iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Aktualności / Świat
+ - 0

Życie w słońcu jest jak życie w ogniu (dokończenie)

15 12 2008 Damian Żuchowski Artykuł był czytany 1394 razy

20 LAT WALKI PENANÓW O ZACHOWANIE ŚRODOWISKA ŻYCIA. REFLEKSJA NAD ŚMIERCIĄ KELESAU NAANA.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

cd.                                    

                                   ODSTĘPSTWO, KTÓRE RODZI NADZIEJĘ…


Jean Marie Muller w swej pracy przytacza słowa z książki J. Benetta o Martinie Lutherze Kingu, które mówią nam, iż problem nie leży w logice argumentów lecz w sile. (2) Te kilka słów, stanowi lustrzane odbicie postępowania establishmentu malezyjskiego. Od kilkudziesięciu lat, aż po dziś dzień rządowi notable stosują aparat przymusu ignorując tradycyjne prawa własności tak, aby te nie torowały założeń prowadzonej polityki ekspansji i eksploatacji. W karnawale zysku za wszelką cenę pomijają również malezyjskie prawo – prawo, którego winni być przecież naturalnymi strażnikami. Wielu z nich, tak jak wspomniany minister James Wong Dato, działało w świętym przekonaniu o słuszności obranego kierunku. Wong Dato nazywa malezyjskie państwo modelowym zaś stosunki panujące w nim wynosi do miana pewnej formy nirwany, utopii. Optymizm malezyjskiego urzędnika pozostaje nadal bez pokrycia, lecz poprzez gęsty puch chmur przebija się promień niosący nadzieje, którą z dbałością tłumiono dotąd w zarodku.

Długo oczekiwany promień pada ze strony 350-osobowego plemienia Orang Asli mającego za sobą podobne doświadczenia do tych jakie spotkały Penanów. Orang Asli pozbawieni prawa do własnej ziemi i poddani przymusowej eksmisji bez poszanowania godności odwołali się do sądownictwa, w którym znaleźli ukojenie. Sędziowie stosujący się do litery prawa i sumienia, nie podatni na naciski zewnętrzne podważyli działania rządu przyznając prawo Orang Asli do tradycyjnych ziem. Rząd Federalny odwołał się do Sądu Apelacyjnego twierdząc, iż tradycyjne prawo własności nie jest równoznaczne z prawem własności rozumianym w świetle obowiązujących przepisów. Sąd Apelacyjny odrzucił rządową sugestię podtrzymując wcześniejsze ustalenia oraz zarządzając wypłatę odszkodowań. W uzasadnieniu wyroku czytamy: „Jest to przykład sprawy – gdzie władze federalne – reprezentujące nasze państwo – zgodnie z prawem wyznaczone do obrony Aborygenów, zezwoliły na potraktowanie ich w najbardziej okrutny i niegodny sposób. Mam nadzieję, że taki epizod nigdy więcej się już nie powtórzy”.
Humanistyczne i szlachetne przesłanie wyroku budzi nadzieję, że pomimo dziejących się niesprawiedliwości istnieją w Malezji ośrodki i instytucje mogące skutecznie hamować dokonujące się naruszenia i gwałty. Sprawa Orang Asli pozostaje jednak precedensem w morzu potrzeb i wciąż kipiącej fali zaboru. W roku 2005 podobnych, nierozwiązanych spraw w samym tylko Sarawak pozostawało około setki.

Rząd malezyjski czynnie walczy z piractwem morskim na własnych wodach, ale za to bierze udział w piractwie lądowym, które uderza w lasy, przyrodę i autochtonów. Różnica polega na tym, iż piractwo morskie przynosi straty gospodarcze zaś piractwo spod znaku buldożera i piły motorowej – przeciwnie – dostarcza szczególnego rodzaju intraty. W imię tej idei podejmuje więc działania bezpośrednie i pośrednie, usuwając opornych i wydając koncesje wpływowym firmom.
Wielkie przedsiębiorstwa kierujące się zasadą maksymalizacji zysków odpowiedzialne są za liczne naruszenia, cierpienia i gwałty w różnych zakątkach globu. Tam gdzie sumienie ustępuje zyskowi lub tyranii a dobroczynność sprowadza się do parteru strategii marketingowej tam szybko obumierają zasady i prawa oraz naturalne spoiwa bezpieczeństwa.
Firma Stell jest odpowiedzialna za cierpienia Indian Cofan i Nahua w Peru i Ekwadorze; Freeport/McMoran żeruje na plemieniu Amungme w Papui Zachodniej, zaś angielska spółka Vedanta uderza dziś w indyjskich Dongria Kondh.
Przedsiębiorstwem, które wyjątkowo negatywnie zasłużyło się w pochodzie na ziemie Penan jest malezyjski gigant Samling. Drewniany olbrzym posuwając się do naruszenia prawa, odpowiedzialny jest za nielegalny wyrab lasów w różnych zakątkach planety. Prezydent Gujany publicznie potępił Samling w roku 2004 oskarżając go o nielegalną penetracje gujańskich lasów. Działając wespół z pewnymi koncesjonariuszami oraz miejscowymi urzędnikami leśnictwa, gujańska komórka Samlingu miała targnąć się na obszar 408’000 hektarów lasu tropikalnego. Wcześniej spółka musiała zawiesić swoje ambicje w Kambodży oraz Papui Nowej Gwinei, gdzie stwierdzono niezgodności z miejscowymi regulacjami prawnymi.
W marcu 2007 roku 37 pozarządowych organizacji z 18 krajów zwróciło się z apelem wzywającym do unikania Samlingu, którego oplata wciąż gęsta sieć banków, inwestorów i detalistów drewna. Pomimo rozlicznych naruszeń i gwałtów, Samling za przyzwoleniem krajowego rządu nadal ma się dobrze w Sarawak. 


                            EPILOG. REFLEKSJA NAD ŚMIERCIĄ KELESAU NAANA


23 października 2007 roku jeden z przywódców ludu Penan – Kelesau Naan zapuścił się w głąb lasu w celach łowieckich. Wychodząc poinformował żonę, iż do wieczora zjawi się z powrotem. Nazajutrz małżonka i członkowie rodziny byli już bardzo zaniepokojeni przeczuwając najgorsze. Kelesau Naan jako doświadczony piechur i myśliwy znał doskonale każdy leśny ostęp i nikt nie sądził aby ten ponad 70-letni lider małej społeczności Long Kerong mógł zgubić drogę. Tymczasem Kelesau Nann nie dawał znaku życia. Nie tracąc czasu zainicjowano poszukiwania przeczesując kolejne partie lasu.

Kelesau Naan


Po niemal dwóch miesiącach nieobecności odnaleziono poszukiwanego, niestety martwego. Ciało denata znajdywało się w na tyle zaawansowanym stopniu rozkładu, iż na miejscu znaleziono już tylko kości. Identyfikacja osobowa nie pozostawała jednak wątpliwości, gdyż w bezpośrednim sąsiedztwie znaleziono dowody tożsamości w postaci przedmiotów osobistych. Penanowie, którzy znaleźli poszukiwanego od początku podejrzewają, iż śmierć przywódcy z Long Kerong ma bezpośredni związek z jego oporem przeciwko wycince lasów. Saund Bujang powiedział, że „jego ręka została rozbita i wygląda tak jak gdyby została uderzona przez ostry przedmiot”.

Kelesau Naan od 1998 roku aktywnie sprzeciwiał się próbom deforestacji regionu. Brał czynny udział w blokadach mających zatrzymać pochód Samlingu. Naan był również jednym z sygnatariuszy apelu pod, których podpisali się przedstawiciele 17 społeczności Penan w 2006 roku. Apel adresowany do angielskich odbiorców drewna zrzeszonych w spółce Jewson zwracał się z prośbą o zawieszenie współpracy z Samling. Po opublikowaniu listu w poczytnym magazynie Times, Jewson zerwał kontakty z drzewnym potentatem. Kelesau Naan wykazał ponadto zaangażowanie w głośnych blokadach z 2006/2007 roku w okolicach pobliskiego Long Benali podczas, których prace Samlingu stanęły w miejscu na kolejne długie miesiące.

Tuż przed zniknięciem Kelesau Naan powiedział: „Wyzwanie udowodniło swoją wartość. Cieszymy się, że nie daliśmy się przekupić przedsiębiorstwom drzewnym”. Wcześniej Penanowie z Long Benali odmówili przyjęcia „prezentu” w postaci wodociągów od spółki odpowiedzialnej za zanieczyszczenie wody pitnej.
Przyczyna śmierci Kelesau Naana po dziś dzień pozostaje nie rozwiązana. Policja nie wyklucza morderstwa, lecz równocześnie zaznacza, iż na podstawie oględzin kości trudno stwierdzić, co stanowiło faktyczną przyczynę śmierci. Nie można wykluczyć, iż Naan stał się ofiarą feralnego wypadku, ale pewne wydarzenia zarówno z przed jak i po zniknięciu wzbudzają szczególne podejrzenia.
Kilka miesięcy przed zarysowanymi wydarzeniami pracownicy Samlingu zostali zauważeni podczas penetracji i obserwacji spornego terytorium. Gdy Penanowie nakazali im, aby odeszli, ci zrewanżowali się groźbami użycia przemocy fizycznej. Kelesau Naan wraz z innymi przywódcami napisał list do Samlingu protestując przeciwko incydentowi. Rodzina Naana utrzymuje też, iż dwaj pracownicy firmy odwiedzili zmarłego tuż przed zniknięciem szczegółowo wypytując o kroki na przyszłość.
Jeszcze więcej wątpliwości wzbudzają zajścia po stwierdzeniu śmierci. Osoba – jak niesie wieść – powiązana z Samlingiem próbowała nakłonić syna zmarłego, Nicka Kelesau aby ten podpisał stwierdzenie mówiące, iż nie podejrzewa żadnych pogwałceń w kwestii zgonu ojca. Wbrew odmowie poręczenia wkrótce w obiegu znalazł się list ze sfałszowanym podpisem. Nie bez zastrzeżeń pozostaje również praca struktur policyjnych, które dwukrotnie informowały, iż Kelesau nie został zamordowany zanim jeszcze odpowiednie jednostki śledcze zjawiły się we wsi, aby należycie zbadać problem.
Kelesau Naan to już czwarta osoba po Bruno Manserze oraz dwóch innych liderach Penan, która znika i traci życie w niewyjaśnionych okolicznościach, być może płacąc najwyższą cenę za opór przeciwko najazdowi na ziemie Penan.

Tak oto materializm wybrukowany rządzą zysku, z milczącym przyzwoleniem rozbił świat tych nielicznych, którzy egzystując z dala od fanfarów rozbrzmiewających w miastach współczesnych państw prowadzili prosty, egalitarny żywot. Historia Penanów to nie kolejna kreacja „szlachetnego dzikusa” Jeana Jacquesa Rousseau otulona literacką fantazją. Codzienność tubylców, choć osadzona w innych realiach nie różniła się od problemów, jakie rozdzierają istotę ludzką w innych zakątkach globu. Każdy bowiem jest niczym jak i najważniejszym stworzeniem w danej przestrzeni i miejscu. Ignorując równowagę wypływającą z tej zależności rząd malezyjski zechciał być wszystkim i w imię tej idei mianował się właścicielem wszystkiego.

Rząd Polski w dwustronnych stosunkach z rządem malezyjskim do dziś nie zajął stanowiska wobec tragedii ludu Penan. Zaniechanie o, którym mowa, najpewniej nigdy nie brane pod uwagę nie przeszkadza w prowadzeniu kwitnących interesów gospodarczych. Strona malezyjska jest jednym z ważniejszych odbiorców polskiego sprzętu wojskowego. W 2007 roku zatwierdzono kontrakt na sprzedaż 48 czołgów, które zasilą armię z Półwyspu Malajskiego.


Jeśli los ludzi poruszony w tej oto pracy nie pozostaje ci obojętnym zachęcam do napisania listów z prośbą o uszanowanie praw do ziemi ludu Penan oraz wstrzymaniem procesu wycinki lasów na poniższe adresy. Działania podjęte dziś wytyczą szlaki przyszłości:


YAB Pehin Sri Haji Abdul Taib Mahmud
Chief Minister of Sarawak
Office of the Chief Minister of Sarawak
22nd Floor, Wisma Bapa Malaysia Petra Jaya
Kuching
93502
Sarawak
Malaysia

Ambasada Malezji
ul. Gruzińska 3
03-902 Warszawa

Gotową petycję w tej sprawie można również podpisać na stronie internetowej organizacji Survival International:

http://www.survival-international.org/actnow/writealetter/penan

                                                                  ***

Na początku października Penanowie z czterech społeczności: Ba Abang, Long Item, Long Kawi i Long Pakan wznieśli blokadę przeciwko przedsiębiorstwu Interhill trawiącemu połacie lasu na terenie Średniego Baramu…





Odnośniki z tekstu:

1. Więcej wiadomości na temat sytuacji izolowanych Indian Peru umieszczam w rysie „Strażnik sumienia, czyli o konieczności ochrony izolowanych ludów Ameryki Południowej”
2. Jean Marie Muller Strategia politycznego działania bez stosowania przemocy, Wydawnictwo Krąg, Warszawa 1984





Bibliografia:

1. Paul Spencer Sochaczewski „Bruno and the Blowpipes. Who will determine the future of Sarawak's Penan?” Earth Times, 2001.
2. Ruedi Suter “Das unerklärliche Verschwinden von Bruno Manser”
3. Survival International “News 2006-2008”
4. Bruno Manser Fonds “Newsletter. April 1994”
5. „Dzikie Życie” Wieści ze Świata 12,1/138,139 2005/06
6. „Zielone Brygady” nr 11(29)/91, listopad '91
7. „National Geographic” ( nr.1 październik 1999 rok)

 

Wideografia:

1. 'Wyprawa do serca Borneo - 87'. Prod. Szwecja, reż. Jan Roed, Fredrik von Krusenstjerna, Björn Cedeberg, Kristian Petri, 1989

 





+ - 0

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 1

1. Maja | 10:58 06-04-2009

bardzo ciekawy artykuł! duży plus za ogrom informacji.