrzeć cały film o początkach Public Relations i jego twórcy Edwarda Bernays
http://launching.blox.pl/2008/01/Public-Relations-to-propaganda.html
http://launching.blox.pl/2007/11/16-Historia-Wspolczesnej-Propagandy-czyli-PUBLIC.html