Biznes / Ekonomia
KNF ma pracę dzięki nowym ofertom lokat terminowych?
Artykuł był czytany 2810 razyOstatnie tygodnie to prawdziwy wysyp oferty lokat terminowych. Podwyżki stóp procentowych oraz duże spadki na giełdzie papierów wartościowych stały się okazją dla banków.
Okazją do zawalczenia o pieniądze klientów, którzy stracili na inwestycji w fundusze inwestycyjne lub mają oszczędności i szukają dla nich miejsca.
Banki próbując skusić klientów do siebie prześcigają się, jeśli chodzi o wysokość oprocentowania lokat. Niektóre jednak idą krok za daleko. Takim przypadkiem jest bank PKO BP i firma Finroyal, których to lokatami zainteresowała się Komisja Nadzoru Finansowego.
Max Lokata, zysk bez gwiazdek?
PKO BP, do niedawna lider bankowości, w Polsce postanowił włączyć się do walki o oszczędności Polaków. Jest to fakt o tyle istotny, że PKO BP znany był raczej z tego, że nie rozpieszczał klientów wysokością oprocentowania. Ilość klientów zapewniała bankowi wystarczający dopływ depozytów pomimo słabej oferty. Dobre czasy jednak musiały się skończyć i gigant zmuszony został do walki o depozyty, aby zyskać środki na akcję kredytową. O tym, że akcja reklamowa nowej lokaty przyniosła skutek, świadczą liczby. W ciągu trzech dni bank zebrał blisko 0,5 mld zł (Dziennik 1.02.).
Max Lokata w PKO BP, która wprowadzona została z dużą pompą na rynek, już po trzech dniach dystrybucji doczekała się skarg i zainteresowania ze strony Komisji Nadzoru Finansowego. Nie takiego „wejścia” na rynek z pewnością się spodziewano. Lokata reklamowana jako oprocentowana na aż 6%, w dodatku z możliwością wygrania samochodu marki Toyota, okazała się sprytnie skonstruowana i zawiera pułapkę znacznie zmniejszającą atrakcyjność lokaty. Po bliższym przyjrzeniu się warunkom lokaty okazuje się, że oprocentowanie 6% będzie naliczane, ale dopiero od 18 marca. Ktoś, kto zapisał się na lokatę w pierwszych dniach subskrypcji, przez okres półtora miesiąca na odsetki nie ma co liczyć.
Reklama lokaty zawiera również zapewnienie o tym, iż bank wypłaci odsetki w przypadku wcześniejszego zerwania lokaty. Nie wspomina jednak przy tym, że odsetki te wyniosą zaledwie o od 1% do 3%, w zależności od tego jak szybko zerwiemy lokatę. Na otarcie łez klienci, którzy wpłacili już pieniądze, wezmą udział w losowaniu 3 samochodów marki Toyota. Marne to pocieszenie dla tysięcy klientów, którzy ulegli magii reklamy Max Lokaty
Pytanie, jak klienci zareagują na takie podejście banku?
Czy odwrócą się od oferty banku, przynajmniej w kwestii lokat?
Zrażeni klienci będą z pewnością baczniej przyglądać się ofercie w przyszłości.
Prawdopodobny scenariusz jest taki, że jakość lokat ustąpi miejsca ilości i PKO BP uniknie większych konsekwencji.
Finroyal przyjmuje pieniądze klientów na lokaty choć nie ma na to zgody KNF
Od kilku miesięcy na polskim rynku działa firma Finroyal. Oferuje wysoko oprocentowane lokaty. W zależności od waluty, oprocentowanie sięga nawet 13% w GBP i 12,6% w PLN. To aż dwa razy więcej, niż oferują najkorzystniejsze lokaty krajowych banków.
Dlaczego Finroyal oferuje dwa razy więcej niż banki?
Powszechnie wiadomo, że banki nie mogą dawać zbyt wysoko oprocentowanych lokat przy obowiązujących stopach procentowych. Jest to dla nich zwyczajnie nieopłacalne.
Klucz do tak wysokiego oprocentowania lokat w Finroyal wydaje się tkwić w modelu działalności firmy. Spółka zajmuje się zarządzaniem i pomnażaniem oszczędności. Działa ponoć w wielu krajach. Jej głównym produktem jest kontrakt lokacyjny.
Ukryte TFI?
Takie wnioski nasuwają się same, jeśli przeczytać informacje podawane przez różne źródła.
Finroyal przyjmuje od klientów pieniądze, wypłaca im odsetki, a zgromadzone aktywa inwestuje w udziały spółek. Stąd moje porównanie do funduszy inwestycyjnych, które również inwestują aktywa w inne przedsięwzięcia. Różnica polega na tym, że TFI w międzyczasie nie wypłacają dywidend.
Firmą Finroyal zainteresowała się Komisja Nadzoru Finansowego. Wszystko za sprawą wymaganej zgody na przyjmowanie od klientów pieniędzy. Bez takiej zgody działania Finroyal są nielegalne.
Działalność firmy jest dość tajemnicza. Choć podaje informacje o swojej długiej historii, to strona internetowa spółki powstała niecały rok temu.
Podobnie jak w przypadku firm WGI czy Interbrok, również Finroyal wzbudza żywe emocje wśród internautów. W sieci można znaleźć dyskusje na temat firmy oraz wątpliwości związane z jej działalnością.
Inwestorzy powinni pamiętać o przypadkach WGI, Interbrok, których klienci stracili w sumie kilkaset milionów złotych. Obiecać zyski jest łatwo. Trudniej je wypłacać. Dopóki chętnych do wpłat jest dużo, cały interes się kręci. Kłopoty pojawiają się, gdy nie ma z czego wypłacać rzekomych zysków, a nowych wpłat jest coraz mniej. Wówczas pozostaje kluczenie i zwodzenie klientów. W ostateczności znika się z pieniędzmi.
Aby uniknąć takich niespodzianek, warto sprawdzić czy dana firma ma zezwolenie na prowadzenie działalności bankowej i inwestycyjnej. Dodatkowo należy zachować rozsądek
i nie ulegać magii procentów. Nigdy nie wpłacajmy więcej jak 25%, 30% naszych oszczędności na jedną lokatę. Tym bardziej, jeśli są to lokaty „super” atrakcyjne, przez co dość podejrzane. Chciwość bywa tu najgorszym doradcą.
Banki próbując skusić klientów do siebie prześcigają się, jeśli chodzi o wysokość oprocentowania lokat. Niektóre jednak idą krok za daleko. Takim przypadkiem jest bank PKO BP i firma Finroyal, których to lokatami zainteresowała się Komisja Nadzoru Finansowego.
Max Lokata, zysk bez gwiazdek?
PKO BP, do niedawna lider bankowości, w Polsce postanowił włączyć się do walki o oszczędności Polaków. Jest to fakt o tyle istotny, że PKO BP znany był raczej z tego, że nie rozpieszczał klientów wysokością oprocentowania. Ilość klientów zapewniała bankowi wystarczający dopływ depozytów pomimo słabej oferty. Dobre czasy jednak musiały się skończyć i gigant zmuszony został do walki o depozyty, aby zyskać środki na akcję kredytową. O tym, że akcja reklamowa nowej lokaty przyniosła skutek, świadczą liczby. W ciągu trzech dni bank zebrał blisko 0,5 mld zł (Dziennik 1.02.).
Max Lokata w PKO BP, która wprowadzona została z dużą pompą na rynek, już po trzech dniach dystrybucji doczekała się skarg i zainteresowania ze strony Komisji Nadzoru Finansowego. Nie takiego „wejścia” na rynek z pewnością się spodziewano. Lokata reklamowana jako oprocentowana na aż 6%, w dodatku z możliwością wygrania samochodu marki Toyota, okazała się sprytnie skonstruowana i zawiera pułapkę znacznie zmniejszającą atrakcyjność lokaty. Po bliższym przyjrzeniu się warunkom lokaty okazuje się, że oprocentowanie 6% będzie naliczane, ale dopiero od 18 marca. Ktoś, kto zapisał się na lokatę w pierwszych dniach subskrypcji, przez okres półtora miesiąca na odsetki nie ma co liczyć.
Reklama lokaty zawiera również zapewnienie o tym, iż bank wypłaci odsetki w przypadku wcześniejszego zerwania lokaty. Nie wspomina jednak przy tym, że odsetki te wyniosą zaledwie o od 1% do 3%, w zależności od tego jak szybko zerwiemy lokatę. Na otarcie łez klienci, którzy wpłacili już pieniądze, wezmą udział w losowaniu 3 samochodów marki Toyota. Marne to pocieszenie dla tysięcy klientów, którzy ulegli magii reklamy Max Lokaty
Pytanie, jak klienci zareagują na takie podejście banku?
Czy odwrócą się od oferty banku, przynajmniej w kwestii lokat?
Zrażeni klienci będą z pewnością baczniej przyglądać się ofercie w przyszłości.
Prawdopodobny scenariusz jest taki, że jakość lokat ustąpi miejsca ilości i PKO BP uniknie większych konsekwencji.
Finroyal przyjmuje pieniądze klientów na lokaty choć nie ma na to zgody KNF
Od kilku miesięcy na polskim rynku działa firma Finroyal. Oferuje wysoko oprocentowane lokaty. W zależności od waluty, oprocentowanie sięga nawet 13% w GBP i 12,6% w PLN. To aż dwa razy więcej, niż oferują najkorzystniejsze lokaty krajowych banków.
Dlaczego Finroyal oferuje dwa razy więcej niż banki?
Powszechnie wiadomo, że banki nie mogą dawać zbyt wysoko oprocentowanych lokat przy obowiązujących stopach procentowych. Jest to dla nich zwyczajnie nieopłacalne.
Klucz do tak wysokiego oprocentowania lokat w Finroyal wydaje się tkwić w modelu działalności firmy. Spółka zajmuje się zarządzaniem i pomnażaniem oszczędności. Działa ponoć w wielu krajach. Jej głównym produktem jest kontrakt lokacyjny.
Ukryte TFI?
Takie wnioski nasuwają się same, jeśli przeczytać informacje podawane przez różne źródła.
Finroyal przyjmuje od klientów pieniądze, wypłaca im odsetki, a zgromadzone aktywa inwestuje w udziały spółek. Stąd moje porównanie do funduszy inwestycyjnych, które również inwestują aktywa w inne przedsięwzięcia. Różnica polega na tym, że TFI w międzyczasie nie wypłacają dywidend.
Firmą Finroyal zainteresowała się Komisja Nadzoru Finansowego. Wszystko za sprawą wymaganej zgody na przyjmowanie od klientów pieniędzy. Bez takiej zgody działania Finroyal są nielegalne.
Działalność firmy jest dość tajemnicza. Choć podaje informacje o swojej długiej historii, to strona internetowa spółki powstała niecały rok temu.
Podobnie jak w przypadku firm WGI czy Interbrok, również Finroyal wzbudza żywe emocje wśród internautów. W sieci można znaleźć dyskusje na temat firmy oraz wątpliwości związane z jej działalnością.
Inwestorzy powinni pamiętać o przypadkach WGI, Interbrok, których klienci stracili w sumie kilkaset milionów złotych. Obiecać zyski jest łatwo. Trudniej je wypłacać. Dopóki chętnych do wpłat jest dużo, cały interes się kręci. Kłopoty pojawiają się, gdy nie ma z czego wypłacać rzekomych zysków, a nowych wpłat jest coraz mniej. Wówczas pozostaje kluczenie i zwodzenie klientów. W ostateczności znika się z pieniędzmi.
Aby uniknąć takich niespodzianek, warto sprawdzić czy dana firma ma zezwolenie na prowadzenie działalności bankowej i inwestycyjnej. Dodatkowo należy zachować rozsądek
i nie ulegać magii procentów. Nigdy nie wpłacajmy więcej jak 25%, 30% naszych oszczędności na jedną lokatę. Tym bardziej, jeśli są to lokaty „super” atrakcyjne, przez co dość podejrzane. Chciwość bywa tu najgorszym doradcą.













