iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Świat
+ - 0

Za mówienie prawdy, śmierć

19 12 2008 Martyna Śliwińska Artykuł był czytany 1959 razy

„Nie mieszam się w afery i spory. Zadaję pytania”. To słowa ukraińskiego dziennikarza Gieorgija Gongadzego, porwanego i zamordowanego w 2000 r. Oskarżonymi za jego zabójstwo zostali: Mykoła Protasowa, Wałerij Kostenka i Ołeksandr Popowycz.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Pierwszy, skazany na 13 lat więzienia, a dwaj ostatni na 12. Zamieszani w sprawę jego zabójstwa byli także: Ołeksiej Pukacz, po którym ślad zaginął od dobrych kilku lat i ówczesny minister spraw zagranicznych Jurij Krawczenko, który popełnił samobójstwo. Ukraiński dziennikarz obnażając nielegalne działania rządu Kuczmy stał się niewygodny dla samego prezydenta.

Gieorgij Gongadze z pochodzenia Gruzin, przyszedł na świta w Tbilisi, swoje pierwsze dziennikarskie kroki stawiał we Lwowie, tam też poznał swoją żonę Myrosławe. W 1995 małżeństwo przeniosło się do Kijowa, gdzie Giegorij został redaktorem naczelnym wiadomości w drugim programie telewizji ukraińskiej. „To była osobowość obdarzona niezwykłą charyzmą. Gongadze był też typowym Gruzinem: wylewny, wspaniałomyślny, ale czasem zbyt impulsywny, wręcz agresywny”. Wspomina dziennikarka Radia Swoboda Bogdana Kostniuk. Może właśnie ta agresywność sprawiała, że dziennikarz nie bał się mówić prawdy w kraju, gdzie swoboda wolności wypowiedzi była maksymalnie ograniczona. Wszelkie media były podporządkowane władzy, wprowadzano odgórne instrukcje, które miały kontrolować informacje przekazywane społeczeństwu (były to tzw. temiki, od rosyjskiego tema).

W roku 1997 dziennikarz wyjechał do USA w ramach stypendium telewizyjnego, które odbywał w Waszyngtonie. Obcowanie z zachodnią cywilizacją, poznanie tamtejszych technik i metod stosowanych w TV, a przede wszystkim rola Internetu, jako ważnego nośnika informacji, były jednymi z impulsów, które popchnęły Gongadzego do założenie strony internetowej „Ukraińska Prawda”. Wcześniej jeszcze zajmował się dziennikarstwem śledczym. W jednym ze swoich reportaży zatytułowanym „Klan dniepropietrowski”, który opowiada o ludziach zajmujących się przemysłem zbrojeniowym, ludziach powiązanych z mafią, żyjących w bogactwie, w czasach gdy na Ukrainie społeczeństwo na co dzień styka się z biedą i głodem. Reportaż ten godzi bezpośrednio w prezydenta Leonida Kuczmę, gdyż nazwisko głowy państwa pada tam bardzo często. Po wyemitowaniu materiału, Gongadze przestaje pracować w telewizji. Dziennikarz nic sobie z tego nie robi. Nikt i nic nie jest w stanie go zastraszyć. Pani Lesia Gongadze, matka, cytuje słowa syna: „Mamo, jak my, dziennikarze, nie będziemy bronić tego narodu, to kto? Nie można się bać!” Dla niego liczyło się tylko dziennikarstwo, ten zawód wymagał od niego służby społeczeństwu. Manifestowania prawdy o rządach Kuczmy, opisywania kulisów nieuczciwej prywatyzacji, oskarżania polityków z ramienia ówczesnego prezydenta o korupcję, zarzucania im, że byli tajnym współpracownikami KGB. Wyciąganie tych wszystkich „brudów” należało do jego obowiązków dziennikarskich. Informowanie społeczeństwa, przekazywanie rzetelnych, zgodnych z prawdą informacji na temat działania ówczesnych rządów były priorytetami którymi kierował się przy zakładaniu serwisu internetowego „Ukraińska Prawda”.

Serwis stał się najbardziej wpływową stroną internetową na Ukrainie. Kuczma i jego pomocnicy na samym początku istnienia gazety internetowej, nie zdawali sobie sprawy z późniejszych konsekwencji do jakich doprowadziły publikowane w niej treści. Nie każdy z Ukraińców posiadał wtedy komputer, a co tu mówić o Internecie, toteż rząd to bagatelizował. Do czasu. Sprawa zaczęła nabierać rozgłosu, gdy Gongadze opublikował w serwisie przykłady fałszerstw, jakich dokonywano na korzyść Kuczmy, w czasie wyborów w 1999 r. Matka dziennikarza podkreślała jego słowa: „Gdyby nie dziennikarze, już nikomu nie zależałoby na prawdzie.” Gieorgij starał się tę prawdę podkreślać na każdym kroku, nawet wtedy, gdy został zaproszony przez Freedom Forum (organizację zajmującą się promowaniem wolności słowa) na konferencje. Omawiał na niej argumenty, fakty, nazwiska, okoliczności, jednym słowem wszystko, co wiedział na temat ukraińskiego rządu i jego niegodziwych zamiarach. Przedstawił uczestnikom debaty dwa oblicza prezydenta Leonida Kuczmy. Zachodowi, prezydent jawił się jako przychylny Europie demokrata, natomiast wobec swojego narodu zdawał się być, i był egocentrycznym postkomunistą. Mało tego Gongadze mówił o niewyjaśnionych do tej pory zabójstwach o podłożu politycznym, fałszerstwach wyborczych, czy tajemniczych zaginięciach. Wachtang Kipani (poznał Gongadzego w 1991 r., dziennikarz „kanału 1+1”) tak wspomina polityczną działalność Gongadzego „Krytykował władze, był ironiczny. Interesował się śmierdzącymi sprawami, korupcją, drażliwymi tematami społecznymi”. Zdobył zaufanie wielu instytucji medialnych takich jak: CNN, New York Times, Association Press czy Washington Post. Żadna z tych agencji nie opublikowała nowego materiału dotyczącego spraw związanych z Ukrainą, bez sprawdzenia ich wiarygodności na stronie internetowej Ukraińskiej Prawdy. Wtedy Giegorij Gongadze stał się prawdziwą przeszkodą, na którą natknął się rząd Kuczmy. Realizował swoje postanowienia, jednym z nich było właśnie odprowadzenie ówczesnego prezydenta przed sąd. Jego bliscy przyjaciele chóralnie powtarzali ,że: „Walczył o wolność słowa i prawo Ukraińców do godnego życia.”

Nastała wiosna 2000 roku, dziennikarz Ukraińskiej Prawdy w tym czasie był nękany pogróżkami, anonimowymi telefonami, czuł się śledzony. Gongadze dobrze wiedział, jak daleko mogą posunąć się ukraińskie władze, jego śmierć nie byłaby jedyną w kraju, gdzie sprawiedliwość zostaje wymierzona milicyjną pałką. Możliwość swobodnego wyrażania swoich poglądów (jednego z podstawowych praw społeczeństwa, a tym samym dziennikarzy) w państwie sparaliżowanym przez terroryzm, była poważnie zagrożona. Tym samym podwójnie zagrożony czuł się sam Gongadze. W czerwcu 2000 roku wystosował do Prokuratora Generalnego list, w którym przedstawia swoje obawy. Jednak na przesłaniu tego listu się skończyło, bo prokurator nie kiwnął nawet palcem w jego sprawie, później było już tylko gorzej. Ciało zamordowanego Georgija Gongadze znaleziono w lesie niedaleko wsi Tarasza koło Kijowa. Zwłoki pozbawione były głowy, jak później się okazało, wyrzucona ją do rzeki, by uniemożliwić zidentyfikowanie broni z jakiej strzelono do Gongadzego. Kolejne ekspertyzy wykazały, że ciało próbowano spalić i oblać kwasem.

Zgodnie z art. 11, ust. 1 polskiej Ustawy o Prawie Prasowym z 1984 r. dziennikarz jest uprawniony do uzyskiwania informacji na temat działalności organów państwowych. Wiemy, że takich informacji udzielał dziennikarzowi niejaki Derkacz. Wtedy na Ukrainie było dwóch wpływowych Derkaczy. Jeden z nich, Leonid, był Szefem służby bezpieczeństwa, drugi zaś, Andriej, jego syn był Deputowanym do Rady Stanu biznesmenem. Gongadze wyjawił to, podczas tortur jakim był poddawany na przesłuchaniu, na które został uprowadzony. Żadna inna upoważniona do tego osoba z kręgu Leonida Kuczmy takimi informacjami się z nim nie dzieliła. Dziennikarz musiał wierzyć swojemu informatorowi, by jemu mogli uwierzyć inni Ukraińcy.
Z realizacją art. 10 ust. 1 polskiej Ustawy o Prawie Prasowym dziennikarz nie miał problemu. Jego priorytetem była „służba społeczeństwu” i „państwu”, bo przecież założenie „Prawdy” stało się przyczyną zmian politycznych jakie dokonały się na Ukrainie. W artykule 12 ustępu 1 mowa jest o zbieraniu rzetelnych informacji i sprawdzeniu ich wiarygodności oraz podaniu ich źródła. Jak wiadomo ukraiński dziennikarz, o sprawach powiązanych z rządem, informowany był przez jednego z Derkaczy i Ołeksandra Moroza (opozycyjny socjalista) i Mychajła Brodskiego (sprzymierzony z Kuczmą, by później przejść do opozycji). Gongadze na swojej stronie internetowej nie mógł podać bezpośredniego źródła skąd wie o decyzjach rządu. Sądzę, ze jego informatorzy zastrzegli to sobie, a gdyby ich nazwisko znalazło się w serwisie, sprawiedliwość została by wymierzona bronią palną. Nazwiska tych 3 osób Gongadze ujawnił dopiero na torturach. Aż do tamtej pory tożsamość informatorów była nieznana. Mówi o tym art. 12 ust. 2.

Na sukces Pomarańczowej Rewolucji złożyło się kilka elementów, m.in. było to: zamordowanie Gieorgija Gongadzego i pojawienie się w Internecie „Ukraińskiej Prawdy”. Odzyskanie niepodległości jest równoznaczne z odzyskaniem wolności słowa i wolności mediów. Niewątpliwe jest to, że śmierć Gongadzego ma na to niebagatelny wpływ. Natomiast nazywanie jego męczennikiem, który poniósł śmierć w imię prawdy i wiary, stosowane jest może trochę na wyrost. Takich, którzy oddali swoje życie za domaganie się prawdy było na Ukrainie wielu i tutaj laury może zbierać nie tylko sam Gieorgij, mimo, że o nim było głośno przez 5 lat. Żadna śmierć osoby zamordowanej w niewyjaśnionych okolicznościach nie została nazywana śmiercią polityczną, a za taką uznana została śmierć wybitnego ukraińskiego dziennikarza Gieorgija Gongadze.





+ - 0

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0